ROZDZIAŁ 1
Allyson
Gdy byłam jeszcze na uczelni zaczął delikatnie prószyć śnieg. Szłam po lekko
zaśnieżonym chodniku. Na dworze było już ciemno i na niebie pokazały się już
gwiazdy, więc mogłam je bez przeszkód oglądać i podziwiać. Kocham takie dni,
kiedy idę w ich blasku a światło księżyca obleka całą moją posturę. Była druga
połowa listopada.
Już niedługo święta i
ta cała nerwówka, kupowanie prezentów i te inne różne dziwne rzeczy, które
ludzie robią. Mimo wszystko lubiłam tę porę roku. Podobało mi się gdy na moich
długich, niesfornie pokręconych czarnych włosach osiadały płatki śniegu. Co
prawda wyglądałam wtedy tak jakbym miała łupież, ale to nic. Skończyłam jakieś
10 minut temu wykłady i szłam właśnie w odwiedziny do rodziców, ponieważ mój
współlokator i najlepszy przyjaciel w jednym, cóż za nieszczęsny pakiet, miał
jeszcze swoje zajęcia. Umówiliśmy się, że jak skończy to podjedzie po mnie. Z Sethem
znamy się od przedszkola i właściwie naszą przyjaźń zawdzięczamy piaskownicy.
Gdy miałam 3 lata siedziałam sobie grzecznie w piachu i
budowałam zamek dla mojej lalki. Jednak nie
mogła ona z niego skorzystać, bo gdy Seth wlazł do piaskownicy niechcący mi go
zburzył. Strasznie się zdenerwowałam i wyszłam z niej zapamiętując sobie kto
się dopuścił tego karygodnego czynu. Kilka dni później zobaczyłam jak Seth
buduje jakiś statek kosmiczny z kloców lego i nie zastanawiając się długo
postanowiłam, że odegram się za mój zamek. Przechodząc koło niego kopnęłam w
jego statek , który rozpadł się na części.
Seth nie przejął się tym zupełnie, zaczął od nowa go budować. Widząc to
zamiast dumy, poczułam wstyd i nie myśląc długo usiadłam koło niego i mu
pomogłam. Tak zaczęła się nasza przyjaźń, która trwa do dziś. Tamten dzień był
zdecydowanie najlepszym dniem mojego życia. Dochodziłam właśnie do klatki
moich rodziców. Odszukałam prawidłowy numer
na domofonie i nacisnęłam go. Po paru minutach rozległ się głos mojej mamy -
Bethany:
- Halo ?
- Tu Ally. Otwórz bo marznę. – powiedziałam i usłyszałam dźwięk bzyczenia,
który zwiastował, że drzwi można już pociągnąć. Weszłam do klatki i wdrapałam
się na 3 piętro pod numer 18. Nacisnęłam klamkę i weszłam do mieszkania. Po
lewej stronie był mały pokoik, w którym kiedyś mieszkałam razem z moim bratem
Michaelem. Natomiast naprzeciwko naszego pokoju były drzwi do sypialni
rodziców. Na wprost wejścia znajdowała się łazienka razem z wanną, nie była ona
duża, ale wystarczająca jak na naszą czwórkę. Od drzwi wejściowych do łazienki
prowadził mały korytarzyk i gdy stanęło się przodem do drzwi łazienki znów po
prawej i lewej stronie były pomieszczenia. Po lewej była kuchnia, a po prawej
salon. Mieszkanie było urządzone nawet nowocześnie, bo rodzice po wyprowadzce
dzieci zrobili remont. Weszłam do kuchni i tam zastałam mamę, która właśnie
wlewała wodę do czajnika.
-Ally, dziecko dawno Cię tu nie było. Opowiadaj co u ciebie, jak na uczelni,
co u Setha ? - Ledwo co weszłam i
już zostałam
zasypana pytaniami. Uśmiechnęłam się. Moja mama miała 50 lat i była
emerytowanym nauczycielem języka angielskiego. Miała może 170 wzrostu,
wyraziste rysy twarzy i czarne, również kręcone włosy sięgające do ramion. I co
najważniejsze miała szare oczy. Ja niestety oczy odziedziczyłam po tacie.
- Spokojnie mamo. Weź oddech, bo się zapowietrzysz. Wyrzucasz pytania z
siebie niczym ta maszyna do piłek tenisowych. Wiesz jak jest na studiach. Mam strasznie
dużo nauki i jakoś nie mogę się zabrać za przeczytanie kodeksu cywilnego z
karnym uwinęłam się szybko, ale jakoś do tego nie mogę się zmobilizować. Nie
śpię po nocach, bo nasz kochany Seth uczy się na jakieś durne kolokwium i tylko
cały czas łazi po domu. Wygląda jak zombie, nic nie je, chyba że batony i pije
na zmianę colę i kawę. Martwię się o niego. Wiem, że medycyna to wymagający
kierunek, ale bez przesady. Nie spał jakieś 3 albo 4 dni, przez co ja też nie bardzo
się wysypiam. To skutkuje tym, że zasypiam na wykładach, tak jak dzisiaj u
Browna. –opowiedziałam mamie. Zauważyłam, że na wzmiankę o Secie trochę się
zamyśliła. Traktuje go jak swojego syna od zawsze. Gdy rodzice Setha rok temu
zginęli w wypadku samochodowym poparła mnie kiedy powiedziałam, że zamieszka ze
mną w mieszkaniu Michaela, który wyprowadził się do swojej narzeczonej Annie. Niedawno
wzięli ślub. Teraz wokół rozsiewają przesłodzoną aurę cukierkowości od której
aż skacze cholesterol i zbiera Ci się na wymioty. Ale wracając do Setha.
Sprzedaliśmy mieszkanie Państwa Lerman i za
te pieniądze zrobiliśmy mały remont w naszym nowym domu. Wyrwałam się z
zamyślenia i popatrzyłam na mamę, nadal była zamyślona jednak potem na jej
twarzy pojawił się uśmiech i już wiedziałam, że coś wymyśliła. Spojrzała na
mnie a w jej oczach widziałam determinację. Uśmiechnęłam się do niej.
- Co takiego wymyśliłaś Geniuszu ? – coś czułam, że to miało w sobie jakiś
podstęp.
- Nie pozwolimy Sethowi zauczyć się na śmierć, jako lekarz sam powinien
wiedzieć, że taki stan nie jest dla niego zdrowy. Ugotujemy mu jego ulubione
danie, czyli zapiekankę makaronową. Ty karzesz mu wejść na górę gdy tylko po
Ciebie przyjedzie. Razem zjemy coś pysznego i przynajmniej zobaczysz się z
ojcem bo narzeka, że już dawno nie widział swojej córeczki. Powinien niedługo
wrócić, bo pojechał do Petera pomóc mu pomalować pokój gościnny. – powiedziała.
Jest prawdziwym aniołem. Od czasu śmierci rodziców Setha zastępuje mu matkę,
nawet kazała mu tak na siebie mówić, ale on nie może się przełamać. A mój tata,
cóż tu dużo mówić, jest po prostu super. Ma około 180 cm, ciemne włosy i piękne
duże szmaragdowe oczy. Ma 51 lat i jest emerytowanym inżynierem. Wszyscy mówią
mu Chris, bo jego imię jest za długie i zbyt poważne da niego.
- Mamo jesteś genialna, tylko wiesz Seth dużo nie jadł, więc będziesz
musiała zrobić taką – powiedziałam i rozłożyłam ręce na szerokość ramion. Mama
zaśmiała się i zabrałyśmy się do roboty.
Po jakiejś półgodzinie było wszystko gotowe, rozłożyłam nam głębokie talerze
i sztućce, a mama rozłożyła szklanki i na środku stołu postawiła duży dzbanek
herbaty z cytryną. Mama sprawdzała właśnie jak tam zapiekanka, gdy zabrzęczał
domofon. Kiwnęła w moją stronę głową, żebym otworzyła. Podniosłam słuchawkę do
ucha i powiedziałam :
- Halo ?
- Policja otwierać ! – usłyszałam wesoły głos mojego taty. Uśmiechnęłam się
pod nosem i nacisnęłam odpowiedni guzik. Podeszłam do drzwi i przekręciłam
kluczyk. Z szafki obok dużej szafy na ubrania wyjęłam ulubione papcie taty i
jakieś kapcie dla Setha . Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Wyszłam do
przedpokoju i zobaczyłam, że ich kurtki i włosy są pokryte śniegiem.
- Rozbierajcie się szybko i myjcie ręce. Zjemy coś pysznego. – powiedziałam
gdy tata chował swój płaszcz do szafy a Sethowi dawał wieszak na jego kurtkę.
Seth wziął wieszak i zawiesił na nim kurtkę. Tata założył kapcie i od razu mnie
przytulił. Stęskniłam się za nimi mimo, że mieszkamy w tym samym mieście
odwiedzam ich bardzo rzadko, bo po prostu nie ma mam na to czasu. Tata poszedł
już do łazienki a ja patrzyłam jak Seth wiesza kurtkę do szafy. Podeszłam do
niego i przytuliłam go. Położył mi swój podbródek na mojej głowie.
- Ally, jedźmy do domu, bo zaraz zasnę na stojąco. Już po kolokwium więc
mogę się w końcu wyspać. – powiedział. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
Były przekrwione , a jego twarz była strasznie blada. Uśmiechnęłam się do
niego. Odpowiedział mi tym samym jednak był to trochę wymuszony uśmiech.
- Kolego a głodny to ty przypadkiem nie jesteś ? – zapytałam a on pokręcił
głową i teraz uśmiechnął się szczerze.
- Jak mi się o tym nie przypominało to nawet tego nie czułem. – powiedział.
Odsunęłam się od niego i pokazałam palcem na drzwi łazienki. Pokiwał
porozumiewawczo głową i się tam skierował. Poszłam do kuchni i usiadłam
naprzeciwko taty. Mama właśnie stawiała naczynie z zapiekanką makaronową na
stole kiedy do kuchni wszedł Seth. Popatrzyła na niego i jej oczy się
rozszerzyły.
- Matko Seth coś Ty ze sobą zrobił dziecko ? Wyglądasz fatalnie. –
powiedziała. Seth uśmiechnął się i podszedł ją przytulić.
- Panią też miło widzieć. Co tak świetnie pachnie ? – powiedział jak
puszczał moją mamę z uścisku. Śmiesznie z nim wyglądała, ponieważ Seth był
jakieś 20 cm od niej wyższy. Wyglądała przy nim jak krasnoludek.
- Zapiekanka makaronowa Twoje ulubione danie. A teraz siadaj, strasznie
schudłeś od ostatniego razu. – powiedziała i zaczęła nakładać Sethowi dość
sporawą porcję. Seth usiadł koło mnie i patrzył z błyskiem w oku na wielgachny
kopiec dania na swoim talerzu. Jadł aż mu się uszy trzęsły. Mama nałożyła
kolejno mi, tacie i sobie. Oczywiście mi też nałożyła
taką dużą porcję, że zjadłam połowę, co
skwitowała niezadowolonym pomrukiem. Seth zjadł wszystko tak samo jak tata,
więc przynajmniej z nich była zadowolona. Po skończonym posiłku powiedzieliśmy
z Sethem, że pozmywamy. Rodzice natomiast poszli obejrzeć wiadomości. Mieliśmy
wszystkie naczynia już prawie pomyte i wytarte został nam chyba tylko dzbanek
po herbacie i szklanki, gdy zauważyłam, że Seth jest jakiś niemrawy.
- Co jest ? – zapytałam. Popatrzył na mnie i zobaczyłam u niego smutek w
oczach.
- Dzisiaj mija rok od śmierci moich rodziców – powiedział.
- No Allyson jesteś świetną przyjaciółką,
powinni Ci dać medal ! – powiedziała moja podświadomość. Wywróciłam na nią
oczami. Jak można nie pamiętać tak ważnej daty. I to jeszcze ja ! Wpadka na
całej linii !
Seth jest jedynakiem, co
za tym idzie był oczkiem w głowie rodziców. Oczywiście Państwo Lerman nie
rozpieszczali go, ale pokazywali mu ich miłość do niego. Starali się spędzać ze
sobą dużo czasu. Rodzice Setha byli doktorami, więc byli bardzo zabiegani. Ale
praca nie była dla nich priorytetem. Seth wygląda dokładnie jak swój ojciec, no
może jest bardziej umięśniony i troszkę wyższy od niego. Natomiast charakter
Seth odziedziczył po mamie. Pani McKenzie była bardzo uczuciową kobietą, zawsze
uśmiechniętą, radosną, zawsze można było na nią liczyć. Bardzo lubiłam tam
przebywać. Miłość tej dwójki ludzi po prostu uderzała w twarz niczym dobry
bokser. Pan Ben i Pani McKenzie byli szatynami. Jednak różnili się oczami. On
miał oczy bardziej wpadające w zieleń a Ona miała je tak błękitne, że aż to
niemożliwe. Z połączenia tych dwóch kolorów wyszedł piękny ciemny szmaragd. Seth
z wyglądu był podobny do ojca. Jednak przenikliwość jego spojrzenia oraz
łagodny wyraz twarzy przypominał mi jego mamę. Pani Lerman cieszyła się, że
Seth ma we mnie wsparcie i zawsze może się trochę na nich pożalić. Seth nigdy
nie powiedział na rodziców złego słowa, byli ze sobą bardzo szczerzy. Tworzyli
idealną wręcz rodzinę. Wszystkie szklanki oraz dzbanek były już umyte gdy
otrząsnęłam się z zamyślenia. Powkładałam wszystko do szafek i spojrzałam na
Setha. Siedział przy stole i patrzył za okno z nieobecnym wyrazem na twarzy.
Podeszłam do niego i przytuliłam go.
- Wiem jak bardzo Ci ich brakuje, uwierz mi sama za nimi bardzo tęsknie.
Pamiętaj jednak, że nie chcieliby, żebyś się smucił. Jeśli chcesz, to możemy
się już zebrać i pojechać na cmentarz. Kupimy znicz i chwilę tam posiedzimy.
Pogadamy z nimi jak robiliśmy to przez kilka pierwszych miesięcy, po tym jak
cudem wyciągnęłam Cię z tego zatęchłego wyrka. – powiedziałam i zaśmiałam się.
Seth zawtórował mi. Nigdy nie chciałabym zobaczyć go znów w takim stanie jak
tamten. Nigdy do tego nie dopuszczę.
- A chce Ci się ze mną jechać ?
-
zapytał i spojrzał na mnie. Bez wahania pokiwałam głową. – To co żegnamy się ?
– potwierdziłam. Poszliśmy pożegnać się z rodzicami. Mama zmartwiła się, że tak
wcześnie jedziemy, jednak jak powiedziałam jej gdzie to posmutniała. Oczywiście
zostaliśmy zaproszeni na obiad w niedzielę jak co tydzień. Powiedziałam, że na
pewno przyjdziemy. Ubraliśmy się i pojechaliśmy na cmentarz.
ROZDZIAŁ2
Allyson
Cmentarz niestety znajdował się za miastem, więc jakieś 45 minut zajął nam
dojazd. Zatrzymaliśmy się na parkingu. Seth czekał przy aucie ja natomiast
pobiegłam do sklepu po znicze. Wybrałam dwa takie duże w kształcie serca. Nie
były jakieś cudowne, ale nie były też przeciętne. Takie w sam raz. Podeszłam do
Setha i złapałam go za rękę. Odwrócił się i posłał mi piękny uśmiech. Choć nie
obejmowały go jego oczy. Poszliśmy razem w dobrze nam znane miejsce. Marmurowy
pomnik był wykonany bardzo prosto. Seth nie chciał żadnych udziwnień ani nic z
tych rzeczy. Na środku był piękny srebrny krzyż a po jego dwóch stronach
nazwisko i mała fotografia. Wyjęłam ze skrytki pod ławką zmiotkę i odgarnęłam
śnieg, który już utworzył średnią warstwę. Postawiłam nad jednym i drugim
nazwiskiem znicz oraz zapaliłam. Pomodliłam się i usiadłam koło Setha, trochę
się w niego wtulając, bo było mi zimno. Patrzył się na pomnik z wielkim żalem.
Po czym po prostu zaczął opowiadać co się u nas dzieje, jak się trzymamy, jak
jest na studiach. Ja dodałam, że wygląda jak zombie i że nie daje mi sapać, bo
chodzi po domu w tą i z powrotem zapalając światło na korytarzu, które razi
mnie w oczy. Zaczęliśmy żartować, tak jak naprawdę by tu z nami byli i nic się
nie zmieniło. Choć zmieniło się wszystko. Siedziałam tam na tej ławce i
wpatrywałam się w uśmiechnięte fotografie. Zdałam sobie sprawę, że już nie
usłyszę jak się śmiesznie kłócą, nie poczuje jak mnie przytulają. Nigdy już nie
zobaczę złej Pani McKenzie, kiedy Seth nie chce iść do fryzjera. Życie jest
bardzo przewrotne. Oni ratowali innych, ale nikt nie uratował ich. Wtedy zdałam
sobie sprawę jak naprawdę musi cierpieć Seth. Już nie może zadzwonić do mamy i
zapytać jak się czuję i co u niej, bo nigdy nie podniesie już słuchawki.
Mimowolnie po moich policzkach spływały łzy
.
– Nie rozklejaj się tak, bo to się źle skończy. Masz być wsparciem –
powiedziała moja podświadomość.
Wytarłam
szybko łzy i usłyszałam jak Seth mówi :
- To my się będziemy już zbierać, niedługo też wpadniemy. Kocham Was i
bardzo mi Was brakuje. Śpijcie dobrze. – wstał , pocałował swoje palce i
przyłożył do marmurowej płyty. Zrobiłam to samo i poszliśmy do samochodu.
W domu byliśmy po jakiejś godzinie jazdy. Wysiedliśmy z samochodu i
skierowaliśmy się w stronę naszej klatki. Chodnik był już odśnieżony, co było
niesamowitym zaskoczeniem. Niestety długo taki nie zostanie, bo zimna się
uparła, że przyjdzie wcześniej, by zadowolić drogowców i matki chorych dzieci.
Jakaż ona wspaniało myślna. Seth opowiadał mi jak zasnął na swoim wykładzie z
anatomii u Pana Greena. Mówi, że jego ławka była tak obśliniona jakby zebrało
się tam kilka bobasów. Na szczęście wykładowca nie skapnął się, że mu się
przysnęło i chociaż tą godzinę odespał. Zaczęłam się śmiać z jego opowieści, bo
jeszcze przy okazji w trakcie wykładu na podłogę z wielkim hukiem spad jego
zeszyt. A nawet to go nie wybudziło. Pan Green też pozostał niewzruszony.
Popatrzyłam na Setha i śmiałam się dalej mimo, że patrzył na mnie mrożącym krew
w żyłach zabójczym spojrzeniem. Nic sobie z tego nie zrobiłam tylko zaczęłam
się śmiać jeszcze bardziej. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi na
klatkę schodową. Wdrapaliśmy się na 2 piętro jakimś cudem. Gdy stanęłam pod
drzwiami zamurowało mnie. Na wycieraczce leżał piękny, duży bukiet czerwonych
róż. Nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć w spokoju , bo za chwilę usłyszałam
gwizd nad sobą. Oczywiście nie był to nikt inny jak tylko Seth. Zorientowałam
się, że stoję przed drzwiami jak osłupiała i wgapiam się w kwiaty. Usłyszałam
za sobą głos :
- Chyba ktoś tu ma cichego wielbiciela. – powiedział Seth specjalnie
przeciągając ostatnią literkę. spojrzałam na niego z pożałowaniem. Był cały
czerwony, bo próbuje powstrzymać śmiech. Wzięłam kwiatki z wycieraczki i
otworzyłam drzwi. Klucze rzuciłam na małą komodę pod lustrem w korytarzu.
Weszłam do kuchni i wyjęłam z szafli pod zlewam duży szklany, kwadratowy wazon.
Postawiłam kwiaty na stole i wyszłam na korytarz. Seth minął się ze mną i
wszedł do kuchni. Rozebrałam się i powiesiłam ubrania w szafie. Poszłam do
pokoju i przebrałam się w dresy, ciepłe skarpety i moją ulubioną czarną bluzę.
Weszłam do łazienki i związałam włosy w koka. Weszłam do kuchni i to co
zobaczyłam przyprawiło mnie o niezłą dawkę adrenaliny. Mój najlepszy i kochany
przyjaciel, wyczujcie sarkazm, siedział sobie przy stole i czytał bilecik z
kwiatków. Normalnie zaraz ktoś straci życie. Nie żartuję. Odchrząknęłam
znacząco na co Seth podskoczył na krześle i prawą rękę schował za plecami a
lewą podrapał się po karki. Na buzię przywołał niewinny uśmieszek, co jeszcze
bardziej mnie rozwścieczyło. Co za łajza jedna. Podeszłam do niego i
wyciągnęłam rękę. Najpierw udawał, że nie wie o co mi chodzi. Przewróciłam
oczami i poruszyłam palcami wystawionej ręki w moją stronę. Zrobił skruszoną
minę i oddał mi bilecik. Usiadłam naprzeciwko niego i przeczytałam bilecik. Jak
zobaczyłam jego treść myślałam, że spadnę z krzesła. Właściwie byłam tego
bliska. Treść była taka :
Spotkajmy się jutro o 20 pod twoim uniwersytetem. Będę
czekał z niecierpliwością.
Xoxoxoxoxo
Moje oczy rozszerzyły się z niedowierzania. Seth oczywiście zaczął rechotać
jak głupi. Popatrzyłam na niego morderczym spojrzeniem i od razu spoważniał.
Poszedł zalać dwie herbaty, jedną postawił przy mnie a drugą wziął dla siebie.
Nadal wpatrywałam się w karteczkę z rozdziawioną buzią i nie widziałam co mam
zrobić.
- I co pójdziesz na to spotkanie ? – zapytał Seth. Spojrzałam na niego i
zobaczyłam, że już się doprowadził do porządku i mówi poważnie. Wzruszyłam
ramionami. Nie byłam przekonana co do tego spotkania. Miałam już na jutro plany
dla nas. Na 13 zabukowałam nam bilety na Iron Man 3. Lubiliśmy filmy o super
bohaterach. A poza tym chciałam też iść na zakupy z Sethem, bo musimy poszukać
prezentów i
poszukać też czegoś dla
siebie. Ale z drugiej strony włączyła się moja niezdrowa ciekawość i chęć
rozwiązanie tej sprawy.
– Ally ty jesteś
dziwna i głupia, a jeśli ten ktoś okaże się jakimś seryjnym mordercą, albo kimś
takim ? -
mówiła moja podświadomość.
Nic jednak na mnie nie działało. Pójdę. – Ally wiesz jak chcesz mogę iść z
Tobą. Nie wiesz kto wysłał ten bukiet, to mógł być każdy. A nie mogę pozwolić,
żeby coś Ci się stało. – powiedział Seth i widziałam, że się martwi. Odkąd się
przyjaźnimy zawsze się mną opiekował. Ale teraz jestem już dorosła.
- Seth umówmy się tak, jeśli coś się będzie działo to do Ciebie zadzwonię.
Okej ? – powiedziałam i patrzyłam na niego czekając na potwierdzenie. Było
widać, że walczy w sobie. Widziałam, że jest zdenerwowany. Wstał i nerwowo
chodził w kółko.
- Ally Ty nie rozumiesz ? Ja nie mogę stracić też Ciebie… Bo … Bo nie będę
miał wtedy już nic. Jesteś dla mnie teraz najważniejsza i nie wiem…. Nie wiem
co bym zrobił, gdyby Tobie coś się stało. – powiedział a ja wstałam i po prostu
go przytuliłam. Mocno mnie do siebie przyciągnął. Staliśmy tak kilka chwil, aż
poczułam że się uspokoił. Odsunęłam się od niego i popatrzyłam prosto w oczy.
- Seth będzie dobrze, zobaczysz. Jeśli coś się będzie działo. Dam znać. Okej
? – kiwnął głową i uśmiechnął się. – Dobra chodźmy spać, bo jutro mamy ciężki
dzień- powiedziałam. Wzięłam kwiaty i poszłam do swojego pokoju. Postawiłam je
na biurku. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic przebrałam się w piżamę
i wyszłam z łazienki. Poszłam zobaczyć czy Seth zamknął drzwi. Zobaczyłam, że
pali się u niego światło. Zapukałam, ale nie dostałam odpowiedzi, więc weszłam.
Zobaczyłam rozwalonego śpiącego Setha. Przykryłam go kołdrą, zgasiłam światło i
poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam czytać książkę i tak się wciągnęłam, ze jak
spojrzałam na zegarek było już po 1. Już miałam kłaść się spać, kiedy
usłyszałam krzyk dobiegający z pokoju Setha. Wystraszona szybko tam pobiegłam.
Zobaczyłam, że Seth przewala się z boku na bok i krzyczy coś w stylu „ Nie, nie
zostawiajcie mnie ! ”. Podeszłam do łóżka, usiadłam na brzegu. Zaczęłam
szturchać go w ramię, bardzo spokojnie, jednak nadal się przerzucał. Więc
potrząsnęłam nim.
- Seth obudź się! – krzyknęłam. Nagle Seth otworzył oczy. Wiedziałam jak
sobie radzić w tych sytuacjach, bo to nie pierwszy raz ma ten sam koszmar.
Przez pierwsze dwa miesiące były co noc. Potem ustały i ten jest pierwszy po
długiej przerwie. Jego oczy były zamglone i rozbiegane. Najważniejsze w takich
chwilach to spokój. – Seth już wszystko w porządku. Jestem tu. – powiedziałam
spokojnie i uśmiechnęłam się uspokajająco. Spojrzał na mnie nieobecnym
wzrokiem. Przytuliłam go, a on po raz któryś opowiadał mi ten sam sen. Znam go
już na pamięć.
- Ally ja nie mogłem ich uratować, po prostu nie mogłem. A oni mnie wołali.
– powiedział Seth słabym, drżącym głosem.
- Tak, wiem. Już wszystko w porządku. Seth nie mogłeś ich uratować.
Nie było Cię tam wtedy. To nie twoja wina, że
zginęli. Tylko tego pijanego kierowcy. – powiedziałam. Uspokoił się. Odsunęłam
się od niego i spojrzałam. Nadal był trochę nieobecny, trochę zmieszany i
rozdygotany. - Seth, popatrz na mnie – musiałam chwilę poczekać, aż odwróci
głowę w moją stronę. – wiem, że za nim tęsknisz, ale pamiętaj oni nie
chcieliby, żebyś się smucił. Chcieliby żebyś nadal żył swoim życiem i spełniał
swoje marzenia. On tam z góry Cię pilnują i na pewno nie zostawią. Poza tym
zawsze możesz liczyć na mnie i moją rodzinę. Zawsze będziemy przy Tobie jeśli
będziesz tego potrzebował. Pomyśl o szczęśliwych chwilach. Nie o złych –
mówiłam. Było mi smutno, że nie mogę mu pomóc tak jakbym chciała. Mnie też ich
brakowało, ale trzeba się z tym pogodzić.
- To jest po prostu trudne.
-
powiedział, a ja kiwnęłam głową.
- Wiem o tym. Ale jesteśmy w tym razem. Pomyśl o tych szczęśliwych chwilach,
dziękuj Bogu za chwile które wam dał, a nie myśl o tych które zabrał. Ciesz się
tymi dwudziestoma latami z nimi. Pomyśl o tym jacy szczęśliwi byli, kiedy
dowiedzieli się, że dostałeś się
na
medycynę, pomyśl o tym jak często się śmialiśmy, jak często sobie wszyscy
dokuczaliśmy i byliśmy złośliwi a na koniec każdy się z tego śmiał. Pomyśl o
tych wakacjach, które z nimi spędziłeś i czerp z nich jak najwięcej. A poza tym
oni nigdy od Ciebie nie odejdą. Będę zawsze z Tobą w Twoim sercu. –
powiedziałam i popatrzyłam na niego. Miał zmarszczone czoło i wiedziałam, że
intensywnie myśli nad tym co mu powiedziałam. Po chwili podniósł głowę i
widziałam zdeterminowany wyraz twarzy.
- Masz rację – powiedział – Powinienem dziękować Bogu za nich, za to co
miałem i cały czas mieć te wspomnienia w głowie a nie odpychać je. Dziękuję
Ally, wiedziałaś czego mi trzeba. – powiedział i na jego twarzy zagościł ten dobrze
mi znany uśmiech.
- Oczywiście, że wiedziałam, a
ponieważ znam Cię tak dobrze chcę Ci powiedzieć, że zamówiłam nam na
jutro bilety do kina .Kładźmy się lepiej spać, bo nie wstaniemy i nie będziemy
mieli również czasu na zakupy. – powiedziałam triumfalnie się uśmiechając. Seth
pokręcił głową z politowaniem.
- Wiesz o tym, że jesteś wspaniała ? – zapytał. A ja pokiwałam głową i
szturchnęłam go w ramię.
- Oczywiście, że wiem wszyscy mi to mówią – powiedziałam i przytuliłam go. –
A teraz powinnam Ci łeb ukręcić, bo mam jutro spotkanie z wielbicielem od
kwiatków i będę miała przez Ciebie wory pod oczami – oznajmiłam i udawałam
wielce obrażoną. Seth uśmiechnął się niewinnie.
- Nie martw się zadziała twój wrodzony urok płaza – powiedział. Otworzyłam
usta ze zdziwienia. A ten już robił się czerwony na twarzy przez
powstrzymywanie śmiechu.
- To ja mamę proszę, żeby zapiekankę makaronową
zrobiła, martwię się, że jak zombie wyglądasz, na zakupy i do kina biorę, pocieszam,
a Ty mnie od płazów wyzywasz. Zobaczymy, zobaczymy. – powiedziałam i pogroziłam
mu palcem po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. – Dobra a teraz na serio spać, bo
już jest po 1. Dobranoc grzybie – pożegnałam się z nim. Usłyszałam jeszcze
śmiech, po czym zgasił światło. Ja weszłam do swojego pokoju i od razu
wskoczyłam do łóżka i poszłam spać.
Hej misie ! Mam problem z komputerem i nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Wrzucam na razie trochę zmienione dwa rozdziały. Dajcie prosze komentarze 😘