Allyson
Gdy byłam jeszcze na uczelni zaczął delikatnie prószyć śnieg. Szłam po lekko zaśnieżonym chodniku. Na dworze było już ciemno i na niebie pokazały się już gwiazdy, więc mogłam je bez przeszkód oglądać i podziwiać. Kocham takie dni, kiedy idę w ich blasku a światło księżyca obleka całą moją posturę. Była druga połowa listopada. Już niedługo święta i ta cała nerwówka, kupowanie prezentów i te inne różne dziwne rzeczy, które ludzie robią. Mimo wszystko lubiłam tę porę roku. Podobało mi się gdy na moich długich, niesfornie pokręconych czarnych włosach osiadały płatki śniegu. Co prawda wyglądałam wtedy tak jakbym miała łupież, ale to nic. Skończyłam jakieś 10 minut temu wykłady i szłam właśnie w odwiedziny do rodziców, ponieważ mój współlokator i najlepszy przyjaciel w jednym, cóż za nieszczęsny pakiet, miał jeszcze swoje zajęcia. Umówiliśmy się, że jak skończy to podjedzie po mnie. Z Sethem znamy się od przedszkola i właściwie naszą przyjaźń zawdzięczamy piaskownicy. Gdy miałam 3 lata siedziałam sobie grzecznie w piachu i budowałam zamek dla mojej lalki. Jednak nie mogła ona z niego skorzystać, bo gdy Seth wlazł do piaskownicy niechcący mi go zburzył. Strasznie się zdenerwowałam i wyszłam z niej zapamiętując sobie kto się dopuścił tego karygodnego czynu. Kilka dni później zobaczyłam jak Seth buduje jakiś statek kosmiczny z kloców lego i nie zastanawiając się długo postanowiłam, że odegram się za mój zamek. Przechodząc koło niego kopnęłam w jego statek , który rozpadł się na części. Seth nie przejął się tym zupełnie, zaczął od nowa go budować. Widząc to zamiast dumy, poczułam wstyd i nie myśląc długo usiadłam koło niego i mu pomogłam. Tak zaczęła się nasza przyjaźń, która trwa do dziś. Tamten dzień był zdecydowanie najlepszym dniem mojego życia. Dochodziłam właśnie do klatki moich rodziców. Odszukałam prawidłowy numer na domofonie i nacisnęłam go. Po paru minutach rozległ się głos mojej mamy - Bethany:
- Halo ?
- Tu Ally. Otwórz bo marznę. – powiedziałam i usłyszałam dźwięk bzyczenia, który zwiastował, że drzwi można już pociągnąć. Weszłam do klatki i wdrapałam się na 3 piętro pod numer 18. Nacisnęłam klamkę i weszłam do mieszkania. Po lewej stronie był mały pokoik, w którym kiedyś mieszkałam razem z moim bratem Michaelem. Natomiast naprzeciwko naszego pokoju były drzwi do sypialni rodziców. Na wprost wejścia znajdowała się łazienka razem z wanną, nie była ona duża, ale wystarczająca jak na naszą czwórkę. Od drzwi wejściowych do łazienki prowadził mały korytarzyk i gdy stanęło się przodem do drzwi łazienki znów po prawej i lewej stronie były pomieszczenia. Po lewej była kuchnia, a po prawej salon. Mieszkanie było urządzone nawet nowocześnie, bo rodzice po wyprowadzce dzieci zrobili remont. Weszłam do kuchni i tam zastałam mamę, która właśnie wlewała wodę do czajnika.
-Ally, dziecko dawno Cię tu nie było. Opowiadaj co u ciebie, jak na uczelni, co u Setha ? - Ledwo co weszłam i już zostałam zasypana pytaniami. Uśmiechnęłam się. Moja mama miała 50 lat i była emerytowanym nauczycielem języka angielskiego. Miała może 170 wzrostu, wyraziste rysy twarzy i czarne, również kręcone włosy sięgające do ramion. I co najważniejsze miała szare oczy. Ja niestety oczy odziedziczyłam po tacie.
- Spokojnie mamo. Weź oddech, bo się zapowietrzysz. Wyrzucasz pytania z siebie niczym ta maszyna do piłek tenisowych. Wiesz jak jest na studiach. Mam strasznie dużo nauki i jakoś nie mogę się zabrać za przeczytanie kodeksu cywilnego z karnym uwinęłam się szybko, ale jakoś do tego nie mogę się zmobilizować. Nie śpię po nocach, bo nasz kochany Seth uczy się na jakieś durne kolokwium i tylko cały czas łazi po domu. Wygląda jak zombie, nic nie je, chyba że batony i pije na zmianę colę i kawę. Martwię się o niego. Wiem, że medycyna to wymagający kierunek, ale bez przesady. Nie spał jakieś 3 albo 4 dni, przez co ja też nie bardzo się wysypiam. To skutkuje tym, że zasypiam na wykładach, tak jak dzisiaj u Browna. –opowiedziałam mamie. Zauważyłam, że na wzmiankę o Secie trochę się zamyśliła. Traktuje go jak swojego syna od zawsze. Gdy rodzice Setha rok temu zginęli w wypadku samochodowym poparła mnie kiedy powiedziałam, że zamieszka ze mną w mieszkaniu Michaela, który wyprowadził się do swojej narzeczonej Annie. Niedawno wzięli ślub. Teraz wokół rozsiewają przesłodzoną aurę cukierkowości od której aż skacze cholesterol i zbiera Ci się na wymioty. Ale wracając do Setha. Sprzedaliśmy mieszkanie Państwa Lerman i za te pieniądze zrobiliśmy mały remont w naszym nowym domu. Wyrwałam się z zamyślenia i popatrzyłam na mamę, nadal była zamyślona jednak potem na jej twarzy pojawił się uśmiech i już wiedziałam, że coś wymyśliła. Spojrzała na mnie a w jej oczach widziałam determinację. Uśmiechnęłam się do niej.
- Co takiego wymyśliłaś Geniuszu ? – coś czułam, że to miało w sobie jakiś podstęp.
- Nie pozwolimy Sethowi zauczyć się na śmierć, jako lekarz sam powinien wiedzieć, że taki stan nie jest dla niego zdrowy. Ugotujemy mu jego ulubione danie, czyli zapiekankę makaronową. Ty karzesz mu wejść na górę gdy tylko po Ciebie przyjedzie. Razem zjemy coś pysznego i przynajmniej zobaczysz się z ojcem bo narzeka, że już dawno nie widział swojej córeczki. Powinien niedługo wrócić, bo pojechał do Petera pomóc mu pomalować pokój gościnny. – powiedziała. Jest prawdziwym aniołem. Od czasu śmierci rodziców Setha zastępuje mu matkę, nawet kazała mu tak na siebie mówić, ale on nie może się przełamać. A mój tata, cóż tu dużo mówić, jest po prostu super. Ma około 180 cm, ciemne włosy i piękne duże szmaragdowe oczy. Ma 51 lat i jest emerytowanym inżynierem. Wszyscy mówią mu Chris, bo jego imię jest za długie i zbyt poważne da niego.
- Mamo jesteś genialna, tylko wiesz Seth dużo nie jadł, więc będziesz musiała zrobić taką – powiedziałam i rozłożyłam ręce na szerokość ramion. Mama zaśmiała się i zabrałyśmy się do roboty.
Po jakiejś półgodzinie było wszystko gotowe, rozłożyłam nam głębokie talerze i sztućce, a mama rozłożyła szklanki i na środku stołu postawiła duży dzbanek herbaty z cytryną. Mama sprawdzała właśnie jak tam zapiekanka, gdy zabrzęczał domofon. Kiwnęła w moją stronę głową, żebym otworzyła. Podniosłam słuchawkę do ucha i powiedziałam :
- Halo ?
- Policja otwierać ! – usłyszałam wesoły głos mojego taty. Uśmiechnęłam się pod nosem i nacisnęłam odpowiedni guzik. Podeszłam do drzwi i przekręciłam kluczyk. Z szafki obok dużej szafy na ubrania wyjęłam ulubione papcie taty i jakieś kapcie dla Setha . Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Wyszłam do przedpokoju i zobaczyłam, że ich kurtki i włosy są pokryte śniegiem.
- Rozbierajcie się szybko i myjcie ręce. Zjemy coś pysznego. – powiedziałam gdy tata chował swój płaszcz do szafy a Sethowi dawał wieszak na jego kurtkę. Seth wziął wieszak i zawiesił na nim kurtkę. Tata założył kapcie i od razu mnie przytulił. Stęskniłam się za nimi mimo, że mieszkamy w tym samym mieście odwiedzam ich bardzo rzadko, bo po prostu nie ma mam na to czasu. Tata poszedł już do łazienki a ja patrzyłam jak Seth wiesza kurtkę do szafy. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Położył mi swój podbródek na mojej głowie.
- Ally, jedźmy do domu, bo zaraz zasnę na stojąco. Już po kolokwium więc mogę się w końcu wyspać. – powiedział. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Były przekrwione , a jego twarz była strasznie blada. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział mi tym samym jednak był to trochę wymuszony uśmiech.
- Kolego a głodny to ty przypadkiem nie jesteś ? – zapytałam a on pokręcił głową i teraz uśmiechnął się szczerze.
- Jak mi się o tym nie przypominało to nawet tego nie czułem. – powiedział. Odsunęłam się od niego i pokazałam palcem na drzwi łazienki. Pokiwał porozumiewawczo głową i się tam skierował. Poszłam do kuchni i usiadłam naprzeciwko taty. Mama właśnie stawiała naczynie z zapiekanką makaronową na stole kiedy do kuchni wszedł Seth. Popatrzyła na niego i jej oczy się rozszerzyły.
- Matko Seth coś Ty ze sobą zrobił dziecko ? Wyglądasz fatalnie. – powiedziała. Seth uśmiechnął się i podszedł ją przytulić.
- Panią też miło widzieć. Co tak świetnie pachnie ? – powiedział jak puszczał moją mamę z uścisku. Śmiesznie z nim wyglądała, ponieważ Seth był jakieś 20 cm od niej wyższy. Wyglądała przy nim jak krasnoludek.
- Zapiekanka makaronowa Twoje ulubione danie. A teraz siadaj, strasznie schudłeś od ostatniego razu. – powiedziała i zaczęła nakładać Sethowi dość sporawą porcję. Seth usiadł koło mnie i patrzył z błyskiem w oku na wielgachny kopiec dania na swoim talerzu. Jadł aż mu się uszy trzęsły. Mama nałożyła kolejno mi, tacie i sobie. Oczywiście mi też nałożyła taką dużą porcję, że zjadłam połowę, co skwitowała niezadowolonym pomrukiem. Seth zjadł wszystko tak samo jak tata, więc przynajmniej z nich była zadowolona. Po skończonym posiłku powiedzieliśmy z Sethem, że pozmywamy. Rodzice natomiast poszli obejrzeć wiadomości. Mieliśmy wszystkie naczynia już prawie pomyte i wytarte został nam chyba tylko dzbanek po herbacie i szklanki, gdy zauważyłam, że Seth jest jakiś niemrawy.
- Co jest ? – zapytałam. Popatrzył na mnie i zobaczyłam u niego smutek w oczach.
- Dzisiaj mija rok od śmierci moich rodziców – powiedział. - No Allyson jesteś świetną przyjaciółką, powinni Ci dać medal ! – powiedziała moja podświadomość. Wywróciłam na nią oczami. Jak można nie pamiętać tak ważnej daty. I to jeszcze ja ! Wpadka na całej linii ! Seth jest jedynakiem, co za tym idzie był oczkiem w głowie rodziców. Oczywiście Państwo Lerman nie rozpieszczali go, ale pokazywali mu ich miłość do niego. Starali się spędzać ze sobą dużo czasu. Rodzice Setha byli doktorami, więc byli bardzo zabiegani. Ale praca nie była dla nich priorytetem. Seth wygląda dokładnie jak swój ojciec, no może jest bardziej umięśniony i troszkę wyższy od niego. Natomiast charakter Seth odziedziczył po mamie. Pani McKenzie była bardzo uczuciową kobietą, zawsze uśmiechniętą, radosną, zawsze można było na nią liczyć. Bardzo lubiłam tam przebywać. Miłość tej dwójki ludzi po prostu uderzała w twarz niczym dobry bokser. Pan Ben i Pani McKenzie byli szatynami. Jednak różnili się oczami. On miał oczy bardziej wpadające w zieleń a Ona miała je tak błękitne, że aż to niemożliwe. Z połączenia tych dwóch kolorów wyszedł piękny ciemny szmaragd. Seth z wyglądu był podobny do ojca. Jednak przenikliwość jego spojrzenia oraz łagodny wyraz twarzy przypominał mi jego mamę. Pani Lerman cieszyła się, że Seth ma we mnie wsparcie i zawsze może się trochę na nich pożalić. Seth nigdy nie powiedział na rodziców złego słowa, byli ze sobą bardzo szczerzy. Tworzyli idealną wręcz rodzinę. Wszystkie szklanki oraz dzbanek były już umyte gdy otrząsnęłam się z zamyślenia. Powkładałam wszystko do szafek i spojrzałam na Setha. Siedział przy stole i patrzył za okno z nieobecnym wyrazem na twarzy. Podeszłam do niego i przytuliłam go.
- Wiem jak bardzo Ci ich brakuje, uwierz mi sama za nimi bardzo tęsknie. Pamiętaj jednak, że nie chcieliby, żebyś się smucił. Jeśli chcesz, to możemy się już zebrać i pojechać na cmentarz. Kupimy znicz i chwilę tam posiedzimy. Pogadamy z nimi jak robiliśmy to przez kilka pierwszych miesięcy, po tym jak cudem wyciągnęłam Cię z tego zatęchłego wyrka. – powiedziałam i zaśmiałam się. Seth zawtórował mi. Nigdy nie chciałabym zobaczyć go znów w takim stanie jak tamten. Nigdy do tego nie dopuszczę.
- A chce Ci się ze mną jechać ? - zapytał i spojrzał na mnie. Bez wahania pokiwałam głową. – To co żegnamy się ? – potwierdziłam. Poszliśmy pożegnać się z rodzicami. Mama zmartwiła się, że tak wcześnie jedziemy, jednak jak powiedziałam jej gdzie to posmutniała. Oczywiście zostaliśmy zaproszeni na obiad w niedzielę jak co tydzień. Powiedziałam, że na pewno przyjdziemy. Ubraliśmy się i pojechaliśmy na cmentarz.
ROZDZIAŁ2
Allyson
Cmentarz niestety znajdował się za miastem, więc jakieś 45 minut zajął nam dojazd. Zatrzymaliśmy się na parkingu. Seth czekał przy aucie ja natomiast pobiegłam do sklepu po znicze. Wybrałam dwa takie duże w kształcie serca. Nie były jakieś cudowne, ale nie były też przeciętne. Takie w sam raz. Podeszłam do Setha i złapałam go za rękę. Odwrócił się i posłał mi piękny uśmiech. Choć nie obejmowały go jego oczy. Poszliśmy razem w dobrze nam znane miejsce. Marmurowy pomnik był wykonany bardzo prosto. Seth nie chciał żadnych udziwnień ani nic z tych rzeczy. Na środku był piękny srebrny krzyż a po jego dwóch stronach nazwisko i mała fotografia. Wyjęłam ze skrytki pod ławką zmiotkę i odgarnęłam śnieg, który już utworzył średnią warstwę. Postawiłam nad jednym i drugim nazwiskiem znicz oraz zapaliłam. Pomodliłam się i usiadłam koło Setha, trochę się w niego wtulając, bo było mi zimno. Patrzył się na pomnik z wielkim żalem. Po czym po prostu zaczął opowiadać co się u nas dzieje, jak się trzymamy, jak jest na studiach. Ja dodałam, że wygląda jak zombie i że nie daje mi sapać, bo chodzi po domu w tą i z powrotem zapalając światło na korytarzu, które razi mnie w oczy. Zaczęliśmy żartować, tak jak naprawdę by tu z nami byli i nic się nie zmieniło. Choć zmieniło się wszystko. Siedziałam tam na tej ławce i wpatrywałam się w uśmiechnięte fotografie. Zdałam sobie sprawę, że już nie usłyszę jak się śmiesznie kłócą, nie poczuje jak mnie przytulają. Nigdy już nie zobaczę złej Pani McKenzie, kiedy Seth nie chce iść do fryzjera. Życie jest bardzo przewrotne. Oni ratowali innych, ale nikt nie uratował ich. Wtedy zdałam sobie sprawę jak naprawdę musi cierpieć Seth. Już nie może zadzwonić do mamy i zapytać jak się czuję i co u niej, bo nigdy nie podniesie już słuchawki. Mimowolnie po moich policzkach spływały łzy. – Nie rozklejaj się tak, bo to się źle skończy. Masz być wsparciem – powiedziała moja podświadomość. Wytarłam szybko łzy i usłyszałam jak Seth mówi :
- To my się będziemy już zbierać, niedługo też wpadniemy. Kocham Was i bardzo mi Was brakuje. Śpijcie dobrze. – wstał , pocałował swoje palce i przyłożył do marmurowej płyty. Zrobiłam to samo i poszliśmy do samochodu.
W domu byliśmy po jakiejś godzinie jazdy. Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę naszej klatki. Chodnik był już odśnieżony, co było niesamowitym zaskoczeniem. Niestety długo taki nie zostanie, bo zimna się uparła, że przyjdzie wcześniej, by zadowolić drogowców i matki chorych dzieci. Jakaż ona wspaniało myślna. Seth opowiadał mi jak zasnął na swoim wykładzie z anatomii u Pana Greena. Mówi, że jego ławka była tak obśliniona jakby zebrało się tam kilka bobasów. Na szczęście wykładowca nie skapnął się, że mu się przysnęło i chociaż tą godzinę odespał. Zaczęłam się śmiać z jego opowieści, bo jeszcze przy okazji w trakcie wykładu na podłogę z wielkim hukiem spad jego zeszyt. A nawet to go nie wybudziło. Pan Green też pozostał niewzruszony. Popatrzyłam na Setha i śmiałam się dalej mimo, że patrzył na mnie mrożącym krew w żyłach zabójczym spojrzeniem. Nic sobie z tego nie zrobiłam tylko zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi na klatkę schodową. Wdrapaliśmy się na 2 piętro jakimś cudem. Gdy stanęłam pod drzwiami zamurowało mnie. Na wycieraczce leżał piękny, duży bukiet czerwonych róż. Nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć w spokoju , bo za chwilę usłyszałam gwizd nad sobą. Oczywiście nie był to nikt inny jak tylko Seth. Zorientowałam się, że stoję przed drzwiami jak osłupiała i wgapiam się w kwiaty. Usłyszałam za sobą głos :
- Chyba ktoś tu ma cichego wielbiciela. – powiedział Seth specjalnie przeciągając ostatnią literkę. spojrzałam na niego z pożałowaniem. Był cały czerwony, bo próbuje powstrzymać śmiech. Wzięłam kwiatki z wycieraczki i otworzyłam drzwi. Klucze rzuciłam na małą komodę pod lustrem w korytarzu. Weszłam do kuchni i wyjęłam z szafli pod zlewam duży szklany, kwadratowy wazon. Postawiłam kwiaty na stole i wyszłam na korytarz. Seth minął się ze mną i wszedł do kuchni. Rozebrałam się i powiesiłam ubrania w szafie. Poszłam do pokoju i przebrałam się w dresy, ciepłe skarpety i moją ulubioną czarną bluzę. Weszłam do łazienki i związałam włosy w koka. Weszłam do kuchni i to co zobaczyłam przyprawiło mnie o niezłą dawkę adrenaliny. Mój najlepszy i kochany przyjaciel, wyczujcie sarkazm, siedział sobie przy stole i czytał bilecik z kwiatków. Normalnie zaraz ktoś straci życie. Nie żartuję. Odchrząknęłam znacząco na co Seth podskoczył na krześle i prawą rękę schował za plecami a lewą podrapał się po karki. Na buzię przywołał niewinny uśmieszek, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Co za łajza jedna. Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę. Najpierw udawał, że nie wie o co mi chodzi. Przewróciłam oczami i poruszyłam palcami wystawionej ręki w moją stronę. Zrobił skruszoną minę i oddał mi bilecik. Usiadłam naprzeciwko niego i przeczytałam bilecik. Jak zobaczyłam jego treść myślałam, że spadnę z krzesła. Właściwie byłam tego bliska. Treść była taka :
Spotkajmy się jutro o 20 pod twoim uniwersytetem. Będę czekał z niecierpliwością.
Xoxoxoxoxo
Moje oczy rozszerzyły się z niedowierzania. Seth oczywiście zaczął rechotać jak głupi. Popatrzyłam na niego morderczym spojrzeniem i od razu spoważniał. Poszedł zalać dwie herbaty, jedną postawił przy mnie a drugą wziął dla siebie. Nadal wpatrywałam się w karteczkę z rozdziawioną buzią i nie widziałam co mam zrobić.
- I co pójdziesz na to spotkanie ? – zapytał Seth. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że już się doprowadził do porządku i mówi poważnie. Wzruszyłam ramionami. Nie byłam przekonana co do tego spotkania. Miałam już na jutro plany dla nas. Na 13 zabukowałam nam bilety na Iron Man 3. Lubiliśmy filmy o super bohaterach. A poza tym chciałam też iść na zakupy z Sethem, bo musimy poszukać prezentów i poszukać też czegoś dla siebie. Ale z drugiej strony włączyła się moja niezdrowa ciekawość i chęć rozwiązanie tej sprawy. – Ally ty jesteś dziwna i głupia, a jeśli ten ktoś okaże się jakimś seryjnym mordercą, albo kimś takim ? - mówiła moja podświadomość. Nic jednak na mnie nie działało. Pójdę. – Ally wiesz jak chcesz mogę iść z Tobą. Nie wiesz kto wysłał ten bukiet, to mógł być każdy. A nie mogę pozwolić, żeby coś Ci się stało. – powiedział Seth i widziałam, że się martwi. Odkąd się przyjaźnimy zawsze się mną opiekował. Ale teraz jestem już dorosła.
- Seth umówmy się tak, jeśli coś się będzie działo to do Ciebie zadzwonię. Okej ? – powiedziałam i patrzyłam na niego czekając na potwierdzenie. Było widać, że walczy w sobie. Widziałam, że jest zdenerwowany. Wstał i nerwowo chodził w kółko.
- Ally Ty nie rozumiesz ? Ja nie mogę stracić też Ciebie… Bo … Bo nie będę miał wtedy już nic. Jesteś dla mnie teraz najważniejsza i nie wiem…. Nie wiem co bym zrobił, gdyby Tobie coś się stało. – powiedział a ja wstałam i po prostu go przytuliłam. Mocno mnie do siebie przyciągnął. Staliśmy tak kilka chwil, aż poczułam że się uspokoił. Odsunęłam się od niego i popatrzyłam prosto w oczy.
- Seth będzie dobrze, zobaczysz. Jeśli coś się będzie działo. Dam znać. Okej ? – kiwnął głową i uśmiechnął się. – Dobra chodźmy spać, bo jutro mamy ciężki dzień- powiedziałam. Wzięłam kwiaty i poszłam do swojego pokoju. Postawiłam je na biurku. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic przebrałam się w piżamę i wyszłam z łazienki. Poszłam zobaczyć czy Seth zamknął drzwi. Zobaczyłam, że pali się u niego światło. Zapukałam, ale nie dostałam odpowiedzi, więc weszłam. Zobaczyłam rozwalonego śpiącego Setha. Przykryłam go kołdrą, zgasiłam światło i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam czytać książkę i tak się wciągnęłam, ze jak spojrzałam na zegarek było już po 1. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam krzyk dobiegający z pokoju Setha. Wystraszona szybko tam pobiegłam. Zobaczyłam, że Seth przewala się z boku na bok i krzyczy coś w stylu „ Nie, nie zostawiajcie mnie ! ”. Podeszłam do łóżka, usiadłam na brzegu. Zaczęłam szturchać go w ramię, bardzo spokojnie, jednak nadal się przerzucał. Więc potrząsnęłam nim.
- Seth obudź się! – krzyknęłam. Nagle Seth otworzył oczy. Wiedziałam jak sobie radzić w tych sytuacjach, bo to nie pierwszy raz ma ten sam koszmar. Przez pierwsze dwa miesiące były co noc. Potem ustały i ten jest pierwszy po długiej przerwie. Jego oczy były zamglone i rozbiegane. Najważniejsze w takich chwilach to spokój. – Seth już wszystko w porządku. Jestem tu. – powiedziałam spokojnie i uśmiechnęłam się uspokajająco. Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przytuliłam go, a on po raz któryś opowiadał mi ten sam sen. Znam go już na pamięć.
- Ally ja nie mogłem ich uratować, po prostu nie mogłem. A oni mnie wołali. – powiedział Seth słabym, drżącym głosem.
- Tak, wiem. Już wszystko w porządku. Seth nie mogłeś ich uratować. Nie było Cię tam wtedy. To nie twoja wina, że zginęli. Tylko tego pijanego kierowcy. – powiedziałam. Uspokoił się. Odsunęłam się od niego i spojrzałam. Nadal był trochę nieobecny, trochę zmieszany i rozdygotany. - Seth, popatrz na mnie – musiałam chwilę poczekać, aż odwróci głowę w moją stronę. – wiem, że za nim tęsknisz, ale pamiętaj oni nie chcieliby, żebyś się smucił. Chcieliby żebyś nadal żył swoim życiem i spełniał swoje marzenia. On tam z góry Cię pilnują i na pewno nie zostawią. Poza tym zawsze możesz liczyć na mnie i moją rodzinę. Zawsze będziemy przy Tobie jeśli będziesz tego potrzebował. Pomyśl o szczęśliwych chwilach. Nie o złych – mówiłam. Było mi smutno, że nie mogę mu pomóc tak jakbym chciała. Mnie też ich brakowało, ale trzeba się z tym pogodzić.
- To jest po prostu trudne. - powiedział, a ja kiwnęłam głową.
- Wiem o tym. Ale jesteśmy w tym razem. Pomyśl o tych szczęśliwych chwilach, dziękuj Bogu za chwile które wam dał, a nie myśl o tych które zabrał. Ciesz się tymi dwudziestoma latami z nimi. Pomyśl o tym jacy szczęśliwi byli, kiedy dowiedzieli się, że dostałeś się na medycynę, pomyśl o tym jak często się śmialiśmy, jak często sobie wszyscy dokuczaliśmy i byliśmy złośliwi a na koniec każdy się z tego śmiał. Pomyśl o tych wakacjach, które z nimi spędziłeś i czerp z nich jak najwięcej. A poza tym oni nigdy od Ciebie nie odejdą. Będę zawsze z Tobą w Twoim sercu. – powiedziałam i popatrzyłam na niego. Miał zmarszczone czoło i wiedziałam, że intensywnie myśli nad tym co mu powiedziałam. Po chwili podniósł głowę i widziałam zdeterminowany wyraz twarzy.
- Masz rację – powiedział – Powinienem dziękować Bogu za nich, za to co miałem i cały czas mieć te wspomnienia w głowie a nie odpychać je. Dziękuję Ally, wiedziałaś czego mi trzeba. – powiedział i na jego twarzy zagościł ten dobrze mi znany uśmiech.
- Oczywiście, że wiedziałam, a ponieważ znam Cię tak dobrze chcę Ci powiedzieć, że zamówiłam nam na jutro bilety do kina .Kładźmy się lepiej spać, bo nie wstaniemy i nie będziemy mieli również czasu na zakupy. – powiedziałam triumfalnie się uśmiechając. Seth pokręcił głową z politowaniem.
- Wiesz o tym, że jesteś wspaniała ? – zapytał. A ja pokiwałam głową i szturchnęłam go w ramię.
- Oczywiście, że wiem wszyscy mi to mówią – powiedziałam i przytuliłam go. – A teraz powinnam Ci łeb ukręcić, bo mam jutro spotkanie z wielbicielem od kwiatków i będę miała przez Ciebie wory pod oczami – oznajmiłam i udawałam wielce obrażoną. Seth uśmiechnął się niewinnie.
- Nie martw się zadziała twój wrodzony urok płaza – powiedział. Otworzyłam usta ze zdziwienia. A ten już robił się czerwony na twarzy przez powstrzymywanie śmiechu.
- To ja mamę proszę, żeby zapiekankę makaronową zrobiła, martwię się, że jak zombie wyglądasz, na zakupy i do kina biorę, pocieszam, a Ty mnie od płazów wyzywasz. Zobaczymy, zobaczymy. – powiedziałam i pogroziłam mu palcem po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. – Dobra a teraz na serio spać, bo już jest po 1. Dobranoc grzybie – pożegnałam się z nim. Usłyszałam jeszcze śmiech, po czym zgasił światło. Ja weszłam do swojego pokoju i od razu wskoczyłam do łóżka i poszłam spać.
Hej misie ! Mam problem z komputerem i nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Wrzucam na razie trochę zmienione dwa rozdziały. Dajcie prosze komentarze 😘
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz