sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 15

Seth

Kojarzycie ten słynny tekst kobiet : „ Będę gotowa za 5 minut skarbie ” albo „ Jeszcze tylko pomaluje usta ” ? Dzisiaj przekonałem się ile w kobiecym znaczeniu wynosi 5 minut. Zawsze myślałem, że posługujemy się tymi samymi zegarkami, ale to nie do końca prawda. Kiedy usłyszysz któryś z powyższych tekstów zdążysz jeszcze 4 razy polecieć na Księżyc i z powrotem. Wróciliśmy z uczelni o 14.30, Ally poszła się myć o 15, a ja jak zwykle zdążyłem się zdrzemnąć i pograć w grę. O 16.30 byłem już wyszykowany, pachnący i w ogóle cud miód malina. Natomiast Ally, cóż dużo by mówić, zachowywała się jakby miała motorek w tyłku i od jakiś 45 minut latała między łazienką a pokojem, bo nie mogła się zdecydować co ubrać. Za jakieś 5 minut powinniśmy być już w Universe, żeby na spokojnie zjeść i pogadać. Ale Ally wpadła w szał i nie wiedziała jak ma się ubrać. Stałem zdenerwowany, cały zgrzany, pot mi się po plecach lał i miałem ochotę coś rozwalić, albo po prostu walić głową w ścianę. Gdyby moje życie było kreskówką para leciałaby mi z nozdrzy i uszu a moja twarz byłaby tak czerwona jak dorodny burak w sam raz na barszcz. Kiedy Alls przeleciała między pokojem a łazienką 1500 raz, nie wytrzymałem. No po prostu no nie.
- ALLY ! Rusz ten tyłek ! Przecież idziemy tylko na koncert garażowy a nie na pokaz mody ! – krzyknąłem, zerkając na zegarek. Było już 10 po piątej. Gdy miałem drugi raz krzyknąć, drzwi od pokoju trzasnęły. Podniosłem wzrok i zobaczyłem jak wygląda. Typowa Bad Girl, w której kochają się wszystkie mięśniaki w liceum. Czarne proste do pasa włosy, biała, obcisła bluzka wpuszczona w czarne wąskie spodnie, a do tego czarna skóra i wysokie , wiązane, czarne buty. Makijaż dość prosty, ale równie niebezpieczny : czarne kreski na powiekach oraz bordowa szminka na ustach. Było to surowe piękno, ale w połączeniu z urodą mojej przyjaciółki dawało efekt nie z tej ziemi. Gdybym jej nie znał powiedziałbym, że to laska, do której bez kija lepiej nie podchodzić. Wszystko jednak zdradzały jej oczy, ciepłe, delikatne, trochę tajemnicze z rozjarzonymi iskierkami. Do tego pogodny wyraz twarzy. Zaparło mi dech w piersi i na chwile zapomniałem jak mam na imię. Próbowałem sobie przypomnieć i z kilku znanych liter złożyć moje imię. Literowałem je w myślach S-E-T-H. Aha okej, już wszystko wiem. Musiałem głupio wyglądać, pewnie rozdziawiłem usta i ślina zaczęła mi skapywać na podłogę ( było to bardzo możliwe mając koło siebie Ally ), bo osoba stojąca naprzeciwko mnie odchrząknęła i podniosła do góry jedną brew. Cwaniara, zabrała mój znak rozpoznawczy. – Wow, wyglądasz… wyglądasz…. Yyyy ….. wow. – no nie popisałem się elokwencją, raczej zachowywałem się jak jaskiniowiec. Boże, gdybym mógł zapaść się pod ziemię, albo miał taki sprzęt do wymazywania pamięci jak w Facetach w czerni wymazałbym tę upokarzającą scenę. Niestety nie miałem, więc nie wymazałem.
- Seth, rozumiem, że wyglądam jak milion dolarów, ale z tego co pamiętam, to musimy się pospieszyć. – powiedziała Ally zakładając czarny płaszcz i zarzucając torebkę. Pokiwałem głową a w myślach żałowałem, że NAPRAWDĘ NIE MAM TEGO URZĄDZENIA ! Ubrałem kurtkę, Ally stała już na klatce, wziąłem klucze, zgasiłem światło i wyszedłem z mieszkania.
Do Universe nie było daleko, więc poszliśmy na nogach. Noc była piękna, na niebie jaśniały gwiazdy, księżyc natomiast przypominał piekarski wyrób. Matko Seth, co Ci się na jakąś poezję wzięło ?! Bije Ci, wiedziałem, że choroba psychiczna w końcu Cię dopadnie. Dobra nieważne. Taki mały przerywnik, uwaga wszyscy wciskamy play. W drodze do baru rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Tematy same się pojawiały i zmieniały dość płynnie. Wygłupialiśmy się i dogryzaliśmy sobie jak zawsze. Wytykałem Ally, że pomimo całego jej pedantyzmu nie potrafi dobrze zorganizować czasu. Serio ona jest prawdziwym pedantem. Wszystko ma dokładnie poukładane, Boże broń, żeby coś się przesunęło, albo wystawało o milimetr. Ona wytknęła mi, że jestem niechlujem, co wcale nie było prawdą, a to że potrafiłem spać w jednej piżamie przez prawie dwa miesiące świadczyło o tym , że po prostu o nią dbam. Najpierw koszulkę ubieram na prawą stronę a potem wywracam na lewo. To się nazywa recykling, jakbyście nie wiedzieli. Trochę ucichliśmy, gdy zbliżaliśmy się do naszego baru. W nasze głowy zaczęły napływać wspomnienia. Pierwszy raz zawędrowaliśmy tu zaraz po rozpoczęciu roku. Oboje zmartwieni tym, że nie będziemy mieli życia towarzyskiego. Każde z nas miało świadomość tego, że będzie musiało ślęczeć nad książkami przez całe 3 lata, żeby zapewnić sobie dobre studia, na których notabene będziemy musieli również siedzieć z nosem w książkach kolejne 5,6 lat. Zawiedzeni tym stanem rzeczy stwierdziliśmy, że idziemy coś zjeść na poprawę nastroju. Weszliśmy do Universe, a tam powitała nas uśmiechnięta czarnoskóra kobieta o imieniu Margo. Uśmiechnęliśmy się, ale to był wymuszony uśmiech, więc zapytała czemu zawdzięczamy ten humor. Gdy usłyszała powód zaśmiała się i przygotowała dla nas rozweselające kanapki. Widnieją w menu jako Smile Sally. Zaczęła nas tak nazywać, bo wszędzie chodziliśmy razem. Połączyła nasze imiona i tak już zostało. Margo wiedziała, że ludzie żyją w ciągłym biegu i nie mają czasu na wykwintne dania i restauracje. Otworzyła, więc razem z mężem – Quentinem bar z prawdziwego hollywoodzkiego filmu. Bar z domowymi , zdrowymi kanapkami lub, jeśli ktoś miał czas, z dobrymi domowymi obiadami. To miejsce stało się naszym azylem, przychodziliśmy tam by uczcić nasze sukcesy, jak i pocieszać się po porażkach. Nasze wizyty były regularne. Trochę ustały kiedy poszliśmy na studia. Nie mieliśmy czasu i rzadko wychodziliśmy z domu. Od początku roku akademickiego nie zdążyliśmy wpaść i odwiedzić naszej babuni. W październiku zmarł mąż Margo. Miał zawał i niestety nie zdążyli go uratować, bo gdy lekarze poszli po niego, ktoś ukradł całą torbę z lekami. Margo bardzo to przeżyła, nigdy nie widzieliśmy jej w takim humorze. Oczy miała podkrążone, całe czerwone od płaczu, usta w podkówkę, co nigdy się nie zdarzało. Nawet pogoda dostosowała się do niej. Całe niebo było skąpane w szarych, burzowych chmurach. Po ceremonii zaczęło płakać razem z nią. Byliśmy na pogrzebie, ale musieliśmy szybko wracać do mieszkania, bo na następny dzień mieliśmy dużo zajęć. Doszliśmy do wejścia, chwyciłem za klamkę i przepuściłem Al przodem. Ona za to posłała mi swoje spojrzenie przez wielkie S. Wiedziałem o co chodzi. Uważała, że mężczyźni przepuszczają ją w drzwiach tylko dlatego, żeby móc przez chwile popatrzeć na jej tyłek, a nie dlatego żeby wyjść na dobrze wychowanego. Niektórzy na pewno tak robili, ale ja ? Cóż, może zostawmy to bez komentarza. W barze świeciło pustkami, więc gdy tylko zadzwonił dzwonek naszym oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Margo. Spojrzała na nas i jej oczy błyszczały tak jak wtedy, kiedy patrzyła na Quentina. Czysta miłość, niczym nie zasłużona, po prostu miłość. Podeszła do nas i każde z osobna mocno do siebie przytuliła. Kiedy się do mnie przytulała poczułem coś mikrego na ramieniu. Odsunąłem ją od siebie i popatrzyłem w zeszklone oczy. Uniosłem dłonie do jej policzków i starłem wyryte słone ścieżki. Jeszcze raz mocno przytuliłem do siebie i pocałowałem w czubek głowy.
- Tak się cieszę, że przyszliście. Długo was tu nie było i martwiłam się, że już nie przyjedziecie. – powiedziała babunia, gdy już się ode mnie odsunęła. Spojrzeliśmy na siebie z Ally. Kiwnąłem delikatnie w jej stronę głową, a ona zrozumiała o co mi chodzi. Uśmiechnęła się delikatnie do Margo i powiedziała :
- No coś Ty babuniu ! Jak moglibyśmy o Tobie zapomnieć. To dzięki Tobie przetrwaliśmy całe liceum i nie załamaliśmy się psychicznie. – Margo zaśmiała się i dalej rozmowa sama się potoczyła. Rozmawialiśmy o tym co się u nas działo. Zapytaliśmy jak radzi sobie bez Quentina, ale nie za bardzo chciała o tym mówić i szybko ucięła temat krótkim : dobrze. Zrobiła nam nasze ulubione kanapki z indykiem i pomidorem. Mmmmm dawny smak zadziałał na mnie tak intensywnie, że aż mruczałem, co szybko spotkało się z dezaprobatą w spojrzeniu Allyson. Więc się przymknąłem i mruczałem w umyśle. Jestem największym pantoflarzem na ziemi. Margo zachowywała się jak dawniej, rzucała swoimi żartami jak z rękawa, śmiała się z naszych opowieści oraz ciągłych zaczepek. W pewnym momencie zauważyłem, że Alls któryś raz tego wieczoru sięga do torby po telefon i delikatnie się uśmiecha, dziwne, bo nie lubiła za bardzo korzystać z telefonu. Zawsze powtarzała, że lepiej się spotkać twarzą w twarz a nie za pośrednictwem jakiegoś portalu społecznościowego, albo za pomocą sms. Uważała, że ludzie są nieszczerzy. Była osobą, która potrafiła wszystko wyczytać z oczu, nie potrzebna jej była żadna mapa. Wiedziała po prostu co w danej chwili dzieje się w umyśle człowieka. Zawsze sprawdzało się to u mnie. Ja z jej twarzy potrafiłem czytać jak z książki, jednak nie zawsze udawało mi się tak precyzyjnie to odczytać. Stwierdziłem, że pisze pewnie z jakąś koleżanką czy coś w tym stylu. Po prostu olałem to. Siedzieliśmy w Universe do 19. Na szczęście koncert Martina odbywał się o 20.30. mieliśmy czas. Wyszliśmy i powoli szliśmy w stronę Millenium. Gdy tam dotarliśmy już na scenie wszystko było rozłożone. Poszliśmy za kulisy żeby przywitać się z Martinem. Gdy nas zobaczył od razu do nas podszedł. Najpierw przywitał się z Ally, przytulił ją i dał buziaka w policzek, na co trochę się skrzywiłem i wkurzyłem. Niech trzyma ten śmierdzący oddech z dala od niej. Seth ogarnij się. Wdech wydech. 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1. Okej już dobrze.
- Siema stary ! Dawno się nie widzieliśmy ! – powiedział i poklepał mnie po męsku po plecach. Też go poklepałem, szkoda tylko że nie krzesłem w twarz. Matko ! Uspokój się ! – Nie mówiłeś, że Ally tak wyładniała, a przecież tyle o niej nawijasz przez telefon – gdy to powiedział wyczułem spojrzenie Ally na sobie i najchętniej gdybym mógł znów użyłbym tego fajnego urządzenia z Facetów w czerni. Cholera, że też nie ma takiej produkcji. Na pewno byłby duży popyt na ten sprzęt!
- Przestań wcale tak dużo o niej nie mówię. – powiedziałem i uśmiechnąłem się kpiąco.
- Stary to jest nasz temat numer jeden. Naprawdę Ally mówi o Tobie takim rozmarzonym głosem, jeszcze trochę  a niedługo usłyszałbym anielskie trąby, a wszystko dookoła stałoby się cukierkowo – różowe. Takie aż do porzygania różowe – w miarę jak mówił miałem ochotę wziąć coś ciężkiego przywiązać mu do szyi i wrzuć na samo dno jakiegoś oceanu. Ally stała i tak niego patrzyła i uśmiechała się szeroko, matko ale żenada.
- Przestań Martin, przecież wiesz jaka słodka jestem, tu nie potrzeba żadnych trąb. Wystarczę sama ja  – powiedziała Ally i oboje zaczęli się śmiać. Też zacząłem się śmiać, no bo co innego mogłem zrobić. Wziąłem szybko Ally za rękę i mówiąc :
- To my już idziemy -  wyciągnąłem ją zza kulis i poprowadziłem przed scenę. Ally nie odezwała się ani słowem, a ja nie wiedziałem co mam powiedzieć. Więc stałem jak ten osioł i oglądałem się na boki. Zastanawiałem się czy to co mówił Martin było prawdą. Czy nie potrafię rozmawiać o nikim i o niczym innym poza nią. Cała moja głowa jest zaprzątnięta obrazami. Ona jak śpi, jak się śmieje, jak robi głupie miny, jak jest wściekła. Jedyne uczucie, które mi towarzyszy wtedy to szczęście i ciepło tam w środku. Najpierw szło tak od serca, powoi rozlewało się po łopatkach, delikatnie szło w górę, do koniuszków palców, potem ogarniało całe ciało. Włoski na rękach delikatnie stawały dęba i na ciele pojawiała się gęsia skórka. Taka przyjemna. I wtedy zdałem sobie sprawę, że ją kocham. Nie dlatego, że jest piękna, a przecież jest. Nie dlatego, że ma świetny charakter, bo nie ma. Przecież jest strasznie złośliwa. Nie dlatego, że zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Dlatego, że wszystkie jej wady, jej zalety, złośliwości, sarkazmy, ironie, śmiechy, żarty, humorki tworzyły ją. A ona w całej swej prostocie, delikatności, dobroci, uśmiechu stała się moim ideałem. Ideałem, którego nie da się zastąpić jakaś marną kopią. Nie wychodziło mi z innymi dziewczynami, bo żadna z nich nie była nią. Starałem się znaleźć w każdej chociaż odrobinę podobieństwa. A to jedna miała podobny uśmiech, lecz nie był to uśmiech, który łączył się z oczami. Druga miała podobne włosy, ale nie pachniały magnolią, trzecia była sarkastyczna i ironiczna, jednak nie był to ten sam sposób w jaki ona to robi. Zakochałem się w niej, a przełomowy moment nastąpił chyba w pierwszej klasie liceum, kiedy poszliśmy na domówkę. Oczywiście wystrojona jak zawsze, dusza towarzystwa. Rozmowna, śmiała, piękna. Łapała w mig kontakt z ludźmi, a oni ją uwielbiali. Jednak nie była bufonowata, ani nie myślała a kto to ja nie jestem. Zawsze ta sama dobra dusza, pełna ciepła. Chodziłem na imprezy tylko ze względu na nią. Nie przepadałem nigdy za takimi klimatami, byłem domatorem. Dobry film, koc i kanapa, nie musisz mi powtarzać dwa razy. Ale przejdźmy do rzeczy. Stałem gdzieś w kącie jak zawsze i obserwowałem jak tańczy. Podszedł do niej jakiś chłopak, napakowany jak polski strongman Pudzianowski i prosi ją do tańca. Nigdy nie lubiła takich gości, mówiła, że nie mają mózgu, bo wszystko wyżarły sterydy. Jednak ona uśmiechnęła się do niego z taką radością, że o mało co nie wyplułem wody, którą właśnie piłem. Tańczyła z nim i cały czas się śmiała a on coś jej mówił na ucho. Zawrzało we mnie. Zabrzmię teraz jak tandetny romantyk z tandetnego kiczowatego romansidła, ale ja chciałem sprawiać, żeby tak się śmiała. Ja chciałem być powodem tego śmiechu i co więcej chciałem tego śmiechu słuchać. Jednak nie byłem na tyle odważny by jej to powiedzieć, a ona po jakimś czasie zaczęła z nim chodzić. Czułem się tak jakbym wpadł do wielkiej rozdrabniarki do drewna, a potem ze dwadzieścia razy chyba przejechał po mnie traktor i walec. Właściwie nie mnie, tylko moje serce. Jednak nie powiedziałem Ally, słuchaj kocham Cię i chciałbym być powodem, dla którego będziesz się śmiać. To by było bez sensu. To by było coś w stylu, podchodzi do mnie dobry kumpel i mówi: słuchaj jestem gejem i skrycie kocham się w Tobie od dawna, to co będziemy para ? Niedorzeczność prawda ? Więc można powiedzieć, że zachowałem się bardzo męsko i co wieczór beczałem w poduszkę. Żartuję ! Nigdy bym się tak nie zachował. Chcąc wyrzuć z siebie wszystkie negatywne emocje zacząłem chodzić na siłownię. Ja rekompensowałem sobie brak Ally przy boku, a ona sądziła, że dzięki temu mogę poznać ludzi oraz że to przez nią nie chodziłem wcześniej na siłownię. Ahhh te kobiety, potrafią wymyślić wszystko, żeby coś nabrało sensu. Nawet jakby im się powiedziało, że słońce nie świeci na żółto tylko na czerwono, stwierdziłyby, że widocznie źle rozpoznaję kolory, ale twardo przyznawałyby mi rację. Ally chodziła z Jamesem ( bo tak właśnie na imię miał ten bezmózgi drągal ) trochę dłużej niż z Philem ( pomińmy fakt, że z Philem chodziła niecały miesiąc, ale no cóż widocznie facet był jeszcze bardziej bezmózgi niż ten drągal ), bo byli ze sobą chyba 4 miesiące. Jednak te miesiące nie zawsze były usłane różami. James miał słabość do płci pięknej i alkoholu, co powiedzmy sobie szczerze nie kończyło się nigdy dobrze. Wiele imprez kończyło się na tym, że drągal spał na trawniku przed domem, całkowicie zalany. Ally wiele razy próbowała walczyć z tym nałogiem, ale niestety najdłużej drągal nie pił 2 tygodnie, co i tak już było sukcesem i uważam do tej pory, że powinna dostać za to osiągnięcie jakąś statuetkę. Wiele razy również ja byłem wciągany w ratowanie Jamesa, mimo że chodziłem na imprezy i teraz to ja się bawiłem, a Ally pilnowała, albo próbowała pilnować, swojego chłopka. Musiała się za niego wstydzić, ponieważ wiele razy, po prostu wymiotował. Nawet nie zliczyłbym ile razy musiałem jej pomóc sprzątać po nim. Jednak James mimo tych wszystkich wyskoków był dla niej naprawdę dobry. Zawsze po jakiejś takiej akcji przychodził do niej i po prostu błagał o wybaczenie. Zabierał ją do kina i przynosił kwiatki bez okazji. Trochę jednak nie trafiał, bo Ally nigdy nie była materialistką i zawsze wolała iść się przejść czy po prostu pobyć razem. Nie potrzebowała kwiatków, kin i innych dupereli. Ona najbardziej na świecie potrzebowała poczucia obecności i bezpieczeństwa. Chciała wiedzieć pod jaki numer może zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i będzie miała pewność, że ta osoba przyjdzie, nawet jeśli miałaby siedzieć i trzymać ją za rękę lub leżeć na łóżku i słuchać 1500 raz tej samej smutnej, przygnębiającej piosenki. Przełom nastąpił kiedy James tak przegiął, że nawet kwiaty, czekoladki i inne świństwa nie były w stanie przekonać Ally, żeby mu wybaczyła. Nie będę wchodzić w szczegóły tego zdarzenia, bo sam dokładnie nie wiem o co poszło. Le sami rozumiecie było to z korzyścią dla mnie. Teraz Allyson wróciła, a więc moje serce znów mogło się poskładać do kupy. Tamtego wieczora, kiedy przyszła do mnie, zapłakana i mokra, przysiągłem sobie, że powiem jej o moich uczuciach. Jednak czekałem na odpowiedni moment i zdaję się, że ten moment nigdy nie nadszedł. W drodze zapomniałem, gdzieś o targających mną uczuciach, więc stwierdziłem, że nie powiem czegoś, czego nie jestem pewny. Zacząłem tłumaczyć sobie, że nie powiedziałem jej, bo to tak naprawdę nie jest prawdą. Wiem, głupie myślenie. Pierwszy krok depresji, czyli wyparcie. Potem nastąpiła akceptacja tego stanu. Tak więc tkwiłem w tym od pierwszej klasy liceum i nigdy nie zdobyłem się na odwagę. Jednak dzisiejsza rozmowa, a raczej monolog Martina z Ally, dał mi dużo do myślenia. Uzmysłowił mi, że nadal coś czuję do niej, że nadal jest tak bardzo ważna i m takie miejsce w moim sercu, że każdy mógł jej pozazdrościć. Szczególnie te wszystkie dziewczyny, które wręcz mdleją na mój widok. Wrodzona skromność, piękna cecha nieprawdaż ? Wracając. Uzmysłowił mi, że uczucia można przytępić, zataić, ale nigdy się ich nie pozbędzie jeśli są prawdziwe. Postanowiłem więc, że zaraz po koncercie powiem jej całą prawdę. W myślach błagałem Boga, aby sprawił ( O JAKŻE TO BY BYŁO PIĘKNE ) ona czuła to samo do mnie. Nie pragnąłbym innej nagrody. 




no i w końcu, po wielu próbach, wielu przeciwnościach oto mamy już 15 ! zostawiajcie komentarze !