sobota, 27 września 2014

ROZDZIAŁ 9
Od imprezy urodzinowej Ally minął tydzień. Byłem cholernie szczęśliwy, kiedy zauważyłem, że Al. Cały czas nosi wisiorek ode mnie. Jednak szybko moją radość przyćmiło to, że na jej ręce widniał czarny rzemyczek ze złotą przywieszką także, o ironio, serca. Oczywiście kochany Phil musiał wygrawerować tam głupi napis „Dla Ally od Phil’a”. normalnie jakby Ally była jakaś niepełnosprytna i mogłaby zapomnieć, że ten prezent jest właśnie od niego. Musiałem jednak mój gniew schować do kieszeni tego poranka, ponieważ w głębi czułem, że dzisiaj zdarzy się coś, co nie koniecznie będzie dla mnie miłe. W moim sercu z chwili na chwilę rósł niepokój. Koło godziny 15 Ally wyszła, bo umówiła się z Philem na spacer a potem miał ją zabrać na kolację. Głupi Phil, traktuje ją tak jakby była jego własnością. Pałętałem się po całym mieszkaniu za bardzo nie wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu postanowiłem odwiedzić Państwa Stonów, bo dawno się z nimi nie widziałem. Ruszyłem w stronę drzwi łapiąc po drodze kurtkę i klucze do samochodu.

Pod ich blokiem byłem 10 minut później. Znalazłem wolne miejsce i zaparkowałem. Podszedłem do klatki i zadzwoniłem pod numer 18. Od razu w domofonie usłyszałem głos.
- Halo ? – wszędzie go rozpoznam.
- Dzień dobry Pani Stone ! To ja Seth ! – powiedziałem i nie musiałem długo czekać aż usłyszałem bzyczenie zamka, które oznajmiło mi, ze mogę już pociągnąć klamkę. Wszedłem szybko na 3 piętro a drzwi były już otwarte. Z domu dochodził piękny zapach świeżo pieczonego ciasta, na myśl o którym mój żołądek wywinął koziołka. W progu stała mama Ally, która spojrzała na mnie i zaraz wychyliła się za drzwi. Popatrzyła na mnie pytająco, wiedziałem o co chciała mnie zapytać, jednak pokiwałem przecząco głową. Wszedłem do środka i od razu zauważyłem charakterystyczne buty z zamkami. Popatrzyłem na Panią Beth i podniosłem brwi w zapytaniu a ona tylko się uśmiechnęła. Zdjąłem kurtkę i powiesiłem w szafie a następnie przytuliłem do siebie drobną kobietę.
- Miło Cię widzieć Seth. Czemu Ally nie przyszła z Tobą ? – zapytała, a ja popatrzyłem na nią. Co mam jej powiedzieć ? Że jakiś dupek właśnie starał się mi ją zabrać ? Czy że po prostu poszła się spotkać z koleżankami ze studiów ? Wiedziałem jaka będzie reakcja Pana Chrisa jak powiem o facecie, więc powiedziałem tylko :
- Jest na spotkaniu ze swoimi koleżankami ze studiów, jakiś projekt, czy coś w tym stylu. A mi nie chciało się w domu siedzieć, więc przyjechałem w odwiedziny. – kobieta uśmiechnęła się do mnie serdecznie i znów mnie przytuliła, już miła coś powiedzieć gdy z kuchni wyszła uśmiechnięta Annie.
- Cześć Seth ! – powiedziała radośnie i podeszła się do mnie przytulić. Zaraz za nią zjawił się Mike, który miał zdezorientowanie na twarzy. Popatrzył na mnie a ja tylko wzruszyłem ramionami.
- Chodźmy do kuchni, zrobiłam dzisiaj Twoje ulubione cisto – powiedziała Pani Stone, a ja uśmiechnąłem się do niej.  
- Cóż widocznie mój żołądek wiedział, kiedy wybrać sobie najlepszy czas na wizytę. – powiedziałem na co cała trójka zaśmiała się. Weszliśmy do kuchni jednak nigdzie nie widziałem Pana Chrisa. – A gdzie Pan Chris ? – zapytałem a Pani Stone uśmiechnęła się do mnie, wyciągając szarlotkę z piekarnika.
- Peter znów go poprosił o pomoc. Wiecie jaka Carrie jest wymagająca. Miało się skończyć tylko na malowaniu salonu, ale ona stwierdziła, że ponieważ Angel niedługo wyjeżdża na studia odmalują również jej pokój oraz sypialnie. Strasznie niezdecydowana kobieta. – wszyscy w trójkę wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.  Bardzo lubiłem mamę Ally, była strasznie do niej podobna. Uśmiech miały taki sam, często jak się nad czymś zastawiały marszczyły śmiesznie nos i czoło, robiły tak też kiedy coś im się nie podobało.
- Więc jake plany na sylwestra ? – zapytałem a Mikey wraz z Annie wzruszyli ramionami. – To co robimy po staremu i spotykamy się u Nas, żeby oglądać jakieś romansidła przy popcornie, chipsach i szampanie ? – zapytałem a oni ochoczo pokiwali głowami. – Tak myślałem. – uśmiechnąłem się i popatrzyłem na Panią Beth, naszykowała już cztery talerzyki i na każdy włożyła po gigantycznym kawałku placka. Najpierw podała Annie i Mike’owi a na końcu mi. Uśmiechnąłem widząc, że na talerzu zamiast jednej gigantycznej porcji mam dwie. Czy już wspominałem jak bardzo kocham tę kobietę ? Siedzieliśmy tak już z dobrą godzinę, a może więcej i jak to na grudzień przystało robiło się już ciemno. Pani Stone wzięła się powoli za szykowanie kolacji a my poszliśmy zobaczyć czy jest coś ciekawego w telewizji. Zacząłem zagłębiać się w jakiś film gdy usłyszałem :
- Seth ! Możesz na chwilkę do mnie przyjść ? – nie zwlekając ani chwili pobiegłem do kuchni. Pani Stone obróciła się i obdarowała mnie ciepłym uśmiechem – Mógłbyś pójść do sklepu ? Jutro niedziela, a ja nie mam ziemniaków na obiad. – powiedziała i w tym samym czasie do kuchni wszedł Mike, który niósł pusty kubek po herbacie.
- Pójdę z Tobą Seth – powiedział a ja pokiwałem głową. Wyszliśmy do przedpokoju, ubraliśmy się i wyszliśmy z domu. – Seth, gdzie tak naprawdę jest Al ? – zapytał Mike a ja poczułem ucisk w żołądku i zaczęły trząść mi się ręce.
- Mówiłem już, że na spotkaniu z koleżankami zer studiów, bo robią jakiś projekt – mimo, że miałem ochotę wykrzyczeć Mikey’owi, jak bardzo niezadowolony jestem z tego co teraz robi  moja najlepsza przyjaciółka. Nie zrobiłem tego, bo nie chciałem jej wkopać. Nie przewidziałem tylko jednego. Michael zna mnie od małego i potrafi czytać ze mnie jak z ksiązki dlatego nie zdziwiłem się, gdy usłyszałem :
- Seth przecież widzę, że wcale tak nie jest. Po drugie gdyby była z koleżankami nie zachowywałbyś się tak jak teraz. – powiedział. A ja na niego spojrzałem z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Podniosłem prawą brew ? – Zaciskasz szczękę i ręce. Czyżby te koleżanki to niejaki mierzący 180 koleś z blond włosami mający na imię Phil ? – zapytał a ja pokiwałem głową. Mike zaśmiał się a ja już posyłałem w jego stronę miliony piorunujących spojrzeń. – Przepraszam Seth, ale w udawaniu to ty nigdy nie byłeś dobry. Nawet zagranie roli w przedstawieniu szkolnym było dla ciebie trudne. Po prostu jesteś osobą, u której na twarzy są wypisane wszystkie emocje. A teraz dominującą jest zazdrość – skończył swój monolog a ja wiedziałem, że teraz udawanie przed Mike’iem nie ma sensu. Jednak moja męska godność, której już i tak mało zostało, nie pozwoliła mi. Nerwowo się zaśmiałem.
- Mike odkąd jesteś z Annie stałeś się jak baba ? Ja zazdrosny ? Ja ?! Pffff proszę Cię o czym my mówimy. – powiedziałem a Mike pokręcił głową i uśmiechnął się półgębkiem.
- Seth mnie nie oszukasz, widziałem jak patrzyłeś na Phila podczas imprezy urodzinowej Ally, widziałem jak ignorowałeś Molly, która ewidentnie próbowała z Tobą flirtować, zwrócić Twoją uwagę a ty po prostu miałeś to gdzieś. Powiedzieć Ci czemu ? – zapytał a ja potaknąłem skinieniem głowy. – Bo jesteś zazdrosny o Ally, denerwuje Cię fakt, że ktoś się koło niej kręci, że nie ma już dla Ciebie tak dużo czasu. A wiesz dlaczego ? Bo ją kochasz, tylko przez swoją dumę nie chcesz przyjąć tego do wiadomości. Jednak ja Ci mówię, że to prawda. – powiedział a ja przekonywałem się coraz bardziej jak prawdziwe były jego słowa.
- Dobra, masz rację, ale nie zamierzam teraz nagle wyskoczyć jak Filip z konopi i powiedzieć jej o swoich uczuciach. Widzę jaka jest szczęśliwa i mimo, że mam ochotę urwać temu całemu Philowi łeb, nie chcę tego zniszczyć. – powiedziałem a Mike pokręcił głową i zaczął się śmiać. Stanąłem a zaraz potem on. Podszedłem do niego i kopnąłem go w kostkę. Przestał się śmiać i spojrzał na mnie groźnie. Nie przejąłem się tym i zacząłem iść dalej. Mike zrównał się ze mną.
- Zrobisz jak będziesz chciał. Jednak moim zdaniem nie mylisz się co do Phila, jakoś nie żywię do niego sympatii. Jeśli miałbym być szczery i to ja bym wybierał męża dla Ally, wybrałbym Ciebie stary. – powiedział i poklepał mnie plecach. Zrobiło się trochę ckliwie i zaczęło mnie to przerażać. Na serio jakbyśmy byli babami.
- Wiesz, dziwnie wyszło, ale dzięki. A teraz na poważnie, ale z nas baby – powiedziałem i skrzywiłem się. Mike zaśmiał się i powtórzył mój gest.
- Mieszkanie z babami daje się we znaki. Trzeba kiedyś wyskoczyć na męski wieczór, jak kiedyś. – powiedział, a ja kiwnąłem głową. Weszliśmy do sklepu załatwiliśmy to co mieliśmy załatwić i wróciliśmy do domu. Około godziny 22 wróciłem do domu. Nie spodziewałem się, że Ally już będzie w domu, dlatego zdziwiłem się, gdy zobaczyłem światło palące się w kuchni. Zdjąłem kurtkę i buty klucze od Auta i portfel położyłem na kodzie.
- Ally, wróciłem ! – krzyknąłem czekałem chwilę, ale nikt się nie odezwał. Poszedłem do kuchni i myślałem, że przeżywam deja vu. Jak na złość Al siedziała i znów wgapiała się w okno z rozmarzonym wyrazem twarzy. W tym momencie miałem ochotę wyjść z kuchni, pójść do pokoju i trzasnąć drzwiami. Jednak nie zrobiłem tego. Podszedłem do niej i potrząsnąłem ją.
- Ej Al co jest do cholery ? – zapytałem. A ona spojrzała na mnie a na jej ustach wykwitł piękny uśmiech. Jednak zamiast mnie uspokoić, ten uśmiech wywołał niepokój.
- Jestem z Philem – powiedziała. Te trzy słowa sprawiły, że moje serce przestało na moment bić, a oczy zaszły łzami. Jednak szybko je poskromiłem i przywołałem na twarz jak najmniej fałszywy uśmiech szczęścia. Ona natomiast podniosła się i uściskała mocno. – Tak się cieszę – powiedziała a ja moje serce spadło na podłogę i rozpadło się na miliony małych kawałeczków, które zdoła posklejać tylko jedna osoba. Osoba, która teraz nie jest wolna.
- To…- odchrząknąłem, bo mój głos lekko zadrżał. – To cudownie Ally, cieszę się bardzo. Szczęścia Wam życzę. – powiedziałem, nadal ją do siebie przytulając. Ona osunęła się ode mnie i posłała mi piękny szczęśliwy uśmiech, który rozjaśniał jej twarz.
- nawet nie masz pojęcia jak bardzo jestem szczęśliwa. – powiedziała. Stanęła na palcach i ucałowała mój policzek. Wyszła z kuchni i weszła do swojego pokoju. Stałem tam, gdzie mnie zostawiła i patrzyłem tępo w stół. Na policzku nadal czułem jej lekki jak dotknięcie motyla pocałunek i czułem jak wielki ból mi sprawia. Wyszedłem z kuchni i zgasiłem światło. to samo zrobiłem w przed pokoju. Wszedłem do siebie i nie patrząc na nic po prostu runąłem na łóżko czując niewyobrażalnie wielki ból w sercu. Moja Ally już nie jest moja. Wtedy pojawił się drugi Seth i powiedział : - Gdybyś miał więcej odwagi i przyznał się do tego, że ją kochasz to teraz byłbyś szczęśliwy, ale jesteś tchórzem. Zniknął a ja uświadomiłem sobie jak wiele racji miał. 

hejka, coś ostatnio jakoś wena przyszła i idę jak burza xd PROSZĘ WAS ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE ! do natępnego :* 

czwartek, 25 września 2014

ROZDZIAŁ 8
Matko, matko, matko ! Biegałem jak głupi po moim pokoju, zbierając ubrania porozwalane po mojej podłodze. Można by powiedzieć, że moje panele przypominały jedno wielkie morze ubrań. Podnosiłem rzeczy i wąchając oraz oglądając, czy są jeszcze przydatne do użycia segregowałem je na trzy kupki. Kupka pierwsza : rzeczy zdecydowanie do prania, kupka druga : rzeczy, które jeszcze mogą być oraz kupka trzecia : rzeczy przyzwoicie czyste, które można schować do szafy. Wyszczerzyłem się kiedy zobaczyłem, że ta ostatnia kupka jest zdecydowanie większa niż dwie poprzednie. Z takim stanem rzeczy stwierdziłem, ze dwie pierwsze kupki zaniosę do łazienki. Wychodząc z pokoju zobaczyłem, że Ally siedzi i segreguje swoje rzeczy odetchnąłem z ulgą. Nie może wydawać się dziwnym iż nie potrafiłem poradzić sobie z obsługą głupiej pralki. Wiecie komputery, telefony, głupie składnie jakiś rzeczy. Przykręcenie czego, wbicie gwoździa. O! to były rzeczy z którymi sobie radziłem bez zarzutu. Jednak obsługa takich sprzętów nigdy mi nie szła. Zawsze gdy próbowałem coś takiego zrobić i Ally widziała moje nieudolne zmagania mówiła : „Temu panu już dziękujemy”. Byłem jej wtedy strasznie wdzięczny. Myślałem, że tak będzie i tym razem jednak ogromnie się pomyliłem. Zmierzałem w stronę łazienki z średnią kupką brudnych ubrań, gdy Ally podniosła na mnie wzrok. Uśmiechnąłem się do niej na co ona podniosła pytająco brew i powiedziała :
- Seth, przepraszam bardzo, ale co do cholery jest ? – popatrzyłem na nią zdziwiony
- Yyyy, rzeczy do prania ? – zapytałem a ona pokręciła głową. – No co ? – ponownie zadałem pytanie. Ally spojrzała na mnie z litością.
- Wiesz Seth, nie zawsze będziemy mieszkać razem, kiedyś będziesz się musiał nauczyć obsługiwać głupią pralkę. To nie jest trudne ! – krzyknęła a jej zirytowanie wzrastało z bardzo wielkie na tak wielkie, że wystrzeliło w kosmos.
- Przecież wiesz, że to nie jest moja mocna strona. Nie umiem obsługiwać takich sprzętów. Pamiętasz jak to się skończyło ostatnio ? – zapytałem a ona pokiwała głową. Już myślałem, że mnie zrozumiała. Znów bardzo się pomyliłem.
- Seth instrukcja obsługi nie gryzie to po pierwsze a po drugie nie wiem co ty zrobisz, jeśli twoją żoną zostanie jakaś bizneswoman a Ty zamienisz się w pełnoetatową niańkę i sprzątaczkę. Swoją drogą to będzie ciekawe zobaczyć cię kiedyś w różowym fartuszku i z dzieckiem w jednej ręce , garnkiem w drugiej i telefonem przy uchu. – powiedziała ironicznie. Jej, czyżby ktoś tu dzisiaj wstał lewą nogą ? i tym kimś na pewno nie byłem ja.
- Ally, chyba przełączyły ci się tryby. – powiedziałem a ona spojrzała na mnie z irytacją i niezrozumieniem na twarzy – Z miłej i kochanej osóbki, stałaś się złośliwą jędzą. – powiedziałem a wyraz jej twarzy powiedział mi, że to mój koniec. Już miała coś powiedzieć, jednak zamknęła usta i przywołała słodki i fałszywy uśmiech na twarz.
- Dawaj to pranie i kończ sprzątanie w swoim pokoju, bo nie zamierzam się za ciebie wstydzić, kiedy przyjdą goście. – położyłem pranie i podniosłem ręce w geście poddańczym.
- Jak sobie życzysz. – powiedziałem i ruszyłem do swojego pokoju. Podszedłem do biurka i ściągnąłem z niego wszystkie śmieci oraz wrzuciłem do kosza. Matko ! Nawet nie wiedziałem, że moje biurko jest takie duże. Położyłem na łóżku wszystko co mi przeszkadzało wraz z moim laptopem i starłem kurze, kiedy odwróciłem do siebie ściereczkę, byłem przerażony. Włożyłem ją do miski i ustawiłem powrotem moje rzeczy tam gdzie stały. Otworzyłem okno i na przytwierdzonej do ściany prowizorycznej suszarce położyłem pościel, aby się przewietrzyła. Schowałem czyste ubrania do szafy wnękowej. Byłem zadowolony z efektów mojej pracy. Jeszcze tylko poodkurzać i będzie cacy. Dzisiaj będzie u nas impreza urodzinowa Ally. Dokładnie nadszedł cudowny 10 grudnia. Właśnie w tym dniu, dokładnie 21 lat temu na świat przyszło utrapienie mojego życia a zarazem osoba, która dawała mi ogromne szczęście. Jednak ja, bo to w końcu ja totalnie o tym zapomniałem. Dlatego właśnie, gdy tylko uporałem się z moim pokojem i pędem wybiegłem z domu łapiąc kurtkę i kluczyki od samochodu. Zadzwoniłem do Michaela, bo nie miałem zielonego pojęcia co mógłbym jej kupić. Odebrał po 3 sygnałach.
- Co tam Seth? – powiedział.
-Hej Mikey, mam pytanko. Co mógłbym kupić Ally na urodziny? Bo u mnie jakoś kiepsko z myśleniem o tej porze.  – usłyszałem śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- Seth jest już po 10, a Ty nadal się nie obudziłeś ? – zapytał Mike ze śmiechem.
- Hej, Twoja siostra tyran wyrwała mnie ze snu już o 7 i od tamtego czasu ostro zasuwałem pod jej surowym wzrokiem – powiedziałem z wyrzutem i znów usłyszałem śmiech.
- Wiem, jaka upierdliwa potrafi być moja siostra. Żyłem z nią przez 19 lat pod jednym dachem i uwierz wie o czym mówisz. A co do prezentu. Może jakaś biżuteria ? zawsze kiedy nie mam pomysłu na prezent dla Annie kupuje jej biżuterie. – powiedział Mikey. Rozważałem tą propozycje i stwierdziłem, że to cudowny pomysł.
- Mike jesteś geniuszem, uściskałbym cię, ale nie chce żeby Annie była zazdrosna. A poza tym chce dożyć dzisiejszej imprezy. – powiedziałem i usłyszałem ciche prychnięcie po drugiej stronie telefonu. – Do zobaczenia wieczorem ! – powiedziałem
- Pa – odpowiedział i zaraz rozległ się sygnał oznaczający koniec rozmowy. Odpaliłem samochód i pojechałem do miasta. Zatrzymałem się przy dobrze znanym mi jubilerze, w którym pomagałem Mikey’owi wybrać pierścionek zaręczynowy. Właściciel sklepy, starszy Pan w okularach i z wąsem, Pan Johnson uśmiechnął się na mój widok. Musiał mnie zapamiętać po ostatniej wizycie, bo sam się śmiał, że nigdy jeszcze mu się nie zdarzyło, żeby ktoś tak długo wybierał pierścionek zaręczynowy.
- W czym mogę pomóc ? zapytał i posłał w moją stronę serdeczny uśmiech. Sam dokładnie nie wiedziałem czego szukam.
- Szukam czegoś na prezent dla dziewczyny. – powiedziałem a straszy pan się do mnie uśmiechnął.
- Też pierścionek zaręczynowy ? – zapytał ja popatrzyłem na niego jakby co najmniej przed chwilą wyrosła mu druga para rąk i to na głowie.
- Nie, nie, nie dziewczyny, dziewczyny. Raczej przyjaciółki. Myślałem o jakimś ładnym łańcuszku z zawieszką. – powiedziałem a Pan Johnson się uśmiechnął ze zrozumieniem głową. Położył przede mną kilka łańcuszków. Jeden szczególnie wpadł mi w oko. Miał zawieszkę w kształcie serduszka. Było ono średnich rozmiarów, ale bardzo mi się podobało.
- Wezmę ten łańcuszek z sercem. – powiedziałem mężczyźnie a on skinął głową. – Mógłbym prosić o grawer ? – zapytałem a mężczyzna uśmiechnął się do mnie potwierdzająco. Czekałem może jakieś 10 min i mężczyzna przyniósł mi pudełeczko. Zapłaciłem i z wielkim uśmiechem na ustach pognałem do samochodu. O lepszym prezencie nie mogłem marzyć. I nadal z wyszczerzem na twarzy pobudziłem samochód do życia i pojechałem do domu.

Nadeszła godzina 19 i Ally biegała z kuchni do swojego pokoju jak oszalała. Powiem szczerze, że nie mam zielonego pojęcia czym się tak przejmowała. Mieli przyjść tylko Annie i Michael, więc sami swoi a ona sprawdzała, czy na pewno dobrze wytarła lustro w przedpokoju i czy dokładnie umyła toaletę. Jak tak na nią patrzyłem to zastawiałem się jak to możliwe, że przejmuje się takimi drobnostkami. Oczywiście Ally, dokładnie jak jej mama, naszykowała tyle jedzenia, że zastanawiałem się jak my to wszystko zjemy. Pierwszy dzwonek do drzwi. Ally wybiegła z kuchni wygładzając swoją czarną sukienkę. Podniosła słuchawkę domofonu i gdy usłyszała głos po drugiej stronie od razu się uspokoiła. Spojrzałem na nią pytająco.
- Annie z Michaelem. – odpowiedziała na moje niezadane pytanie. Imprezę czas zacząć ! krzyknąłem w myślach i zacząłem pocierać ręce o siebie. Ally popatrzyła na mnie błagalnie, bo wiedziała o czym sobie pomyślałem. Jej wzrok mówił „żadnych wygłupów”. Podniosłem ręce kapitulując. Drzwi się otworzyły a naszym oczom ukazały się dwie roześmiane i czerwone od zimna buzie. Uśmiechnąłem się. Podszedłem do Annie, która oczywiście nie mogła przyjść z pustymi rękami do nas i trzymała w ręce blachę z ciastem. Wziąłem od niej blachę i położyłem na komodzie w przedpokoju a potem wziąłem jej płaszcz i powiesiłem w szafie. Ann odwróciła się do mnie przodem i serdecznie uściskała. Następnie puściała mnie i biorąc ciasto podeszła do Al i wzięła ją w obięcia. Mike poradził sobie ze wszystkim i stał teraz i patrzył na dziewczyny. Stanąłem przy nim i szturchnąłem w ramię.
- Zrób zdjęcie zostanie na dłużej – powiedziałem na co Mikey się zaśmiał. Zauważyłem, że ma w ręce małą podłuża torebeczkę. Popatrzyłem na niego i podniosłem brwi. Spojrzał na mnie pytająco a ja podążyłem wzrokiem do torebeczki. A on uśmiechnął się tajemniczo. Annie skończyła ściskać Al i składać życzenia. Następnie podszedł do niej Michael, a ja podłapałem wzrok Ann i kiwnąłem jej głową w stronę mojego pokoju. Pokiwała głową, poszła do kuchni zostawić ciasto, a ja wszedłem do pokoju. Za chwile Ann dołączyła do mnie.
- O co chodzi Seth ? – zapytała a ja wyciągnąłem pudełeczko od jubilera z kieszeni spodni i podałem je Annie. Ona otworzyła je i jej oczy się zaświeciły.
- Jej Seth nie musiałeś – powiedziała a ja pokręciłem z rozbawieniem głową. Ona popatrzyła na mnie z uśmiechem. – Na pewno jej się spodoba. – powiedziała i oddała mi pudełeczko.
- Mam nadzieje – powiedziałem, ale ona już zniknęła. Schowałem pudełeczko i poszedłem do kuchni, kiedy wchodziłem usłyszałem Michaela.
- Kiedy przyjdzie reszta ? – zapytał a ja stanąłem jak wryty. Reszta ? Jaka reszta ? O co chodzi. Usłyszałem ciche westchnięcie i to co usłyszałem wywołało u mnie wielką złość.
- Nie wiem, Phil powiedział, ze razem z Molly się spóźnią, bo coś im wypadło. – powiedziała Ally, która właśnie kroiła ciasto od Annie. Nie mogę uwierzyć, że zaprosiła tego idiotę i jeszcze do tego jego dziwną siostrę. – Mogłeś się tego spodziewać, ty niedomyślny idioto ! – powiedziała moja podświadomość. No tak w sumie to nie jest dziwne. Co chwila słyszę : Phil to, Phil tamto, jestem już umówiona z Philem, coś tam coś tam. Aż mnie krew zalewa jak tylko słyszę to imię. Spotykają się już od jakichś dwóch tygodni, przez co Ally w ogóle nie ma dla mnie czasu. Jak proponuję, że obejrzymy jakiś film czy coś ona mówi, że jest zmęczona i idzie sobie do swojego pokoju. Przez to właśnie zacząłem nienawidzić tego gościa jeszcze bardziej. Acha, ale nie zapominajmy o jego siostruni. Nie wiem skąd ona wytrzysnęła mój numer, ale jestem pewien, że pewna brunetka, która teraz właśnie kroi ciasto ma coś z tym wspólnego, wypisuje do mnie sms-y a ja już nie wiem co mam robić. Uhhhh, upierdliwa jest jak wrzód na tyłku. Miałem coś powiedzieć i wręcz wyrazić swoje niezadowolenie z tego tytuły iż przychodzą Parkerowie, lecz nie było mi dane. Jak na zawołanie gdy tylko otworzyłem usta zadzwonił dzwonek. Ally podskoczyła i poszła otworzyć drzwi. Gdy zobaczyła mnie schowanego spojrzała na mnie dziwnie. Jednak nie przejmowałem się tym. Gdy tylko tamci weszli udaliśmy się do pokoju Ally i wznieśliśmy toast. Następnie wszyscy pogrążyli się w rozmowie. Ja stałem i patrzyłem jak Ally rozmawia z Philem. W mojej wyobraźni pojawił się obraz jak ukręcam mu ten jego głupi łeb, albo za pomocą pięści ścieram ten jego chory uśmieszek z twarzy. Kiedy Phil na chwile odszedł podszedłem do Ally .
- To co wszystkiego najlepszego Ty mój Kochany wrzodzie na tyłku. – powiedziałem i pochyliłem się całując ją w policzek.
- Dziękuję, Panie Rozdęte Ego. – powiedziała i uśmiechnęła się. Wyciągnąłem pudełeczko z kieszeni i jej podałem. Wzięła je i gdy je otworzyła na jej ustach zagościł piękny uśmiech. Wyjęła łańcuszek z pudełka i rzuciła je na biurko. Poniosła łańcuszek na wysokość oczu i podniosła brwi. Wziąłem od niej łańcuszek i odpiąłem, ona odwróciła się i zgarnęła włosy na prawą stronę. Umieściłem łańcuszek na jej szyi i zapiąłem. Ona odwróciła się i zaczęła się nim bawić. Dopiero teraz zobaczyła, że na przedzie serduszka jest wygrawerowane jej imię Allyson, odwróciła łańcuszek a z tyłu jest moje imię. Uśmiechnęła się i podniosła pytająco brwi.
- Żebyś miała mnie bliżej serca – powiedziałem a w jej oczach zamigotały łzy. Uśmiechnęła się, a ja otworzyłem ramiona i powiedziałem – No chodź tu ty jędzo. – a ona wtedy zachichotała i bezpiecznie wtuliła się w moje ramiona i objęła mnie w pasie. Stanęła na palcach i wyszeptała mi do ucha :
- Dziękuję łamago. – powiedziała i cmoknęła mnie w policzek. Odsunęła się i poszła do kuchni. Może wcale nie będzie tak źle ? 



hejka ! cóż, leżę chora, ale dzięki temu miałam czas na napisanie 8 rozdziału ! bardzo proszę zostawcie po sobie ślad. :* do następnego ! :*

sobota, 20 września 2014

ROZDZIAŁ 7
Odetchnąłem z ulgą wychodząc z ostatniego wykładu. Ally kończyła dzisiaj wyjątkowo o tej samej porze. Umówiliśmy się, że spotkamy się przy samochodzie. Po powrocie do domu mieliśmy zjeść obiad a potem pójść się przejść, obiecałem to jej po powrocie z niedzielnego obiadu. Ally uwielbiała zimę, dzięki niej ja też zacząłem ją lubić. Sposób w jaki białe płatki śniegu układały się na jej włosach, albo kiedy jej nos stawał się czerwony przez zimno na dworze, lub kiedy ten mały ciamciak zapominał rękawiczek i przez całą drogę trzymałem jej w ręce w swojej kieszeni, takie małe rzeczy, a ja nie potrafiłem przestać się uśmiechać. Tak, właśnie dzięki takim drobiazgom zima kojarzyła mi się z przyjemnością. Byłem w drodze do samochodu, gdy zobaczyłem jej czarny charakterystyczny, krótki płaszczyk z kokardką z tyłu oraz czerwony komin. Nie było dziwne, że z kimś stała, zawsze była bardzo przyjacielska i wszyscy ją lubili, nigdy niczego nie odmówiła, zawsze starała się pomóc. Czasami nawet przypominała anioła, jednak raz gdy tak do niej powiedziałem, powiedziała, że jak zwykle przesadzam i na pewno się z nią przekomarzam. Zawsze była bardzo skromna. Gdy podszedłem bliżej, mój uśmiech, który wywołany był jej widokiem lekko przygasł. Niestety razem z nią stał ten cały Phil i jakaś dziewczyna, której nie znałem. Była ładna, ale nie mogła się równać z Ally. Była blondynką trochę wyższą niż Al, miała wyraziste i surowe rysy. Jedyne określenie jakie mi przyszło na myśl, to Królowa śniegu. Podszedłem do nich i rzuciłem :
- Cześć, jeszcze się nie znamy, jestem Seth – powiedziałem i wystawiłem rękę w stronę dziewczyny, uścisnęła ją i uśmiechnęła się. Potem podałem ją temu Philowi.
- Cześć ja jestem Phil a to moja siostra Molly- powiedział i wskazał na dziewczynę. Molly cały czas się na mnie patrzyła jakbym był co najmniej jakąś przekąską, na którą się zaraz rzuci. Pokręciłem głową i spojrzałem na Ally, ona natomiast uśmiechnęła się a ja schyliłem się i pocałowałem w policzek. Spojrzałem na jej rozmówców i obaj patrzyli się na nas dziwnie. Uniosłem brwi w zdziwieniu.
- Seth, umówiliśmy się przy samochodzie. – powiedziała Al, a ja wyczułem w jej głosie nutkę zirytowania. Popatrzyłem na nią.
- Tak wiem, ale jak już cię zauważyłem to stwierdziłem, że podejdę i pójdziemy razem do auta. – powiedziałem i się uśmiechnąłem do niej. Pokręciła tylko głową i przewróciła oczami.
- Ykhym, nie chce przeszkadzać, ale kim dla siebie jesteście? – odwróciłem się w stronę głosu i popatrzyłem na Molly, w jej oczach widoczna była nadzieja. Na serio o co tej dziewczynie chodziło ? Ally spojrzała na nią, potem na Phila, który też patrzył na nas z dość nieodgadnionym wyrazem twarzy, potem Al znów przeniosła wzrok na Molly i uśmiechnęła się.
- Jesteśmy z Sethem przyjaciółmi. Praktycznie od małego muszę go znosić, wiecie jaki potrafi być upierdliwy i dziecinny, naprawdę czasami nie można wytrzymać. – powiedziała i zaśmiała się. Popatrzyłem na nią z wyrzutem, a potem spojrzałem na Molly i Phila, którzy widocznie odetchnęli z ulgą. Wzruszyłem na nich ramionami i uderzyłem Ally lekko łokciem w ramię.
- Hej i kto to mówi ?! Sama też lepsza nie jesteś. Czasami jesteś bardzo jędzowata i przemądrzała. Jednak da się wytrzymać jak już się przyzwyczaisz. – mówiąc to objąłem ją trochę ramieniem i uściskałem. Al spojrzała w górę i się uśmiechnęła się do mnie promiennie. Następnie pokręciła głową. – To co jedziemy do domu ? – zapytałem i spojrzałem na nią. Jednak to co zobaczyłem w jej oczach nie pocieszyło mnie. Spojrzała na Phila następnie na mnie i pokręciła głową. Widocznie ujrzała w moich oczach smutek i zdziwienie bo zaraz odpowiedziała na niezadane pytanie.
- Jadę z Philem i Molly, ponieważ musimy zrobić projekt. – powiedziała ze spuszczoną głową. Popatrzyłem na nią zmartwiony. – I nie musisz na mnie czekać, bo pewnie wrócę późno. To co idziemy ? – zapytała a oni pokiwali głowami. Al odwróciła się i stanęła na palcach, żeby mnie przytulić i gdy to robiła powiedziała tak, że tylko ja mogłem to usłyszeć – Przepraszam, wiem, że się umawialiśmy na spacer i film, ale wiesz, że to siła wyższa. Nie gniewaj się. – gdy to powiedziała pocałowała mnie w policzek a ja posłałem jej porozumiewawczy uśmiech. Podałem dłoń Philowi a Molly uściskałem.
- Miło było was poznać – powiedziałem a oni uśmiechnęli się.
- Nam też było bardzo miło – powiedziała Molly. I odwróciła się. Byli w połowie drogi a ja stałem tam gdzie mnie zostawili i patrzyłem na jej plecy. Musiała wyczuć mój wzrok, bo odwróciła się i z uśmiechem do mnie pomachała. Następnie posłała mi w powietrzu całusa. Udałem, ze go łapie i przytknąłem rękę do policzka, na co ona zaniosła się śmiechem. Odmachałem jej a ona się odwróciła i zniknęła za murkiem, który prowadził na parking. Z opuszczoną głową poczłapałem do auta i ruszyłem do domu.


Obudziłem się, gdy usłyszałem, że coś się stukło. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, gdzie zastałem Ally, która coś mruczała pod nosem. Usłyszałem tylko „głupi kubek”. Pokręciłem głową i wziąłem się za zbieranie kubka, a raczej jego resztek. Gdy już wszystko posprzątaliśmy i wyrzuciliśmy resztki kubka do kosza usiedliśmy naprzeciwko siebie przy stole. Ally znów była nieobecna. Nie wiem o co chodziło. Była rozmarzona i w swoim świecie.
- Co jest ? - zapytałem podnosząc brwi do góry i modląc się aby tym razem poszło lepiej niż ostatnim. I chyba Bóg wysłuchał moich modlitw, bo Ally odwróciła się w moją stronę z wielgachnym uśmiechem na ustach. Okej, nie powiem, że to było dziwne ( chociaż było ). Zastanawiałem się czy ona coś brała na tym spotkaniu z Philem, czy po prostu ma taki supernowy humor. Jednak potem spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że jest już po 24, wiec od razu wykluczyłem dobre samopoczucie. Czyli jednak coś brała. Ahhhh i co ja mam z tą dziewczyną. Spojrzałem w jej oczy i kwestia jakichś narkotyków odpadła, bo źrenice miała normalne. No to co jest ?! Skoro ani to, ani to. Więc co mogło się stać ?!
- Bo wiesz… - powiedziała Ally i się zawahała. Nie podobało mi się jej zawahanie. Jednak kiwnąłem zachęcająco głową, bo chciałem aby kontynuowała. – Chyba się zakochałam. On jest taki cudowny, uroczy i zabawny. Do tego jest inteligentny i przystojny. – w miarę jak mówiła moje serce rosło i czułem jakby spełniały się wszystkie moje marzenia.
- Kim jest ten szczęściarz ? – zapytałem i już chciałem jej powiedzieć wszystko co, tak naprawdę czuję, jednak wtedy wszystko się posypało.
- To Phil. – powiedziała i w tym momencie moje serce w kawałkach wylądowało na płytkach. Pokruszone, niezdolne do użycia. Mina mi zrzedła, zerknąłem na Ally, ale ona nawet tego nie zauważyła, bo patrzyła w okno z marzeniem wymalowanym na twarzy. Mój wzrok na chwile stracił ostrość jednak nie okazywałem tego. Zamknąłem powieki i powiedziałem do podświadomości – Musisz być silny, musisz być silny. – Oh no proszę Cię, nie ma co się oszukiwać. Kochasz ją od liceum ale jesteś tchórzem i nie możesz jej tego powiedzieć – odezwał się, nieproszony, drugi Seth. Zgromiłem go wzrokiem i powiedziałem – Idź się utop. A on popatrzył na mnie z litością, pokręcił głową i rozmył się. Przywołałem na twarz uśmiech i próbowałem przybrać dobrą minę do złej gry.
- To.. to cudownie. Ale powiedziałaś mu prawda ? – zapytałem i wtedy dostrzegłem na jej twarzy zmiany. Przestała się uśmiechać i pokręciła głową. – Czemu ? – ponownie zapytałem.
- Bo nie jestem pewna, czy on czuje to co ja. – powiedziała a jej twarz wyrażała smutek i zażenowanie. Nie wiedzieć czemu, miałem głęboką nadzieje, że ten dupek nie odwzajemni jej uczuć. Z drugiej jednak strony chciałem aby była szczęśliwa. Wstałem i podszedłem do niej. Ukucnąłem naprzeciwko niej, bo opuściała głowę. Chciałem, żeby mnie dobrze widziała.
- Ally, jesteś wspaniałą dziewczyną, kochaną, uroczą, słodką, skromną, pomocną, ale też jedzowatą, wszystkowiedzącą i do tego jesteś strasznym uparciuchem. Jednak Phil musiałby być ślepy jeśli odrzuciłby Cię przez te drobne wady. – popatrzyła na mnie załzawionymi oczami i uśmiechnęła się. Podniosłem ręce i wytarłem łzy, które zdążyły polecieć po jej twarzy. – No a teraz już nie płacz, tylko idź się położyć spać, dziecinko. Bo jutro będziesz wyglądała jak zombie. A uwierz, nie chcesz mieć na sumieniu swoich znajomych. – powiedziałem i wstałem. Miałem wychodzić z kuchni, kiedy poczułem rękę na nadgarstku. Odwróciłem się.
- Dziękuję Seth, jesteś wspaniałym przyjacielem – powiedziała i przytuliła mnie. Odsunęła się szybko ode mnie ( jak dla mnie za szybko, bo mógłbym ją trzymać w ramionach cały czas ) i poszła do pokoju. Zgasiłem światło w kuchni i poszedłem do mojej samotni. Położyłem się na łóżko i zacząłem rozmyślać. Przyjacielem ?! PRZYJACIELEM?!  Ale ja nie chce być TYLKO przyjacielem, ja CHCĘ czegoś więcej ! wtedy pojawił się drugi Seth i popatrzył na mnie kpiąco. – A nie mówiłem idioto. – powiedział i pokręcił głową. Mentalnie rzuciłem w niego poduszką, jednak on zrobił unik. Zaśmiał się z mojej głupoty i zniknął. A jeśli on ma rację ? Jeśli ja faktycznie kocham Allyson Stone, moją przyjaciółkę ?     


wie, długo mnie nie było. mam nadzieję, ze mi wybaczycie. Jeśli odwiedzacie mój blog, proszę zostawcie po sobie ślad, będzie mi bardzo miło. 
do następnego ! :*