czwartek, 25 września 2014

ROZDZIAŁ 8
Matko, matko, matko ! Biegałem jak głupi po moim pokoju, zbierając ubrania porozwalane po mojej podłodze. Można by powiedzieć, że moje panele przypominały jedno wielkie morze ubrań. Podnosiłem rzeczy i wąchając oraz oglądając, czy są jeszcze przydatne do użycia segregowałem je na trzy kupki. Kupka pierwsza : rzeczy zdecydowanie do prania, kupka druga : rzeczy, które jeszcze mogą być oraz kupka trzecia : rzeczy przyzwoicie czyste, które można schować do szafy. Wyszczerzyłem się kiedy zobaczyłem, że ta ostatnia kupka jest zdecydowanie większa niż dwie poprzednie. Z takim stanem rzeczy stwierdziłem, ze dwie pierwsze kupki zaniosę do łazienki. Wychodząc z pokoju zobaczyłem, że Ally siedzi i segreguje swoje rzeczy odetchnąłem z ulgą. Nie może wydawać się dziwnym iż nie potrafiłem poradzić sobie z obsługą głupiej pralki. Wiecie komputery, telefony, głupie składnie jakiś rzeczy. Przykręcenie czego, wbicie gwoździa. O! to były rzeczy z którymi sobie radziłem bez zarzutu. Jednak obsługa takich sprzętów nigdy mi nie szła. Zawsze gdy próbowałem coś takiego zrobić i Ally widziała moje nieudolne zmagania mówiła : „Temu panu już dziękujemy”. Byłem jej wtedy strasznie wdzięczny. Myślałem, że tak będzie i tym razem jednak ogromnie się pomyliłem. Zmierzałem w stronę łazienki z średnią kupką brudnych ubrań, gdy Ally podniosła na mnie wzrok. Uśmiechnąłem się do niej na co ona podniosła pytająco brew i powiedziała :
- Seth, przepraszam bardzo, ale co do cholery jest ? – popatrzyłem na nią zdziwiony
- Yyyy, rzeczy do prania ? – zapytałem a ona pokręciła głową. – No co ? – ponownie zadałem pytanie. Ally spojrzała na mnie z litością.
- Wiesz Seth, nie zawsze będziemy mieszkać razem, kiedyś będziesz się musiał nauczyć obsługiwać głupią pralkę. To nie jest trudne ! – krzyknęła a jej zirytowanie wzrastało z bardzo wielkie na tak wielkie, że wystrzeliło w kosmos.
- Przecież wiesz, że to nie jest moja mocna strona. Nie umiem obsługiwać takich sprzętów. Pamiętasz jak to się skończyło ostatnio ? – zapytałem a ona pokiwała głową. Już myślałem, że mnie zrozumiała. Znów bardzo się pomyliłem.
- Seth instrukcja obsługi nie gryzie to po pierwsze a po drugie nie wiem co ty zrobisz, jeśli twoją żoną zostanie jakaś bizneswoman a Ty zamienisz się w pełnoetatową niańkę i sprzątaczkę. Swoją drogą to będzie ciekawe zobaczyć cię kiedyś w różowym fartuszku i z dzieckiem w jednej ręce , garnkiem w drugiej i telefonem przy uchu. – powiedziała ironicznie. Jej, czyżby ktoś tu dzisiaj wstał lewą nogą ? i tym kimś na pewno nie byłem ja.
- Ally, chyba przełączyły ci się tryby. – powiedziałem a ona spojrzała na mnie z irytacją i niezrozumieniem na twarzy – Z miłej i kochanej osóbki, stałaś się złośliwą jędzą. – powiedziałem a wyraz jej twarzy powiedział mi, że to mój koniec. Już miała coś powiedzieć, jednak zamknęła usta i przywołała słodki i fałszywy uśmiech na twarz.
- Dawaj to pranie i kończ sprzątanie w swoim pokoju, bo nie zamierzam się za ciebie wstydzić, kiedy przyjdą goście. – położyłem pranie i podniosłem ręce w geście poddańczym.
- Jak sobie życzysz. – powiedziałem i ruszyłem do swojego pokoju. Podszedłem do biurka i ściągnąłem z niego wszystkie śmieci oraz wrzuciłem do kosza. Matko ! Nawet nie wiedziałem, że moje biurko jest takie duże. Położyłem na łóżku wszystko co mi przeszkadzało wraz z moim laptopem i starłem kurze, kiedy odwróciłem do siebie ściereczkę, byłem przerażony. Włożyłem ją do miski i ustawiłem powrotem moje rzeczy tam gdzie stały. Otworzyłem okno i na przytwierdzonej do ściany prowizorycznej suszarce położyłem pościel, aby się przewietrzyła. Schowałem czyste ubrania do szafy wnękowej. Byłem zadowolony z efektów mojej pracy. Jeszcze tylko poodkurzać i będzie cacy. Dzisiaj będzie u nas impreza urodzinowa Ally. Dokładnie nadszedł cudowny 10 grudnia. Właśnie w tym dniu, dokładnie 21 lat temu na świat przyszło utrapienie mojego życia a zarazem osoba, która dawała mi ogromne szczęście. Jednak ja, bo to w końcu ja totalnie o tym zapomniałem. Dlatego właśnie, gdy tylko uporałem się z moim pokojem i pędem wybiegłem z domu łapiąc kurtkę i kluczyki od samochodu. Zadzwoniłem do Michaela, bo nie miałem zielonego pojęcia co mógłbym jej kupić. Odebrał po 3 sygnałach.
- Co tam Seth? – powiedział.
-Hej Mikey, mam pytanko. Co mógłbym kupić Ally na urodziny? Bo u mnie jakoś kiepsko z myśleniem o tej porze.  – usłyszałem śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- Seth jest już po 10, a Ty nadal się nie obudziłeś ? – zapytał Mike ze śmiechem.
- Hej, Twoja siostra tyran wyrwała mnie ze snu już o 7 i od tamtego czasu ostro zasuwałem pod jej surowym wzrokiem – powiedziałem z wyrzutem i znów usłyszałem śmiech.
- Wiem, jaka upierdliwa potrafi być moja siostra. Żyłem z nią przez 19 lat pod jednym dachem i uwierz wie o czym mówisz. A co do prezentu. Może jakaś biżuteria ? zawsze kiedy nie mam pomysłu na prezent dla Annie kupuje jej biżuterie. – powiedział Mikey. Rozważałem tą propozycje i stwierdziłem, że to cudowny pomysł.
- Mike jesteś geniuszem, uściskałbym cię, ale nie chce żeby Annie była zazdrosna. A poza tym chce dożyć dzisiejszej imprezy. – powiedziałem i usłyszałem ciche prychnięcie po drugiej stronie telefonu. – Do zobaczenia wieczorem ! – powiedziałem
- Pa – odpowiedział i zaraz rozległ się sygnał oznaczający koniec rozmowy. Odpaliłem samochód i pojechałem do miasta. Zatrzymałem się przy dobrze znanym mi jubilerze, w którym pomagałem Mikey’owi wybrać pierścionek zaręczynowy. Właściciel sklepy, starszy Pan w okularach i z wąsem, Pan Johnson uśmiechnął się na mój widok. Musiał mnie zapamiętać po ostatniej wizycie, bo sam się śmiał, że nigdy jeszcze mu się nie zdarzyło, żeby ktoś tak długo wybierał pierścionek zaręczynowy.
- W czym mogę pomóc ? zapytał i posłał w moją stronę serdeczny uśmiech. Sam dokładnie nie wiedziałem czego szukam.
- Szukam czegoś na prezent dla dziewczyny. – powiedziałem a straszy pan się do mnie uśmiechnął.
- Też pierścionek zaręczynowy ? – zapytał ja popatrzyłem na niego jakby co najmniej przed chwilą wyrosła mu druga para rąk i to na głowie.
- Nie, nie, nie dziewczyny, dziewczyny. Raczej przyjaciółki. Myślałem o jakimś ładnym łańcuszku z zawieszką. – powiedziałem a Pan Johnson się uśmiechnął ze zrozumieniem głową. Położył przede mną kilka łańcuszków. Jeden szczególnie wpadł mi w oko. Miał zawieszkę w kształcie serduszka. Było ono średnich rozmiarów, ale bardzo mi się podobało.
- Wezmę ten łańcuszek z sercem. – powiedziałem mężczyźnie a on skinął głową. – Mógłbym prosić o grawer ? – zapytałem a mężczyzna uśmiechnął się do mnie potwierdzająco. Czekałem może jakieś 10 min i mężczyzna przyniósł mi pudełeczko. Zapłaciłem i z wielkim uśmiechem na ustach pognałem do samochodu. O lepszym prezencie nie mogłem marzyć. I nadal z wyszczerzem na twarzy pobudziłem samochód do życia i pojechałem do domu.

Nadeszła godzina 19 i Ally biegała z kuchni do swojego pokoju jak oszalała. Powiem szczerze, że nie mam zielonego pojęcia czym się tak przejmowała. Mieli przyjść tylko Annie i Michael, więc sami swoi a ona sprawdzała, czy na pewno dobrze wytarła lustro w przedpokoju i czy dokładnie umyła toaletę. Jak tak na nią patrzyłem to zastawiałem się jak to możliwe, że przejmuje się takimi drobnostkami. Oczywiście Ally, dokładnie jak jej mama, naszykowała tyle jedzenia, że zastanawiałem się jak my to wszystko zjemy. Pierwszy dzwonek do drzwi. Ally wybiegła z kuchni wygładzając swoją czarną sukienkę. Podniosła słuchawkę domofonu i gdy usłyszała głos po drugiej stronie od razu się uspokoiła. Spojrzałem na nią pytająco.
- Annie z Michaelem. – odpowiedziała na moje niezadane pytanie. Imprezę czas zacząć ! krzyknąłem w myślach i zacząłem pocierać ręce o siebie. Ally popatrzyła na mnie błagalnie, bo wiedziała o czym sobie pomyślałem. Jej wzrok mówił „żadnych wygłupów”. Podniosłem ręce kapitulując. Drzwi się otworzyły a naszym oczom ukazały się dwie roześmiane i czerwone od zimna buzie. Uśmiechnąłem się. Podszedłem do Annie, która oczywiście nie mogła przyjść z pustymi rękami do nas i trzymała w ręce blachę z ciastem. Wziąłem od niej blachę i położyłem na komodzie w przedpokoju a potem wziąłem jej płaszcz i powiesiłem w szafie. Ann odwróciła się do mnie przodem i serdecznie uściskała. Następnie puściała mnie i biorąc ciasto podeszła do Al i wzięła ją w obięcia. Mike poradził sobie ze wszystkim i stał teraz i patrzył na dziewczyny. Stanąłem przy nim i szturchnąłem w ramię.
- Zrób zdjęcie zostanie na dłużej – powiedziałem na co Mikey się zaśmiał. Zauważyłem, że ma w ręce małą podłuża torebeczkę. Popatrzyłem na niego i podniosłem brwi. Spojrzał na mnie pytająco a ja podążyłem wzrokiem do torebeczki. A on uśmiechnął się tajemniczo. Annie skończyła ściskać Al i składać życzenia. Następnie podszedł do niej Michael, a ja podłapałem wzrok Ann i kiwnąłem jej głową w stronę mojego pokoju. Pokiwała głową, poszła do kuchni zostawić ciasto, a ja wszedłem do pokoju. Za chwile Ann dołączyła do mnie.
- O co chodzi Seth ? – zapytała a ja wyciągnąłem pudełeczko od jubilera z kieszeni spodni i podałem je Annie. Ona otworzyła je i jej oczy się zaświeciły.
- Jej Seth nie musiałeś – powiedziała a ja pokręciłem z rozbawieniem głową. Ona popatrzyła na mnie z uśmiechem. – Na pewno jej się spodoba. – powiedziała i oddała mi pudełeczko.
- Mam nadzieje – powiedziałem, ale ona już zniknęła. Schowałem pudełeczko i poszedłem do kuchni, kiedy wchodziłem usłyszałem Michaela.
- Kiedy przyjdzie reszta ? – zapytał a ja stanąłem jak wryty. Reszta ? Jaka reszta ? O co chodzi. Usłyszałem ciche westchnięcie i to co usłyszałem wywołało u mnie wielką złość.
- Nie wiem, Phil powiedział, ze razem z Molly się spóźnią, bo coś im wypadło. – powiedziała Ally, która właśnie kroiła ciasto od Annie. Nie mogę uwierzyć, że zaprosiła tego idiotę i jeszcze do tego jego dziwną siostrę. – Mogłeś się tego spodziewać, ty niedomyślny idioto ! – powiedziała moja podświadomość. No tak w sumie to nie jest dziwne. Co chwila słyszę : Phil to, Phil tamto, jestem już umówiona z Philem, coś tam coś tam. Aż mnie krew zalewa jak tylko słyszę to imię. Spotykają się już od jakichś dwóch tygodni, przez co Ally w ogóle nie ma dla mnie czasu. Jak proponuję, że obejrzymy jakiś film czy coś ona mówi, że jest zmęczona i idzie sobie do swojego pokoju. Przez to właśnie zacząłem nienawidzić tego gościa jeszcze bardziej. Acha, ale nie zapominajmy o jego siostruni. Nie wiem skąd ona wytrzysnęła mój numer, ale jestem pewien, że pewna brunetka, która teraz właśnie kroi ciasto ma coś z tym wspólnego, wypisuje do mnie sms-y a ja już nie wiem co mam robić. Uhhhh, upierdliwa jest jak wrzód na tyłku. Miałem coś powiedzieć i wręcz wyrazić swoje niezadowolenie z tego tytuły iż przychodzą Parkerowie, lecz nie było mi dane. Jak na zawołanie gdy tylko otworzyłem usta zadzwonił dzwonek. Ally podskoczyła i poszła otworzyć drzwi. Gdy zobaczyła mnie schowanego spojrzała na mnie dziwnie. Jednak nie przejmowałem się tym. Gdy tylko tamci weszli udaliśmy się do pokoju Ally i wznieśliśmy toast. Następnie wszyscy pogrążyli się w rozmowie. Ja stałem i patrzyłem jak Ally rozmawia z Philem. W mojej wyobraźni pojawił się obraz jak ukręcam mu ten jego głupi łeb, albo za pomocą pięści ścieram ten jego chory uśmieszek z twarzy. Kiedy Phil na chwile odszedł podszedłem do Ally .
- To co wszystkiego najlepszego Ty mój Kochany wrzodzie na tyłku. – powiedziałem i pochyliłem się całując ją w policzek.
- Dziękuję, Panie Rozdęte Ego. – powiedziała i uśmiechnęła się. Wyciągnąłem pudełeczko z kieszeni i jej podałem. Wzięła je i gdy je otworzyła na jej ustach zagościł piękny uśmiech. Wyjęła łańcuszek z pudełka i rzuciła je na biurko. Poniosła łańcuszek na wysokość oczu i podniosła brwi. Wziąłem od niej łańcuszek i odpiąłem, ona odwróciła się i zgarnęła włosy na prawą stronę. Umieściłem łańcuszek na jej szyi i zapiąłem. Ona odwróciła się i zaczęła się nim bawić. Dopiero teraz zobaczyła, że na przedzie serduszka jest wygrawerowane jej imię Allyson, odwróciła łańcuszek a z tyłu jest moje imię. Uśmiechnęła się i podniosła pytająco brwi.
- Żebyś miała mnie bliżej serca – powiedziałem a w jej oczach zamigotały łzy. Uśmiechnęła się, a ja otworzyłem ramiona i powiedziałem – No chodź tu ty jędzo. – a ona wtedy zachichotała i bezpiecznie wtuliła się w moje ramiona i objęła mnie w pasie. Stanęła na palcach i wyszeptała mi do ucha :
- Dziękuję łamago. – powiedziała i cmoknęła mnie w policzek. Odsunęła się i poszła do kuchni. Może wcale nie będzie tak źle ? 



hejka ! cóż, leżę chora, ale dzięki temu miałam czas na napisanie 8 rozdziału ! bardzo proszę zostawcie po sobie ślad. :* do następnego ! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz