czwartek, 27 listopada 2014

ROZDZIAŁ 11
Dni mijały nieubłaganie szybko a ja nie miałam czasu powiedzieć Seth’owi o zmianie moich planów na Sylwestra. A może po prostu się bałam jego reakcji. Nie chciałam, żeby czuł się w jakiś sposób odrzucony. – Po prostu przyznaj, że jesteś tchórzem Allyson – powiedziała moja podświadomość. – Nie bądź taka do przodu bo Ci tyłu zabraknie – odpowiedziałam. Druga ja spojrzała na mnie i uśmiechnęła się kpiąco po czym bezgłośnie powiedziała – Tchórz – i zniknęła. Cóż jednak musiałam w końcu zebrać się na odwagę, choć miałam nadzieję, że trochę minie zanim będę musiała mu powiedzieć. Niestety jak to ja i mój fachowy nieodłączny przyjaciel pech sprawili, że moment nadszedł bardzo szybko i to dziś rano w Sylwestra. Siedziałam spokojnie w pokoju na łóżku czytając Zostań, jeśli kochasz.
- Hej Ally jakie przekąski dzisiaj serwujemy. – zapytał Seth stając w progu mojego pokoju i opierając się o framugę. – W tamtym roku chciałaś zabłysnąć tym, że umiesz gotować, ale było tego po pierwsze za dużo, po drugie mało smaczne po trzecie za dużo pracy więc myślałem…
- Seth – przerwałam mu.
- Myślałem o jakichś chipsach albo coś w tym guście …- zaczął dalej nie pozwalając mi dokończyć .
- Seth – przerwałam mu jeszcze raz – W tym roku …
- Co nie podoba Ci się mój pomysł ? …
- SETH ! Słuchaj co do Ciebie mówię. – krzyknęłam – Mam inne plany – to powiedziałam już ciszej i spojrzałam na niego. Najpierw na jego twarzy pojawiło się niezrozumienie, potem złość jednak ona ustąpiła miejsca smutkowi.
- Jak to ? – zapytał. Głupie pytanie. Zmieniło się trochę od tamtego roku. An i Mike będą rodzicami, ja mam chłopaka. Maya jednak pojechała na Sylwestra do znajomych. Tradycja sylwestrowa pozostanie tylko wspomnieniem.
- Seth, jestem z Philem. To chyba oczywiste, że chciałabym z nim spędzić Sylwestra. – powiedziałam a w jego oczach dostrzegłam ból. Wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Oparł łokcie na kolanach a głowę spuścił w dół.
- Ally, przecież to nasza tradycja od lat. Tak po prostu chcesz ją złamać ? – zapytał i spojrzał na mnie z nadzieją. – Cały czas z nim spędzasz. Nawet nie widujesz się od kilku tygodni z An tak często jak kiedyś, nie widzisz jak to wszystko Cię zmienia, jak On Cię zmienia ? – zapytał. Na te słowa wszystkie moje nerwy napięły się. Nie miałam ochoty tego słuchać. Nie zmieniłam się, po prostu zaczęłam w końcu być szczęśliwa i nikt nie będzie mi tego zabraniał.
- Seth, czy Ty słyszysz co Ty mówisz ? Nie zmieniłam się, zaczęłam żyć, cieszyć się swoim życiem, zaczęłam w końcu być szczęśliwa. To Ty stoisz w miejscu i nic nie robisz. Czekasz na coś, co może nigdy się nie wydarzy i na koniec powiesz, że nic nie osiągnąłeś. Czekaniem nic nie osiągniesz, czasami trzeba zacząć po prostu działać. – powiedziałam. Niestety była to bolesna prawda. Seth stanął w miejscu kiedy jego rodzice zginęli. On nie żył, on istniał. Z dnia na dzień. Po prostu co rano się budził, wstawał, szedł na uczelnię wracał, zakuwał i tak w kółko. – Oni nie wrócą, rozumiesz ? Umarli i nie wrócą.! Musisz zacząć w końcu żyć, ja do końca życia przy Tobie nie będę. – wykrzyczałam. Spojrzałam na niego, jeszcze przed chwilą jego twarz wyrażała jakiekolwiek emocje. Teraz jednak była to skalna maska. Zaciśnięte policzki, ręce zwinięte w pięści. Teraz dopiero wiedziałam, że przesadziłam. Poszłam o krok a może dwa za daleko. – Seth ja… - zaczęłam ale on uciszył mnie gestem ręki. Wstał. Zatrzymał się tylko w drzwiach.
- Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. – powiedział i zamknął się u siebie w pokoju. Żałowałam, tego co powiedziałam, jednak musiał w końcu zrozumieć. Ich życie się skończyło, nie jego. Żył nadal. I mimo, że jego życie nie było, nie jest i nie będzie takie samo on musi zacząć coś robić.

Od pięciu godzin Seth nie wyszedł z pokoju. Nosa nawet poza drzwi nie wystawił. Stwierdziłam, że nie będę się tym przejmować. Miałam dobrze spędzić wieczór w towarzystwie Phila i kilku jego znajomych. Było za piętnaście siódma kiedy domofon się odezwał. Nie sprawdzałam kto to, bo wiedziałam. Chwilę potem rozeszło się pukanie do drzwi. Byłam już ubrana więc krzyknęłam:
- Seth wychodzę – jednak odpowiedziała mi cisza. Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się piękny uśmiech pewnego blondyna. Nie mogłam go nie odwzajemnić. Wspięłam się na palce i delikatnie musnęłam jego wargi.
- Cześć – powiedziałam i wyszłam z mieszkania zamykając drzwi. Phil od razu wziął mnie za rękę i splótł nasze palce.
- Gotowa na najlepszego Sylwestra w Twoim życiu ? – zapytał z entuzjastycznym uśmiechem. Wyszliśmy już z klatki i szliśmy do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił. Zamknął drzwi a ja zapięłam pasy. Tak właściwie od wymiany zdań z Sethem dobry humor i jakakolwiek chęć na zabawę mnie opuściła. Usłyszałam zatrzaśnięcie drzwi. – To jak ? – zapytał.
- Oczywiście kochanie – odpowiedziałam. Phil pokiwał głową z uśmiechem na twarzy, jednak zobaczyłam, że ten uśmiech nie objął jego oczu. Przypomniałam sobie uśmiech Setha to jak za każdym razem kiedy uśmiechaliśmy się do siebie albo kiedy gdzieś mnie zauważył jego oczy się świeciły. Zaczęłam gdzieś tam głęboko w duszy żałować, że ten Sylwester będzie inny.

Po godzinie jazdy spędzonej w milczeniu moim oczom ukazał się piękny dom. Właściwie nie dom a willa. Otoczona była ona wysokim mosiężnym ogrodzeniem. Nie wiedziałam, że Phil miał tak zamożnych znajomych. Wjechaliśmy przez wielką bramę. Do wejścia prowadziła żwirowa droga. Tuż przed wejściem była duża fontanna. Ten dom wygląda jak pałac. Podjechaliśmy pod wejście domu a moje drzwi otworzył lokaj. Pełna kultura oraz wytworność. Za chwilę poczułam jak Phil delikatnie obejmuje mnie ramieniem w pasie.
- Podoba się ? – zapytał i uśmiechnął się. Dom był naprawdę duży. Utrzymany w kolorach bieli i czerni. Przy wejściu były cztery, duże kolumny w stylu doryckim. Do wnętrza prowadziły duże dębowe podwójne drzwi.
- Phil ja… Ja jestem zachwycona. – powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się. Popchnął mnie w stronę drzwi.
- To jest dopiero początek kochanie. Widziałaś tylko werandę ciekaw jestem Twojej późniejszej miny. – powiedział Phil. Weszliśmy przed dębowe drzwi które otworzył lokaj. Podłogi były marmurowe a ściany śnieżno białe. Po prawej stronie stała duża czarna szafa. Wszystko w dobrym guście. Lokaj wziął nasz płaszcze i kazał ruszyć za sobą. Korytarz prowadził do dużej Sali bankietowej gdzie zebrało się już sporo gości z kieliszkiem szampana w ręce. Poczułam się jak nie z tej bajki. Wszystkie kobiety miały na sobie stroje wieczorowe. Zaczynałam być zła na Phila, że nie powiedział mi gdzie mnie zabiera. Gdybym wiedziała nie czułabym się teraz tak nieswojo. Zauważyłam, że mój chłopak się za kimś rozgląda. Nim się zorientowałam w naszą stronę zaczęła iść wysoka długonoga blondynka. Była w pięknej długiej czerwonej sukni. Do tego jakie ona miała buty ! Marzenie ! Jednak kiedy podeszła bliżej i zobaczyłam jej wysokie czoło, duże niebieskie oczy, mały zgrabny nos oraz duże wydatne w kolorze róż usta, miałam ochotę zatargać ją za włosy do jakiegoś lasu wykopać duży dół i tam ją zasypać żywcem. Była piękna, nawet nie mogłam się z nią równać. Moja samoocena z niskiej spadła poniżej zera. I to bardzo poniżej zera. Na dodatek gdy tylko Phil ją zobaczył jego oczy zaświeciły się niczym dwie pochodnie. Wtedy po prostu moja zazdrość wybuchła jak wulkan. Jeszcze brakowało tego, żeby go pocałowała na przywitanie a nie ręczę za siebie. I tym razem mój kochany pech nie zawiódł. Jak tylko ta Afrodyta do nas podeszła schyliła się i pocałowała czule mojego chłopaka w policzek. Niemal czułam jak moimi uszami uchodzi para. Zagotowało się we mnie wszystko.
- Rox, poznaj moją dziewczynę Allyson – powiedział Phil i przedstawił mnie tej blond lafiryndzie. A ona zaszczebiotała i mocno mnie do siebie przytuliła jakbyśmy były niewiadomo jakimi przyjaciółkami. Zapamiętać jak tylko wrócę do domu muszę porządnie odkazić tą sukienkę.
- Allyson bardzo miło Cię poznać, Phil dużo mi o Tobie opowiadał. – powiedziała kiedy się już ode mnie odkleiła. Mówiąc to dotknęła ramienia mojego chłopaka. Coś czuję, że nie polubimy jej co nie mózgu ?
- Och, naprawdę ? To zaskakujące bo o Tobie nawet mi słowem nie wspomniał. – powiedziałam z przesłodzonym uśmieszkiem na twarzy. Ha ! W końcu starłam jej ten fałszywy i sztuczny uśmieszek z twarzy. Phil odchrząknął.
- Kochanie przecież Ci mówiłem. To jest Roxanne Clark moja przyjaciółka z dzieciństwa a teraz również najsławniejsza modelka na świcie. – powiedział a mi szczęka opadła aż do jądra ziemi. Faktycznie to jej facjatę widziałam ostatnio na nowym Vouge.
- Naprawdę ? – zapytałam a Phil pokiwał głową. Roxanne znów przykleiła do twarzy ten uśmiech. Uhhhh jak ja nie lubię takiej szcztuczczyzny.
- Al przeproszę Cię teraz na sekundkę, musimy z Roxanne załatwić parę spraw. Obiecuję za chwilkę jestem z powrotem. – powiedział Phil a mi oczy wyskoczyły z orbit. Ale cóż nie chcąc jeszcze bardziej napinać atmosfery uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Phil uśmiechnął się wdzięcznie i pocałował mnie w czoło. Nim się obejrzałam już go nie było. I tak mijała jedna godzina, druga, trzecia a po Philu ani śladu. Rozmył się w powietrzu. Siedziałam sama w kącie pokoju i obserwowałam jak inni dobrze się bawią. Nie wiedziałam co mam zrobić. Była zła na Phila za to, że tak po prostu mnie zostawił. Musiałam się stąd urwać. Tylko po kogo mogę zadzwonić. Nim się zorientowałam już wybierałam numer Setha. Dopiero po pierwszym sygnale przypomniałam, że się pokłóciliśmy. Myślałam, że nie odbierze, ale kiedy już odstawiałam telefon od ucha usłyszałam :
- Halo ? – widocznie nie spojrzał kto dzwoni tylko od razu odebrał. W tle było słychać muzykę i śmiechy. Przynajmniej oni się bawili. – Halo ? – powtórzył. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo przez tą całą sytuację łzy zaczęły toczyć się po moich policzkach.
- S… Seth – powiedziałam i usłyszałam jak po drugiej stronie ktoś bierze głęboki oddech. – Seth, proszę zabierz mnie stąd. – powiedziałam i zaczęłam szlochać do słuchawki.
- Hej, Al co się dzieje ? – zapytał zmartwionym głosem. Alleluja w końcu powrócił uczuciowy Seth a Seth skała poszedł na urlopik.
- Po prostu mnie stąd zabierz, proszę – powiedziałam i pociągałam dalej nosem. Seth słysząc w jakim jestem stanie powiedział, że zaraz wsiada w samochód i przyjeżdża podałam mu adres i rozłączyłam się. Poszłam do łazienki, która znajdowała się na piętrze i umyłam twarz. Spojrzałam na swoje odbicie. Jak on mógł tak po prostu mnie zostawić ? Zapomnieć o mnie ? Jak ? Wyszłam z łazienki, zeszłam po schodach i kierowałam się już w stronę drzwi kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam blondyna.
- Hej kochanie gdzie idziesz ? – zapytał Phil.
- Jesteś taki głupi czy tylko udajesz ? – zapytałam a on zmarszczył brwi. Widziałam niezrozumienie na jego twarzy. – Zostawiłeś mnie samą na trzy cholerne godziny i poszedłeś sobie gdzieś z tą blond lafiryndą. Rzygać mi się chce jak na Ciebie patrzę. Baw się ze swoimi snobistycznymi przyjaciółmi, czy Bóg wie kim, ale mnie zostaw w spokoju. Wracam do domu. – powiedziałam i już miałam odejść kiedy usłyszałam:
- Ja się staram zapewnić Ci dobrą zabawę a Ty tak mi się odpłacasz. Myślisz, że przepraszam kim jesteś ? Zero jakiejkolwiek wdzięczności. Proszę bardzo leć sobie do tego Twojego Setha, który nic nie umie zrobić i jedyne na co go stać to Sylwester w powyciąganym swetrze, przed telewizorem w waszym zasranym mieszkanku. – powiedział Phil. W moich żyłach poczułam adrenalinę, nikt poza mną nie może obrażać moich przyjaciół, ani moich tradycji. Podeszłam do Phila, położyłam dłoń na jego policzku i uśmiechnęłam się słodko. Przez to, że tak się zaczął drzeć wszystkie oczy były zwrócone w naszą stronę. Phil myślał, że wygrał i uśmiechnął się do mnie.
- Dobrą decyzję podjęłaś kochanie – powiedział i już się schylał kiedy ja odskoczyłam od niego i bez zbędnych ceregieli przyłożyłam mu z prawego sierpowego. Phil odskoczył pod wpływem uderzenia i upadł na ziemię. Po sekundzie koło niego zmaterializowała się jego kochana lafirynda pytając czy wszystko w porządku.
- Wiesz co Phil, myślałam, że jesteś inny. Jednak jesteś zwykłym chamem i zasranym snobem. Brzydzę się Tobą. Acha, tak na marginesie. Nikt nie ma prawa obrażać moich przyjaciół ani moich tradycji. To już nie Twoja sprawa. – już się odwracałam kiedy przypomniałam sobie o czymś. – Acha i jeszcze coś. Zrywam z Tobą a te błyskotki daj Roooox. – przeciągnęłam specjalnie jej imię. Zdjęłam bransoletkę, którą dostałam na urodziny i łańcuszek na Wigilię i rzuciłam w niego. – A i rada na przyszłość naucz się bić, bo niechcący znów trafisz na dziewczynę, która miała starszego brata i znów będziesz pośmiewiskiem. – odwróciłam się i wyszłam na korytarz, z oddali słyszałam ciche śmiechy. Gdy całe napięcie ze mnie uleciało, poczułam się strasznie słabo i wszystkie emocje wyszły ze mnie w postaci płaczu. Wzięłam swój płaszcz i wyszłam na werandę. Na szczęście czerwony Smart Setha stał już pod wejściem. Zbiegłam szybko po schodach i weszłam do nagrzanego samochodu. Zapięłam pasy i zdjęłam buty. Nogi podkuliłam pod brodę i odwróciłam się tyłem do Setha. Łzy bezgłośnie spływały po moich policzkach. Nie kochałam Phila, jednak darzyłam go jakimś uczuciem. Nie mam zamiaru być przez niego załamana. Gdy tak analizowałam to wszystko, poczułam rękę na moim kolanie. Odwróciłam się w stronę Setha, który uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i splotłam jego rękę z moją. Poprawiłam się na siedzeniu a Seth ruszył w drogę. Wyczerpana usnęłam.

Obudziłam się kiedy poczułam, że ktoś mnie rusza. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że znajduję się w ramionach Setha a przed nami idzie mój brat. Spojrzałam do góry i moim oczom ukazała się dobrze wyprofilowana zaciśnięta szczęka. Zadrżałam, ponieważ zawiał chłodny wiatr a mój płaszcz nie był zapięty. Natomiast moje stopy były bose. Mocniej wtuliłam się w tors Setha, dziękując Bogu za to, że stworzył chodzący kaloryfer. Poczuł, że mocniej się w niego wczepiam i spojrzał w dół. Uśmiechnęłam się słabo. Na pewno wyglądałam jak zombie z rozmytym makijażem oraz czerwonymi i podpuchniętymi od płaczu oczami. Weszliśmy do klatki schodowej i nie wiem jakim cudem, ale mój przyjaciel wdrapał się ze mną na drugie piętro w ogóle nie wykazując żadnego zmęczenia. Nie to, że byłam jakaś gruba, ale piórko ze mnie żadne. Weszliśmy do mieszkania a moim oczom ukazała się zmartwiona twarz Annie. Seth wniósł mnie do swojego pokoju i położył na łóżku. Powiedział An i Mike’owie że wszystko jest w porządku i zamknął drzwi. Usiadł obok mnie i po prostu na mnie patrzył.
- Seth, chciałam Cię bardzo przeprosić za dzisiaj. Ja… – powiedziałam ale on przerwał mi w połowie zdania i pokręcił głową.
- Nie było sprawy. Zawsze mówiłaś to, co uważałaś za słuszne. I miałaś dużo racji. Stoję w miejscu a dopiero Ty mi to uświadomiłaś. Nie gniewam się. Po pierwsze nie umiem się długo na Ciebie gniewać a po drugie i tak zawsze byłaś wredną jędzą. – powiedział a ja zaśmiałam się przez łzy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i uściskałam mocno. – To powiesz mi co się stało ? Nie podobało Ci się tam ? – zapytał a ja odsunęłam się od niego i usiadłam naprzeciwko, żeby dobrze go widzieć.
- Więc dzisiaj po raz kolejny udowodniłam jak wielką i naiwną jędzą jestem– powiedziałam i spojrzałam na niego. Podniósł brwi zachęcając, żebym mówiła dalej. – Poznałam dzisiaj Roxanne Clark, przyjaciółkę Phila z dzieciństwa. Kojarzysz ją ? – zapytałam a on pokiwał głową. – Wszyscy ją kojarzą a ja nie miałam pojęcia kto to. Ale mniejsza z tym. Po tym jak nas przedstawił zniknął gdzieś na 3 godziny. Nie było go. Puuuuf i rozpłynął się w powietrzu. Siedziałam sama w wielkiej willi, gdzieś w rogu i patrzyłam jak wszyscy się bawią. Byłam na niego tak zła, że chciałam stamtąd jak najszybciej uciec. Wtedy zadzwoniłam po ciebie. Wychodziłam właśnie z Sali kiedy Phil złapał mnie za nadgarstek i spytał : Hej kochanie gdzie idziesz? Wkurzyłam się i zapytałam czy jest taki głupi czy tylko udaje. Zostawił mnie na trzy godziny i poszedł gdzieś z tą blond lafiryndą. Powiedziałam, że jak na niego patrzę chce mi się rzygać i niech bawi się dalej ze swoimi snobistycznymi przyjaciółmi, ale niech mi da spokój. Wracam do domu. A wtedy on powiedział : Ja się staram zapewnić Ci dobrą zabawę a Ty tak mi się odpłacasz. Myślisz, że przepraszam kim jesteś ? Zero jakiejkolwiek wdzięczności. Proszę bardzo leć sobie do tego Twojego Setha, który nic nie umie zrobić i jedyne na co go stać to Sylwester w powyciąganym swetrze, przed telewizorem w waszym zasranym mieszkanku. Jak tylko usłyszałam jego słowa wszystko się we mnie zagotowało. Wiesz, że jestem strasznie porywacza. Podeszłam do niego, żeby miał nadzieję, że wygrał. Kiedy schylał się, żeby mnie pocałować odskoczyłam od niego i po prostu przywaliłam z prawego sierpowego. Od razu przy nim zmaterializowała się Roxanne pytając go czy wszystko w porządku. Wtedy ja powiedziałam, że myślałam, że jest inny a okazał się chamem i zasranym snobem. Powiedziałam, że się go brzydzę i że z nim zrywam, bo nikt nie ma prawa obrażać moich przyjaciół i moich tradycji. Zdjęłam bransoletkę i łańcuszek od niego i rzuciłam tym w niego. Na koniec tylko dałam mu radę, żeby w końcu nauczył się bić, bo znów spotka dziewczynę która miała starszego brata i niestety ponownie zostanie pośmiewiskiem. A potem już wiesz co się działo. – skończyłam mój monolog i spojrzałam na Setha. Jego twarz wyrażała podziw i zaskoczenie. Zaczęłam się śmiać a zaraz potem on razem ze mną.
- No dobra faktycznie jędzowato się zachowałaś. Ale jestem z Ciebie dumny. – powiedział i mocno mnie przytulił. Po chwili rozeszło się pukanie do drzwi. Seth otworzył drzwi i zobaczyliśmy Mike’a.
- Przyjdziecie? Zaczęło się odliczanie. – powiedział a my pokiwaliśmy głowami. Wstałam szybko z łóżka i poszłam do mojego pokoju, gdzie stał telewizor. Wzięłam do ręki szampana i objęłam mocno Setha w pasie. Przytuliłam się do niego i odliczaliśmy : 5,4,3,2,1
- Szczęśliwego Nowego Roku 2015 !!!! – krzyknęliśmy wszyscy razem. Stuknęliśmy się w czwórkę kieliszkami ( oczywiście An miałam wodę ) i wypiliśmy do dna. Zaraz potem Mike przyciągnął do siebie An i mocno pocałował. Popatrzyłam na nich i odwróciłam głowę w stronę Setha
- Najlepszego Seth – powiedziałam. Wspięłam się na palce i pocałowałam w policzek.
- Najlepszego Ally – powiedział Seth i mocno mnie przytulił. To zdecydowanie mój najlepszy sposób spędzania Sylwestra. Żadne bankiety, czy inne duperele nigdy go nie zastąpią. Ważne, że jestem tutaj z osobami, które kocham. 

hej, no cóż i mamy kolejny. nie mogę uwierzyć, że wena znów wróciła. planuję do końca jakieś 9 rozdziałów, jednak nie wiem jak to wyjdzie. na razie cieszcie się nowymi. do następnego. :* 
PS. zostawiajcie komentarze !!!

wtorek, 25 listopada 2014

ROZDZIAŁ 10 
Allyson's POV:
Mamy dzisiaj 24 grudnia. Co za tym idzie? W końcu wolne od uczelni, można odpocząć spędzić czas z osobami, które są dla nas ważne. Oprócz tego minął tydzień odkąd jestem z Philem. Nie chcę być jak te wszystkie inne dziewczyny, nie zacznę mówić w liczbie mnogiej, ani nie zacznę spamować na wszystkich forach internetowych jak cholernie jestem szczęśliwa. Wiem, że gdybym to zrobiła Annie by mnie zastrzeliła a ja chyba sama dałabym jej broń. Nie jestem osobą, która obnosi się publicznie z uczuciami. Dlatego tak trudno było mi powiedzieć o tym rodzicom. Na razie jeszcze nie poznali mojego wybranka, wiedzą tylko że jest. Sądzę, że to dla nich za wcześnie, rok temu Mike się ożenił więc w pewien sposób jedno dziecko już „utracili”. Może nie był to cios dla taty jednak dla mamy na pewno. Jej malutki zawsze kochany synuś dorósł i znalazł sobie kobietę. Bardzo przeżywała kiedy się dowiedziała o zaręczynach. Trochę popłakała i było po krzyku. Cóż ze mną jest gorzej. Zawsze byłam córusią tatusia. Jedynym chłopakiem, którego lubił i nie czuł zagrożenia z jego strony był Seth. Jednak gdy inny się pojawiał w pobliżu zamieniał się w istnego pershinga i po chłopaku została tylko chmura dymu. Z jednej strony współczuję Sethowi bo gdy byliśmy nastolatkami i wychodziliśmy gdzieś na imprezę najpierw mój tata mu mówił ze jak coś mi się stanie to tego pożałuje a następnie straszył go Mikey ale mniej cenzuralnymi słowami. Na każdej imprezie był jak mój cień, zawsze w pobliżu żeby pomóc. Pewnego dnia, gdy wracaliśmy z imprezy zapytałam :
- Hej, Nie przeszkadza Ci to, że jesteś prawie jak mój Anioł Stróż ? – zobaczyłam na jego twarzy lekki uśmieszek. Pokręcił głową i zarzucił swoją rękę na moje ramię.
- Uwierz mi Młoda nie przeszkadza mi nic co jest związane z Tobą, bo za bardzo boję się dubeltówki twojego ojca schowanej gdzieś pod łóżkiem w razie gdybym nie spełnił swoich „obowiązków” najlepszego przyjaciela świata a po za tym jeszcze bardziej niż dubeltówki Twojego ojca boję się kolegów Twojego brata. Dlatego wolę łazić za Tobą jak cień i znosić Twoje mordercze spojrzenia typu „Idź w końcu stąd” albo „Uważaj bo pokiereszuje Ci buźkę”. – powiedział i mocno do siebie przytulił. Teraz odkąd mam Phila Seth został zwolniony z niektórych obowiązków. Nie musi już wszędzie ze mną chodzić, nie musi układać swojego grafiku tak, żebym nie była sama w domu. Może w końcu żyć normalnie umawiać się na randki i znaleźć dziewczynę. Chociaż nie wiem czy już nie znalazł. Ostatnio widziałam jak pod uczelnią rozmawiał z Molly – siostrą Phila. Wiem, że bardzo jej się spodobał, chociaż trudno się dziwić jest naprawdę przystojny i dużo dziewczyn się za nim ogląda. Zresztą tak jest już od liceum a on nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Wyrwałam się z zamyślenia. Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co włożyć na dzisiejszą kolację u rodziców. Zerknęłam na pudełeczko leżące na moim biurku i mimowolnie się uśmiechnęłam. Był to prezent gwiazdkowy od Phila. Niestety święta musieliśmy spędzić osobno bo ja obiecałam rodzicom, że przyjdę do nich a on wyjechał razem z mamą i siostrą do babci. Dlatego wczoraj przy naszej przed wigilijnej kolacji podarował mi złoty łańcuszek z przywieszką w kształcie płaskiego serca. Awers łańcuszka to dwie literki z plusikiem po środku A+P a rewers to data 17.12.2014rok.  Niestety jestem straszną romantyczką i jak tylko go zobaczyłam to się popłakałam, przez co później wyglądałam jak potwór bo cały tusz mi się rozmazał, ale Philowi to nie przeszkadzało. To naprawdę wspaniały, opiekuńczy chłopak. Mimo, że nie możemy świąt spędzić razem postanowiliśmy, że sylwester będzie nasz. Tylko pozostaje jeden mały problem, właściwie to nie taki mały bo ma ponad 1,90 wzrostu – mianowicie Seth. Od lat spędzamy sylwestra razem. Ja Seth Annie i Mike. Moi rodzice jadą do Cioci Carrie i wujka Petera co znaczy, że moja kuzynka Maya przyjeżdża do nas bo jak to mawia „Nie zamierza bawić się z dinozaurami”. Matko znów się zamyśliłam a powinnam się szykować na kolację. Zdecydowałam, że ubiorę czarną sukienkę przed kolano z rękawami 3/4. Do tego czarne, grube rajstopy oraz moje czarne botki na obcasie. Włosy zostawię rozpuszczone a do tego założę łańcuszek od Phila . Wyciągnęłam sukienkę z szafy oraz świeżą bieliznę i poszłam w stronę łazienki. Gdy byłam blisko usłyszałam normalny, codzienny recital mojego kochanego współlokatora. Tym razem zaczął śpiewać Sama Smitha Stay with me i myślałam, że nie wytrzymam. To brzmiało jakby naraz umierało ze sto kotów. Nie mogąc dłużej wytrzymać zaczęłam walić w drzwi łazienki.
- Seth!!! Ty grzybie wyłaź z łazienki i przestań mordować piłą mechaniczną moje uszy oraz oszczędź uszy sąsiadów. – wykrzyczałam jednak zamiast się uciszyć ten zaczął śpiewać jeszcze głośniej. Co za nieznośny człowiek. – Seth Ty tępa strzało!!!! Będziesz mi płacić za nowe uszy a jeśli tego nie zrobisz radzę zmienić specjalizację !! – krzyczałam pod tymi drzwiami i czułam się jak kompletna idiotka. Ktoś z boku albo jakiś podglądacz mógł pomyśleć, że krzyczę na drzwi i wtedy na pewno wywieźliby mnie do wariatkowa, z którego po dwóch dniach bym uciekła i przyszła dokonać morderstwa na niczego nieświadomym Setcie. Następnego dnia zostałabym złapana przez policję i wsadzona do paki na dożywocie. Chryste i niech mi tylko ktoś powie, że nie mam bujnej wyobraźni to zastrzelę. W końcu usłyszałam zbawienny dźwięk zakręcanej wody i myślałam, że zacznę skakać i piszczeć z radości, że moje męczarnie się skończyły. Czekałam jeszcze chwile i w końcu drzwi się otworzyły a ja zobaczyłam Setha uśmiechniętego od ucha do ucha i wycierającego głowę. – I czego się tak szczerzysz doktorku ? – zapytałam a on wzruszył ramionami.
- Bo właśnie mam zamiar upolować pięknego królika na kolację Bugs - i nim się zorientowałam on położył moje suche rzeczy na półce a mnie wstawił do wanny i przekręcił kran na zimną wodę. Następnie złapał słuchawkę i skierował w moją stronę. Oraz odkręcił wodę. W końcu zaczęłam się z nim bić i jakiś cudem udało mi się mu wyrwać słuchawkę i teraz to ja byłam zwycięzcą. Gdy jego koszulka była mokra zakręciłam kran. Popatrzyłam na niego wściekle i byłam pewna, że teraz rzucam w niego gromami. On nie przejął się tym i zaczął się śmiać.
- Ups, chyba pomyliły mi się święta. – powiedział a ja myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
- Ty kretynie masz szczęście, że myłeś się pierwszy, bo jeśli zrobiłbyś to kiedy byłabym już w sukience marnie byś skończył. – powiedziałam a on zaniósł się śmiechem i wiedziałam, że zaraz powie jedną z tych swoich ciętych ripost.
- Przepraszam, ale już tak od Ciebie cuchnęło, że nie mogłem wytrzymać – powiedział i śmiał się dalej. Zagotowałam się w środku a przed moimi oczami stanął obraz jak biorę patelnię i porządnie daję w łeb temu imbecylowi. Mieszkanie pod jednym dachem z osobą o zaburzeniach psychicznych nie jest łatwe. Uwierzcie mi. Uśmiechnęłam się słodko .
- Wiesz czasami się zastanawiam czemu się z Tobą przyjaźnię i niestety nie potrafię znaleźć żadnego dobrego wytłumaczenia. Jedyne jakie przychodzi mi do głowy to to, że kiedy zgadzałam się być Twoją przyjaciółką byłam niepoczytalna i nie wiedziałam co robię.- przestał się śmiać i popatrzył na mnie złowrogo. Spojrzeliśmy na siebie spod byka a potem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Okej Twoja riposta była lepsza od mojej, gratuluje ripościaro. – powiedział i ukłonił się ładnie. Udałam, że ocieram łezkę i zaczęłam machać ręką jak te wszystkie Miss. Seth zaczął się śmiać i kręcił głową z niedowierzaniem.
- Autografy później jak tylko doprowadzę moje ręce do stanu używalności bo teraz są raczej fioletowe. – powiedziałam – Wypad z łazienki – krzyknęłam a on podniósł ręce w geście poddańczym i wyszedł zamykając drzwi. Wyszłam z wanny i przekręciłam zamek w drzwiach. Ściągnęłam mokre rzeczy i wykręciłam z wody. Następnie powiesiłam na suszarce. Przekręciłam kurek na ciepłą wodę i poczekałam chwilę. Gdy zrobiła się gorąca zatkałam korek w wannie i dolałam trochę płynu. W czasie kiedy wanna napełniała się wodą umyłam zęby i rozczesałam włosy. Weszłam do wanny i przez półgodziny się relaksowałam. Musiałam mieć siły, żeby wytrwać do północy i iść na pasterkę. To taki rodzinny zwyczaj.

- Ally Ty lapo pospiesz się a nie. Jesteśmy już spóźnieni a Twoja mama nie lubi spóźnialskich. – usłyszałam nawoływania Setha. Kończyłam właśnie makijaż a ten nie dawał mi spokoju.  Sam zawsze się wszędzie spóźnia a teraz do mnie ma pretensje.
- Zluzuj portki Seth, przecież już jestem gotowa. – powiedziałam i wyszłam do przedpokoju. Seth miał już na sobie swój płaszcz i czarny szalik zawiązany wokół szyi a w ręku trzymał moje zimowe odzienie i mój czerwony komin. Podeszłam do niego i odwróciłam się tyłem a on pomógł mi z płaszczem. Pospiesznie wyszliśmy z domu. Na całe szczęście prezenty Seth zawiózł do mamy dzisiaj rano, więc mieliśmy mniej kłopotu. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Cóż spóźniliśmy się 20 minut. Matka mnie zabije. I to w wigilię. Cóż to przynajmniej będzie piękna śmierć.
- Co też myślisz o tym jak zginiesz ? – zapytał Seth z kwaśną miną. Pokiwałam głową na tak. – Cieszę się, że przynajmniej mogę wykreślić z listy dubeltówkę i kolegów Twojego brata, bo spóźniliśmy się przez Ciebie. Na Twoim miejscu obawiałbym się patelni, wałka do ciasta, garnka. O, takich typu rzeczy. – powiedział i uśmiechnął się do mnie złośliwie. Walnęłam go w przedramię.
- Zawsze pomocny huh ? – zapytałam a on uśmiechnął się tylko i wysiadł z auta. Po chwili uczyniłam to samo i ruszyliśmy w stronę klatki. Wcisnęłam guzik na domofonie i nie musieliśmy długo czekać a usłyszeliśmy bzyczenie. Seth otworzył drzwi i puścił mnie pierwszą. Weszliśmy na trzecie piętro i weszliśmy do domu. Gdy tylko weszłam krzyknęłam:
- Mamo odłóż wszystkie niebezpieczne narzędzia, wałki lub patelnię. Nawaliłam przepraszam! – zaraz potem mama wyłoniła się z kuchni z karcącym wyrazem twarzy i z blachą ciasta w dłoniach.
- Kochanie nie miałam zamiaru Cię niczym bić. A poza tym i tak jesteście pierwsi, bo Mike i Annie musieli jeszcze podrzucić rodziców An do jej ciotki. – powiedziała mama i poszła do salonu. Popatrzyliśmy z Sethem na siebie i odetchnęliśmy z ulgą. Z salonu wyszedł tata ubrany w swój odświętny garnitur. Popatrzył na nas i uśmiechnął się.
- Przyszła moja ukochana para ! – powiedział a Seth upuścił wieszak. Zaczęłam się śmiać z niego i podniosłam wieszak z podłogi i powiesiłam na nim jego kurtkę tak samo jak moją oraz włożyłam do szafy. Poklepałam go po plecach a on uśmiechnął się niepewnie. Podeszłam do taty i mocno go uściskałam.
- Nie rób tak więcej bo zawału dostanie, a ja niestety studiuje prawo a nie medycynę. – powiedziałam mu na ucho a on zaczął się śmiać. Odsunęłam się od niego i poszłam do salonu. Na środku stał przygotowany stół a w lewym rogu stała przystrojona choinka spod której wysypywały się prezenty. Stół był już zastawiony, więc moja mama jak zwykle ze wszystkim się wyrobiła. Do pokoju wszedł Seth z tatą i usiedli na swoich miejscach. Tata na górze stołu a Seth po jego lewej stronie. Byli pogrążeni w rozmowie, więc ja poszłam przywitać się z mamą. Znalazłam ją, faktycznie trudno zgadnąć, w kuchni, gdzie piła herbatę oparta o blat. Podeszłam do niej i ściskałam ją.
- Słyszałam, że Seth trochę się speszył. – powiedziała i zaśmiała się kiedy pokiwałam głową. – Wie o Philu prawda Ally ? – zapytała a w jej oczach było coś czego nie potrafiłam za bardzo odgadnąć. Było to pomieszanie troski i nadziei ale tez takiego jakby zmartwienia.
- Mamo był pierwszym , który się dowiedział. – powiedziałam a ona uśmiechnęła się słabo i teraz jej spojrzenie było przepełnione troską ale trochę też bólem.
 - Jak zareagował ? – zapytała niby z ciekawości.
 - Jak to Seth cieszy się moim szczęściem. – powiedziałam. Już chciałam coś dodać kiedy do kuchni wparował wilk. Podszedł do mojej mamy i mocno uściskał a potem pocałował w policzek.
- Dziecko drogie, cóż to za dzień okazywania miłości? – mama zaśmiała się kiedy Seth się od niej odsunął. Zaśmiał się.
- Cóż dzisiaj Wigilia czas miłości, dlatego nie wolno ukrywać się z uczuciami – powiedział i mocno mnie przytulił. – Wiesz, że Cię kocham Al -  zaśmiałam się i pokiwałam głową. A mama patrzyła na nas z błyszczącymi oczkami. – To dobrze, czyli mogę liczyć na to, że oddasz mi swój kawałek ciasta ? – zapytał a ja wzięłam ścierkę która leżała na stoliku i zaczęłam go nią bić.
- Ty interesowny draniu ! – zawołałam, już brałam się do kolejnego machnięcia, kiedy on złapał ścierkę i pociągnął za nią. Efekt był taki, że wpadłam prosto na niego. Patrzyliśmy na siebie. Zauważyłam ten cwany uśmieszek. Na szczęście usłyszeliśmy chrząknięcie od strony drzwi i zauważyłam zaczerwienione od zimna twarze mojego brata i bratowej. Seth jak szybko mnie złapał, tak szybko puścił. Poszedł witać się z An i Mike’iem. Popatrzyłam na mamę lekko zaczerwieniona. Ona tylko posłała mi spojrzenie mówiące „Wiem, że coś ukrywasz” a ja odesłałam jej „Mylisz się” a ona pokręciła głową i poszła do salonu. Odwróciłam się do okna. I patrzyłam na odbicie. Znajdowała się tam dziewczyna, która nie wiedziała co ma zrobić. Kiedy tak z Sethem na siebie patrzyliśmy czułam ścisk w żołądku i jakieś chore czekanie oraz chęć zrobienia kroku w przód. Co to znaczy ? – Ally ogarnij się masz Phila pamiętasz, on jest idealny dla Ciebie - powiedziała moja podświadomość. Tak masz rację. Najlepiej będzie jak o wszystkim zapomnę.


Kolacja przebiegła spokojnie, śmialiśmy się, opowiadaliśmy dowcipy i po prostu cieszyliśmy się tym , że jesteśmy razem. Najpierw przeczytaliśmy fragment z Pisma Świętego, potem odmówiliśmy modlitwę przed posiłkiem a następnie podzieliliśmy się opłatkiem. Jednak w głębi duszy żałowałam, że nie ma tu Phila, który pewnie przez całą kolację trzymałby mnie za rękę i gładził ją kciukiem. Do którego mogłabym się przytulić. I poczuć ten piękny zapach jego wody kolońskiej. Jednak nie było go tu. Moje ciche rozważania przerwał Mike. Wstał i przyglądał się nam wszystkim. Złapał Annie za rękę i uśmiechnął się.
- Mamy wam coś ważnego do przekazania. – powiedział. Moja mama jak zawsze kiedy czekała na jakieś wieści, marszczyła czoło z niecierpliwości. Ja martwiłam się, że mogą one być złe, więc pod stołem poszukałam ręki Setha. Gdy jej dotknęłam popatrzył na mnie. Pokiwałam głową i odsunęłam ją. Jednak zaraz potem poczułam ciepło i to jak delikatnie splatał swoją dłoń z moją. Tata siedział i patrzył na brata z wyczekiwaniem. Gdy już otwierał usta, atmosfera zgęstniała. A on zaczął się śmiać. – Matko chce wam powiedzieć, że będziemy mieli dziecko a Wy już myślicie, że powiem wam coś strasznego. Przestańcie. – po tych ogłoszeniach wybuchły wiwaty. Mama się popłakała i poszła szybko ucałować Annie a tata wstał, mocno uściskał syna i poklepał go po plecach. Następnie role się zmieniły. Mama zapłakana rzuciła się w objęcia Mikey’a a tata podszedł i uściskał An. Nie wiedziałabym o tym, że też płaczę gdyby nie Seth, który kciukiem drugiej ręki, bo jedną trzymał mnie pod stołem, otarł łzy z mojego policzka. Uśmiechnęłam się a on pokiwał głową i puścił moją dłoń. Przez chwilę poczułam zimno. Ale tylko przez chwilę. Potem wstał i podszedł do Annie, ucałował jej policzek i przytulił mocno. Tata oderwał mamę od Mikea i ją przytulił. Seth podszedł do przyszłego ojca i złożył gratulacje po męsku. Po czym pogrążyli się w rozmowie. Teraz przyszła moja kolej. Przesiadłam się koło bratowej.
- Jejku An, tak się cieszę. Naprawdę. Będziecie wspaniałymi rodzicami. – powiedziałam a ona popatrzyła na Michaela z miłością wypisaną w oczach, a następnie dotknęła palcami, trochę już wystającego brzuszka.
- Wiem Ally, wiem. To dziecko będzie miało najwspanialszych rodziców, dziadków oraz wujka i ciocię. – powiedziała. Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją.
- Mam nadzieję, że będę chrzestną. – powiedziałam a ona zaśmiała się.
- Właściwie to już wybraliśmy chrzestnych.- przez chwilę zamarłam. – Mike weź Setha i chodźcie tu. Mamy coś jeszcze do powiedzenia. – powiedziała a ja odsunęłam się i popatrzyłam na nich. Mike stanął za An i oparł jej ręce na ramionach natomiast Seth stanął koło mnie. – Chcielibyśmy, żebyście zostali chrzestnymi naszego dziecka. – powiedziała a ja wyplułam wodę, którą właśnie piłam. Seth patrzył to na mnie to nich.
- Żartujecie, prawda ? – powiedział Seth. Ja nie mogłam zdania z siebie wydusić. Wtedy wtrąciła się moja mama.
- Ależ to wspaniale ! – krzyknęła i przytuliła mnie i Setha. Odzyskałam władzę nad sobą i popatrzyłam na nich.
- To będzie dla Nas zaszczyt, prawda Seth ? – powiedziałam i spojrzałam na niego a on uśmiechnął się i pokiwał głową. Reszta wieczoru upłynęła w porządku. Po pasterce pojechaliśmy z Sethem do domu. Nie miałam już siły więc jak tylko weszłam do domu rozebrałam szybko płaszcz i udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.


hej, wiem długo mnie było. nie miałam weny. rozdział nie jest dokładnie sprawdzony, mam nadzieję,że się nie gniewacie. do następnego. 

sobota, 27 września 2014

ROZDZIAŁ 9
Od imprezy urodzinowej Ally minął tydzień. Byłem cholernie szczęśliwy, kiedy zauważyłem, że Al. Cały czas nosi wisiorek ode mnie. Jednak szybko moją radość przyćmiło to, że na jej ręce widniał czarny rzemyczek ze złotą przywieszką także, o ironio, serca. Oczywiście kochany Phil musiał wygrawerować tam głupi napis „Dla Ally od Phil’a”. normalnie jakby Ally była jakaś niepełnosprytna i mogłaby zapomnieć, że ten prezent jest właśnie od niego. Musiałem jednak mój gniew schować do kieszeni tego poranka, ponieważ w głębi czułem, że dzisiaj zdarzy się coś, co nie koniecznie będzie dla mnie miłe. W moim sercu z chwili na chwilę rósł niepokój. Koło godziny 15 Ally wyszła, bo umówiła się z Philem na spacer a potem miał ją zabrać na kolację. Głupi Phil, traktuje ją tak jakby była jego własnością. Pałętałem się po całym mieszkaniu za bardzo nie wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu postanowiłem odwiedzić Państwa Stonów, bo dawno się z nimi nie widziałem. Ruszyłem w stronę drzwi łapiąc po drodze kurtkę i klucze do samochodu.

Pod ich blokiem byłem 10 minut później. Znalazłem wolne miejsce i zaparkowałem. Podszedłem do klatki i zadzwoniłem pod numer 18. Od razu w domofonie usłyszałem głos.
- Halo ? – wszędzie go rozpoznam.
- Dzień dobry Pani Stone ! To ja Seth ! – powiedziałem i nie musiałem długo czekać aż usłyszałem bzyczenie zamka, które oznajmiło mi, ze mogę już pociągnąć klamkę. Wszedłem szybko na 3 piętro a drzwi były już otwarte. Z domu dochodził piękny zapach świeżo pieczonego ciasta, na myśl o którym mój żołądek wywinął koziołka. W progu stała mama Ally, która spojrzała na mnie i zaraz wychyliła się za drzwi. Popatrzyła na mnie pytająco, wiedziałem o co chciała mnie zapytać, jednak pokiwałem przecząco głową. Wszedłem do środka i od razu zauważyłem charakterystyczne buty z zamkami. Popatrzyłem na Panią Beth i podniosłem brwi w zapytaniu a ona tylko się uśmiechnęła. Zdjąłem kurtkę i powiesiłem w szafie a następnie przytuliłem do siebie drobną kobietę.
- Miło Cię widzieć Seth. Czemu Ally nie przyszła z Tobą ? – zapytała, a ja popatrzyłem na nią. Co mam jej powiedzieć ? Że jakiś dupek właśnie starał się mi ją zabrać ? Czy że po prostu poszła się spotkać z koleżankami ze studiów ? Wiedziałem jaka będzie reakcja Pana Chrisa jak powiem o facecie, więc powiedziałem tylko :
- Jest na spotkaniu ze swoimi koleżankami ze studiów, jakiś projekt, czy coś w tym stylu. A mi nie chciało się w domu siedzieć, więc przyjechałem w odwiedziny. – kobieta uśmiechnęła się do mnie serdecznie i znów mnie przytuliła, już miła coś powiedzieć gdy z kuchni wyszła uśmiechnięta Annie.
- Cześć Seth ! – powiedziała radośnie i podeszła się do mnie przytulić. Zaraz za nią zjawił się Mike, który miał zdezorientowanie na twarzy. Popatrzył na mnie a ja tylko wzruszyłem ramionami.
- Chodźmy do kuchni, zrobiłam dzisiaj Twoje ulubione cisto – powiedziała Pani Stone, a ja uśmiechnąłem się do niej.  
- Cóż widocznie mój żołądek wiedział, kiedy wybrać sobie najlepszy czas na wizytę. – powiedziałem na co cała trójka zaśmiała się. Weszliśmy do kuchni jednak nigdzie nie widziałem Pana Chrisa. – A gdzie Pan Chris ? – zapytałem a Pani Stone uśmiechnęła się do mnie, wyciągając szarlotkę z piekarnika.
- Peter znów go poprosił o pomoc. Wiecie jaka Carrie jest wymagająca. Miało się skończyć tylko na malowaniu salonu, ale ona stwierdziła, że ponieważ Angel niedługo wyjeżdża na studia odmalują również jej pokój oraz sypialnie. Strasznie niezdecydowana kobieta. – wszyscy w trójkę wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.  Bardzo lubiłem mamę Ally, była strasznie do niej podobna. Uśmiech miały taki sam, często jak się nad czymś zastawiały marszczyły śmiesznie nos i czoło, robiły tak też kiedy coś im się nie podobało.
- Więc jake plany na sylwestra ? – zapytałem a Mikey wraz z Annie wzruszyli ramionami. – To co robimy po staremu i spotykamy się u Nas, żeby oglądać jakieś romansidła przy popcornie, chipsach i szampanie ? – zapytałem a oni ochoczo pokiwali głowami. – Tak myślałem. – uśmiechnąłem się i popatrzyłem na Panią Beth, naszykowała już cztery talerzyki i na każdy włożyła po gigantycznym kawałku placka. Najpierw podała Annie i Mike’owi a na końcu mi. Uśmiechnąłem widząc, że na talerzu zamiast jednej gigantycznej porcji mam dwie. Czy już wspominałem jak bardzo kocham tę kobietę ? Siedzieliśmy tak już z dobrą godzinę, a może więcej i jak to na grudzień przystało robiło się już ciemno. Pani Stone wzięła się powoli za szykowanie kolacji a my poszliśmy zobaczyć czy jest coś ciekawego w telewizji. Zacząłem zagłębiać się w jakiś film gdy usłyszałem :
- Seth ! Możesz na chwilkę do mnie przyjść ? – nie zwlekając ani chwili pobiegłem do kuchni. Pani Stone obróciła się i obdarowała mnie ciepłym uśmiechem – Mógłbyś pójść do sklepu ? Jutro niedziela, a ja nie mam ziemniaków na obiad. – powiedziała i w tym samym czasie do kuchni wszedł Mike, który niósł pusty kubek po herbacie.
- Pójdę z Tobą Seth – powiedział a ja pokiwałem głową. Wyszliśmy do przedpokoju, ubraliśmy się i wyszliśmy z domu. – Seth, gdzie tak naprawdę jest Al ? – zapytał Mike a ja poczułem ucisk w żołądku i zaczęły trząść mi się ręce.
- Mówiłem już, że na spotkaniu z koleżankami zer studiów, bo robią jakiś projekt – mimo, że miałem ochotę wykrzyczeć Mikey’owi, jak bardzo niezadowolony jestem z tego co teraz robi  moja najlepsza przyjaciółka. Nie zrobiłem tego, bo nie chciałem jej wkopać. Nie przewidziałem tylko jednego. Michael zna mnie od małego i potrafi czytać ze mnie jak z ksiązki dlatego nie zdziwiłem się, gdy usłyszałem :
- Seth przecież widzę, że wcale tak nie jest. Po drugie gdyby była z koleżankami nie zachowywałbyś się tak jak teraz. – powiedział. A ja na niego spojrzałem z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Podniosłem prawą brew ? – Zaciskasz szczękę i ręce. Czyżby te koleżanki to niejaki mierzący 180 koleś z blond włosami mający na imię Phil ? – zapytał a ja pokiwałem głową. Mike zaśmiał się a ja już posyłałem w jego stronę miliony piorunujących spojrzeń. – Przepraszam Seth, ale w udawaniu to ty nigdy nie byłeś dobry. Nawet zagranie roli w przedstawieniu szkolnym było dla ciebie trudne. Po prostu jesteś osobą, u której na twarzy są wypisane wszystkie emocje. A teraz dominującą jest zazdrość – skończył swój monolog a ja wiedziałem, że teraz udawanie przed Mike’iem nie ma sensu. Jednak moja męska godność, której już i tak mało zostało, nie pozwoliła mi. Nerwowo się zaśmiałem.
- Mike odkąd jesteś z Annie stałeś się jak baba ? Ja zazdrosny ? Ja ?! Pffff proszę Cię o czym my mówimy. – powiedziałem a Mike pokręcił głową i uśmiechnął się półgębkiem.
- Seth mnie nie oszukasz, widziałem jak patrzyłeś na Phila podczas imprezy urodzinowej Ally, widziałem jak ignorowałeś Molly, która ewidentnie próbowała z Tobą flirtować, zwrócić Twoją uwagę a ty po prostu miałeś to gdzieś. Powiedzieć Ci czemu ? – zapytał a ja potaknąłem skinieniem głowy. – Bo jesteś zazdrosny o Ally, denerwuje Cię fakt, że ktoś się koło niej kręci, że nie ma już dla Ciebie tak dużo czasu. A wiesz dlaczego ? Bo ją kochasz, tylko przez swoją dumę nie chcesz przyjąć tego do wiadomości. Jednak ja Ci mówię, że to prawda. – powiedział a ja przekonywałem się coraz bardziej jak prawdziwe były jego słowa.
- Dobra, masz rację, ale nie zamierzam teraz nagle wyskoczyć jak Filip z konopi i powiedzieć jej o swoich uczuciach. Widzę jaka jest szczęśliwa i mimo, że mam ochotę urwać temu całemu Philowi łeb, nie chcę tego zniszczyć. – powiedziałem a Mike pokręcił głową i zaczął się śmiać. Stanąłem a zaraz potem on. Podszedłem do niego i kopnąłem go w kostkę. Przestał się śmiać i spojrzał na mnie groźnie. Nie przejąłem się tym i zacząłem iść dalej. Mike zrównał się ze mną.
- Zrobisz jak będziesz chciał. Jednak moim zdaniem nie mylisz się co do Phila, jakoś nie żywię do niego sympatii. Jeśli miałbym być szczery i to ja bym wybierał męża dla Ally, wybrałbym Ciebie stary. – powiedział i poklepał mnie plecach. Zrobiło się trochę ckliwie i zaczęło mnie to przerażać. Na serio jakbyśmy byli babami.
- Wiesz, dziwnie wyszło, ale dzięki. A teraz na poważnie, ale z nas baby – powiedziałem i skrzywiłem się. Mike zaśmiał się i powtórzył mój gest.
- Mieszkanie z babami daje się we znaki. Trzeba kiedyś wyskoczyć na męski wieczór, jak kiedyś. – powiedział, a ja kiwnąłem głową. Weszliśmy do sklepu załatwiliśmy to co mieliśmy załatwić i wróciliśmy do domu. Około godziny 22 wróciłem do domu. Nie spodziewałem się, że Ally już będzie w domu, dlatego zdziwiłem się, gdy zobaczyłem światło palące się w kuchni. Zdjąłem kurtkę i buty klucze od Auta i portfel położyłem na kodzie.
- Ally, wróciłem ! – krzyknąłem czekałem chwilę, ale nikt się nie odezwał. Poszedłem do kuchni i myślałem, że przeżywam deja vu. Jak na złość Al siedziała i znów wgapiała się w okno z rozmarzonym wyrazem twarzy. W tym momencie miałem ochotę wyjść z kuchni, pójść do pokoju i trzasnąć drzwiami. Jednak nie zrobiłem tego. Podszedłem do niej i potrząsnąłem ją.
- Ej Al co jest do cholery ? – zapytałem. A ona spojrzała na mnie a na jej ustach wykwitł piękny uśmiech. Jednak zamiast mnie uspokoić, ten uśmiech wywołał niepokój.
- Jestem z Philem – powiedziała. Te trzy słowa sprawiły, że moje serce przestało na moment bić, a oczy zaszły łzami. Jednak szybko je poskromiłem i przywołałem na twarz jak najmniej fałszywy uśmiech szczęścia. Ona natomiast podniosła się i uściskała mocno. – Tak się cieszę – powiedziała a ja moje serce spadło na podłogę i rozpadło się na miliony małych kawałeczków, które zdoła posklejać tylko jedna osoba. Osoba, która teraz nie jest wolna.
- To…- odchrząknąłem, bo mój głos lekko zadrżał. – To cudownie Ally, cieszę się bardzo. Szczęścia Wam życzę. – powiedziałem, nadal ją do siebie przytulając. Ona osunęła się ode mnie i posłała mi piękny szczęśliwy uśmiech, który rozjaśniał jej twarz.
- nawet nie masz pojęcia jak bardzo jestem szczęśliwa. – powiedziała. Stanęła na palcach i ucałowała mój policzek. Wyszła z kuchni i weszła do swojego pokoju. Stałem tam, gdzie mnie zostawiła i patrzyłem tępo w stół. Na policzku nadal czułem jej lekki jak dotknięcie motyla pocałunek i czułem jak wielki ból mi sprawia. Wyszedłem z kuchni i zgasiłem światło. to samo zrobiłem w przed pokoju. Wszedłem do siebie i nie patrząc na nic po prostu runąłem na łóżko czując niewyobrażalnie wielki ból w sercu. Moja Ally już nie jest moja. Wtedy pojawił się drugi Seth i powiedział : - Gdybyś miał więcej odwagi i przyznał się do tego, że ją kochasz to teraz byłbyś szczęśliwy, ale jesteś tchórzem. Zniknął a ja uświadomiłem sobie jak wiele racji miał. 

hejka, coś ostatnio jakoś wena przyszła i idę jak burza xd PROSZĘ WAS ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE ! do natępnego :*