Allyson's POV:
Mamy dzisiaj 24 grudnia. Co za tym idzie? W końcu wolne od uczelni, można odpocząć spędzić czas z osobami, które są dla nas ważne. Oprócz tego minął tydzień odkąd jestem z Philem. Nie chcę być jak te wszystkie inne dziewczyny, nie zacznę mówić w liczbie mnogiej, ani nie zacznę spamować na wszystkich forach internetowych jak cholernie jestem szczęśliwa. Wiem, że gdybym to zrobiła Annie by mnie zastrzeliła a ja chyba sama dałabym jej broń. Nie jestem osobą, która obnosi się publicznie z uczuciami. Dlatego tak trudno było mi powiedzieć o tym rodzicom. Na razie jeszcze nie poznali mojego wybranka, wiedzą tylko że jest. Sądzę, że to dla nich za wcześnie, rok temu Mike się ożenił więc w pewien sposób jedno dziecko już „utracili”. Może nie był to cios dla taty jednak dla mamy na pewno. Jej malutki zawsze kochany synuś dorósł i znalazł sobie kobietę. Bardzo przeżywała kiedy się dowiedziała o zaręczynach. Trochę popłakała i było po krzyku. Cóż ze mną jest gorzej. Zawsze byłam córusią tatusia. Jedynym chłopakiem, którego lubił i nie czuł zagrożenia z jego strony był Seth. Jednak gdy inny się pojawiał w pobliżu zamieniał się w istnego pershinga i po chłopaku została tylko chmura dymu. Z jednej strony współczuję Sethowi bo gdy byliśmy nastolatkami i wychodziliśmy gdzieś na imprezę najpierw mój tata mu mówił ze jak coś mi się stanie to tego pożałuje a następnie straszył go Mikey ale mniej cenzuralnymi słowami. Na każdej imprezie był jak mój cień, zawsze w pobliżu żeby pomóc. Pewnego dnia, gdy wracaliśmy z imprezy zapytałam :
- Hej, Nie przeszkadza Ci to, że jesteś prawie jak
mój Anioł Stróż ? – zobaczyłam na jego twarzy lekki uśmieszek. Pokręcił głową i
zarzucił swoją rękę na moje ramię.
- Uwierz mi Młoda nie przeszkadza mi nic co jest
związane z Tobą, bo za bardzo boję się dubeltówki twojego ojca schowanej gdzieś
pod łóżkiem w razie gdybym nie spełnił swoich „obowiązków” najlepszego
przyjaciela świata a po za tym jeszcze bardziej niż dubeltówki Twojego ojca
boję się kolegów Twojego brata. Dlatego wolę łazić za Tobą jak cień i znosić
Twoje mordercze spojrzenia typu „Idź w końcu stąd” albo „Uważaj bo pokiereszuje
Ci buźkę”. – powiedział i mocno do siebie przytulił. Teraz odkąd mam Phila Seth
został zwolniony z niektórych obowiązków. Nie musi już wszędzie ze mną chodzić,
nie musi układać swojego grafiku tak, żebym nie była sama w domu. Może w końcu żyć
normalnie umawiać się na randki i znaleźć dziewczynę. Chociaż nie wiem czy już
nie znalazł. Ostatnio widziałam jak pod uczelnią rozmawiał z Molly – siostrą
Phila. Wiem, że bardzo jej się spodobał, chociaż trudno się dziwić jest
naprawdę przystojny i dużo dziewczyn się za nim ogląda. Zresztą tak jest już od
liceum a on nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Wyrwałam się z zamyślenia.
Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co włożyć na dzisiejszą kolację
u rodziców. Zerknęłam na pudełeczko leżące na moim biurku i mimowolnie się
uśmiechnęłam. Był to prezent gwiazdkowy od Phila. Niestety święta musieliśmy
spędzić osobno bo ja obiecałam rodzicom, że przyjdę do nich a on wyjechał razem
z mamą i siostrą do babci. Dlatego wczoraj przy naszej przed wigilijnej kolacji
podarował mi złoty łańcuszek z przywieszką w kształcie płaskiego serca. Awers
łańcuszka to dwie literki z plusikiem po środku A+P a rewers to data
17.12.2014rok. Niestety jestem straszną
romantyczką i jak tylko go zobaczyłam to się popłakałam, przez co później
wyglądałam jak potwór bo cały tusz mi się rozmazał, ale Philowi to nie
przeszkadzało. To naprawdę wspaniały, opiekuńczy chłopak. Mimo, że nie możemy
świąt spędzić razem postanowiliśmy, że sylwester będzie nasz. Tylko pozostaje
jeden mały problem, właściwie to nie taki mały bo ma ponad 1,90 wzrostu –
mianowicie Seth. Od lat spędzamy sylwestra razem. Ja Seth Annie i Mike. Moi
rodzice jadą do Cioci Carrie i wujka Petera co znaczy, że moja kuzynka Maya
przyjeżdża do nas bo jak to mawia „Nie zamierza bawić się z dinozaurami”. Matko
znów się zamyśliłam a powinnam się szykować na kolację. Zdecydowałam, że ubiorę
czarną sukienkę przed kolano z rękawami 3/4. Do tego czarne, grube rajstopy
oraz moje czarne botki na obcasie. Włosy zostawię rozpuszczone a do tego założę
łańcuszek od Phila . Wyciągnęłam sukienkę z szafy oraz świeżą bieliznę i
poszłam w stronę łazienki. Gdy byłam blisko usłyszałam normalny, codzienny
recital mojego kochanego współlokatora. Tym razem zaczął śpiewać Sama Smitha
Stay with me i myślałam, że nie wytrzymam. To brzmiało jakby naraz umierało ze
sto kotów. Nie mogąc dłużej wytrzymać zaczęłam walić w drzwi łazienki.
- Seth!!! Ty grzybie wyłaź z łazienki i przestań
mordować piłą mechaniczną moje uszy oraz oszczędź uszy sąsiadów. – wykrzyczałam
jednak zamiast się uciszyć ten zaczął śpiewać jeszcze głośniej. Co za nieznośny
człowiek. – Seth Ty tępa strzało!!!! Będziesz mi płacić za nowe uszy a jeśli
tego nie zrobisz radzę zmienić specjalizację !! – krzyczałam pod tymi drzwiami
i czułam się jak kompletna idiotka. Ktoś z boku albo jakiś podglądacz mógł
pomyśleć, że krzyczę na drzwi i wtedy na pewno wywieźliby mnie do wariatkowa, z
którego po dwóch dniach bym uciekła i przyszła dokonać morderstwa na niczego
nieświadomym Setcie. Następnego dnia zostałabym złapana przez policję i
wsadzona do paki na dożywocie. Chryste i niech mi tylko ktoś powie, że nie mam
bujnej wyobraźni to zastrzelę. W końcu usłyszałam zbawienny dźwięk zakręcanej
wody i myślałam, że zacznę skakać i piszczeć z radości, że moje męczarnie się
skończyły. Czekałam jeszcze chwile i w końcu drzwi się otworzyły a ja
zobaczyłam Setha uśmiechniętego od ucha do ucha i wycierającego głowę. – I czego
się tak szczerzysz doktorku ? – zapytałam a on wzruszył ramionami.
- Bo właśnie mam zamiar upolować pięknego królika na
kolację Bugs - i nim się zorientowałam on położył moje suche rzeczy na półce a
mnie wstawił do wanny i przekręcił kran na zimną wodę. Następnie złapał
słuchawkę i skierował w moją stronę. Oraz odkręcił wodę. W końcu zaczęłam się z
nim bić i jakiś cudem udało mi się mu wyrwać słuchawkę i teraz to ja byłam
zwycięzcą. Gdy jego koszulka była mokra zakręciłam kran. Popatrzyłam na niego
wściekle i byłam pewna, że teraz rzucam w niego gromami. On nie przejął się tym
i zaczął się śmiać.
- Ups, chyba pomyliły mi się święta. – powiedział a
ja myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
- Ty kretynie masz szczęście, że myłeś się pierwszy,
bo jeśli zrobiłbyś to kiedy byłabym już w sukience marnie byś skończył. – powiedziałam
a on zaniósł się śmiechem i wiedziałam, że zaraz powie jedną z tych swoich
ciętych ripost.
- Przepraszam, ale już tak od Ciebie cuchnęło, że
nie mogłem wytrzymać – powiedział i śmiał się dalej. Zagotowałam się w środku a
przed moimi oczami stanął obraz jak biorę patelnię i porządnie daję w łeb temu
imbecylowi. Mieszkanie pod jednym dachem z osobą o zaburzeniach psychicznych
nie jest łatwe. Uwierzcie mi. Uśmiechnęłam się słodko .
- Wiesz czasami się zastanawiam czemu się z Tobą
przyjaźnię i niestety nie potrafię znaleźć żadnego dobrego wytłumaczenia.
Jedyne jakie przychodzi mi do głowy to to, że kiedy zgadzałam się być Twoją
przyjaciółką byłam niepoczytalna i nie wiedziałam co robię.- przestał się śmiać
i popatrzył na mnie złowrogo. Spojrzeliśmy na siebie spod byka a potem wybuchnęliśmy
śmiechem.
- Okej Twoja riposta była lepsza od mojej, gratuluje
ripościaro. – powiedział i ukłonił się ładnie. Udałam, że ocieram łezkę i zaczęłam
machać ręką jak te wszystkie Miss. Seth zaczął się śmiać i kręcił głową z
niedowierzaniem.
- Autografy później jak tylko doprowadzę moje ręce do
stanu używalności bo teraz są raczej fioletowe. – powiedziałam – Wypad z
łazienki – krzyknęłam a on podniósł ręce w geście poddańczym i wyszedł
zamykając drzwi. Wyszłam z wanny i przekręciłam zamek w drzwiach. Ściągnęłam
mokre rzeczy i wykręciłam z wody. Następnie powiesiłam na suszarce.
Przekręciłam kurek na ciepłą wodę i poczekałam chwilę. Gdy zrobiła się gorąca
zatkałam korek w wannie i dolałam trochę płynu. W czasie kiedy wanna napełniała
się wodą umyłam zęby i rozczesałam włosy. Weszłam do wanny i przez półgodziny
się relaksowałam. Musiałam mieć siły, żeby wytrwać do północy i iść na
pasterkę. To taki rodzinny zwyczaj.
- Ally Ty lapo pospiesz się a nie. Jesteśmy już
spóźnieni a Twoja mama nie lubi spóźnialskich. – usłyszałam nawoływania Setha.
Kończyłam właśnie makijaż a ten nie dawał mi spokoju. Sam zawsze się wszędzie spóźnia a teraz do
mnie ma pretensje.
- Zluzuj portki Seth, przecież już jestem gotowa. –
powiedziałam i wyszłam do przedpokoju. Seth miał już na sobie swój płaszcz i
czarny szalik zawiązany wokół szyi a w ręku trzymał moje zimowe odzienie i mój
czerwony komin. Podeszłam do niego i odwróciłam się tyłem a on pomógł mi z
płaszczem. Pospiesznie wyszliśmy z domu. Na całe szczęście prezenty Seth
zawiózł do mamy dzisiaj rano, więc mieliśmy mniej kłopotu. Po 10 minutach
byliśmy na miejscu. Cóż spóźniliśmy się 20 minut. Matka mnie zabije. I to w
wigilię. Cóż to przynajmniej będzie piękna śmierć.
- Co też myślisz o tym jak zginiesz ? – zapytał Seth
z kwaśną miną. Pokiwałam głową na tak. – Cieszę się, że przynajmniej mogę
wykreślić z listy dubeltówkę i kolegów Twojego brata, bo spóźniliśmy się przez
Ciebie. Na Twoim miejscu obawiałbym się patelni, wałka do ciasta, garnka. O,
takich typu rzeczy. – powiedział i uśmiechnął się do mnie złośliwie. Walnęłam
go w przedramię.
- Zawsze pomocny huh ? – zapytałam a on uśmiechnął
się tylko i wysiadł z auta. Po chwili uczyniłam to samo i ruszyliśmy w stronę
klatki. Wcisnęłam guzik na domofonie i nie musieliśmy długo czekać a
usłyszeliśmy bzyczenie. Seth otworzył drzwi i puścił mnie pierwszą. Weszliśmy
na trzecie piętro i weszliśmy do domu. Gdy tylko weszłam krzyknęłam:
- Mamo odłóż wszystkie niebezpieczne narzędzia,
wałki lub patelnię. Nawaliłam przepraszam! – zaraz potem mama wyłoniła się z
kuchni z karcącym wyrazem twarzy i z blachą ciasta w dłoniach.
- Kochanie nie miałam zamiaru Cię niczym bić. A poza
tym i tak jesteście pierwsi, bo Mike i Annie musieli jeszcze podrzucić rodziców
An do jej ciotki. – powiedziała mama i poszła do salonu. Popatrzyliśmy z Sethem
na siebie i odetchnęliśmy z ulgą. Z salonu wyszedł tata ubrany w swój odświętny
garnitur. Popatrzył na nas i uśmiechnął się.
- Przyszła moja ukochana para ! – powiedział a Seth
upuścił wieszak. Zaczęłam się śmiać z niego i podniosłam wieszak z podłogi i
powiesiłam na nim jego kurtkę tak samo jak moją oraz włożyłam do szafy.
Poklepałam go po plecach a on uśmiechnął się niepewnie. Podeszłam do taty i
mocno go uściskałam.
- Nie rób tak więcej bo zawału dostanie, a ja
niestety studiuje prawo a nie medycynę. – powiedziałam mu na ucho a on zaczął
się śmiać. Odsunęłam się od niego i poszłam do salonu. Na środku stał
przygotowany stół a w lewym rogu stała przystrojona choinka spod której
wysypywały się prezenty. Stół był już zastawiony, więc moja mama jak zwykle ze
wszystkim się wyrobiła. Do pokoju wszedł Seth z tatą i usiedli na swoich
miejscach. Tata na górze stołu a Seth po jego lewej stronie. Byli pogrążeni w
rozmowie, więc ja poszłam przywitać się z mamą. Znalazłam ją, faktycznie trudno
zgadnąć, w kuchni, gdzie piła herbatę oparta o blat. Podeszłam do niej i
ściskałam ją.
- Słyszałam, że Seth trochę się speszył. –
powiedziała i zaśmiała się kiedy pokiwałam głową. – Wie o Philu prawda Ally ? –
zapytała a w jej oczach było coś czego nie potrafiłam za bardzo odgadnąć. Było
to pomieszanie troski i nadziei ale tez takiego jakby zmartwienia.
- Mamo był pierwszym , który się dowiedział. –
powiedziałam a ona uśmiechnęła się słabo i teraz jej spojrzenie było
przepełnione troską ale trochę też bólem.
- Jak
zareagował ? – zapytała niby z ciekawości.
- Jak to Seth
cieszy się moim szczęściem. – powiedziałam. Już chciałam coś dodać kiedy do
kuchni wparował wilk. Podszedł do mojej mamy i mocno uściskał a potem pocałował
w policzek.
- Dziecko drogie, cóż to za dzień okazywania miłości?
– mama zaśmiała się kiedy Seth się od niej odsunął. Zaśmiał się.
- Cóż dzisiaj Wigilia czas miłości, dlatego nie
wolno ukrywać się z uczuciami – powiedział i mocno mnie przytulił. – Wiesz, że
Cię kocham Al - zaśmiałam się i
pokiwałam głową. A mama patrzyła na nas z błyszczącymi oczkami. – To dobrze,
czyli mogę liczyć na to, że oddasz mi swój kawałek ciasta ? – zapytał a ja wzięłam
ścierkę która leżała na stoliku i zaczęłam go nią bić.
- Ty interesowny draniu ! – zawołałam, już brałam
się do kolejnego machnięcia, kiedy on złapał ścierkę i pociągnął za nią. Efekt
był taki, że wpadłam prosto na niego. Patrzyliśmy na siebie. Zauważyłam ten
cwany uśmieszek. Na szczęście usłyszeliśmy chrząknięcie od strony drzwi i
zauważyłam zaczerwienione od zimna twarze mojego brata i bratowej. Seth jak
szybko mnie złapał, tak szybko puścił. Poszedł witać się z An i Mike’iem.
Popatrzyłam na mamę lekko zaczerwieniona. Ona tylko posłała mi spojrzenie
mówiące „Wiem, że coś ukrywasz” a ja odesłałam jej „Mylisz się” a ona pokręciła
głową i poszła do salonu. Odwróciłam się do okna. I patrzyłam na odbicie.
Znajdowała się tam dziewczyna, która nie wiedziała co ma zrobić. Kiedy tak z
Sethem na siebie patrzyliśmy czułam ścisk w żołądku i jakieś chore czekanie
oraz chęć zrobienia kroku w przód. Co to znaczy ? – Ally ogarnij się masz Phila pamiętasz, on jest idealny dla Ciebie - powiedziała
moja podświadomość. Tak masz rację. Najlepiej będzie jak o wszystkim zapomnę.
Kolacja przebiegła spokojnie, śmialiśmy się,
opowiadaliśmy dowcipy i po prostu cieszyliśmy się tym , że jesteśmy razem.
Najpierw przeczytaliśmy fragment z Pisma Świętego, potem odmówiliśmy modlitwę przed
posiłkiem a następnie podzieliliśmy się opłatkiem. Jednak w głębi duszy
żałowałam, że nie ma tu Phila, który pewnie przez całą kolację trzymałby mnie
za rękę i gładził ją kciukiem. Do którego mogłabym się przytulić. I poczuć ten
piękny zapach jego wody kolońskiej. Jednak nie było go tu. Moje ciche
rozważania przerwał Mike. Wstał i przyglądał się nam wszystkim. Złapał Annie za
rękę i uśmiechnął się.
- Mamy wam coś ważnego do przekazania. – powiedział.
Moja mama jak zawsze kiedy czekała na jakieś wieści, marszczyła czoło z
niecierpliwości. Ja martwiłam się, że mogą one być złe, więc pod stołem
poszukałam ręki Setha. Gdy jej dotknęłam popatrzył na mnie. Pokiwałam głową i
odsunęłam ją. Jednak zaraz potem poczułam ciepło i to jak delikatnie splatał
swoją dłoń z moją. Tata siedział i patrzył na brata z wyczekiwaniem. Gdy już
otwierał usta, atmosfera zgęstniała. A on zaczął się śmiać. – Matko chce wam
powiedzieć, że będziemy mieli dziecko a Wy już myślicie, że powiem wam coś
strasznego. Przestańcie. – po tych ogłoszeniach wybuchły wiwaty. Mama się
popłakała i poszła szybko ucałować Annie a tata wstał, mocno uściskał syna i
poklepał go po plecach. Następnie role się zmieniły. Mama zapłakana rzuciła się
w objęcia Mikey’a a tata podszedł i uściskał An. Nie wiedziałabym o tym, że też
płaczę gdyby nie Seth, który kciukiem drugiej ręki, bo jedną trzymał mnie pod
stołem, otarł łzy z mojego policzka. Uśmiechnęłam się a on pokiwał głową i
puścił moją dłoń. Przez chwilę poczułam zimno. Ale tylko przez chwilę. Potem
wstał i podszedł do Annie, ucałował jej policzek i przytulił mocno. Tata
oderwał mamę od Mikea i ją przytulił. Seth podszedł do przyszłego ojca i złożył
gratulacje po męsku. Po czym pogrążyli się w rozmowie. Teraz przyszła moja
kolej. Przesiadłam się koło bratowej.
- Jejku An, tak się cieszę. Naprawdę. Będziecie
wspaniałymi rodzicami. – powiedziałam a ona popatrzyła na Michaela z miłością
wypisaną w oczach, a następnie dotknęła palcami, trochę już wystającego
brzuszka.
- Wiem Ally, wiem. To dziecko będzie miało
najwspanialszych rodziców, dziadków oraz wujka i ciocię. – powiedziała.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją.
- Mam nadzieję, że będę chrzestną. – powiedziałam a
ona zaśmiała się.
- Właściwie to już wybraliśmy chrzestnych.- przez
chwilę zamarłam. – Mike weź Setha i chodźcie tu. Mamy coś jeszcze do
powiedzenia. – powiedziała a ja odsunęłam się i popatrzyłam na nich. Mike
stanął za An i oparł jej ręce na ramionach natomiast Seth stanął koło mnie. – Chcielibyśmy,
żebyście zostali chrzestnymi naszego dziecka. – powiedziała a ja wyplułam wodę,
którą właśnie piłam. Seth patrzył to na mnie to nich.
- Żartujecie, prawda ? – powiedział Seth. Ja nie
mogłam zdania z siebie wydusić. Wtedy wtrąciła się moja mama.
- Ależ to wspaniale ! – krzyknęła i przytuliła mnie
i Setha. Odzyskałam władzę nad sobą i popatrzyłam na nich.
- To będzie dla Nas zaszczyt, prawda Seth ? –
powiedziałam i spojrzałam na niego a on uśmiechnął się i pokiwał głową. Reszta
wieczoru upłynęła w porządku. Po pasterce pojechaliśmy z Sethem do domu. Nie
miałam już siły więc jak tylko weszłam do domu rozebrałam szybko płaszcz i
udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
hej, wiem długo mnie było. nie miałam weny. rozdział nie jest dokładnie sprawdzony, mam nadzieję,że się nie gniewacie. do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz