wtorek, 25 listopada 2014

ROZDZIAŁ 10 
Allyson's POV:
Mamy dzisiaj 24 grudnia. Co za tym idzie? W końcu wolne od uczelni, można odpocząć spędzić czas z osobami, które są dla nas ważne. Oprócz tego minął tydzień odkąd jestem z Philem. Nie chcę być jak te wszystkie inne dziewczyny, nie zacznę mówić w liczbie mnogiej, ani nie zacznę spamować na wszystkich forach internetowych jak cholernie jestem szczęśliwa. Wiem, że gdybym to zrobiła Annie by mnie zastrzeliła a ja chyba sama dałabym jej broń. Nie jestem osobą, która obnosi się publicznie z uczuciami. Dlatego tak trudno było mi powiedzieć o tym rodzicom. Na razie jeszcze nie poznali mojego wybranka, wiedzą tylko że jest. Sądzę, że to dla nich za wcześnie, rok temu Mike się ożenił więc w pewien sposób jedno dziecko już „utracili”. Może nie był to cios dla taty jednak dla mamy na pewno. Jej malutki zawsze kochany synuś dorósł i znalazł sobie kobietę. Bardzo przeżywała kiedy się dowiedziała o zaręczynach. Trochę popłakała i było po krzyku. Cóż ze mną jest gorzej. Zawsze byłam córusią tatusia. Jedynym chłopakiem, którego lubił i nie czuł zagrożenia z jego strony był Seth. Jednak gdy inny się pojawiał w pobliżu zamieniał się w istnego pershinga i po chłopaku została tylko chmura dymu. Z jednej strony współczuję Sethowi bo gdy byliśmy nastolatkami i wychodziliśmy gdzieś na imprezę najpierw mój tata mu mówił ze jak coś mi się stanie to tego pożałuje a następnie straszył go Mikey ale mniej cenzuralnymi słowami. Na każdej imprezie był jak mój cień, zawsze w pobliżu żeby pomóc. Pewnego dnia, gdy wracaliśmy z imprezy zapytałam :
- Hej, Nie przeszkadza Ci to, że jesteś prawie jak mój Anioł Stróż ? – zobaczyłam na jego twarzy lekki uśmieszek. Pokręcił głową i zarzucił swoją rękę na moje ramię.
- Uwierz mi Młoda nie przeszkadza mi nic co jest związane z Tobą, bo za bardzo boję się dubeltówki twojego ojca schowanej gdzieś pod łóżkiem w razie gdybym nie spełnił swoich „obowiązków” najlepszego przyjaciela świata a po za tym jeszcze bardziej niż dubeltówki Twojego ojca boję się kolegów Twojego brata. Dlatego wolę łazić za Tobą jak cień i znosić Twoje mordercze spojrzenia typu „Idź w końcu stąd” albo „Uważaj bo pokiereszuje Ci buźkę”. – powiedział i mocno do siebie przytulił. Teraz odkąd mam Phila Seth został zwolniony z niektórych obowiązków. Nie musi już wszędzie ze mną chodzić, nie musi układać swojego grafiku tak, żebym nie była sama w domu. Może w końcu żyć normalnie umawiać się na randki i znaleźć dziewczynę. Chociaż nie wiem czy już nie znalazł. Ostatnio widziałam jak pod uczelnią rozmawiał z Molly – siostrą Phila. Wiem, że bardzo jej się spodobał, chociaż trudno się dziwić jest naprawdę przystojny i dużo dziewczyn się za nim ogląda. Zresztą tak jest już od liceum a on nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Wyrwałam się z zamyślenia. Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co włożyć na dzisiejszą kolację u rodziców. Zerknęłam na pudełeczko leżące na moim biurku i mimowolnie się uśmiechnęłam. Był to prezent gwiazdkowy od Phila. Niestety święta musieliśmy spędzić osobno bo ja obiecałam rodzicom, że przyjdę do nich a on wyjechał razem z mamą i siostrą do babci. Dlatego wczoraj przy naszej przed wigilijnej kolacji podarował mi złoty łańcuszek z przywieszką w kształcie płaskiego serca. Awers łańcuszka to dwie literki z plusikiem po środku A+P a rewers to data 17.12.2014rok.  Niestety jestem straszną romantyczką i jak tylko go zobaczyłam to się popłakałam, przez co później wyglądałam jak potwór bo cały tusz mi się rozmazał, ale Philowi to nie przeszkadzało. To naprawdę wspaniały, opiekuńczy chłopak. Mimo, że nie możemy świąt spędzić razem postanowiliśmy, że sylwester będzie nasz. Tylko pozostaje jeden mały problem, właściwie to nie taki mały bo ma ponad 1,90 wzrostu – mianowicie Seth. Od lat spędzamy sylwestra razem. Ja Seth Annie i Mike. Moi rodzice jadą do Cioci Carrie i wujka Petera co znaczy, że moja kuzynka Maya przyjeżdża do nas bo jak to mawia „Nie zamierza bawić się z dinozaurami”. Matko znów się zamyśliłam a powinnam się szykować na kolację. Zdecydowałam, że ubiorę czarną sukienkę przed kolano z rękawami 3/4. Do tego czarne, grube rajstopy oraz moje czarne botki na obcasie. Włosy zostawię rozpuszczone a do tego założę łańcuszek od Phila . Wyciągnęłam sukienkę z szafy oraz świeżą bieliznę i poszłam w stronę łazienki. Gdy byłam blisko usłyszałam normalny, codzienny recital mojego kochanego współlokatora. Tym razem zaczął śpiewać Sama Smitha Stay with me i myślałam, że nie wytrzymam. To brzmiało jakby naraz umierało ze sto kotów. Nie mogąc dłużej wytrzymać zaczęłam walić w drzwi łazienki.
- Seth!!! Ty grzybie wyłaź z łazienki i przestań mordować piłą mechaniczną moje uszy oraz oszczędź uszy sąsiadów. – wykrzyczałam jednak zamiast się uciszyć ten zaczął śpiewać jeszcze głośniej. Co za nieznośny człowiek. – Seth Ty tępa strzało!!!! Będziesz mi płacić za nowe uszy a jeśli tego nie zrobisz radzę zmienić specjalizację !! – krzyczałam pod tymi drzwiami i czułam się jak kompletna idiotka. Ktoś z boku albo jakiś podglądacz mógł pomyśleć, że krzyczę na drzwi i wtedy na pewno wywieźliby mnie do wariatkowa, z którego po dwóch dniach bym uciekła i przyszła dokonać morderstwa na niczego nieświadomym Setcie. Następnego dnia zostałabym złapana przez policję i wsadzona do paki na dożywocie. Chryste i niech mi tylko ktoś powie, że nie mam bujnej wyobraźni to zastrzelę. W końcu usłyszałam zbawienny dźwięk zakręcanej wody i myślałam, że zacznę skakać i piszczeć z radości, że moje męczarnie się skończyły. Czekałam jeszcze chwile i w końcu drzwi się otworzyły a ja zobaczyłam Setha uśmiechniętego od ucha do ucha i wycierającego głowę. – I czego się tak szczerzysz doktorku ? – zapytałam a on wzruszył ramionami.
- Bo właśnie mam zamiar upolować pięknego królika na kolację Bugs - i nim się zorientowałam on położył moje suche rzeczy na półce a mnie wstawił do wanny i przekręcił kran na zimną wodę. Następnie złapał słuchawkę i skierował w moją stronę. Oraz odkręcił wodę. W końcu zaczęłam się z nim bić i jakiś cudem udało mi się mu wyrwać słuchawkę i teraz to ja byłam zwycięzcą. Gdy jego koszulka była mokra zakręciłam kran. Popatrzyłam na niego wściekle i byłam pewna, że teraz rzucam w niego gromami. On nie przejął się tym i zaczął się śmiać.
- Ups, chyba pomyliły mi się święta. – powiedział a ja myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
- Ty kretynie masz szczęście, że myłeś się pierwszy, bo jeśli zrobiłbyś to kiedy byłabym już w sukience marnie byś skończył. – powiedziałam a on zaniósł się śmiechem i wiedziałam, że zaraz powie jedną z tych swoich ciętych ripost.
- Przepraszam, ale już tak od Ciebie cuchnęło, że nie mogłem wytrzymać – powiedział i śmiał się dalej. Zagotowałam się w środku a przed moimi oczami stanął obraz jak biorę patelnię i porządnie daję w łeb temu imbecylowi. Mieszkanie pod jednym dachem z osobą o zaburzeniach psychicznych nie jest łatwe. Uwierzcie mi. Uśmiechnęłam się słodko .
- Wiesz czasami się zastanawiam czemu się z Tobą przyjaźnię i niestety nie potrafię znaleźć żadnego dobrego wytłumaczenia. Jedyne jakie przychodzi mi do głowy to to, że kiedy zgadzałam się być Twoją przyjaciółką byłam niepoczytalna i nie wiedziałam co robię.- przestał się śmiać i popatrzył na mnie złowrogo. Spojrzeliśmy na siebie spod byka a potem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Okej Twoja riposta była lepsza od mojej, gratuluje ripościaro. – powiedział i ukłonił się ładnie. Udałam, że ocieram łezkę i zaczęłam machać ręką jak te wszystkie Miss. Seth zaczął się śmiać i kręcił głową z niedowierzaniem.
- Autografy później jak tylko doprowadzę moje ręce do stanu używalności bo teraz są raczej fioletowe. – powiedziałam – Wypad z łazienki – krzyknęłam a on podniósł ręce w geście poddańczym i wyszedł zamykając drzwi. Wyszłam z wanny i przekręciłam zamek w drzwiach. Ściągnęłam mokre rzeczy i wykręciłam z wody. Następnie powiesiłam na suszarce. Przekręciłam kurek na ciepłą wodę i poczekałam chwilę. Gdy zrobiła się gorąca zatkałam korek w wannie i dolałam trochę płynu. W czasie kiedy wanna napełniała się wodą umyłam zęby i rozczesałam włosy. Weszłam do wanny i przez półgodziny się relaksowałam. Musiałam mieć siły, żeby wytrwać do północy i iść na pasterkę. To taki rodzinny zwyczaj.

- Ally Ty lapo pospiesz się a nie. Jesteśmy już spóźnieni a Twoja mama nie lubi spóźnialskich. – usłyszałam nawoływania Setha. Kończyłam właśnie makijaż a ten nie dawał mi spokoju.  Sam zawsze się wszędzie spóźnia a teraz do mnie ma pretensje.
- Zluzuj portki Seth, przecież już jestem gotowa. – powiedziałam i wyszłam do przedpokoju. Seth miał już na sobie swój płaszcz i czarny szalik zawiązany wokół szyi a w ręku trzymał moje zimowe odzienie i mój czerwony komin. Podeszłam do niego i odwróciłam się tyłem a on pomógł mi z płaszczem. Pospiesznie wyszliśmy z domu. Na całe szczęście prezenty Seth zawiózł do mamy dzisiaj rano, więc mieliśmy mniej kłopotu. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Cóż spóźniliśmy się 20 minut. Matka mnie zabije. I to w wigilię. Cóż to przynajmniej będzie piękna śmierć.
- Co też myślisz o tym jak zginiesz ? – zapytał Seth z kwaśną miną. Pokiwałam głową na tak. – Cieszę się, że przynajmniej mogę wykreślić z listy dubeltówkę i kolegów Twojego brata, bo spóźniliśmy się przez Ciebie. Na Twoim miejscu obawiałbym się patelni, wałka do ciasta, garnka. O, takich typu rzeczy. – powiedział i uśmiechnął się do mnie złośliwie. Walnęłam go w przedramię.
- Zawsze pomocny huh ? – zapytałam a on uśmiechnął się tylko i wysiadł z auta. Po chwili uczyniłam to samo i ruszyliśmy w stronę klatki. Wcisnęłam guzik na domofonie i nie musieliśmy długo czekać a usłyszeliśmy bzyczenie. Seth otworzył drzwi i puścił mnie pierwszą. Weszliśmy na trzecie piętro i weszliśmy do domu. Gdy tylko weszłam krzyknęłam:
- Mamo odłóż wszystkie niebezpieczne narzędzia, wałki lub patelnię. Nawaliłam przepraszam! – zaraz potem mama wyłoniła się z kuchni z karcącym wyrazem twarzy i z blachą ciasta w dłoniach.
- Kochanie nie miałam zamiaru Cię niczym bić. A poza tym i tak jesteście pierwsi, bo Mike i Annie musieli jeszcze podrzucić rodziców An do jej ciotki. – powiedziała mama i poszła do salonu. Popatrzyliśmy z Sethem na siebie i odetchnęliśmy z ulgą. Z salonu wyszedł tata ubrany w swój odświętny garnitur. Popatrzył na nas i uśmiechnął się.
- Przyszła moja ukochana para ! – powiedział a Seth upuścił wieszak. Zaczęłam się śmiać z niego i podniosłam wieszak z podłogi i powiesiłam na nim jego kurtkę tak samo jak moją oraz włożyłam do szafy. Poklepałam go po plecach a on uśmiechnął się niepewnie. Podeszłam do taty i mocno go uściskałam.
- Nie rób tak więcej bo zawału dostanie, a ja niestety studiuje prawo a nie medycynę. – powiedziałam mu na ucho a on zaczął się śmiać. Odsunęłam się od niego i poszłam do salonu. Na środku stał przygotowany stół a w lewym rogu stała przystrojona choinka spod której wysypywały się prezenty. Stół był już zastawiony, więc moja mama jak zwykle ze wszystkim się wyrobiła. Do pokoju wszedł Seth z tatą i usiedli na swoich miejscach. Tata na górze stołu a Seth po jego lewej stronie. Byli pogrążeni w rozmowie, więc ja poszłam przywitać się z mamą. Znalazłam ją, faktycznie trudno zgadnąć, w kuchni, gdzie piła herbatę oparta o blat. Podeszłam do niej i ściskałam ją.
- Słyszałam, że Seth trochę się speszył. – powiedziała i zaśmiała się kiedy pokiwałam głową. – Wie o Philu prawda Ally ? – zapytała a w jej oczach było coś czego nie potrafiłam za bardzo odgadnąć. Było to pomieszanie troski i nadziei ale tez takiego jakby zmartwienia.
- Mamo był pierwszym , który się dowiedział. – powiedziałam a ona uśmiechnęła się słabo i teraz jej spojrzenie było przepełnione troską ale trochę też bólem.
 - Jak zareagował ? – zapytała niby z ciekawości.
 - Jak to Seth cieszy się moim szczęściem. – powiedziałam. Już chciałam coś dodać kiedy do kuchni wparował wilk. Podszedł do mojej mamy i mocno uściskał a potem pocałował w policzek.
- Dziecko drogie, cóż to za dzień okazywania miłości? – mama zaśmiała się kiedy Seth się od niej odsunął. Zaśmiał się.
- Cóż dzisiaj Wigilia czas miłości, dlatego nie wolno ukrywać się z uczuciami – powiedział i mocno mnie przytulił. – Wiesz, że Cię kocham Al -  zaśmiałam się i pokiwałam głową. A mama patrzyła na nas z błyszczącymi oczkami. – To dobrze, czyli mogę liczyć na to, że oddasz mi swój kawałek ciasta ? – zapytał a ja wzięłam ścierkę która leżała na stoliku i zaczęłam go nią bić.
- Ty interesowny draniu ! – zawołałam, już brałam się do kolejnego machnięcia, kiedy on złapał ścierkę i pociągnął za nią. Efekt był taki, że wpadłam prosto na niego. Patrzyliśmy na siebie. Zauważyłam ten cwany uśmieszek. Na szczęście usłyszeliśmy chrząknięcie od strony drzwi i zauważyłam zaczerwienione od zimna twarze mojego brata i bratowej. Seth jak szybko mnie złapał, tak szybko puścił. Poszedł witać się z An i Mike’iem. Popatrzyłam na mamę lekko zaczerwieniona. Ona tylko posłała mi spojrzenie mówiące „Wiem, że coś ukrywasz” a ja odesłałam jej „Mylisz się” a ona pokręciła głową i poszła do salonu. Odwróciłam się do okna. I patrzyłam na odbicie. Znajdowała się tam dziewczyna, która nie wiedziała co ma zrobić. Kiedy tak z Sethem na siebie patrzyliśmy czułam ścisk w żołądku i jakieś chore czekanie oraz chęć zrobienia kroku w przód. Co to znaczy ? – Ally ogarnij się masz Phila pamiętasz, on jest idealny dla Ciebie - powiedziała moja podświadomość. Tak masz rację. Najlepiej będzie jak o wszystkim zapomnę.


Kolacja przebiegła spokojnie, śmialiśmy się, opowiadaliśmy dowcipy i po prostu cieszyliśmy się tym , że jesteśmy razem. Najpierw przeczytaliśmy fragment z Pisma Świętego, potem odmówiliśmy modlitwę przed posiłkiem a następnie podzieliliśmy się opłatkiem. Jednak w głębi duszy żałowałam, że nie ma tu Phila, który pewnie przez całą kolację trzymałby mnie za rękę i gładził ją kciukiem. Do którego mogłabym się przytulić. I poczuć ten piękny zapach jego wody kolońskiej. Jednak nie było go tu. Moje ciche rozważania przerwał Mike. Wstał i przyglądał się nam wszystkim. Złapał Annie za rękę i uśmiechnął się.
- Mamy wam coś ważnego do przekazania. – powiedział. Moja mama jak zawsze kiedy czekała na jakieś wieści, marszczyła czoło z niecierpliwości. Ja martwiłam się, że mogą one być złe, więc pod stołem poszukałam ręki Setha. Gdy jej dotknęłam popatrzył na mnie. Pokiwałam głową i odsunęłam ją. Jednak zaraz potem poczułam ciepło i to jak delikatnie splatał swoją dłoń z moją. Tata siedział i patrzył na brata z wyczekiwaniem. Gdy już otwierał usta, atmosfera zgęstniała. A on zaczął się śmiać. – Matko chce wam powiedzieć, że będziemy mieli dziecko a Wy już myślicie, że powiem wam coś strasznego. Przestańcie. – po tych ogłoszeniach wybuchły wiwaty. Mama się popłakała i poszła szybko ucałować Annie a tata wstał, mocno uściskał syna i poklepał go po plecach. Następnie role się zmieniły. Mama zapłakana rzuciła się w objęcia Mikey’a a tata podszedł i uściskał An. Nie wiedziałabym o tym, że też płaczę gdyby nie Seth, który kciukiem drugiej ręki, bo jedną trzymał mnie pod stołem, otarł łzy z mojego policzka. Uśmiechnęłam się a on pokiwał głową i puścił moją dłoń. Przez chwilę poczułam zimno. Ale tylko przez chwilę. Potem wstał i podszedł do Annie, ucałował jej policzek i przytulił mocno. Tata oderwał mamę od Mikea i ją przytulił. Seth podszedł do przyszłego ojca i złożył gratulacje po męsku. Po czym pogrążyli się w rozmowie. Teraz przyszła moja kolej. Przesiadłam się koło bratowej.
- Jejku An, tak się cieszę. Naprawdę. Będziecie wspaniałymi rodzicami. – powiedziałam a ona popatrzyła na Michaela z miłością wypisaną w oczach, a następnie dotknęła palcami, trochę już wystającego brzuszka.
- Wiem Ally, wiem. To dziecko będzie miało najwspanialszych rodziców, dziadków oraz wujka i ciocię. – powiedziała. Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją.
- Mam nadzieję, że będę chrzestną. – powiedziałam a ona zaśmiała się.
- Właściwie to już wybraliśmy chrzestnych.- przez chwilę zamarłam. – Mike weź Setha i chodźcie tu. Mamy coś jeszcze do powiedzenia. – powiedziała a ja odsunęłam się i popatrzyłam na nich. Mike stanął za An i oparł jej ręce na ramionach natomiast Seth stanął koło mnie. – Chcielibyśmy, żebyście zostali chrzestnymi naszego dziecka. – powiedziała a ja wyplułam wodę, którą właśnie piłam. Seth patrzył to na mnie to nich.
- Żartujecie, prawda ? – powiedział Seth. Ja nie mogłam zdania z siebie wydusić. Wtedy wtrąciła się moja mama.
- Ależ to wspaniale ! – krzyknęła i przytuliła mnie i Setha. Odzyskałam władzę nad sobą i popatrzyłam na nich.
- To będzie dla Nas zaszczyt, prawda Seth ? – powiedziałam i spojrzałam na niego a on uśmiechnął się i pokiwał głową. Reszta wieczoru upłynęła w porządku. Po pasterce pojechaliśmy z Sethem do domu. Nie miałam już siły więc jak tylko weszłam do domu rozebrałam szybko płaszcz i udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.


hej, wiem długo mnie było. nie miałam weny. rozdział nie jest dokładnie sprawdzony, mam nadzieję,że się nie gniewacie. do następnego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz