czwartek, 17 lipca 2014

ROZDZIAŁ 4
Seth’s POV:
Gdzieś koło godziny 19.40 Ally zaczęła się zbierać na to spotkanie ze swoim wielbicielem. Próbowałem wybić jej to z głowy, ale niestety. Ally jest strasznie uparta. Kiedy mówisz jej, że to nie jest najlepszy pomysł uzyskujesz w odpowiedzi spojrzenie przez duże S od Allyson Mery Stone. A kiedy już je otrzymasz najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest uciec gdzie pieprz rośnie. Powiedziałem jej, że ma na siebie uważać i jak coś to jestem pod telefonem. Uściskałem ją i dałem jej buziaka w czoło. Ona pomachała mi na pożegnanie i ruszyła do wyjścia. Martwiłem się o nią. Znamy się od przedszkola i była dla mnie naprawdę ważna. Uznałem jednak, że wie co robi. Jest dorosła i sama o sobie decyduje. Po tym jak Młoda wyszła poszedłem tylko coś zjeść, bo byłem naprawdę niewyobrażalnie głodny i pojechałem samochodem do domu. Wszedłem rozebrałem się i stwierdziłem, że nie mam za bardzo co robić. Poszedłem do kuchni i wyciągnąłem z niej butelkę wody gazowanej. A z szafki ze słodyczami wyciągnąłem chipsy paprykowe. Ej nie patrzcie tak na mnie. Wiem, że niedawno jadłem ale co ja poradę, że chyba mam dwa żołądki jak krowa. No tak wiec pojechało trochę medycyną. Tak to już jest. Poszedłem do siebie do pokoju i stwierdziłem, że obejrzę jakiś film. Zdecydowałem się w końcu, że włączę Transformers pierwsze dwie części. Rozsiadłem się wygodnie na łóżku. Na kolanach położyłem paczkę chipsów a obok łóżka postawiłem butelkę wody.

Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudził mnie odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. Spojrzałem na wyświetlacz mojego Iphona. Była już 23. Wytrzeszczyłem oczy i przetarłem je kciukiem i palcem wskazującym. Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni, gdzie zastałem Ally. Albo raczej rozanieloną, wznoszącą się ponad ziemią i latającą niczym wesołe ptaki na błękitnym niebie Ally. - Hmm, całkiem niezła metafora Seth – odezwała się moja podświadomość. – Oh, no wiem w końcu jestem nieprzeciętnie utalentowany- opowiedziałem. – Powiedziałbym, że to tylko łud szczęścia – odezwał się drugi Seth. - Wiesz co ? Przymknij się. Skończyłem rozmowę z moim alter ego i spojrzałem na moją przyjaciółkę. Powiem szczerze. Jeszcze nigdy podczas całej naszej długiej znajomości nie widziałem jej tak bardzo nieobecnej a jednocześnie tak szczęśliwej. Siedziała i jak głupia wpatrywała się w okno uśmiechając się przy tym idiotycznie. Przetarłem oczy myśląc, ze po prostu śnię. Ale ona nadal się wpatrywała w okno z rozmarzonym wyrazem twarzy. No nie musi być coś ze mną nie tak. – może powinieneś się uszczypnąć.- szepnęło moje drugie ja. – Ktoś w ogóle pytał cię o zdanie ? – warknąłem i widziałem jak drugi Seth podnosi ręce w geście obronnym i znika. Cóż może z tym szczypaniem to nie głupi pomysł. Uszczypnąłem się ale to też nie pomogło. Stwierdziłem więc, że najlepszym sposobem będzie nadepnięcie sobie na stopę. Tak wiec zrobiłem. Nadepnąłem się, ale z całej siły i gdy jednak odczułem ból zrozumiałem, że jesteśmy w rzeczywistości. Ból był tak silny, że miałem ochotę walić głową w ścianę za te moje doskonałe pomysły. Spojrzałem na moją przyjaciółkę, która nadal wpatrywała się w to głupie okno. O co chodzi ? Ja się pytam i chcę mieć odpowiedź. Ludzie pomocy, bo zaraz zwariuję. Usiadłem naprzeciwko niej a ona nic. Więc w końcu się wkurzyłem. Przybliżyłem się do niej i krzyknąłem :
- Hej ziemia do Ally ! – dziewczyna drgnęła i w końcu na mnie spojrzała. Powinna zacząć się drzeć i już w głowie obmyślać plan jak mnie zabić jednak ona nadal się uśmiechała.
- Co jest ? – zapytała tylko i wstała. Podeszła do półki na której stał czajnik i zaczęła napełniać go wodą. Jednak przy tym tak się rozmarzyła, że woda zaczęła się z niego wylewać. Wstałem i zabrałem jej czajnik a ona z uśmiechem opadła znów na krzesło przy stole. Pokiwałem głową z politowaniem. Co się z nią dzieje. Wyjąłem z szafki nad zlewem dwa kubki. Jeden w słonie a drugi w papugi. Do tego w papugi włożyłem zwykłą czarną torebkę herbaty a co do drugiego nie byłem pewien, więc się zapytałem
- Owocowa czy zwykła – Ally popatrzyła na mnie jakby mnie pierwszy raz w życiu widziała i do tego zamiast człowieka byłbym kosmitą. Takim zielonym i z długimi czułkami.
- Huh ? – zapytała. Gotowało się we mnie. Na usta przywołałem uśmiech rodem z reklamy i zapytałem mocno przesłodzonym głosem :
- Owocowa czy zwykła ?
- Owocowa – odpowiedziała i znów odwróciła się w stronę okna. Ahh, ciężkie jest moje życie. Wyjąłem torebkę jej ulubionej owocowej herbaty, czyli malina i kardamon i włożyłem ją do kubka. Gdy już usłyszałem, że woda w czajniku się zagotowała zalałem herbatę wrzątkiem. Wyciągnąłem z szuflady małą miseczkę, którą postawiłem na stole i odwróciłem się do lady gdzie stały kubki z parującą herbatą. Postawiłem kubek przed Ally, która od razu wyciągnęła torebkę i wrzuciła do miski a następnie podciągnęła  nogi pod brodę i wzięła kubek w dwie ręce patrząc na jego zawartość. Swój kubek postawiłem na stole i poczekałem, żeby trochę wystygł. Następnie wbiłem w nią wyczekujące spojrzenie, którego nie zauważyła, bo nadal wpatrywała się w to cholerne okno. Odchrząknąłem znacząco na co odwróciła się w moją stronę. Uniosłem do góry brwi, które mówiły „Więc ?” ona popatrzyła na mnie i lekko się zaczerwieniła. O Matko Kochana ! lećcie po jakiś długopis i kartkę i piszcie 25 lisptopada Allyson Mery Stone ZARUMIENIŁA SIĘ ! hahah, gdybym mógł przybiłbym teraz ze sobą piątkę. Cóż w sumie mogłem więc przybiłem. Mentalnie z moją podświadomością. Jestem genialny. Ally nadal się rumieniąc zaczęła powoli opowiadać.
- No, więc jak już wiesz poszłam na to spotkanie i powiem Ci szczerze, że dobrze zrobiłam. Okazało się, że tym tajemniczym ktosiem od kwiatków jest mój kolega z uniwerku. Opowiadałam Ci o nim ! – przeszukałem moje wszystkie pudełka w głowie i zaglądnąłem do pudełka RZECZY MAŁO ISTOTNE a tam zastałem imię Phil. Faktycznie opowiadała mi o tym , bo on pierwszego dnia na wykładach wylał na jej bluzkę kawę. Tak, nie lubiłem tego gościa.
- To ten, który wylał na Ciebie kawę ? – zapytałem modląc się w duchu, żeby nie był to ten patafian.
- Tak, ale to było dawno i od tamtego czasu wiele ze sobą rozmawialiśmy i jest naprawdę fajny. Spotkaliśmy się pod uniwerkiem i jak go zobaczyłam To strasznie się zdziwiłam. Powiedział, że od dawna chciał mnie zaprosić na randkę, ale nie miał odwagi. Dlatego też tak to wykombinował. Potem poszliśmy do Reckless i zjedliśmy kolację. Było naprawdę fantastycznie. Dostałam od niego również kwiaty, ale byłam tak strasznie tym wszystkim przejęta, że zapomniałam ich wziąć z restauracji. To wszystko z tego roztargnienia. Wymieniliśmy się numerami i Phil odprowadził mnie do domu i powiedział, że musimy się jeszcze kiedyś spotkać. Było naprawdę magicznie i cudownie – gdy to mówiła znów miała na twarzy tą rozanieloną minę, a mi zaczęły się cofać zjedzone przed jej przyjściem chipsy. Wiecie nie myślcie, że się nie cieszyłem oczywiście że się cieszyłem. Mimo, że może nie widać było tego po mnie. Chodzi mi o to, że jakoś ten Phil mi coś nie grał. Taki jakiś dziwny jest. – Po prostu się przyznaj cymbale, że zazdrość cię zżera – odezwał się nieproszony drugi Seth. – Ogarnij się wiesz, że Ally traktujemy jak siostrę. – opowiedziałem. – Jak sobie chcesz ślepoto – powiedziała do mnie moja podświadomość i zniknęła w zakamarkach mojego umysłu. Prawda była taka, że znam Allyson od przedszkola i traktuję ją jak moją siostrę. Jest dla mnie bardzo ważna i dlatego po prostu martwię się o nią.
- Czyli mówisz, że było magicznie i cudownie ? – zapytałem
- Oczywiście, a Ty co robiłeś jak ja byłam na spotkaniu. ?- zapytała, aż wstyd się przyznać, że tak leniuchowałem.
- Jak wyszłaś z galerii poszedłem coś zjeść. Wyjechałem z niej koło 20 i wróciłem do domu. Potem zacząłem oglądać Transformers obejrzałem 1 część ale na drugiej zasnąłem i obudziłem się dopiero jak usłyszałem jak wchodziłaś. – powiedziałem wolałem ukryć moje obżarstwo. Ally uśmiechnęła się i rzekła :
- To co może obejrzymy jakiś film ? – zapytała. Spojrzałem na zegarek. Była już 24, ale jutro jest niedziela, do kościoła zawsze chodzimy na 12, więc czemu nie. Pokiwałem potwierdzająco głową, na co moja kompanka się uśmiechnęła.
- Wiesz co, właśnie ostatnio ściągnęłam  podobno fajną komedię z Jennifer Aniston i Emmą Roberts, tylko zapomniałam jaki miała tytuł. Zapowiadała się całkiem nieźle. – powiedziała, tak coś słyszałem o tej komedii. Z tego co wiem chodziło o przewóz narkotyków z Meksyku do Stanów. Hmmm może być całkiem niezła.
- Okej. Oglądamy u mnie czy u Ciebie ? – zapytałem na co dziewczyna zrobiła zamyśloną minę.
- Może u Ciebie. - Poszła do pokoju i za chwilę wróciła wręczając pendriva.- Masz już tam wszystko powoli włączaj a ja pójdę się przebrać. – pokiwałem głową i poszedłem do siebie do pokoju. Wszystko przygotowałem. Po jakiś 5 minutach usłyszałem głos Ally dochodzący z kuchni.
- Seth wiesz może co się stało z paczką chipsów, które kupiłam niedawno ? – o cholera mam przechlapane. Szybko zatarłem znaki zbrodni, czyli po prostu papierek po chipsach wrzuciłem do jednej z szuflad w biurku. – Seth ?! – usłyszałem ponaglenie. Postanowiłem iść w zaparte.
- Nie mam zielonego pojęcia co się z nimi stało ! – odkrzyknąłem – Chodź bo już wszystko przygotowałem. Za chwilę usłyszałem kroki i Allyson weszła do pokoju. Okręciłem monitor komputera w naszą stronę i usiadłem koło niej na łóżku. Ally położyła mi głowę na ramieniu a ja przykryłem nas kocem. Uprzednio zanim przyszła na ścianie ułożyłem poduszkę, żeby nas nie ziębiła. Film trwał już dobre 10 minut gdy usłyszałem słowa dziewczyny.
- I tak wiem, że ty zjadłeś te chipsy, ale się nie gniewam. – powiedziała na co ja tylko się uśmiechnąłem. Tak dobrze mnie znała. Film był dobry, można było się z niektórych rzeczy pośmiać, jednak widocznie dla Allyson nie był wystarczająco ciekawy, ponieważ dziewczyna zasnęła. Nie pamiętam kiedy ostatnim razem obejrzała cały film. Chyba nigdy ! żachnąłem się. Zawsze tak to się kończyło. A jak chcieliśmy coś obejrzeć i ona proponowała film, ja mówiłem, że już go oglądaliśmy na co ona posyłała spojrzenie przez wielkie S i wydymając wargi i zakładając ręce na piersi mówiła, że wcale nie. Na co ja odpowiadałem, że tak tylko ona tego nie pamięta, bo zasnęła. Na co ona, że to nie możliwe. A ja oczywiście ustępowałem przez co oglądałem niektóre filmy po milion razy, a ona nie mogła obejrzeć ich nawet raz, bo po 30 minutach i tak spała. Wygramoliłem się z łóżka i wziąłem Ally na ręce. Zaniosłem ją do jej pokoju i położyłem na łóżku. Otworzyła na chwilę oczy a ja się uśmiechnąłem i usłyszałem tylko
- Obejrzymy innym razem. Dziękuję. – poczym ta poczwarka obróciła się tyłkiem do mnie, przykryła się kołdrą i poszła spać dalej. Tak oto wygląda oglądanie filmu z Allyson Mery Stone. Zapamiętujesz już niektóre teksty na pamięć albo nawet cały scenariusz, a ona nawet nie pamięta tytułu. Popatrzyłem na nią i wyszedłem z pokoju zamykając cicho drzwi. W sumie to mogłem nimi trzasnąć. Ale halo, przecież nie jestem bez serca. Więc tego nie zrobiłem. Zgasiłem światło na korytarzu i poszedłem do mojego pokoju. Wyłączyłem komputer i okręciłem ekran w dobrą stronę. Na szczęście włącznik światła miałem blisko łóżka więc uwaliłem się na nim i wyciągając rękę zgasiłem światło. Byłem tak zmęczony, że nawet nie wiem kiedy odpłynąłem.


kochani, mamy kolejny ! teraz wyjeżdżam więc nie będzie nic nowego. ale 5 i 6 rozdział się piszą. jak tylko wrócę postaram się coś wrzucić. tymczasem trzymajcie się mocno i zostawiajcie komentarze. ! :*

środa, 16 lipca 2014

ROZDZIAŁ 3
Było tak spokojnie i cicho, nadal przebywałam w krainie snów. Jednak długo to nie potrwało, bo usłyszałam jak ktoś z impetem wparował do mojego pokoju po drodze terroryzując moją biedną ścianę za drzwiami. Wiedziałam, że Seth jak wczoraj usłyszał, że idziemy do kina, to nie da mi spokoju, więc za bardzo nie zdziwiłam się kiedy w brutalny sposób ściągnął ze mnie kołdrę. Przygotowana na taką okoliczność. Szybko spod poduszki wyciągnęłam koc i się nim okryłam. Seth widząc to wydał z siebie tylko zirytowane prychnięcie i wyszedł z pokoju ładując mi kołdrę na głowę. Co za nie ogarnięty dzieciak. Z kim ja muszę mieszkać?! Poprawiłam kołdrę i odpłynęłam. Jednak jak można było spodziewać się po tym grzybie długo mój spokój nie potrwał. Za chwilę usłyszałam ciche kroki, ale nigdy nie spodziewałam się, że może zrobić coś takiego, co zrobił w tej chwili. Zakradł się pod moje łóżko, chyba myśląc, że go nie słyszę i za chwilę poczułam na twarzy jakieś kropelki, pewnie myślał, że jak zmoczy sobie ręce wodą to nagle w magiczny i niepowtarzalny sposób wstanę. Cóż  Seth zna mnie już strasznie długo, więc wie, że jestem strasznym śpiochem i często mi to wypomina. Tak jak sądziłam nie poddał się i po chwili byłam już cała mokrusieńka i zmarznięta, bo wylał na mnie całą miskę zimnej wody. Jak poparzona, wyczujcie ten sarkazm, wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam się trząść. Spojrzałam na niego z chęcią mordu w oczach. W tamtej chwili jedyną rzeczą jaką chciałabym zrobić to po prostu ukręcić mu ten jego pusty wielgachny łeb. A ten stoi taki z siebie zadowolony z pustą miską w ręce i oczywiście cały czerwony, bo stara się być poważny. Ups, chyba coś mu nie wychodzi. Miałam ochotę doskoczyć do niego i tak kilkadziesiąt razy natłuc mu tą miską w łeb, chociaż wiem, że to i tak nic nie da bo on nic tam w głowie nie ma. Zastukasz a echo się odezwie. Jednak wiem, że największą satysfakcją dla niego byłoby gdybym właśnie w tej chwili zaczęła wydzierać się jak nienormalna i się jąkać. Dlatego też pokonałam całą moją złość i zmieniałam mordercze spojrzenie na tak przyjazne jakie się tylko dało.
- Ah, nie ma to jak orzeźwiająca pobudka o 10, jesteś kochany. – powiedziałam przesłodzonym tonem i już na jego twarzy  nie było zadowolenia, tylko zdezorientowanie a miska o mało co nie upadła mu na podłogę. Gdybym mogła właśnie w tej chwili przybiłabym sobie piątkę. 1:0 Seth. Wyminęłam Setha, który nadal rozkminiał to co się przed chwilą stało i podeszłam do szafy. Wyjęłam świeża bieliznę oraz białą koszulę na ramiączkach, szmaragdowy sweter z rękawem ¾  i czarne wąskie spodnie. Wychodząc tylko słyszałam : Co jest ?! Może jest chora ?! Tak to z pewnością jakaś dziwna odmiana choroby, której nikt jeszcze nie za. Pokręciłam głową z politowaniem i poszłam do łazienki. Moja cała złość minęła, nie chciałam psuć sobie naszego wyjścia do kina i zakupów, więc tak było lepiej. Spojrzałam na siebie w lusterku i przyznam, że nie było tak źle oprócz tego, że piżama była cała przemoczona a włosy mokre jakbym dopiero co brała prysznic. Odetchnęłam spokojnie i wzięłam szczoteczkę. Umyłam twarz i zęby następnie wzięłam szybki prysznic i starannie wytarłam włosy. Stwierdziłam, że nie opłaca mi się ich suszyć więc tylko je przeczesałam a grzywkę spięłam. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania i wyszłam z łazienki. Przez to całe zamieszanie nawet nie zauważyłam, że Seth był już wyszykowany i właśnie …. O matko czy ja dobrze widzę, że Seth nam robi śniadanie. Jej coś tu jest zdrowo nie w porządku, ale stwierdziłam, że na razie nie będę się tym przejmować. Poszłam do siebie do pokoju i schowałam piżamę do szafy. Podeszłam do mojego łóżka i wzięłam kołdrę, która była trochę przemoczona, i przewiesiłam przez fotel. Mam nadzieję, że wyschnie. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Stanęłam jak wryta, kiedy zobaczyłam rozłożone talerze, herbatę w dzbanuszku ( jestem straszną herbaciarą i mogłabym na okrągło pić herbatę ) i jajecznicę w misce, ładnie pokrojonego pomidora i rzodkiewki. Normalnie szczękę musiałam zbierać z podłogi, żeby tylko Seth nie zauważył tego zdziwienia. Jednak było za późno i uśmiechnął się do mnie triumfalnie.
- I co kopara Ci opadła. Ha, jednak potrafię być jeszcze lepszy i cudowniejszy niż jestem. Nie dość, że przystojny to jeszcze taki ze mnie kucharz – powiedział i dumnie wypiął pierś. Miałam ochotę się pacnąć w głowę, najlepiej krzesłem. Trzeba było zachować powagę a nie. Dobra jakoś wybrniemy. Tylko wdech i wydech.
- I do tego cholernie skromny. A i tak jeszcze zapytam gdzie ty jesteś przystojny, bo jakoś nie widzę. – powiedziałam i wiedziałam, że troszkę się uspokoi. Uśmiech znikał mu z twarzy, ale dobry humor na szczęście nie uleciał. Zaczęliśmy jeść śniadanie, a Seth chciał ze mnie wyciągnąć na jaki film idziemy. Jednak byłam nie ugięta i trzymałam  język za zębami, na co Seth zachował się bardzo męsko i po prostu walnął focha. Jak ja z nim wytrzymam to sama nie wiem. Z nadal naburmuszonym Sethem ubraliśmy się ciepło, ponieważ termometr na zewnątrz pokazywał 0 stopni i ruszyliśmy do samochodu Setha.  Obrażony chłopak rzucił mi kluczyki do auta, które zręcznie złapałam i wsiadł na miejsce pasażera. Pokręciłam tylko głową z politowaniem i przybrałam sztuczny, przesłodzony uśmiech na twarz. Otworzyłam drzwi i wsiadłam do jaskini lwa, który najwyraźniej miał nieudane polowanie, bo wgapiał się w szybę samochodu. Wytrzymasz Ally, powtarzałam sobie. Po około 30 minutowej jeździe byliśmy już pod galerią STARS. Zaparkowałam auto na poziemnym parkingu blisko wejścia. Spojrzałam na zegarek, była 12.45. hmm nawet szybko się wyrobiliśmy. Ruszyliśmy do windy, która znajdowała się w korytarzu niedaleko wejścia. Wybrałam 2 piętro, bo właśnie tam znajdowało się kino. W windzie byliśmy sami, więc postanowiłam zetrzeć tą naburmuszoną minę z twarzy mojego kochanego ( wyczujcie ten sarkazm ) kompana.
- Hej nie chciałam psuć ci niespodzianki, bo jakbyś się dowiedział, że idziemy na ten film to nie mógł byś po nocach spać, a nie mogłam pozwolić na to abyś znów zarwał noc.  Mam nadzieję, że w końcu przestaniesz się zachowywać jak dziecko, któremu mama właśnie odmówiła kupna loda i w końcu twój dobry humor wróci bo jak nie, to sama obmyślę plan jak zmienić twoje dotychczasowe życie w życie które wg nie będzie go przypominać. Przecież wiesz, że jak już coś obiecuje to zawsze słowa…-  nie dokończyłam bo Seth po prostu mnie przytulił i wiedziałam , że domyślił się na jaki film idziemy, albo po prostu chciał, żebym się zamknęła. No cóż prawda jest taka, że mam zepsuty filtr i nie do końca kontroluję się z mówieniem. Jak się stresuje, czy coś podobnego, gadam co mi ślina na język przyniesie. Po prostu prawie taaaakie monologi, że to aż cud, że Seth wg jeszcze się ze mną zadaje.
- Uffff, dobrze, że się przymknęłaś , bo już powoli zacząłem obmyślać plan , jak cię zakneblować. Na serio idziemy na Iron Man 3 ?! – w jego oczach tańczyły iskierki szczęścia i na ten widok nie mogłam się nie uśmiechnąć. Widząc to jeszcze mocniej mnie przytulił i powiedział – jesteś najlepszą przyjaciółką jaką mam. ! – zaśmiałam się . byliśmy już na piętrze wiec wyszliśmy z windy i skierowaliśmy się w stronę kina.
- Najlepszą bo jedyną, która jest na tyle głupia, żeby kolegować się z kimś takim jak ty – powiedziałam na co on zamiast się obrazić uśmiechnął się.
- Tak tylko Ty jesteś w stanie znieść mój widok i nie dostać przy nim ataku zazdrości, bo inni po prostu nie mogą na mnie patrzeć, bo olśniewa ich mój widok i zachwyca mój charakter – powiedział a ja wybuchnę łam niekontrolowanym śmiechem. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. W myślach wręcz widziałam jak robią facepalma. Ale cóż ta wrodzona skromność (sarkazm jak stąd do wnętrza ziemi !!! ) mojego przyjaciela aż biła w oczy rażącym światłem.
- Oj Panie Rozdęte Ego niedługo nie pomieścisz się na tej planecie mając tak wielkie mniemanie o sobie. I przez to, że znam cię tak długo wiem, że większość z tych rzeczy w ogóle nie jest prawdziwa. Większość osób po kilku chwilach z tobą albo przyłożyłaby ci książką, albo po prostu uciekła.  Ja się już uodporniłam i dlatego mogę z Tobą tak długo wytrzymać. – uśmiechnęłam się słodko. Doszliśmy już do kas w kinie i powiedziałam, że miałam rezerwacje  na 13 na nazwisko Stone na Iron Man 3. Pani wydała mi bilety i powiedziała, że płacimy około 20 dolców. Byliśmy na szczęście wcześniej więc zdążyliśmy wziąć jeszcze duży popcorn i dwie cole zanim udaliśmy się do Sali. Widziałam jak Sethowi rozbłysły oczy na początku filmu. Czekał na niego długo i cały czas powtarzał, że jak tylko wejdzie do kin to on leci prosto na premierę. Niestety nie mógł być na premierze, bo wyglądał wtedy jak zombiak i straszył ludzi mijanych przez niego na drodze a poza tym za bardzo był zajęty nauką na kolokwium. Dlatego bardzo się cieszyłam, widząc jego szczęście.

Seans  trwał gdzieś około 2 godzin więc  jak wyszliśmy było gdzieś za dwadzieścia czwarta. Film był naprawdę dobry. Przyjemnie było patrzeć jak Seth cały czas opowiadał o filmie bardzo śmiesznie przy tym gestykulując. Jego entuzjazm nie miał końca. Jednak moje myśli zaprzątał teraz mój tajemniczy wielbiciel, z którym miałam się spotkać dzisiaj pod moimi uniwerkiem. Szczerze ? Zżerałam mnie cholerna ciekawość kim jest ten ktosiek. Oczywiście miałam straszne wątpliwości przed tym spotkaniem. Tyle się teraz słyszy o morderstwach i gwałtach a ja idę na spotkanie z jakimś kolesiem, którego nie znam a który wręcz nie może się doczekać spotkania ze mną. Trzeba być nieźle walniętym, żeby na serio pójść na to spotkanie. Gratuluje wysokiego poziomu inteligencji Ally na pewno nadajesz się na prawnika – warknęła moja zdradliwa podświadomość. Ostatnio dość często z nią gadam. To przez to, że nie jesteś zdrowa na umyśle. – zaśmiało się moje alter ego. – dobra dosyć ! ugh ona potrafi być serio wkurzająca. Z zamyślenia wyrwał mnie nie kto inny jak oczywiście Seth, który zauważył, że nie odpowiadam na to co do mnie mówił, więc wpadł na genialny pomysł. A mianowicie popchnął mnie na wielką donicę z kwiatami o którą o mało co się nie zabiłam. Ten nieogarnięty patafian miał tak zadowoloną z siebie minę, że miałam ochotę przybić mu piątkę, ale krzesłem i to w twarz. I pomyśleć, ze takie cymbały dostają się na medycynę. Serio współczuję jego przyszłym pacjentom. Podeszłam do tego , pożal się Boże, gorszego gatunku człowieka i rzuciłam mu spojrzenie przed duże S. Mówiło ono „ I czego szczerzysz mordę cymbale ?! ” Widząc to spojrzenie zamiast przestać się śmiać on zaczął zanosić się śmiechem jeszcze bardziej. Wydęłam dolną wargę i założyłam ręce na piersi. Ludzie zaczęli się na nas patrzeć i kręcić głowami z politowaniem. Doskonale ich rozumiałam. Rzucałam im spojrzenie mówiące „Widzicie co ja muszę przeżywać ?”  Miałam już dość jego zachowania więc nie patrząc na nic uderzyłam go mocno w ramię. Przestał się śmiać i przesadnie potarł ramię. Ha, czyli jednak boli ! A zawsze mówił, że ja nie biję tylko łaskoczę. I dobrze niech boli ! Uśmiechnęłam się tryumfalnie i już miałam odejść zarzucając włosami kiedy pociągnął mnie za nadgarstek i obrócił do siebie. Nadal udawałam, że jestem zła. No co ?! Niech sobie nie myśli, że tak łatwo to załatwi.
- No nie dąsaj się już ty dąsaczu. Przyznaj, że choć trochę to było śmieszne – powiedział i się uśmiechnął – Twoja mina była bezcenna. Dosłownie wyglądałaś jakbyś zobaczyła Duszka Kacperka. – na to porównanie się uśmiechnęłam. Jak byliśmy mali czasami oglądaliśmy tą kreskówkę. Widząc mój uśmiech wiedział o czym myślę i też się uśmiechnął.
- Dobra dąsaczu, chodźmy zrobić jakieś zakupy. Może wtedy przejdzie Ci ta jędzowatość – powiedział i widziałam jak stara się ukryć wybuch śmiechu. Popatrzyłam na niego i już miałam w głowie ułożoną ciętą ripostę.
- Mi przejdzie moja jędzowatość jak tobie przejdzie Twoje przechwalanie. Oboje wiemy, ze to nigdy nie nastąpi, więc nie widzę sensu, aby dalej prowadzić tą nie konstruktywną konwersację. – popatrzyłam na Setha, który położył swoje ramię na moim i zauważyłam jak z uśmiechem kręci głową.
- Dobra, dobra poddaję się. – powiedział. Ha mamy 2;0. Tę bitwę wygrałam. Ale zobaczymy kto wygra wojnę. Nie ma żadnej wojny ty wariatko – odezwała się moja podświadomość.- po prostu dał ci wygrać bo miał już dość użerania się z tobą – warknęła. – dobra zamknij się- odpowiedziałam. Ruszyliśmy w stronę sklepów.


i oto właśnie mamy już 3 rozdział. wena wraca, choć pewnie znów za chwilę zniknie i będzie posucha, ale jakoś damy radę. !
buziaki :*
Kochani ! Zapomniałam o dwóch ważnych informacjach. Akcja toczy się w mieście New Haven w stanie Connecticut,a Seth i Ally studiują na Yale University. Tylko miasto i uniwersytet są prawdziwe a reszta jest fikcją wymyślona jedynie przeze mnie.
Dziękuję za uwagę, następne ogłoszenia parafialne pod rozdziałem 3 który ma się niedługo pojawić.
Do napisania ! :*

wtorek, 15 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2
W domu byliśmy po jakiś 15 minutach jazdy. Wysiedliśmy z samochodu, który zaparkowaliśmy na parkingu koło naszego bloku. Szliśmy odśnieżonym chodnikiem, chociaż długo taki nie zostanie, bo śnieg cały czas prószy. W drodze do klatki Seth opowiadał mi jak mu się przysnęło na wykładzie u Greena i jak obudził się dopiero jak jego zeszyt z wielkim hukiem, spadł na podłogę a cała sala zaczęła się z niego śmiać. Też się śmiałam, bo wyobrażam sobie jak Seth wyglądał jak to się stało. Wyciągnęłam klucze od klatki z torby. Spojrzałam na Setha, który patrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym „ To wcale nie jest śmieszne” przez co coraz bardziej zaczęłam się śmiać. Miał minę jak dziecko, które nie dostało zabawki, którą chciało. Na szczęście po obfitej kolacji jego twarz nabrała normalnego, zdrowego koloru. Doszliśmy do klatki włożyłam klucz do zamka a Seth otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Weszłam na drugie piętro i stanęłam przed naszym mieszkaniem z numerem 14 i zamurowało mnie. Na wycieraczce leżał piękny duży bukiet z czerwonych róż. Pięknie przystrojony. Za sobą usłyszałam gwizd. Zorientowałam się, że stoję przed drzwiami jak osłupiała i wgapiam się w kwiaty. Usłyszałam za sobą głos :
- Chyba ktoś tu ma cichego wielbiciela. – powiedział Seth, spojrzałam na niego i wiedziałam, że jest cały czerwony dlatego, że próbuje powstrzymać śmiech. Wręczyłam klucze Sethowi i schyliłam się po bukiet. Seth otworzył drzwi i popchnął je, żeby przepuścić mnie  przodem. Weszłam od razu do kuchni. Nasz dom był taki sam jak moich rodziców oprócz tego, że u nas nie było salonu. Wyjęłam z dolnej półki pod zlewem szklany kwadratowy wazon i nalałam do niego wody. Włożyłam do niego kwiaty i zaniosłam do mojego pokoju, który był naprzeciwko kuchni. Wazon postawiłam na stoliku. Gdy stanie się tyłem do mojego pokoju po lewej stronie jest mała komoda, na buty a nad nią jest lustro. Natomiast obok niej jest szafa na kurtki , czapki i inne pierdoły. Pokój Setha znajduje się obok kuchni a łazienka, naprzeciwko drzwi wejściowych. Zobaczyłam, że w przedpokoju już nikogo nie ma a u Setha pali się światło. Podeszłam do szafy przy wejściu i zdjęłam mój czarny krótki płaszczyk, a czerwony komin włożyłam do rękawa, wszystko zawiesiłam na wieszaku i powiesiłam w szafie. Sprawdziłam czy Seth zamknął drzwi, na szczęście o tym nie zapomniał. Podeszłam do drzwi pokoju Setha i zapukałam. Nikt nie odpowiedział, więc weszłam. Zobaczyłam, że Seth nawet się nie rozebrał tylko rzucił na łóżko i zasnął. Wzięłam koc z fotela i przykryłam go. Zgasiłam światło i poszłam do siebie. Ściany mojego pokoju były kawowe. Po lewej stronie stała szafa wnękowa na ubrania a obok niej biurko, a na nim biały laptop marki SONY. Obok biurka stoi  wersalka, która jest koloru czarnego, co ładnie kontrastuje ze ścianami i jasnymi meblami. Po prawej stronie natomiast stoi mały stolik drewniany, również jasny i małe fotele w czarnym kolorze. Naprzeciwko drzwi do mojego pokoju znajdują się drzwi na balkon. Podeszłam do wersalki podniosłam ją i z kufra wyjęłam pościel oraz prześcieradło. Pościeliłam łóżko i podeszłam do szafy z ubraniami,wyjęłam z niej moją piżamę, czyli czarne legginsy i białą za dużą koszulkę z napisem FREE HUGS. Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz, włosy związałam w niesfornego koka, a moje ubrania, czyli błękitne rurki i biały sweterek sięgający do połowy uda złożyłam i wzięłam pod pachę. Wyszłam z łazienki i udałam się do mojego pokoju, schowałam rzeczy do szafy. Usiadłam w fotelu i patrzyłam na bukiet. Dopiero po chwili zauważyłam w nim biały bilecik. Wzięłam go do ręki i przeczytałam. Napisane tam było :
Spotkajmy się  jutro o 20 pod twoim uniwersytetem. Będę czekał z niecierpliwością.
Xoxoxoxoxo
Na początku poczułam niepokój a potem  straszną ciekawość kto to jest i czemu chce się spotkać. Na jutro już zamówiłam mnie i Sethowi bilety na 13 do kina na Iron Man 3, bo uwielbiamy tego typu filmy, a potem zamierzałam zabrać go na jakieś zakupy, żeby trochę odpoczął od nauki, ale nie wiem w jakim będzie humorze. Zastanawiałam się długo co mam zrobić iść na to spotkanie czy nie? W końcu moja niezdrowa ciekawość wygrała i postanowiłam, że pójdę w końcu co mi szkodzi no nie ? ahhh Ally ale ty jesteś głupia pomyślałam sobie. Co jeśli facet okaże się jakimś seryjnym mordercą, albo nie wiadomo kim ? Cóż jednak pójdę a co mi tam. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam krzyk dobiegający z pokoju Setha. Wystraszona szybko pobiegłam do jego pokoju. Zobaczyłam, że Seth jest zapłakany i krzyczy coś w stylu „ Nie, nie zostawiajcie mnie ! ”. podeszłam do niego i zaczęłam szturchać go w ramię, jednak nic. Usiadłam na łóżku i złapałam go za ramiona i potrząsnęłam nim
- Seth obudź się. SETH ! – krzyczałam. W końcu osiągnęłam oczekiwany efekt i Seth się obudził. Oczy miał czerwone i zamglone, a spojrzenie rozbiegane. – Seth wszystko w porządku, jesteś w domu. Jestem tu. – spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przytuliłam go, a on rozpłakał się jak dziecko. Znów powróciły te sny, które pojawiły się po śmierci jego rodziców.
- Ally ja nie mogłem ich uratować, po prostu nie mogłem. A oni mnie wołali. – powiedział Seth słabym, drżącym głosem.
- Seth nie mogłeś nic zrobić, żeby ich uratować.  Nie było Cię wtedy przy nich. Wiesz, że to nie twoja wina, że zginęli. Tylko tego pijanego kierowcy. – powiedziałam i głaskałam go po głowie. Uspokoił się trochę, odsunęłam go od siebie i uśmiechnęłam się ciepło.- Chodź napijemy się herbaty i pogadamy o czymś przyjemnym. – zobaczyłam  na jego twarzy nikły uśmiech.  Wstaliśmy i poszliśmy do kuchni. Seth usiadł przy stole a ja nalałam i wstawiłam wodę w czajniku. Wyjęłam dwa kubki i włożyłam herbatę. Zalałam wodą i wyjęłam torebki oraz wrzuciłam do kosza. Postawiłam parujący kubek koło Setha a mój trzymałam obiema rękami. Mój kompan patrzył się bez wyrazu na kubek.
- Seth, popatrz na mnie – powiedziałam do niego bo nie mogłam patrzeć na jego nieobecną twarz . – Nie mogłeś ich uratować musisz to zaakceptować i zacząć z tym żyć bo nigdy nie będziesz mógł spokojnie spać.  Wiesz, że masz mnie i moją rodzinę. Proszę pomyśl o szczęśliwych chwilach. Nie o tych złych – prowadziłam monolog a on nawet na mnie nie spojrzał.  Czułam się źle, że nie mogę mu pomóc. Starałam się dalej. W końcu  jednak spojrzał na mnie i powiedział
-Wiem, że się starasz i doceniam to, ale to jest po prostu trudne.  -  opuścił na dół głowę i ponownie zamilkł.
- pomyśl o tych szczęśliwych chwilach, dziękuj Bogu za chwile które wam dał, a nie myśl o tych które zabrał. Ciesz się tymi dwudziestoma latami z nimi. Pomyśl o tym jacy szczęśliwi byli, kiedy dowiedzieli się, że zdałeś na medycynę, pomyśl o tym jak zawsze mówili, że dobraliśmy się dokładnie tak jak oni. Pomyśl o tych wakacjach, przygodach, które z nimi przeżyłeś i czerp z nich jak najwięcej, dziękuj za nie. – powiedziałam i popatrzyłam na niego. Miał zmarszczone czoło i wiedziałam, że intensywnie myśli nad tym co mu powiedziałam. Po chwili podniósł głowę i widziałam zdeterminowany wyraz twarzy.
- Masz rację – powiedział – Powinienem dziękować Bogu za nich, za to co miałem i cały czas mieć te wspomnienia w głowie a nie odpychać je. Dziękuję Ally, wiedziałaś czego mi trzeba. – powiedział i na jego twarzy zagościł ten dobrze mi znany uśmiech.
- Oczywiście, że wiedziałam, a  ponieważ znam Cię tak dobrze chcę Ci powiedzieć, że zamówiłam nam na jutro bilety do kina.Kładźmy się lepiej spać, bo nie wstaniemy i nie będziemy mieli również czasu na zakupy. – powiedziałam triumfalnie się uśmiechając. Seth pokręcił głową z politowaniem.
- Wiesz o tym, że jesteś wspaniała ? – zapytał. Wstał z krzesła odłożył kubki do zmywarki i podszedł do mnie.
- Oczywiście, że wiem wszyscy mi to mówią – powiedziałam i przytuliłam go. – a teraz powinnam Ci łeb ukręcić, bo mam jutro spotkanie z wielbicielem od kwiatków i będę miała przez Ciebie wory pod oczami – oznajmiłam i udawałam wielce obrażoną. Seth uśmiechnął się niewinnie.
- Nie martw się zadziała twój wrodzony urok płaza – powiedział. Otworzyłam usta ze zdziwienia. A ten już robił się czerwony na twarzy przez powstrzymywanie śmiechu
- To ja mamę proszę, żeby Lasance ugotowała, martwię się, że jak zombie wyglądasz, na zakupy i do kina biorę, herbatki robię, pocieszam, a ty mnie od płazów wyzywasz. Zobaczymy, zobaczymy. – powiedziałam i pogroziłam mu palcem po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. – dobra a teraz na serio spać, bo już jest 1 w nocy. Dobranoc grzybie – rzuciłam na odchodnym i znów usłyszałam donośny śmiech. Jak dobrze, że humor mu wrócił. Mogę teraz spać spokojnie. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.  



no i cóż mamy kolejny, ale na razie weny pisarskiej dalej brak. teraz dość długo nie będzie nowego rozdziału, ale postram się napisać coś zapas , żeby jak wrócę wrzucić od razu nowy rozdział. buziaki, czekam na komentarze :*