sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 15

Seth

Kojarzycie ten słynny tekst kobiet : „ Będę gotowa za 5 minut skarbie ” albo „ Jeszcze tylko pomaluje usta ” ? Dzisiaj przekonałem się ile w kobiecym znaczeniu wynosi 5 minut. Zawsze myślałem, że posługujemy się tymi samymi zegarkami, ale to nie do końca prawda. Kiedy usłyszysz któryś z powyższych tekstów zdążysz jeszcze 4 razy polecieć na Księżyc i z powrotem. Wróciliśmy z uczelni o 14.30, Ally poszła się myć o 15, a ja jak zwykle zdążyłem się zdrzemnąć i pograć w grę. O 16.30 byłem już wyszykowany, pachnący i w ogóle cud miód malina. Natomiast Ally, cóż dużo by mówić, zachowywała się jakby miała motorek w tyłku i od jakiś 45 minut latała między łazienką a pokojem, bo nie mogła się zdecydować co ubrać. Za jakieś 5 minut powinniśmy być już w Universe, żeby na spokojnie zjeść i pogadać. Ale Ally wpadła w szał i nie wiedziała jak ma się ubrać. Stałem zdenerwowany, cały zgrzany, pot mi się po plecach lał i miałem ochotę coś rozwalić, albo po prostu walić głową w ścianę. Gdyby moje życie było kreskówką para leciałaby mi z nozdrzy i uszu a moja twarz byłaby tak czerwona jak dorodny burak w sam raz na barszcz. Kiedy Alls przeleciała między pokojem a łazienką 1500 raz, nie wytrzymałem. No po prostu no nie.
- ALLY ! Rusz ten tyłek ! Przecież idziemy tylko na koncert garażowy a nie na pokaz mody ! – krzyknąłem, zerkając na zegarek. Było już 10 po piątej. Gdy miałem drugi raz krzyknąć, drzwi od pokoju trzasnęły. Podniosłem wzrok i zobaczyłem jak wygląda. Typowa Bad Girl, w której kochają się wszystkie mięśniaki w liceum. Czarne proste do pasa włosy, biała, obcisła bluzka wpuszczona w czarne wąskie spodnie, a do tego czarna skóra i wysokie , wiązane, czarne buty. Makijaż dość prosty, ale równie niebezpieczny : czarne kreski na powiekach oraz bordowa szminka na ustach. Było to surowe piękno, ale w połączeniu z urodą mojej przyjaciółki dawało efekt nie z tej ziemi. Gdybym jej nie znał powiedziałbym, że to laska, do której bez kija lepiej nie podchodzić. Wszystko jednak zdradzały jej oczy, ciepłe, delikatne, trochę tajemnicze z rozjarzonymi iskierkami. Do tego pogodny wyraz twarzy. Zaparło mi dech w piersi i na chwile zapomniałem jak mam na imię. Próbowałem sobie przypomnieć i z kilku znanych liter złożyć moje imię. Literowałem je w myślach S-E-T-H. Aha okej, już wszystko wiem. Musiałem głupio wyglądać, pewnie rozdziawiłem usta i ślina zaczęła mi skapywać na podłogę ( było to bardzo możliwe mając koło siebie Ally ), bo osoba stojąca naprzeciwko mnie odchrząknęła i podniosła do góry jedną brew. Cwaniara, zabrała mój znak rozpoznawczy. – Wow, wyglądasz… wyglądasz…. Yyyy ….. wow. – no nie popisałem się elokwencją, raczej zachowywałem się jak jaskiniowiec. Boże, gdybym mógł zapaść się pod ziemię, albo miał taki sprzęt do wymazywania pamięci jak w Facetach w czerni wymazałbym tę upokarzającą scenę. Niestety nie miałem, więc nie wymazałem.
- Seth, rozumiem, że wyglądam jak milion dolarów, ale z tego co pamiętam, to musimy się pospieszyć. – powiedziała Ally zakładając czarny płaszcz i zarzucając torebkę. Pokiwałem głową a w myślach żałowałem, że NAPRAWDĘ NIE MAM TEGO URZĄDZENIA ! Ubrałem kurtkę, Ally stała już na klatce, wziąłem klucze, zgasiłem światło i wyszedłem z mieszkania.
Do Universe nie było daleko, więc poszliśmy na nogach. Noc była piękna, na niebie jaśniały gwiazdy, księżyc natomiast przypominał piekarski wyrób. Matko Seth, co Ci się na jakąś poezję wzięło ?! Bije Ci, wiedziałem, że choroba psychiczna w końcu Cię dopadnie. Dobra nieważne. Taki mały przerywnik, uwaga wszyscy wciskamy play. W drodze do baru rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Tematy same się pojawiały i zmieniały dość płynnie. Wygłupialiśmy się i dogryzaliśmy sobie jak zawsze. Wytykałem Ally, że pomimo całego jej pedantyzmu nie potrafi dobrze zorganizować czasu. Serio ona jest prawdziwym pedantem. Wszystko ma dokładnie poukładane, Boże broń, żeby coś się przesunęło, albo wystawało o milimetr. Ona wytknęła mi, że jestem niechlujem, co wcale nie było prawdą, a to że potrafiłem spać w jednej piżamie przez prawie dwa miesiące świadczyło o tym , że po prostu o nią dbam. Najpierw koszulkę ubieram na prawą stronę a potem wywracam na lewo. To się nazywa recykling, jakbyście nie wiedzieli. Trochę ucichliśmy, gdy zbliżaliśmy się do naszego baru. W nasze głowy zaczęły napływać wspomnienia. Pierwszy raz zawędrowaliśmy tu zaraz po rozpoczęciu roku. Oboje zmartwieni tym, że nie będziemy mieli życia towarzyskiego. Każde z nas miało świadomość tego, że będzie musiało ślęczeć nad książkami przez całe 3 lata, żeby zapewnić sobie dobre studia, na których notabene będziemy musieli również siedzieć z nosem w książkach kolejne 5,6 lat. Zawiedzeni tym stanem rzeczy stwierdziliśmy, że idziemy coś zjeść na poprawę nastroju. Weszliśmy do Universe, a tam powitała nas uśmiechnięta czarnoskóra kobieta o imieniu Margo. Uśmiechnęliśmy się, ale to był wymuszony uśmiech, więc zapytała czemu zawdzięczamy ten humor. Gdy usłyszała powód zaśmiała się i przygotowała dla nas rozweselające kanapki. Widnieją w menu jako Smile Sally. Zaczęła nas tak nazywać, bo wszędzie chodziliśmy razem. Połączyła nasze imiona i tak już zostało. Margo wiedziała, że ludzie żyją w ciągłym biegu i nie mają czasu na wykwintne dania i restauracje. Otworzyła, więc razem z mężem – Quentinem bar z prawdziwego hollywoodzkiego filmu. Bar z domowymi , zdrowymi kanapkami lub, jeśli ktoś miał czas, z dobrymi domowymi obiadami. To miejsce stało się naszym azylem, przychodziliśmy tam by uczcić nasze sukcesy, jak i pocieszać się po porażkach. Nasze wizyty były regularne. Trochę ustały kiedy poszliśmy na studia. Nie mieliśmy czasu i rzadko wychodziliśmy z domu. Od początku roku akademickiego nie zdążyliśmy wpaść i odwiedzić naszej babuni. W październiku zmarł mąż Margo. Miał zawał i niestety nie zdążyli go uratować, bo gdy lekarze poszli po niego, ktoś ukradł całą torbę z lekami. Margo bardzo to przeżyła, nigdy nie widzieliśmy jej w takim humorze. Oczy miała podkrążone, całe czerwone od płaczu, usta w podkówkę, co nigdy się nie zdarzało. Nawet pogoda dostosowała się do niej. Całe niebo było skąpane w szarych, burzowych chmurach. Po ceremonii zaczęło płakać razem z nią. Byliśmy na pogrzebie, ale musieliśmy szybko wracać do mieszkania, bo na następny dzień mieliśmy dużo zajęć. Doszliśmy do wejścia, chwyciłem za klamkę i przepuściłem Al przodem. Ona za to posłała mi swoje spojrzenie przez wielkie S. Wiedziałem o co chodzi. Uważała, że mężczyźni przepuszczają ją w drzwiach tylko dlatego, żeby móc przez chwile popatrzeć na jej tyłek, a nie dlatego żeby wyjść na dobrze wychowanego. Niektórzy na pewno tak robili, ale ja ? Cóż, może zostawmy to bez komentarza. W barze świeciło pustkami, więc gdy tylko zadzwonił dzwonek naszym oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Margo. Spojrzała na nas i jej oczy błyszczały tak jak wtedy, kiedy patrzyła na Quentina. Czysta miłość, niczym nie zasłużona, po prostu miłość. Podeszła do nas i każde z osobna mocno do siebie przytuliła. Kiedy się do mnie przytulała poczułem coś mikrego na ramieniu. Odsunąłem ją od siebie i popatrzyłem w zeszklone oczy. Uniosłem dłonie do jej policzków i starłem wyryte słone ścieżki. Jeszcze raz mocno przytuliłem do siebie i pocałowałem w czubek głowy.
- Tak się cieszę, że przyszliście. Długo was tu nie było i martwiłam się, że już nie przyjedziecie. – powiedziała babunia, gdy już się ode mnie odsunęła. Spojrzeliśmy na siebie z Ally. Kiwnąłem delikatnie w jej stronę głową, a ona zrozumiała o co mi chodzi. Uśmiechnęła się delikatnie do Margo i powiedziała :
- No coś Ty babuniu ! Jak moglibyśmy o Tobie zapomnieć. To dzięki Tobie przetrwaliśmy całe liceum i nie załamaliśmy się psychicznie. – Margo zaśmiała się i dalej rozmowa sama się potoczyła. Rozmawialiśmy o tym co się u nas działo. Zapytaliśmy jak radzi sobie bez Quentina, ale nie za bardzo chciała o tym mówić i szybko ucięła temat krótkim : dobrze. Zrobiła nam nasze ulubione kanapki z indykiem i pomidorem. Mmmmm dawny smak zadziałał na mnie tak intensywnie, że aż mruczałem, co szybko spotkało się z dezaprobatą w spojrzeniu Allyson. Więc się przymknąłem i mruczałem w umyśle. Jestem największym pantoflarzem na ziemi. Margo zachowywała się jak dawniej, rzucała swoimi żartami jak z rękawa, śmiała się z naszych opowieści oraz ciągłych zaczepek. W pewnym momencie zauważyłem, że Alls któryś raz tego wieczoru sięga do torby po telefon i delikatnie się uśmiecha, dziwne, bo nie lubiła za bardzo korzystać z telefonu. Zawsze powtarzała, że lepiej się spotkać twarzą w twarz a nie za pośrednictwem jakiegoś portalu społecznościowego, albo za pomocą sms. Uważała, że ludzie są nieszczerzy. Była osobą, która potrafiła wszystko wyczytać z oczu, nie potrzebna jej była żadna mapa. Wiedziała po prostu co w danej chwili dzieje się w umyśle człowieka. Zawsze sprawdzało się to u mnie. Ja z jej twarzy potrafiłem czytać jak z książki, jednak nie zawsze udawało mi się tak precyzyjnie to odczytać. Stwierdziłem, że pisze pewnie z jakąś koleżanką czy coś w tym stylu. Po prostu olałem to. Siedzieliśmy w Universe do 19. Na szczęście koncert Martina odbywał się o 20.30. mieliśmy czas. Wyszliśmy i powoli szliśmy w stronę Millenium. Gdy tam dotarliśmy już na scenie wszystko było rozłożone. Poszliśmy za kulisy żeby przywitać się z Martinem. Gdy nas zobaczył od razu do nas podszedł. Najpierw przywitał się z Ally, przytulił ją i dał buziaka w policzek, na co trochę się skrzywiłem i wkurzyłem. Niech trzyma ten śmierdzący oddech z dala od niej. Seth ogarnij się. Wdech wydech. 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1. Okej już dobrze.
- Siema stary ! Dawno się nie widzieliśmy ! – powiedział i poklepał mnie po męsku po plecach. Też go poklepałem, szkoda tylko że nie krzesłem w twarz. Matko ! Uspokój się ! – Nie mówiłeś, że Ally tak wyładniała, a przecież tyle o niej nawijasz przez telefon – gdy to powiedział wyczułem spojrzenie Ally na sobie i najchętniej gdybym mógł znów użyłbym tego fajnego urządzenia z Facetów w czerni. Cholera, że też nie ma takiej produkcji. Na pewno byłby duży popyt na ten sprzęt!
- Przestań wcale tak dużo o niej nie mówię. – powiedziałem i uśmiechnąłem się kpiąco.
- Stary to jest nasz temat numer jeden. Naprawdę Ally mówi o Tobie takim rozmarzonym głosem, jeszcze trochę  a niedługo usłyszałbym anielskie trąby, a wszystko dookoła stałoby się cukierkowo – różowe. Takie aż do porzygania różowe – w miarę jak mówił miałem ochotę wziąć coś ciężkiego przywiązać mu do szyi i wrzuć na samo dno jakiegoś oceanu. Ally stała i tak niego patrzyła i uśmiechała się szeroko, matko ale żenada.
- Przestań Martin, przecież wiesz jaka słodka jestem, tu nie potrzeba żadnych trąb. Wystarczę sama ja  – powiedziała Ally i oboje zaczęli się śmiać. Też zacząłem się śmiać, no bo co innego mogłem zrobić. Wziąłem szybko Ally za rękę i mówiąc :
- To my już idziemy -  wyciągnąłem ją zza kulis i poprowadziłem przed scenę. Ally nie odezwała się ani słowem, a ja nie wiedziałem co mam powiedzieć. Więc stałem jak ten osioł i oglądałem się na boki. Zastanawiałem się czy to co mówił Martin było prawdą. Czy nie potrafię rozmawiać o nikim i o niczym innym poza nią. Cała moja głowa jest zaprzątnięta obrazami. Ona jak śpi, jak się śmieje, jak robi głupie miny, jak jest wściekła. Jedyne uczucie, które mi towarzyszy wtedy to szczęście i ciepło tam w środku. Najpierw szło tak od serca, powoi rozlewało się po łopatkach, delikatnie szło w górę, do koniuszków palców, potem ogarniało całe ciało. Włoski na rękach delikatnie stawały dęba i na ciele pojawiała się gęsia skórka. Taka przyjemna. I wtedy zdałem sobie sprawę, że ją kocham. Nie dlatego, że jest piękna, a przecież jest. Nie dlatego, że ma świetny charakter, bo nie ma. Przecież jest strasznie złośliwa. Nie dlatego, że zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Dlatego, że wszystkie jej wady, jej zalety, złośliwości, sarkazmy, ironie, śmiechy, żarty, humorki tworzyły ją. A ona w całej swej prostocie, delikatności, dobroci, uśmiechu stała się moim ideałem. Ideałem, którego nie da się zastąpić jakaś marną kopią. Nie wychodziło mi z innymi dziewczynami, bo żadna z nich nie była nią. Starałem się znaleźć w każdej chociaż odrobinę podobieństwa. A to jedna miała podobny uśmiech, lecz nie był to uśmiech, który łączył się z oczami. Druga miała podobne włosy, ale nie pachniały magnolią, trzecia była sarkastyczna i ironiczna, jednak nie był to ten sam sposób w jaki ona to robi. Zakochałem się w niej, a przełomowy moment nastąpił chyba w pierwszej klasie liceum, kiedy poszliśmy na domówkę. Oczywiście wystrojona jak zawsze, dusza towarzystwa. Rozmowna, śmiała, piękna. Łapała w mig kontakt z ludźmi, a oni ją uwielbiali. Jednak nie była bufonowata, ani nie myślała a kto to ja nie jestem. Zawsze ta sama dobra dusza, pełna ciepła. Chodziłem na imprezy tylko ze względu na nią. Nie przepadałem nigdy za takimi klimatami, byłem domatorem. Dobry film, koc i kanapa, nie musisz mi powtarzać dwa razy. Ale przejdźmy do rzeczy. Stałem gdzieś w kącie jak zawsze i obserwowałem jak tańczy. Podszedł do niej jakiś chłopak, napakowany jak polski strongman Pudzianowski i prosi ją do tańca. Nigdy nie lubiła takich gości, mówiła, że nie mają mózgu, bo wszystko wyżarły sterydy. Jednak ona uśmiechnęła się do niego z taką radością, że o mało co nie wyplułem wody, którą właśnie piłem. Tańczyła z nim i cały czas się śmiała a on coś jej mówił na ucho. Zawrzało we mnie. Zabrzmię teraz jak tandetny romantyk z tandetnego kiczowatego romansidła, ale ja chciałem sprawiać, żeby tak się śmiała. Ja chciałem być powodem tego śmiechu i co więcej chciałem tego śmiechu słuchać. Jednak nie byłem na tyle odważny by jej to powiedzieć, a ona po jakimś czasie zaczęła z nim chodzić. Czułem się tak jakbym wpadł do wielkiej rozdrabniarki do drewna, a potem ze dwadzieścia razy chyba przejechał po mnie traktor i walec. Właściwie nie mnie, tylko moje serce. Jednak nie powiedziałem Ally, słuchaj kocham Cię i chciałbym być powodem, dla którego będziesz się śmiać. To by było bez sensu. To by było coś w stylu, podchodzi do mnie dobry kumpel i mówi: słuchaj jestem gejem i skrycie kocham się w Tobie od dawna, to co będziemy para ? Niedorzeczność prawda ? Więc można powiedzieć, że zachowałem się bardzo męsko i co wieczór beczałem w poduszkę. Żartuję ! Nigdy bym się tak nie zachował. Chcąc wyrzuć z siebie wszystkie negatywne emocje zacząłem chodzić na siłownię. Ja rekompensowałem sobie brak Ally przy boku, a ona sądziła, że dzięki temu mogę poznać ludzi oraz że to przez nią nie chodziłem wcześniej na siłownię. Ahhh te kobiety, potrafią wymyślić wszystko, żeby coś nabrało sensu. Nawet jakby im się powiedziało, że słońce nie świeci na żółto tylko na czerwono, stwierdziłyby, że widocznie źle rozpoznaję kolory, ale twardo przyznawałyby mi rację. Ally chodziła z Jamesem ( bo tak właśnie na imię miał ten bezmózgi drągal ) trochę dłużej niż z Philem ( pomińmy fakt, że z Philem chodziła niecały miesiąc, ale no cóż widocznie facet był jeszcze bardziej bezmózgi niż ten drągal ), bo byli ze sobą chyba 4 miesiące. Jednak te miesiące nie zawsze były usłane różami. James miał słabość do płci pięknej i alkoholu, co powiedzmy sobie szczerze nie kończyło się nigdy dobrze. Wiele imprez kończyło się na tym, że drągal spał na trawniku przed domem, całkowicie zalany. Ally wiele razy próbowała walczyć z tym nałogiem, ale niestety najdłużej drągal nie pił 2 tygodnie, co i tak już było sukcesem i uważam do tej pory, że powinna dostać za to osiągnięcie jakąś statuetkę. Wiele razy również ja byłem wciągany w ratowanie Jamesa, mimo że chodziłem na imprezy i teraz to ja się bawiłem, a Ally pilnowała, albo próbowała pilnować, swojego chłopka. Musiała się za niego wstydzić, ponieważ wiele razy, po prostu wymiotował. Nawet nie zliczyłbym ile razy musiałem jej pomóc sprzątać po nim. Jednak James mimo tych wszystkich wyskoków był dla niej naprawdę dobry. Zawsze po jakiejś takiej akcji przychodził do niej i po prostu błagał o wybaczenie. Zabierał ją do kina i przynosił kwiatki bez okazji. Trochę jednak nie trafiał, bo Ally nigdy nie była materialistką i zawsze wolała iść się przejść czy po prostu pobyć razem. Nie potrzebowała kwiatków, kin i innych dupereli. Ona najbardziej na świecie potrzebowała poczucia obecności i bezpieczeństwa. Chciała wiedzieć pod jaki numer może zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i będzie miała pewność, że ta osoba przyjdzie, nawet jeśli miałaby siedzieć i trzymać ją za rękę lub leżeć na łóżku i słuchać 1500 raz tej samej smutnej, przygnębiającej piosenki. Przełom nastąpił kiedy James tak przegiął, że nawet kwiaty, czekoladki i inne świństwa nie były w stanie przekonać Ally, żeby mu wybaczyła. Nie będę wchodzić w szczegóły tego zdarzenia, bo sam dokładnie nie wiem o co poszło. Le sami rozumiecie było to z korzyścią dla mnie. Teraz Allyson wróciła, a więc moje serce znów mogło się poskładać do kupy. Tamtego wieczora, kiedy przyszła do mnie, zapłakana i mokra, przysiągłem sobie, że powiem jej o moich uczuciach. Jednak czekałem na odpowiedni moment i zdaję się, że ten moment nigdy nie nadszedł. W drodze zapomniałem, gdzieś o targających mną uczuciach, więc stwierdziłem, że nie powiem czegoś, czego nie jestem pewny. Zacząłem tłumaczyć sobie, że nie powiedziałem jej, bo to tak naprawdę nie jest prawdą. Wiem, głupie myślenie. Pierwszy krok depresji, czyli wyparcie. Potem nastąpiła akceptacja tego stanu. Tak więc tkwiłem w tym od pierwszej klasy liceum i nigdy nie zdobyłem się na odwagę. Jednak dzisiejsza rozmowa, a raczej monolog Martina z Ally, dał mi dużo do myślenia. Uzmysłowił mi, że nadal coś czuję do niej, że nadal jest tak bardzo ważna i m takie miejsce w moim sercu, że każdy mógł jej pozazdrościć. Szczególnie te wszystkie dziewczyny, które wręcz mdleją na mój widok. Wrodzona skromność, piękna cecha nieprawdaż ? Wracając. Uzmysłowił mi, że uczucia można przytępić, zataić, ale nigdy się ich nie pozbędzie jeśli są prawdziwe. Postanowiłem więc, że zaraz po koncercie powiem jej całą prawdę. W myślach błagałem Boga, aby sprawił ( O JAKŻE TO BY BYŁO PIĘKNE ) ona czuła to samo do mnie. Nie pragnąłbym innej nagrody. 




no i w końcu, po wielu próbach, wielu przeciwnościach oto mamy już 15 ! zostawiajcie komentarze !

wtorek, 26 maja 2015


ROZDZIAŁ 14

Seth

Wczoraj uczyłem się z Ally rzeczy, których kompletnie nie kumałem, ale ponieważ tak mnie prosiła nie mogłem odmówić. Poszliśmy spać dobrze po drugiej wypijając po drodze chyba z 3 kawy. Na szczęście Al pamiętała dużo z wykładów, co bardzo przyspieszyło naukę. Obudziłem się dzisiaj koło 8, czyli miałem jeszcze dobrze ponad godzinę do zajęć. Był piątek więc zajęcia zaczynałem wcześniej i kończyłem tez, bo odwołali nam trzy ostatnie wykłady. Poszedłem do kuchni, wlałem wody do czajnika i zagotowałem. Ally miała zajęcia na 9, więc poszedłem ją obudzić. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem rozwaloną na całym łóżku i z kołdrą na głowie moją przyjaciółkę. Zaśmiałem się na ten widok. Z reguły śpi przez cała noc na prawym boku, jednak kiedy jest bardzo zmęczona rozwala się jak nie wiem. Ściągnąłem jej kołdrę z głowy i delikatnie potrząsnąłem. Natychmiast otworzyła oczy.

- Mamo, ja wcale nie śpię, a to że mam na sobie ubrania nie sugeruje że byłam wczoraj  na imprezie do nocy i teraz nie mogę wstać do szkoły.  –powiedziała, na jednym wdechu. Nie wytrzymałem i wybuchnąłem takim nienormalnym śmiechem, że aż musiałem usiąść żeby powrócić do wrodzonej czynności oddychania. Ally nie do końca rozbudzona patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, jakbym co najmniej zamienił się w krasnala. Uspokoiłem oddech i samego siebie, co było niezwykle trudne. I powiedziałem :

- Po pierwsze nie jestem Twoją mamą, wiem tak samo piękny, jednak młodszy model. Niestety brakuje mi kilku, dość istotnych szczegółów żeby nią być. Po drugie, jeśli tak mają wyglądać imprezy do rana, to nie pisze się na nie. Po trzecie i ostatnie wstawaj, bo musisz się szykować. Przypominam, że piszesz test. – nie wiem, czy nie podałem za dużo informacji na raz, bo nadal za bardzo nie ogarniała o co chodzi. Patrzyła się na mnie i nic nie robiła. Przetarła oczy kostkami dłoni i ziewnęła. Otworzyła oczy i nagle rozszerzyły jej się źrenice. Zaczęła nimi nerwowo poruszać w prawo i w lewo. Wyskoczyła z łóżka, dopadła telefon i sprawdziła godzinę. Odetchnęła cicho i uspokoiła oddech.

- Cholera, wystraszyłam się, że zaspałam na test. Byłam wczoraj taka zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przepraszam, że tak Cię wykorzystała. – powiedziała i podeszła do mnie. Ściągnęła moje łokcie z moich kolan i sama się na nie wtarabaniła i przytuliła do mnie. Było to dla nas tak naturalne zachowanie, że nie przeszkadzało nam to. Bezwiednie otoczyłem jej talie ramionami a moją głowę oparłem o jej bark. Z przyzwyczajenia wtuliłem nos w jej włosy. Czułem, że ona się powoli odpręża, czuje się bezpieczna i nie denerwuje się niczym. Ja czułem, że jestem na dobrym miejscu. Że to właśnie ja powinienem sprawiać, żeby czuła się bezpieczna. Ja powinienem ją rozśmieszać i sprawiać , że czuje się kochana. Chciałem czegoś prawdziwego, wyjątkowego i równocześnie nierealnego. Z drugiej nie chciałem niszczyć tego co jest między nami. Chciałem być blisko niej, nawet jeśli to oznaczało bycie tylko jej przyjacielem. Ally poruszyła się i spojrzała mi prosto w oczy. Jej intensywne błękitne spojrzenie sprawiało, że czułem się niemal jak skanowany przez najlepszy skaner. W jej tęczówkach tańczyły wesołe iskierki. Uśmiechnęła się promiennie. Położyła rękę na moim karku i delikatnie go głaskała. – Wiesz, chyba pierwszy raz czuję się tak dobrze przygotowana. Pewnie wszystko dzięki Tobie – powiedziała , cmoknęła mnie w policzek i szybko wstała z moich kolan. Pobiegła do łazienki a ja poszedłem do kuchni robić nam śniadanie. Po 15 minutach wyszła z łazienki. Miała na sobie czarne jeansy z lekko podwiniętymi nogawkami, białą bluzkę trochę rozkloszowaną na dole. Włosy miała upięte w koka, praktycznie na czubku głowy. Wyglądała normalnie, a ja uważałem ją jako 8 cud świata. Tak się zapatrzyłem, że o mało co nie przypaliłem jajek na patelni. Usiadła na krzesełku i patrzyła przez okno, podgryzając rzodkiewkę. Włożyłem jej na talerz jajko, ona wzięła chleb i posmarowała go grubo masłem, tak jak lubiła. Ja osobiście chyba zwymiotowałbym po takiej dawce tłuszczu no, ale. Zjedliśmy w spokoju śniadanie, trochę powtórzyliśmy i pojechaliśmy na uczelnie. Zanim Ally poszła do swojej części przytuliła się mocno do mnie a ja odwzajemniłem jej uścisk i pocałowałem w głowę, na znak, że wierzę w nią . Odsunąłem ją od siebie i wziąłem jej twarz w dłonie. Popatrzyłem jej głęboko w oczy uśmiechnąłem się.

- Hej, poradzisz sobie. Jesteś mądrą dziewczynką, a poza tym tyle godzin nauki nie może pójść na marne. – odwzajemniła uśmiech, dałem je buziaka w czoło. Odsunęła się i poszła. Po paru krokach odwróciła się, a ja jej pomachałem i pokazałem jej kciuk. Zaśmiała się i przesłała mi buziaka w powietrzu. Udałem, że go łapie i przycisnąłem rękę do policzka, zaśmiała się i pobiegła do budynku. Poradzisz sobie, wierzę w Ciebie powiedziałem w myślach i poszedłem na swoje zajęcia.

 

 

Wyszedłem z sali i cieszyłem się jak głupi, że na dziś męczarnia się skończyła. Przed moją kochaną przyjaciółką jeszcze jakieś 45 minut czarnej rozpaczy. Uśmiechałem się jak głupi, wiedząc, że Al teraz siedzi i zapewne nudzi się jak mops. Był dzisiaj nadzwyczaj piękny, słoneczny dzień. Zaniosłem torbę do samochodu i założyłem okulary na nos. Następnie udałem się na trawnik koło naszego uniwersytetu. Na środku niego stał duży dąb, który dawał sporo cienia. Usadowiłem się pod nim i cieszyłem lekkim wietrzykiem, który owiewał moją twarz. Moje nogi niestety wystawały poza cień rzucany przez drzewo, a moje czarne jeansy nie poprawiały sytuacji. Czułem się tak , jakby toś mnie wsadził do sauny, ale z drugiej strony było to przyjemne. Siedziałem tak już jakiś czas i cieszyłem się tym piękny dniem, kiedy odezwał się mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i na mojej twarzy pojawił się niekontrolowany uśmiech. Dostałem wiadomość, od mojej kochanej Jędzy. Treść była taka :

Ally : Leniu !

Ja: Ty się lepiej ucz, a nie przez okno patrzysz !

Ally : Mówi mądrala, która wygrzewa się na słoneczku i ma wszystko gdzieś

Ja : Nie każdy ma tyle szczęścia, co ja :D

Ally : Nienawidzę Cię z całego serca…

Ja : Wiem , że tak nie jest. Kochasz mnie do szaleństwa… XD

Ally : Z kim ja muszę mieszkać ? Za co, pytam się, za co ?!

Ja : Za życia !

Ally : Mam nadzieję, że szybko kogoś  znajdziesz i się wyprowadzisz ! Z pozdrowieniami Najlepsza Przyjaciółka na świecie !

Ja : Mam nadzieję, że jak najszybciej wymyślą lek na jędzowatość, wtedy kupie Ci od razu cały wagon, a może nawet ciężarówkę ! Z pozdrowieniami Najlepszy Przyjaciel na świecie !

Ally : Współczuję Twojej przyszłej Żonie xoxoxo

Ja : A ja Twojemu przyszłemu mężowi ! xoxoxo

Ally : Wypchaj się dżemem !

Ja : Wow, to była najlepsza riposta jaką słyszałem ! Hahahahaha !

Ally : Haha, tak się uśmiałam, że aż mi buty spadły !

Ja : Matko ! Lepiej je załóż, bo wszyscy tam zaraz się uduszą !

Ally : Foch Forever z przytupem, melodyjką , bąbelkami i wszystkim innym !

Ja : Jaka groźna !

Ally : Nie masz już przyjaciółki !

Ja : Czy odzyskam przyjaciółkę, kiedy powiem, że idziemy dzisiaj na obiad do Reckless, a potem na koncert zespołu garażowego mojego kumpla ? xoxoxo

Ally : A czy kiedykolwiek ją straciłeś ? Nie przypominam sobie tego xd

Ja : Ale ściemniara !

Ally : Też Cię Kocham !

Ja : Słuchaj na wykładzie, zostało Ci 15 min, zaraz się widzimy !

Ally : ok !

Schowałem telefon do kieszeni i nadal cieszyłem się piękną pogodą. Mam nadzieję, że Ally spodoba się kapela mojego kumpla. Martin, kolega z liceum z drużyny footbollowej , zadzwonił do mnie i powiedział, że jeśli chce to mogę wpaść na koncert jego zespołu. Zawsze powtarzał, że marzy o karierze muzyka a nie sportowca. Footboll był pasją jego taty i dlatego uczęszczał na treningi. Koncert odbywał się w barze Millenium. To było jakieś 2 przecznice dalej od Reckless. Zaplanowałem nam już cały wieczór. Najpierw zabiorę Al do naszej starej knajpki, niestety jest to fast food, ale najlepszy na świecie. W końcu jakoś normalnie spędzimy czas, jak za dawnych czasów. A ten koncert ma tylko nam umilić czas i zrelaksować po ciężkim tygodniu pracy. Siedziałem i już wyobrażałem sobie minę Ally jak stoi pod sceną i krzyczy, albo śpiewa razem z wokalistą. Cała Stone też ma dobry głos i do tego świetnie się rusza, ale i tak nigdy nie spróbuje czegoś zrobić z tym talentem. Woli ubrać togę i bronić jakiegoś gościa, który najprawdopodobniej jest winny. Nuda, mówię wam. – Za to Ty będziesz miał super pracę, serio – odezwała się moja podświadomość, z którą już dawno  nie rozmawiałem. - No oczywiście ! – powiedziałem. – Tak nie ma nic lepszego jak oglądać cudze klatki piersiowe od środka ! Tyle krwi mniam pycha ! – powiedział drugi Seth z w ogóle nie wyczuwalną ironią. Pokręciłem głową i odwróciłem się od niego. Po chwili zniknął. Znów zanurzyłem się w marzeniach, kiedy poczułem, że ktoś koło mnie siada i opiera głowę na moim ramieniu. Zaraz dotarł do moich nozdrzy charakterystyczny zapach magnolii. Nie musiałem się nawet zastanawiać kto to. Moja ręka od razu owinęła się wokół jej talii i nadal spokojnie leżałem . Po chwili usłyszałem ciche westchnienie.

- Jak tam test ? – zapytałem i popatrzyłem na Ally czekając na dobrą wiadomość, nie po to trudziłem się razem z nią, nie po to poszedłem spać tak późno, musiało pójść jej wspaniale.

- Wiesz, chyba jednak nie zaliczę tego …. – powiedziała a ja natychmiast się podniosłem i popatrzyłem na nią.

- Jak to ? Przecież jak Cię pytałem umiałaś wszystko bez zająknięcia. Co się stało ? – wyrzucałem z siebie bardzo zdenerwowany.

- Nie dałeś mi dokończyć ! Chyba jednak nie zaliczę tego tylko na 3, poszło mi o wiele, wiele lepiej! – powiedziała a mi kamień spadł z serca. Natomiast ona  uśmiechnęła się widząc ulgę na mojej twarzy. – To co zbieramy się ? – zapytała, a ja pokiwałem głową. Podnieśliśmy się z trawy, cieszyłem się jak głupi na nasze dzisiejsze wyjście. Będzie jak za starych dobrych czasów, kiedy martwiliśmy się tylko o to, z kim pójdziemy na bal, albo czy dostaniemy się ja do drużyny koszykarskiej a Ally do cheerlederek. Ten wieczór będzie sto razy lepszy niż jakikolwiek inny spędzony z niewłaściwą osobą. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.


wiem, długo mnie nie było, nawał nauki, serio, poprawianie ocen, niedługo dojdzie jeszcze prawko i tak dalej, dlatego rozdziały będą dodawane rzadziej. i podzielone raczej na dwie części. wytrzymajcie, do później

środa, 18 marca 2015

ROZDZIAŁ 1

Allyson

Gdy byłam jeszcze na uczelni zaczął delikatnie prószyć śnieg. Szłam po lekko zaśnieżonym chodniku. Na dworze było już ciemno i na niebie pokazały się już gwiazdy, więc mogłam je bez przeszkód oglądać i podziwiać. Kocham takie dni, kiedy idę w ich blasku a światło księżyca obleka całą moją posturę. Była druga połowa listopada.  Już niedługo święta i ta cała nerwówka, kupowanie prezentów i te inne różne dziwne rzeczy, które ludzie robią. Mimo wszystko lubiłam tę porę roku. Podobało mi się gdy na moich długich, niesfornie pokręconych czarnych włosach osiadały płatki śniegu. Co prawda wyglądałam wtedy tak jakbym miała łupież, ale to nic. Skończyłam jakieś 10 minut temu wykłady i szłam właśnie w odwiedziny do rodziców, ponieważ mój współlokator i najlepszy przyjaciel w jednym, cóż za nieszczęsny pakiet, miał jeszcze swoje zajęcia. Umówiliśmy się, że jak skończy to podjedzie po mnie. Z Sethem znamy się od przedszkola i właściwie naszą przyjaźń zawdzięczamy piaskownicy. Gdy miałam 3 lata siedziałam sobie grzecznie w piachu i  budowałam zamek dla mojej lalki. Jednak nie mogła ona z niego skorzystać, bo gdy Seth wlazł do piaskownicy niechcący mi go zburzył. Strasznie się zdenerwowałam i wyszłam z niej zapamiętując sobie kto się dopuścił tego karygodnego czynu. Kilka dni później zobaczyłam jak Seth buduje jakiś statek kosmiczny z kloców lego i nie zastanawiając się długo postanowiłam, że odegram się za mój zamek. Przechodząc koło niego kopnęłam w jego statek , który rozpadł się na części.  Seth nie przejął się tym zupełnie, zaczął od nowa go budować. Widząc to zamiast dumy, poczułam wstyd i nie myśląc długo usiadłam koło niego i mu pomogłam. Tak zaczęła się nasza przyjaźń, która trwa do dziś. Tamten dzień był zdecydowanie najlepszym dniem mojego życia. Dochodziłam właśnie do klatki  moich rodziców. Odszukałam prawidłowy numer na domofonie i nacisnęłam go. Po paru minutach rozległ się głos mojej mamy - Bethany:

- Halo ?

- Tu Ally. Otwórz bo marznę. – powiedziałam i usłyszałam dźwięk bzyczenia, który zwiastował, że drzwi można już pociągnąć. Weszłam do klatki i wdrapałam się na 3 piętro pod numer 18. Nacisnęłam klamkę i weszłam do mieszkania. Po lewej stronie był mały pokoik, w którym kiedyś mieszkałam razem z moim bratem Michaelem. Natomiast naprzeciwko naszego pokoju były drzwi do sypialni rodziców. Na wprost wejścia znajdowała się łazienka razem z wanną, nie była ona duża, ale wystarczająca jak na naszą czwórkę. Od drzwi wejściowych do łazienki prowadził mały korytarzyk i gdy stanęło się przodem do drzwi łazienki znów po prawej i lewej stronie były pomieszczenia. Po lewej była kuchnia, a po prawej salon. Mieszkanie było urządzone nawet nowocześnie, bo rodzice po wyprowadzce dzieci zrobili remont. Weszłam do kuchni i tam zastałam mamę, która właśnie wlewała wodę do czajnika.

-Ally, dziecko dawno Cię tu nie było. Opowiadaj co u ciebie, jak na uczelni, co u Setha ? - Ledwo co weszłam i  już zostałam zasypana pytaniami. Uśmiechnęłam się. Moja mama miała 50 lat i była emerytowanym nauczycielem języka angielskiego. Miała może 170 wzrostu, wyraziste rysy twarzy i czarne, również kręcone włosy sięgające do ramion. I co najważniejsze miała szare oczy. Ja niestety oczy odziedziczyłam po tacie.

- Spokojnie mamo. Weź oddech, bo się zapowietrzysz. Wyrzucasz pytania z siebie niczym ta maszyna do piłek tenisowych. Wiesz jak jest na studiach. Mam strasznie dużo nauki i jakoś nie mogę się zabrać za przeczytanie kodeksu cywilnego z karnym uwinęłam się szybko, ale jakoś do tego nie mogę się zmobilizować. Nie śpię po nocach, bo nasz kochany Seth uczy się na jakieś durne kolokwium i tylko cały czas łazi po domu. Wygląda jak zombie, nic nie je, chyba że batony i pije na zmianę colę i kawę. Martwię się o niego. Wiem, że medycyna to wymagający kierunek, ale bez przesady. Nie spał jakieś 3 albo 4 dni, przez co ja też nie bardzo się wysypiam. To skutkuje tym, że zasypiam na wykładach, tak jak dzisiaj u Browna. –opowiedziałam mamie. Zauważyłam, że na wzmiankę o Secie trochę się zamyśliła. Traktuje go jak swojego syna od zawsze. Gdy rodzice Setha rok temu zginęli w wypadku samochodowym poparła mnie kiedy powiedziałam, że zamieszka ze mną w mieszkaniu Michaela, który wyprowadził się do swojej narzeczonej Annie. Niedawno wzięli ślub. Teraz wokół rozsiewają przesłodzoną aurę cukierkowości od której aż skacze cholesterol i zbiera Ci się na wymioty. Ale wracając do Setha.  Sprzedaliśmy mieszkanie Państwa Lerman i za te pieniądze zrobiliśmy mały remont w naszym nowym domu. Wyrwałam się z zamyślenia i popatrzyłam na mamę, nadal była zamyślona jednak potem na jej twarzy pojawił się uśmiech i już wiedziałam, że coś wymyśliła. Spojrzała na mnie a w jej oczach widziałam determinację. Uśmiechnęłam się do niej.

- Co takiego wymyśliłaś Geniuszu ? – coś czułam, że to miało w sobie jakiś podstęp.

- Nie pozwolimy Sethowi zauczyć się na śmierć, jako lekarz sam powinien wiedzieć, że taki stan nie jest dla niego zdrowy. Ugotujemy mu jego ulubione danie, czyli zapiekankę makaronową. Ty karzesz mu wejść na górę gdy tylko po Ciebie przyjedzie. Razem zjemy coś pysznego i przynajmniej zobaczysz się z ojcem bo narzeka, że już dawno nie widział swojej córeczki. Powinien niedługo wrócić, bo pojechał do Petera pomóc mu pomalować pokój gościnny. – powiedziała. Jest prawdziwym aniołem. Od czasu śmierci rodziców Setha zastępuje mu matkę, nawet kazała mu tak na siebie mówić, ale on nie może się przełamać. A mój tata, cóż tu dużo mówić, jest po prostu super. Ma około 180 cm, ciemne włosy i piękne duże szmaragdowe oczy. Ma 51 lat i jest emerytowanym inżynierem. Wszyscy mówią mu Chris, bo jego imię jest za długie i zbyt poważne da niego.  

- Mamo jesteś genialna, tylko wiesz Seth dużo nie jadł, więc będziesz musiała zrobić taką – powiedziałam i rozłożyłam ręce na szerokość ramion. Mama zaśmiała się i zabrałyśmy się do roboty.

 

 

Po jakiejś półgodzinie było wszystko gotowe, rozłożyłam nam głębokie talerze i sztućce, a mama rozłożyła szklanki i na środku stołu postawiła duży dzbanek herbaty z cytryną. Mama sprawdzała właśnie jak tam zapiekanka, gdy zabrzęczał domofon. Kiwnęła w moją stronę głową, żebym otworzyła. Podniosłam słuchawkę do ucha i powiedziałam :

- Halo ?

- Policja otwierać ! – usłyszałam wesoły głos mojego taty. Uśmiechnęłam się pod nosem i nacisnęłam odpowiedni guzik. Podeszłam do drzwi i przekręciłam kluczyk. Z szafki obok dużej szafy na ubrania wyjęłam ulubione papcie taty i jakieś kapcie dla Setha . Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Wyszłam do przedpokoju i zobaczyłam, że ich kurtki i włosy są pokryte śniegiem.

- Rozbierajcie się szybko i myjcie ręce. Zjemy coś pysznego. – powiedziałam gdy tata chował swój płaszcz do szafy a Sethowi dawał wieszak na jego kurtkę. Seth wziął wieszak i zawiesił na nim kurtkę. Tata założył kapcie i od razu mnie przytulił. Stęskniłam się za nimi mimo, że mieszkamy w tym samym mieście odwiedzam ich bardzo rzadko, bo po prostu nie ma mam na to czasu. Tata poszedł już do łazienki a ja patrzyłam jak Seth wiesza kurtkę do szafy. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Położył mi swój podbródek na mojej głowie.

- Ally, jedźmy do domu, bo zaraz zasnę na stojąco. Już po kolokwium więc mogę się w końcu wyspać. – powiedział. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Były przekrwione , a jego twarz była strasznie blada. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział mi tym samym jednak był to trochę wymuszony uśmiech.

- Kolego a głodny to ty przypadkiem nie jesteś ? – zapytałam a on pokręcił głową i teraz uśmiechnął się szczerze.

- Jak mi się o tym nie przypominało to nawet tego nie czułem. – powiedział. Odsunęłam się od niego i pokazałam palcem na drzwi łazienki. Pokiwał porozumiewawczo głową i się tam skierował. Poszłam do kuchni i usiadłam naprzeciwko taty. Mama właśnie stawiała naczynie z zapiekanką makaronową na stole kiedy do kuchni wszedł Seth. Popatrzyła na niego i jej oczy się rozszerzyły.

- Matko Seth coś Ty ze sobą zrobił dziecko ? Wyglądasz fatalnie. – powiedziała. Seth uśmiechnął się i podszedł ją przytulić. 

- Panią też miło widzieć. Co tak świetnie pachnie ? – powiedział jak puszczał moją mamę z uścisku. Śmiesznie z nim wyglądała, ponieważ Seth był jakieś 20 cm od niej wyższy. Wyglądała przy nim jak krasnoludek.

- Zapiekanka makaronowa Twoje ulubione danie. A teraz siadaj, strasznie schudłeś od ostatniego razu. – powiedziała i zaczęła nakładać Sethowi dość sporawą porcję. Seth usiadł koło mnie i patrzył z błyskiem w oku na wielgachny kopiec dania na swoim talerzu. Jadł aż mu się uszy trzęsły. Mama nałożyła kolejno mi, tacie i sobie. Oczywiście mi też nałożyła  taką dużą porcję, że zjadłam połowę, co skwitowała niezadowolonym pomrukiem. Seth zjadł wszystko tak samo jak tata, więc przynajmniej z nich była zadowolona. Po skończonym posiłku powiedzieliśmy z Sethem, że pozmywamy. Rodzice natomiast poszli obejrzeć wiadomości. Mieliśmy wszystkie naczynia już prawie pomyte i wytarte został nam chyba tylko dzbanek po herbacie i szklanki, gdy zauważyłam, że Seth jest jakiś niemrawy.

- Co jest ? – zapytałam. Popatrzył na mnie i zobaczyłam u niego smutek w oczach.

- Dzisiaj mija rok od śmierci moich rodziców – powiedział. - No Allyson jesteś świetną przyjaciółką, powinni Ci dać medal ! – powiedziała moja podświadomość. Wywróciłam na nią oczami. Jak można nie pamiętać tak ważnej daty. I to jeszcze ja ! Wpadka na całej linii !  Seth jest jedynakiem, co za tym idzie był oczkiem w głowie rodziców. Oczywiście Państwo Lerman nie rozpieszczali go, ale pokazywali mu ich miłość do niego. Starali się spędzać ze sobą dużo czasu. Rodzice Setha byli doktorami, więc byli bardzo zabiegani. Ale praca nie była dla nich priorytetem. Seth wygląda dokładnie jak swój ojciec, no może jest bardziej umięśniony i troszkę wyższy od niego. Natomiast charakter Seth odziedziczył po mamie. Pani McKenzie była bardzo uczuciową kobietą, zawsze uśmiechniętą, radosną, zawsze można było na nią liczyć. Bardzo lubiłam tam przebywać. Miłość tej dwójki ludzi po prostu uderzała w twarz niczym dobry bokser. Pan Ben i Pani McKenzie byli szatynami. Jednak różnili się oczami. On miał oczy bardziej wpadające w zieleń a Ona miała je tak błękitne, że aż to niemożliwe. Z połączenia tych dwóch kolorów wyszedł piękny ciemny szmaragd. Seth z wyglądu był podobny do ojca. Jednak przenikliwość jego spojrzenia oraz łagodny wyraz twarzy przypominał mi jego mamę. Pani Lerman cieszyła się, że Seth ma we mnie wsparcie i zawsze może się trochę na nich pożalić. Seth nigdy nie powiedział na rodziców złego słowa, byli ze sobą bardzo szczerzy. Tworzyli idealną wręcz rodzinę. Wszystkie szklanki oraz dzbanek były już umyte gdy otrząsnęłam się z zamyślenia. Powkładałam wszystko do szafek i spojrzałam na Setha. Siedział przy stole i patrzył za okno z nieobecnym wyrazem na twarzy. Podeszłam do niego i przytuliłam go.

- Wiem jak bardzo Ci ich brakuje, uwierz mi sama za nimi bardzo tęsknie. Pamiętaj jednak, że nie chcieliby, żebyś się smucił. Jeśli chcesz, to możemy się już zebrać i pojechać na cmentarz. Kupimy znicz i chwilę tam posiedzimy. Pogadamy z nimi jak robiliśmy to przez kilka pierwszych miesięcy, po tym jak cudem wyciągnęłam Cię z tego zatęchłego wyrka. – powiedziałam i zaśmiałam się. Seth zawtórował mi. Nigdy nie chciałabym zobaczyć go znów w takim stanie jak tamten. Nigdy do tego nie dopuszczę.  

- A chce Ci się ze mną jechać ?  - zapytał i spojrzał na mnie. Bez wahania pokiwałam głową. – To co żegnamy się ? – potwierdziłam. Poszliśmy pożegnać się z rodzicami. Mama zmartwiła się, że tak wcześnie jedziemy, jednak jak powiedziałam jej gdzie to posmutniała. Oczywiście zostaliśmy zaproszeni na obiad w niedzielę jak co tydzień. Powiedziałam, że na pewno przyjdziemy. Ubraliśmy się i pojechaliśmy na cmentarz.

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ2

Allyson

Cmentarz niestety znajdował się za miastem, więc jakieś 45 minut zajął nam dojazd. Zatrzymaliśmy się na parkingu. Seth czekał przy aucie ja natomiast pobiegłam do sklepu po znicze. Wybrałam dwa takie duże w kształcie serca. Nie były jakieś cudowne, ale nie były też przeciętne. Takie w sam raz. Podeszłam do Setha i złapałam go za rękę. Odwrócił się i posłał mi piękny uśmiech. Choć nie obejmowały go jego oczy. Poszliśmy razem w dobrze nam znane miejsce. Marmurowy pomnik był wykonany bardzo prosto. Seth nie chciał żadnych udziwnień ani nic z tych rzeczy. Na środku był piękny srebrny krzyż a po jego dwóch stronach nazwisko i mała fotografia. Wyjęłam ze skrytki pod ławką zmiotkę i odgarnęłam śnieg, który już utworzył średnią warstwę. Postawiłam nad jednym i drugim nazwiskiem znicz oraz zapaliłam. Pomodliłam się i usiadłam koło Setha, trochę się w niego wtulając, bo było mi zimno. Patrzył się na pomnik z wielkim żalem. Po czym po prostu zaczął opowiadać co się u nas dzieje, jak się trzymamy, jak jest na studiach. Ja dodałam, że wygląda jak zombie i że nie daje mi sapać, bo chodzi po domu w tą i z powrotem zapalając światło na korytarzu, które razi mnie w oczy. Zaczęliśmy żartować, tak jak naprawdę by tu z nami byli i nic się nie zmieniło. Choć zmieniło się wszystko. Siedziałam tam na tej ławce i wpatrywałam się w uśmiechnięte fotografie. Zdałam sobie sprawę, że już nie usłyszę jak się śmiesznie kłócą, nie poczuje jak mnie przytulają. Nigdy już nie zobaczę złej Pani McKenzie, kiedy Seth nie chce iść do fryzjera. Życie jest bardzo przewrotne. Oni ratowali innych, ale nikt nie uratował ich. Wtedy zdałam sobie sprawę jak naprawdę musi cierpieć Seth. Już nie może zadzwonić do mamy i zapytać jak się czuję i co u niej, bo nigdy nie podniesie już słuchawki. Mimowolnie po moich policzkach spływały łzy. – Nie rozklejaj się tak, bo to się źle skończy. Masz być wsparciem – powiedziała moja podświadomość.  Wytarłam szybko łzy i usłyszałam jak Seth mówi :

- To my się będziemy już zbierać, niedługo też wpadniemy. Kocham Was i bardzo mi Was brakuje. Śpijcie dobrze. – wstał , pocałował swoje palce i przyłożył do marmurowej płyty. Zrobiłam to samo i poszliśmy do samochodu.

W domu byliśmy po jakiejś godzinie jazdy. Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę naszej klatki. Chodnik był już odśnieżony, co było niesamowitym zaskoczeniem. Niestety długo taki nie zostanie, bo zimna się uparła, że przyjdzie wcześniej, by zadowolić drogowców i matki chorych dzieci. Jakaż ona wspaniało myślna. Seth opowiadał mi jak zasnął na swoim wykładzie z anatomii u Pana Greena. Mówi, że jego ławka była tak obśliniona jakby zebrało się tam kilka bobasów. Na szczęście wykładowca nie skapnął się, że mu się przysnęło i chociaż tą godzinę odespał. Zaczęłam się śmiać z jego opowieści, bo jeszcze przy okazji w trakcie wykładu na podłogę z wielkim hukiem spad jego zeszyt. A nawet to go nie wybudziło. Pan Green też pozostał niewzruszony. Popatrzyłam na Setha i śmiałam się dalej mimo, że patrzył na mnie mrożącym krew w żyłach zabójczym spojrzeniem. Nic sobie z tego nie zrobiłam tylko zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi na klatkę schodową. Wdrapaliśmy się na 2 piętro jakimś cudem. Gdy stanęłam pod drzwiami zamurowało mnie. Na wycieraczce leżał piękny, duży bukiet czerwonych róż. Nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć w spokoju , bo za chwilę usłyszałam gwizd nad sobą. Oczywiście nie był to nikt inny jak tylko Seth. Zorientowałam się, że stoję przed drzwiami jak osłupiała i wgapiam się w kwiaty. Usłyszałam za sobą głos :

- Chyba ktoś tu ma cichego wielbiciela. – powiedział Seth specjalnie przeciągając ostatnią literkę. spojrzałam na niego z pożałowaniem. Był cały czerwony, bo próbuje powstrzymać śmiech. Wzięłam kwiatki z wycieraczki i otworzyłam drzwi. Klucze rzuciłam na małą komodę pod lustrem w korytarzu. Weszłam do kuchni i wyjęłam z szafli pod zlewam duży szklany, kwadratowy wazon. Postawiłam kwiaty na stole i wyszłam na korytarz. Seth minął się ze mną i wszedł do kuchni. Rozebrałam się i powiesiłam ubrania w szafie. Poszłam do pokoju i przebrałam się w dresy, ciepłe skarpety i moją ulubioną czarną bluzę. Weszłam do łazienki i związałam włosy w koka. Weszłam do kuchni i to co zobaczyłam przyprawiło mnie o niezłą dawkę adrenaliny. Mój najlepszy i kochany przyjaciel, wyczujcie sarkazm, siedział sobie przy stole i czytał bilecik z kwiatków. Normalnie zaraz ktoś straci życie. Nie żartuję. Odchrząknęłam znacząco na co Seth podskoczył na krześle i prawą rękę schował za plecami a lewą podrapał się po karki. Na buzię przywołał niewinny uśmieszek, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Co za łajza jedna. Podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę. Najpierw udawał, że nie wie o co mi chodzi. Przewróciłam oczami i poruszyłam palcami wystawionej ręki w moją stronę. Zrobił skruszoną minę i oddał mi bilecik. Usiadłam naprzeciwko niego i przeczytałam bilecik. Jak zobaczyłam jego treść myślałam, że spadnę z krzesła. Właściwie byłam tego bliska. Treść była taka :

Spotkajmy się  jutro o 20 pod twoim uniwersytetem. Będę czekał z niecierpliwością.

Xoxoxoxoxo

Moje oczy rozszerzyły się z niedowierzania. Seth oczywiście zaczął rechotać jak głupi. Popatrzyłam na niego morderczym spojrzeniem i od razu spoważniał. Poszedł zalać dwie herbaty, jedną postawił przy mnie a drugą wziął dla siebie. Nadal wpatrywałam się w karteczkę z rozdziawioną buzią i nie widziałam co mam zrobić.

- I co pójdziesz na to spotkanie ? – zapytał Seth. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że już się doprowadził do porządku i mówi poważnie. Wzruszyłam ramionami. Nie byłam przekonana co do tego spotkania. Miałam już na jutro plany dla nas. Na 13 zabukowałam nam bilety na Iron Man 3. Lubiliśmy filmy o super bohaterach. A poza tym chciałam też iść na zakupy z Sethem, bo musimy poszukać prezentów i  poszukać też czegoś dla siebie. Ale z drugiej strony włączyła się moja niezdrowa ciekawość i chęć rozwiązanie tej sprawy. – Ally ty jesteś dziwna i głupia, a jeśli ten ktoś okaże się jakimś seryjnym mordercą, albo kimś takim ? -  mówiła moja podświadomość. Nic jednak na mnie nie działało. Pójdę. – Ally wiesz jak chcesz mogę iść z Tobą. Nie wiesz kto wysłał ten bukiet, to mógł być każdy. A nie mogę pozwolić, żeby coś Ci się stało. – powiedział Seth i widziałam, że się martwi. Odkąd się przyjaźnimy zawsze się mną opiekował. Ale teraz jestem już dorosła.

- Seth umówmy się tak, jeśli coś się będzie działo to do Ciebie zadzwonię. Okej ? – powiedziałam i patrzyłam na niego czekając na potwierdzenie. Było widać, że walczy w sobie. Widziałam, że jest zdenerwowany. Wstał i nerwowo chodził w kółko.

- Ally Ty nie rozumiesz ? Ja nie mogę stracić też Ciebie… Bo … Bo nie będę miał wtedy już nic. Jesteś dla mnie teraz najważniejsza i nie wiem…. Nie wiem co bym zrobił, gdyby Tobie coś się stało. – powiedział a ja wstałam i po prostu go przytuliłam. Mocno mnie do siebie przyciągnął. Staliśmy tak kilka chwil, aż poczułam że się uspokoił. Odsunęłam się od niego i popatrzyłam prosto w oczy.

- Seth będzie dobrze, zobaczysz. Jeśli coś się będzie działo. Dam znać. Okej ? – kiwnął głową i uśmiechnął się. – Dobra chodźmy spać, bo jutro mamy ciężki dzień- powiedziałam. Wzięłam kwiaty i poszłam do swojego pokoju. Postawiłam je na biurku. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic przebrałam się w piżamę i wyszłam z łazienki. Poszłam zobaczyć czy Seth zamknął drzwi. Zobaczyłam, że pali się u niego światło. Zapukałam, ale nie dostałam odpowiedzi, więc weszłam. Zobaczyłam rozwalonego śpiącego Setha. Przykryłam go kołdrą, zgasiłam światło i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam czytać książkę i tak się wciągnęłam, ze jak spojrzałam na zegarek było już po 1. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam krzyk dobiegający z pokoju Setha. Wystraszona szybko tam pobiegłam. Zobaczyłam, że Seth przewala się z boku na bok i krzyczy coś w stylu „ Nie, nie zostawiajcie mnie ! ”. Podeszłam do łóżka, usiadłam na brzegu. Zaczęłam szturchać go w ramię, bardzo spokojnie, jednak nadal się przerzucał. Więc potrząsnęłam nim.

- Seth obudź się! – krzyknęłam. Nagle Seth otworzył oczy. Wiedziałam jak sobie radzić w tych sytuacjach, bo to nie pierwszy raz ma ten sam koszmar. Przez pierwsze dwa miesiące były co noc. Potem ustały i ten jest pierwszy po długiej przerwie. Jego oczy były zamglone i rozbiegane. Najważniejsze w takich chwilach to spokój. – Seth już wszystko w porządku. Jestem tu. – powiedziałam spokojnie i uśmiechnęłam się uspokajająco. Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przytuliłam go, a on po raz któryś opowiadał mi ten sam sen. Znam go już na pamięć.

- Ally ja nie mogłem ich uratować, po prostu nie mogłem. A oni mnie wołali. – powiedział Seth słabym, drżącym głosem.

- Tak, wiem. Już wszystko w porządku. Seth nie mogłeś ich uratować.  Nie było Cię tam wtedy. To nie twoja wina, że zginęli. Tylko tego pijanego kierowcy. – powiedziałam. Uspokoił się. Odsunęłam się od niego i spojrzałam. Nadal był trochę nieobecny, trochę zmieszany i rozdygotany. - Seth, popatrz na mnie – musiałam chwilę poczekać, aż odwróci głowę w moją stronę. – wiem, że za nim tęsknisz, ale pamiętaj oni nie chcieliby, żebyś się smucił. Chcieliby żebyś nadal żył swoim życiem i spełniał swoje marzenia. On tam z góry Cię pilnują i na pewno nie zostawią. Poza tym zawsze możesz liczyć na mnie i moją rodzinę. Zawsze będziemy przy Tobie jeśli będziesz tego potrzebował. Pomyśl o szczęśliwych chwilach. Nie o złych – mówiłam. Było mi smutno, że nie mogę mu pomóc tak jakbym chciała. Mnie też ich brakowało, ale trzeba się z tym pogodzić.

- To jest po prostu trudne.  -  powiedział, a ja kiwnęłam głową.  

- Wiem o tym. Ale jesteśmy w tym razem. Pomyśl o tych szczęśliwych chwilach, dziękuj Bogu za chwile które wam dał, a nie myśl o tych które zabrał. Ciesz się tymi dwudziestoma latami z nimi. Pomyśl o tym jacy szczęśliwi byli, kiedy dowiedzieli się, że dostałeś się  na medycynę, pomyśl o tym jak często się śmialiśmy, jak często sobie wszyscy dokuczaliśmy i byliśmy złośliwi a na koniec każdy się z tego śmiał. Pomyśl o tych wakacjach, które z nimi spędziłeś i czerp z nich jak najwięcej. A poza tym oni nigdy od Ciebie nie odejdą. Będę zawsze z Tobą w Twoim sercu. – powiedziałam i popatrzyłam na niego. Miał zmarszczone czoło i wiedziałam, że intensywnie myśli nad tym co mu powiedziałam. Po chwili podniósł głowę i widziałam zdeterminowany wyraz twarzy.

- Masz rację – powiedział – Powinienem dziękować Bogu za nich, za to co miałem i cały czas mieć te wspomnienia w głowie a nie odpychać je. Dziękuję Ally, wiedziałaś czego mi trzeba. – powiedział i na jego twarzy zagościł ten dobrze mi znany uśmiech.

- Oczywiście, że wiedziałam, a  ponieważ znam Cię tak dobrze chcę Ci powiedzieć, że zamówiłam nam na jutro bilety do kina .Kładźmy się lepiej spać, bo nie wstaniemy i nie będziemy mieli również czasu na zakupy. – powiedziałam triumfalnie się uśmiechając. Seth pokręcił głową z politowaniem.

- Wiesz o tym, że jesteś wspaniała ? – zapytał. A ja pokiwałam głową i szturchnęłam go w ramię.

- Oczywiście, że wiem wszyscy mi to mówią – powiedziałam i przytuliłam go. – A teraz powinnam Ci łeb ukręcić, bo mam jutro spotkanie z wielbicielem od kwiatków i będę miała przez Ciebie wory pod oczami – oznajmiłam i udawałam wielce obrażoną. Seth uśmiechnął się niewinnie.

- Nie martw się zadziała twój wrodzony urok płaza – powiedział. Otworzyłam usta ze zdziwienia. A ten już robił się czerwony na twarzy przez powstrzymywanie śmiechu.
- To ja mamę proszę, żeby zapiekankę makaronową zrobiła, martwię się, że jak zombie wyglądasz, na zakupy i do kina biorę, pocieszam, a Ty mnie od płazów wyzywasz. Zobaczymy, zobaczymy. – powiedziałam i pogroziłam mu palcem po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. – Dobra a teraz na serio spać, bo już jest po 1. Dobranoc grzybie – pożegnałam się z nim. Usłyszałam jeszcze śmiech, po czym zgasił światło. Ja weszłam do swojego pokoju i od razu wskoczyłam do łóżka i poszłam spać.











Hej misie ! Mam problem z komputerem i nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Wrzucam na razie trochę zmienione dwa rozdziały. Dajcie prosze komentarze 😘

sobota, 7 marca 2015


ROZDZIAŁ 13

Allyson

Wychodząc z Uniwerku rozejrzałam się tajniacko po okolicy, żeby sprawdzić czy gdzieś w pobliżu nie ma mojego ochroniarza. Wiem że minął miesiąc odkąd DOŚĆ SPEKTAKULARNIE zerwałam z Philem, jednak nie mogłam zbagatelizować tego, że chce się ze mną spotkać. Dlatego też zachowuję się jak ninja i próbuję nie spotkać Setha. Inaczej zachowałby się jak jaskiniowiec i zaciągnął siłą do samochodu bylebym tylko nie spotkała się z Philem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale zastanawiam się co chce mi powiedzieć. Zobaczę jak będzie się gęsto tłumaczył i potem zdecyduje czy jest to sensowne czy nie. Zresztą ma gadane w końcu chce zostać prawnikiem, więc pewnie ja zaniemówię on wykorzysta sytuację i będzie wylewał z siebie tyle słów ile się tylko da. Ciężki jest mój żywot niestety. Podeszłam pod drzewo, tak drzewo, i rozejrzała się za moim ex chłopakiem. Zobaczyłam że idzie w moją stronę i zebrałam w sobie wszystkie siły, żeby nie zacząć płakać. Mam być silna, nie przebaczę mu tak od razu. Mowy nie ma. Phil podszedł do mnie i już skubany chciał mnie pocałować, ale wystawiłam w jego stronę rękę.

- Kochaniutki, gdzie z tą paszczą. Nie jestem Rox. – powiedziałam i w duchu przybiłam ze sobą mentalną piątkę. Niech sobie nie myśli, że teraz nagle wpadnę w jego ramiona i zacznę  go przepraszać. Obojętność boli bardziej niż nienawiść.

- Słuchaj Al wiem, że zachowałem się jak dupek … - zaczął mówić a ja na jego słowa roześmiałam się bez krzty radości.

- Nie Słonko zachowałeś się jak totalnie pozbawiony manier i jakiegokolwiek wyczucia troglodyta. Ale skoro Twojej Rox odpowiada apodyktyczny, arogancki, egoistyczny dupek, to chętnie Cię jej odstąpiłam. – powiedziałam i zobaczyłam, że mocno uderzyłam w jego ego. Ups mam nadzieję tylko że nie popłacze się jak mała dziewczynka i nie pobiegnie do mamusi. Swoją drogą jeśli tak by się zachował muszę przygotować telefon. Taki filmik miałby miliony odsłon na Youtubach. Matko, ale jestem jędzą. Ugh, brzydzę się samą sobą. Aż ciarki po ciele mi przechodzą. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na niego. Zobaczyłam te oczy, które kiedyś wydawały się piękne. Teraz były to dla mnie oczy kłamcy i zdrajcy. Mimo, że nie byliśmy ze sobą długo coś zaczęłam do niego czuć. Nie była to raczej miłość, ale coś na pewno. Nigdy gdy mnie dotykał nie czułam tych elektryzujących iskier przechodzących przez ciało. Tak działo się tylko wtedy kiedy robił to Seth. To dość dziwne. Ale wróćmy do meritum. – Phil mów co masz mi powiedzieć, ja zaprzeczę i każde odejdzie w swoją stronę. – spojrzał na mnie zdziwiony.

- Ally naprawdę chce Cię przeprosić za wszystko. Bardzo żałuję, że tak się zachowałem. Bardzo Cię lubię a może nawet coś więcej do Ciebie czuję i nie chcę żeby zniszczyła to moja jedna wpadka. Kochanie proszę daj mi jeszcze jedną szansę. Tamten wieczór był jednym wielkim błędem. Upiłem się razem ze znajomymi i jakoś tak to wszystko wyszło. Błagam wybacz mi. Naprawdę mi na Tobie zależy. – mówił, a ja w głowie odtworzyłam ponownie pamiętny wieczór. Nie pamiętam, żeby czuć było od niego alkohol, dlatego to wytłumaczenie od razu uznałam za nieprawdę. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do niego.

- Wiesz co Phil, będziesz świetnym prawnikiem, bo jesteś doskonałym kłamcą. Nie jestem jednak pewna, czy któregoś dnia nie pozabijasz się w tej plątaninie kłamstw. Powiem tyle, nie zamierzam mieć z Tobą nic wspólnego. Zapomnij, że kiedykolwiek jeszcze do Ciebie wrócę. Nie ma takiej opcji. Po prostu zostaw mnie w spokoju. Dobrze Ci radzę. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Odeszłam może kilka kroków i poczułam, że ktoś zarzuca mi rękę na ramiona. Myślałam, że to Phil, bo nie rozumie do końca znaczenia słowa „nie”, ale zaraz potem poczułam ten przyjemny dreszcz i mocniej wtuliłam się w ciało swojego przyjaciela.

- Miałaś nie gadać z tym burakiem – powiedział swoim oburzonym tonem. Zaśmiałam się i oplotłam go ręką w pasie. Czemu zachowujemy się jak para a nie przyjaciele ? To było dziwne, ale z jednej strony tak naturalne, że wcale mi nie przeszkadzało. Jego obecność w moim życiu była tak naturalna jak oddychanie. Przy nim czułam, że to wszystko ma jakiś sens. I wiedziałam, że on nigdy mnie nie zawiedzie i będzie przy mnie nawet jeśli jestem złośliwą jędzą jak to mówi. Akceptujemy wszystkie swoje wady. A trzeba przyznać, że Seth ma ich sporo, co innego ja. Istny diament bez skazy. – Ally to nie jest śmieszne, jak tylko widzę twarz tego płaza to ręka sama mi się zwija w pięść. Straszny z niego dupek. – popatrzyłam na niego i zobaczyłam zaciśniętą szczękę. Ahh Ci faceci i ich hormony nigdy tego nie pojmę. Wolną rękę podniosłam do policzka Setha i złapałam w dwa palce.

- Ohh, a co to za naburmuszony bobasek ? No uśmiechnij się do ciotuni Ally. Bo nie dostaniesz deserku Seciku. Uśmiech proszę. Jesteś bardzo brzydki kiedy się nie uśmiechasz. – mówiłam głosem typowej ciotuni Carrie która zawsze gdy mnie widzi ściska mnie za policzki i czuje się jak 20-letni bobas z brudną pieluchą w spodniach. Cóż niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Seth w końcu nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Jemu ciotka Carrie też nie odpuszcza corocznych powitań w tym stylu. Dlatego zawsze gdy przyjeżdża uciekamy z Sethem na dwór pod pretekstem, że musimy się dotlenić, bo inaczej nie będziemy mogli prowadzić normalnej konwersacji. Zaczęłam śmiać się razem z nim. – Wiesz będzie trzeba chronić przed ciotunią Carrie nasz córkę chrzestną. Bo jeśli tak będzie robić to nasza malutka będzie miała takie wielkie policzki jak słoń Dumbo uszy. – powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Natomiast oczy Setha zrobiły się tak wielkie jak spodki.

- Ta wizja mnie przeraziła . Nie możemy do tego dopuścić Ally. A w ogóle to skąd wiesz, że to będzie dziewczynka ? Co zrobisz jak to będzie chłopiec ?  - zastanowiłam się chwilę nad tym. Doszliśmy do samochodu Seth otworzył mi drzwi i usiadłam na miejscu pasażera. Zapięłam pas i zobaczyłam, że Seth też już jest na miejscu. Odpalił samochód i ruszyliśmy do domu.        Ja z Mikiem na pewno nauczymy go grać w piłkę. Już sobie wyobrażam miniaturkę Mike’a  biegającą po boisku. – zaśmiał się a ja mu zawtórowałam. Wyobraziłam sobie jak Seth razem z Mike’iem uczą Juniora grać w piłkę. To jak Mike’owi iskrzą się oczy gdy patrzy na syna i dumę Setha ze swojego chrześniaka. Annie i ja podziwiały byśmy jak bardzo nasi panowie zaangażowali się w wychowanie małego smyka. Uśmiechałam się mimowolnie wyobrażając sobie jak Junior rzuca się w ramiona Setha a on udaje że upada i mocno go przytula. Moje serce na samo to wyobrażenie urosło. Jestem przekonana, że Seth byłby świetnym ojcem.

- Zachowujemy się jak to my byśmy mieli ostać rodzicami – powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Seth powtórzył mój gest

- W sumie byłaby to niezła karta przetargowa, mógłbym się zatrzymywać najbliżej sklepu tłumacząc, że jesteś w ciąży i nie możesz za dużo chodzić. Fajne to by było. A tak apropos zostajemy rodzicami, tylko nie naszego dziecka. – powiedział. Jakby na to nie patrzeć to prawda. Będziemy rodzicami zastępczymi.

- Wyobrażasz sobie, że kiedyś każde z nas będzie miało swoją rodzinę, ja będę matką na pełny etat z dziećmi a mój mąż będzie pracował. Ty będziesz lekarzem więc Twoja żona dopiero będzie miała przekichane. Będziemy może żyli w innych miastach. Będziemy widzieć się raz na rok. Na jakieś święta. W końcu od Ciebie odpocznę. To będzie cudowne. – powiedziałam, choć tak naprawdę perspektywa widzenia się z Sethem tyko raz w roku napełniała mnie wielkim smutkiem i bólem żołądka. Całe życie razem a potem tak nagle osobno. To było by bardzo trudne dla mnie.

- Hej, ja też w końcu bym odpoczął od Twojej jędzowatości. To by dopiero była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Ale cóż nie można się za bardzo rozmarzać, bo na razie spędzimy ze sobą jeszcze 4 lata. Wytrzymamy ? – zapytał się. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Akurat zatrzymaliśmy się przed naszym bokiem. Wysiadłam z auta w tym samym czasie co Seth. Poszliśmy w stronę klatki i wdrapaliśmy się jakimś cudem na 1 pierze piętro. Weszłam do domu rozebrałam się i poszłam do pokoju. Uświadomiłam sobie, że muszę powtórzyć lekcje. Seth natomiast miał wolne popołudnie szczęściarz jeden. Poszedł do kuchni i za chwilę usłyszałam :

- Chcesz coś do picia jędzo ? – przewróciłam oczami i pokręciłam głową. W duchu zastanawiałam się jakim cudem przyjaźnię się z tym dziwnym człowiekiem. Chwilę poszukałam odpowiedzi na to pytanie, jednak żadna sensowna nie nadeszła.

- Jeśli to nie problem to herbatę jeżynową. – powiedziałam. Seth odkrzyknął, że nie ma sprawy i wstawił wodę. Po chwili wparował do mojego pokoju i postawił na moim biurku mój ulubiony kubek  z tygryskiem z Kubusia Puchatka. Dostałam go od rodziców Setha po ich  podróży do Europy. Zwiedzali Francję. I tak przy okazji kupili mi kubek, ponieważ jako dziecko byłam wielkim fanem tego żółtego misia w czerwonej koszulce. Na te napływające do mojego mózgu wspomnienia uśmiechnęłam się. I pomyśleć, że niedługo miną dwa lata odkąd rodzice Setha zginęli. Czas jest tak krótki, tak nieuchwytny, że nawet nie można spostrzec jak szybko ucieka nam przez palce. Popatrzyłam na Setha, który rozwalony na moim łóżku wpatrywał się w przestrzeń. Dobrze pamiętam dzień wypadku jego rodziców. Siedzieliśmy wtedy w naszej ulubionej knajpie jak co piątek.  Nadal wspomnieniami byliśmy w dniu ślubu mojego brata. Ja byłam drużbą Annie, ponieważ zupełnie jak ja, w liceum z reguły zadawała się z chłopakami, co znaczyło, że raczej nie była lubiana wśród dziewczyn. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Seth zaś był drużbą mojego brata. Całą ceremonię gapiliśmy się na siebie i śmialiśmy. Nawet sama nie jestem pewna dlaczego. Wspominaliśmy właśnie, jak mój wujek Peter nie zauważył, że dzieciaki z rodziny Annie porozrzucały po swoim „terytorium” skórki od bananów. Peter ich nie zauważył i poślizgnął się co skończyło się na tym, że zjechał tyłkiem po schodach prosto w wózek z tortem, który dziwnym trafem jakoś to przetrzymał. I wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Wszystko działo się może przez kilka sekund. Z każdym kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez funkcjonariusza, oczy Setha zaczęły gasnąć, wolna ręka zaciskała się w pięść, jego szczęka była tak mocno zaciśnięta, że myślałam tylko o tym, że zaraz z jego buzi wylecą resztki zębów. Potrafił zmienić się w przeciągu 5 sekund. To był jeden z najgorszych dni w naszym życiu. Pojechaliśmy od razu na miejsce wypadku, zobaczyłam zgnieciony w harmonijkę samochód i dwa wielkie czarne worki. Seth stał i patrzył. Jego milczenie było straszne. Potem zaczął odgradzać się od całego świata, trudno nam było dotrzeć do niego. Jedyną osobą, którą do siebie dopuszczał byłam ja. Wchodziłam do jego ciemnego pokoju, w którym walały się ubrania, niedojedzone zielone różne dziwne cosie, które niegdyś były pysznymi daniami. A on zakopany, śmierdzący, brudny, nieogolony siedzi w łóżku. Nie robiłam nic, siadałam koło niego i jako jedyna nie wyciągałam z niego informacji, po prostu byłam. Czasami słuchałam jego płaczu, czasami czystego żalu do świata, jeszcze kiedy indziej darł się na mnie. A ja po prostu go przytulałam. Wytrzymałam taki jego stan dobre dwa tygodnie. Aż pewnego dnia wparowałam do pokoju, odsłoniłam zasłony, pozbierałam stare pudełka i inne różne ciekawości. Zabrałam brudne ubrania do prania a potem bez żadnych wyrzutów sumienia wylałam mu kubeł zimnej wody na głowę. Obruszył się strasznie, ale powiedziałam, że albo weźmie się w garść i zacznie żyć, albo już nigdy się do niego nie odezwę. Cóż podziałało i od tej pory jest jak jest. Siedzieliśmy oboje z Sethem patrząc w moją ścianę. Właściwie to wam powiem, że to całkiem ładna ściana. Popatrzyłam na niego i wiedziałam , że myślał dokładnie o tym samym dniu. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. Żadnej reakcji. Więc oparłam się o ścianę i położyłam głowę na jego ramieniu. On objął mnie mocno i przytulił. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas podziwiając moją piękną ścianę.

- Ej a Ty jędzo nie miałaś się uczyć ? – zapytał i od razu dostał kuksańca w bok. Zaczęliśmy się śmiać, bo tak z nami już jest. Panuje między nami milczenie, które jeszcze bardziej nas do siebie zbliża. Jest ono w jakimś stopniu magiczne, wystarczy tylko spojrzenie i od razu wiemy co drugie ma na myśli. Dość specyficzne, jednak bardzo dobrze sprawdzało się w szkole.

- Nie każdy jest takim szczęściarzem jak Ty. Za minutkę się za to wezmę, ale najpierw chwilkę się zdrzemnę. – powiedziałam i zamknęłam oczy. Za chwile jednak je otworzyłam bo mój kochany przyjaciel zaczął wkurzająco poruszać ramieniem. Wbiłam mu łokieć między żebra, ale nie zareagował.

- Już ja znam te Twoje krótkie drzemki. Przecież ty masz twardy sen jak skała, nic Cię nie obudzi. A potem będziesz narzekać, że musisz się uczyć tyle rzeczy naraz i nic nie będziesz pamiętać. Już ja to znam. Zabierz się lepiej za to. – popatrzyłam na Setha i niechętnie przyznałam mu rację.

- Okej, ale skoro masz wolne popołudnie to … - nie dał mi skończyć, bo wiedział co się szykuje. Zaczął kręcić głową i już wstawał kiedy złapałam go za rękę i pociągnęłam do pozycji siedzącej.

- Nawet nie myśl o tym, że będę się z Tobą uczył. Zapomnij ja dzisiaj odsypiam. – powiedział bardzo stanowczo. Jednak ja wykorzystałam swój chwyt, który zawsze na niego działa. – nawet nie próbuj robić słodkich, wielkich oczu kotka z Shreka, bo to na mnie nie podziała . – moje oczy robiły się coraz większe i wiedziałam, że niedługo pęknie. – Nienawidzę swojej słabości do Ciebie. No to od czego zaczynamy ? – wydusił z siebie a ja pisnęłam radośnie i zabraliśmy się do roboty.


Wiem, dawno mnie było. brak czasu, brak weny. smutne. ale teraz mam rekolekcje, więc nadrobię stracony czas. powoli malutkimi kroczkami zbliżamy się do końca.

poniedziałek, 5 stycznia 2015


ROZDZIAŁ 12

SETH

Odkąd Ally zerwała z Philem moje życie znów nabrało kolorów. W końcu moje szczęście i nieszczęście w jednym powróciło tam gdzie być powinno. Znów zaczęliśmy przebywać ze sobą i, o dziwo, Ally przestała być taką jędzą. Jednak nie tyko takie zmiany dostrzegłem. Często była też pogrążona w myślach oraz nieobecna. Odlatywała gdzieś daleko mając wtedy bardzo smutny wyraz twarzy. Oczywiście duma Stone nie pozwalała powiedzieć jej o co tak naprawdę chodzi. Często gdy pytałem o powód nagłej zmiany humoru lub jej częstą nieobecność mówiła, że martwi się kolokwium. Problem polega jednak na tym, że ja znam ją od dziecka i wiem kiedy kłamie. Uśmiecha się wtedy tylko jednym kącikiem ust. A dokładniej prawym. To była pierwsza rzecz w której mnie okłamała. Poczułem się strasznie stojąc po tej drugiej stronie, po stronie osoby oszukanej. Niestety jedną z bardzo niewielu wad tej Jędzy było to, że nie potrafiła wprost powiedzieć co tak naprawdę leży jej na wątrobie. Były może dwa tygodnie po spektakularnym znokautowaniu Parkera przez Stone, siedzieliśmy jak zawsze u mnie w pokoju oglądając Kapitana Amerykę. Nic nie wydawało się być dziwne, aż do pewnego momentu. Nadchodziła jedna ze śmieszniejszych scen, na której zawsze z Al śmialiśmy się do płaczu. Jednak, teraz wyglądało to inaczej. Leżała obok mnie i nawet nie zwróciła na tę scenę uwagi. Nie zawtórowała mi. Pierwszy raz podczas oglądania tego filmu a oglądaliśmy go chyba z milion razy. Najpierw pomyślałem, że śpi ,bo leżała bokiem do mnie, twierdząc, że tak ma lepszy widok na ekran komputera. Jednak kiedy się wychyliłem zobaczyłem, że rzęsy ma prawie połączone z brwiami. Jeśli mam być szczery to są najpiękniejsze i najdłuższe rzęsy jakie kiedykolwiek widziałem. Nie powiem, ale moja obsesja na jej punkcie staje się obsesyjna nawet jak dla mnie. Ruszyłem myszką na przycisk stop na ekranie komputera myśląc, że może to ją zaskoczy. Niestety nic się nie stało. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc postanowiłem ją trochę pomęczyć. Wziąłem poduszkę i bez zastanowienia zacząłem nią ją okładać. Na początku była zdezorientowana a potem sama wzięła swoją i zaczęliśmy walkę. Przypomniały mi się stare czasy. W dzieciństwie kiedy nie potrafiliśmy się dogadać to robiliśmy ogromną bitwę. Oczywiście kończyła się ona wielkim śmiechem i wszystko szło w niepamięć. Śmiała się i okładała mnie poduszką na oślep. Kolejny raz oślepiło mnie jej piękno. Ten głośny śmiech, włosy, które wydostały się już i tak z niesfornego koka i zamknięte oczy. Zapomniałem powiedzieć, że Ally zawsze przy poduszkowej wojnie wymięka pierwsza. Dlaczego ? To bardzo proste. Zamiast trzymać poduszkę w ręce w końcu ją puszcza. Nasza bitwa nie trwała długo. Puściła poduszkę ,ja swoją też i od razu powaliłem ją na plecy. Zaatakowałem jej brzuch i zacząłem ją łaskotać. Wiła się i próbowała mnie odepchnąć od siebie jednak ja jestem silniejszy od niej. Łaskotałem ją a ona coraz głośniej się śmiała. Alleluja Allyson Stone w końcu się zaśmiała.

- Sama wybrałaś tortury. Teraz musisz trochę odpokutować za swoje winy. – powiedziałem i łaskotałem ją dalej.

- Seth…… hahahaha. A co ja takiego zrobiłam ? – zapytała. Przestałem ją łaskotać, złapałem jej ręce i położyłem na jej brzuchu. Popatrzyłem na nią. Była cała czerwona na twarzy i uśmiechnięta. Co najważniejsze ten uśmiech objął jej oczy i byłem z tego cholernie dumny. Po raz pierwszy odkąd rozstała się z Philem jej oczy ponownie zaświeciły jak malutkie pochodnie. To dziwne uczucie patrzeć na nią i czuć stado rozwścieczonych motyli atakujących twój żołądek. A może to tylko grypa żołądkowa ? - Tak Seth na pewno i dopada Cię tylko i wyłącznie w obecności Ally. Och, masz poczucie humoru. – powiedziała moja podświadomość i kpiąco się uśmiechnęła. Spojrzałem na drugiego Setha i wystawiłem w jego stronę język. Uśmiechnął się pobłażliwie i zniknął. Poczułem, że Ally zaczyna się wiercić. Puściłem jej ręce i usiadłem po turecku.

- Odleciałaś ! Znowu. I to jeszcze na Kapitanie Ameryce.! Możesz w końcu powiedzieć o co chodzi ? – wylałem z siebie potok słów, które od dawna chodziły po mojej głowie. Rozumiem, że czasami jestem wkurzający i potrafię być wielkim wrzodem na tyłku, i vice versa oczywiście, ale przecież chyba zasługuję na szczerość. I to jeszcze od najlepszej przyjaciółki. Ally usiadła naprzeciwko mnie i uśmiechnęła się smutno.

- Chodzi o Phila – gdy tylko wymówiła imię tego Pożal się Boże gorszego gatunku faceta miałem ochotę wypuścić parę uszami i wszystkimi możliwymi otworami w ciele. Przecież to kretyn i pajac a ona ze swoją biedną duszyczką jeszcze się nim przejmuje?

- Ally to jest kretyn. Potraktował Cię tak podle, że gdybym mógł uciąłbym mu łeb tuż przy samej dupie a Ty jeszcze się nim przejmujesz i martwisz o niego. Cholera dziewczyno on zniknął na Bóg wie ile z Bóg wie kim zostawiając Cię z jakimiś snobami samą. To tylko marna imitacja mężczyzny. Wiesz nie to co ja. – powiedziałem i poruszyłem sugestywnie brwiami na znak, że to ja jestem prawdziwym facetem a nie ten gnojek. Alls zaśmiała się cicho i pokręciła głową z politowaniem. W jej oczach dostrzegłem iskierki szczęścia i wiedziałem, że te wszystkie obwodziki w jej głowie mają mnóstwo pracy. I jedyny wniosek jaki z mojego zachowania wysnuła to taki, że jestem skończonym kretynem. Ale dla niej mógłbym zrobić wszystko. Nie obchodzi mnie co myślą inni. Interesuje mnie tylko to, co myśli ta wspaniała, zrzędliwa jędza przede mną.

- Seth nawet za dobrze go nie znasz. Rozmawiałeś z nim raz. To naprawdę dobry chłopak. – mówiła coraz szybciej bardziej rozpływając się jaką to dobrą i nieskazitelną duszyczką jest nasz kochany Phil. Gotowało się we mnie. Czułem jak krew w moich żyłach stawała się coraz cieplejsza. – Jest sympatyczny, uroczy, cudowny, dobrze mnie rozumie. Może ja popełniłam błąd nie słuchając jego wyjaśnień. Może on naprawdę chciał wrócić jak najszybciej, ale ta zołza go zatrzymała… - nie mogłem tego słuchać. Usprawiedliwiała go, choć doskonale wiedziała, że Phil wtedy kiedy trzeba potrafi być bardzo asertywny. A widocznie wtedy nie chciał.

- Allyson, czy ty w ogóle słuchasz co do Ciebie mówię. On nie jest Ciebie wart, to wredna szowinistyczna świnia. – powiedziałem, zaciskając dłonie w pięści na kolanach. Ally musiała wyczuć, że już nie wytrzymuję.

- Seth on Ci nic nie zrobił więc.. – wiedziałem co chciała powiedzieć. Jednak wszystkie moje nerwy nagle straciły czucie. Przestałem myśleć racjonalnie i powiedziałem coś, czego sam bym się nie spodziewał.

- Wystarczy mi fakt, że kręcił się koło Ciebie, że już nie miałaś dla mnie czasu. Że tak cholernie tęskniłem. – Ally siedziała z rozdziawioną buzią patrząc na mnie. Gdy dotarło do mnie znaczenie słów które powiedziałem sam otworzyłem oczy ze zdziwienia. Ona nie może się dowiedzieć. Wiesz o tym Seth. Powtarzałem w myślach. Nie może dowiedzieć się, że się w niej zakochałeś. Wszystko zniszczysz, jeśli powiesz prawdę. Podrapałem się po karku. – Tęskniłem za moją najlepszą przyjaciółką. Zrozum od dziecka spędzamy ze sobą mnóstwo czasu razem. Bałem się, że jeśli znajdziesz sobie chłopaka stracimy kontakt, a tego bym nie przeżył. Jesteś jedyną bliską mi osobą, która została ze mną. Byłaś przy mnie kiedy byłem wrakiem człowieka i wyglądałem jak pół dupska zza krzaka. Pomogłaś mi przetrwać, kiedy ja nie byłem w stanie funkcjonować jak normalny człowiek. Zrozum. Strata Ciebie to utrata mnie samego. – powiedziałem. Musiałem jakoś z tego wybrnąć. W duchu modliłem się tylko o to, żeby połknęła haczyk. Zobaczyłem, że oczy lekko jej się zeszkliły. Uwaga Panie i Panowie, nasza rybcia połknęła przynętę. „Podskoczyła” do mnie i popatrzyła na mnie z połączeniem wszystkich uczuć jakie się w niej kotłowały. Złapała mnie za ręce i uśmiechnęła się tak jak tylko ona potrafi. Momentalnie ten uśmiech rozluźnił wszystkie moje mięśnie a cały niepokój wyparował. Stwierdzenie, że jest piękna jest banalne. Ona jest nieziemska. A ten uśmiech, który mi posłała był jak uśmiech samego anioła. Pewnie w tej chwili wyglądam jak jakiś zakochany kundel z wywieszonym jęzorem i oczami tak maślanymi, że w okolicy zabrakło w sklepach masła, bo całe było teraz w moich oczach. Dopiero po chwili skapnąłem się, że trzyma mnie za ręce. Miałem dziwne wrażenie, że jej dłonie idealnie pasują do moich. Po chwili splotłem jej palce z moimi. Popatrzyłem na nie i moje usta momentalnie wygięły się w lekkim uśmiechu. Kątem oka spojrzałem na nią. Zobaczyłem, że też się im przygląda. Uśmiechała się delikatnie i subtelnie.  W tej chwili przypomina mi samo uosobienie kobiecości. Podnosi oczy i patrzy prosto w moje.

- Seth…. Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Nic ani nikt tego nie zmieni. Nie musisz się tym martwić. Bez Ciebie nie byłabym tym kim jestem. A poza tym znasz mnie i moje tajemnice, dlatego mam tylko dwa wyjścia. Albo będę się z Tobą przyjaźnić do końca życia a nawet o śmierci jako dwie dusze, albo będę musiała Cię zabić. Pierwsza opcja podbija moje serce niezaprzeczalnie. Nie tylko dlatego, że jesteś bardzo ważny. Ale również dlatego, że bardzo trudno znaleźć dobrą pracę z wyrokiem. Wolę więc nie ryzykować pójścia do paki i spędzania tam reszty mojego życia. Byłeś, jesteś i będziesz moim najlepszym przyjacielem na całym bożym świecie. Rozumiemy się ? – zapytała a ja pokiwałem głową, choć nie do końca byłem zachwycony tym co powiedziała. Jednak zrobię wszystko byleby jej nie stracić. Bo tylko ona została mi na tym padole łez zwanym życiem. Uśmiechnęła się i wstała po czym wyciągnęła do mnie rękę. Podniosłem brwi w zapytaniu. Zaśmiała się po czym złapała mnie za rękę i mocno pociągnęła. Efekt był taki, że wylądowałem na plecach głową do niej. Nachyliła się i uśmiechnęła się do mnie. – Chodź leniu na spacer, będzie to zdrowsze niż siedzenie tutaj i obżeranie się tymi świństwami. Jako przyszły lekarz powinieneś to wiedzieć. – powiedziała, a ja na wzmiankę o przyszłym lekarzu wzniosłem oczy ku niebiosom, zastanawiając się czemu akurat mnie zesłano tą cudowną a zarazem strasznie upierdliwą istotę. Istotę bez której nie przeżyłbym śmierci rodziców, istotę która zna wszystkie moje słabości i całą przeszłość. Istotę która jest zawsze kiedy tego potrzebuję. I mimo, że potrafi być strasznie frustrująca, denerwująca, wkurzająca oraz strasznie pretensjonalna jest osobą, bez której nie potrafił bym żyć. Uśmiechnąłem się i wstałem. Alls oczywiście już się szykowała. Założyłem cieplejszy sweter i poszedłem włożyć zimową kurtkę, szalik oraz obowiązkowo włożyłem do kieszeni rękawiczki. Ally ubrała swoją zielono- brązową parkę ze skórzanymi rękawami, czarny szalik oraz czarną czapkę z pomponem przypominającym ogon królika. Wyszliśmy z domu i podążyliśmy w stronę parku. Wszystko było w białym puchu. Godzina była późna, więc latarnie rozświetlały drogę dając pomarańczową poświatę. Gdybym był dupą a nie facetem stwierdziłbym, że jest to wręcz magiczna atmosfera. Szliśmy w milczeniu, ponieważ milczenie zżywa nas bardziej niż milion głupich, nie zawsze oddających prawdę słów. Ally szła patrząc w rozgwieżdżone niebo, oczywiście a zostawałem z tyłu. Strasznie wolno chodzę. Nie lubię pośpiechu. W moim małym niczym orzeszek mózgu zaczął roić się iście cudowny plan. Wyjąłem rękawiczki z kieszeni i założyłem na dłonie. Następnie wziąłem w ręce garść śniegu i zacząłem lepić kulkę. Poczułem się jak myśliwy polujący na niczego nie świadomą ofiarę. Dziewczyna nie oglądała się za siebie. Chyba nawet zapomniała, że wyszła ze mną. Podziwiała gwiazdy i wielki księżyc w kształcie wyrobu piekarskiego. Zakradłem się trochę bliżej i rzuciłem śnieżką. Oczywiście wszystkim jest wiadome, że mam bardzo dobrego cela. Teraz na czapce Allyson widniał wielki guzik śniegu. Gdy dziewczyna tylko poczuła, że dostała raptownie się zatrzymała. Przybrałem wyraz niewiniątka i czekałem aż się odwróci. Po woli zaczęła się odwracać. Inne dziewczyny byłyby wściekłe , zaczęły by rzucać wszystkimi możliwymi wyzwiskami i na pewno dostałbym już z liścia. Jednak jak już wspominałem, moja przyjaciółka jest inna. Odwróciła się i popatrzyła na mnie z zadziornym wyrazem twarzy. Zdjęła czapkę i otrzepała ze śniegu, po czym znów założyła. Popatrzyła mi w oczy, spuściła je i pokręciła głową. Podszedłem trochę bliżej. już chciałem się wylewnie tłumaczyć na temat zaistniałej sytuacji kiedy usłyszałem :

- Och, a więc tak chcesz się bawić. Dobrze, a zatem wojna. – po tych słowach wystartowaliśmy jak z bloków startowych. Ona poszła na lewą stronę chodnika ja na prawą. Ukryliśmy się za drzewami i czekaliśmy, kto pierwszy zacznie. Wiedziałem, że duma Stone nigdy nie pozwoli na rozpoczęcie wojny. Moje natomiast, jak to mówi Jędza , Rozdęte Ego było tak duże, że to ja zacząłem. Najpierw była to normalna wojna na śnieżki każdy oddawał strzały, a potem chował się za drzewem. Taka bitwa mogła nie dojść do skutku. Zacząłem więc sabotaż. Zakradłem się na stronę wroga. Zauważyłem, że Ally wychyla się i sprawdza kiedy zaatakuje. Zaszedłem ją od tyłu i rękami pełnymi śniegu natarłem jej twarz. Wiedziałem, że zemsta Stone za ten występek będzie wielka, jednak gra była warta świeczki. Gdy tylko dziewczyna wytrzepała śnieg z szalika i pozbyła się go z twarzy zobaczyłem, że uśmiecha się szyderczo. Wiedziałem , że prawdziwa wojna zacznie się dopiero teraz. Ally „rzuciła” się na mnie i powaliła. Uklęknęła obok mnie i zaczęła dwoma rękami sypać śnieg na moją twarz. Zacząłem się głośno śmiać i nie robiłem z tego wielkiego halo. Złapałem jej dłonie i dopiero po chwili coś do mnie dotarło. W jedną rękę przełożyłem obie dłonie i starłem śnieg z twarzy. Usiadłem i popatrzyłem na czerwone ręce dziewczyny. No tak, że też nie pomyślałem o tym wcześniej. Ally nie miała rękawiczek. Czułem jak bardzo jej ręce są zimne. Mogło nawet dojść do odmrożenia 1 stopnia. Popatrzyłem na nią a potem na jej ręce. Na początku nie wiedziała o co mi chodzi. Powtórzyłem więc zabieg i wtedy zobaczyłem niewinny uśmiech Alls. Pokręciłem z politowaniem głową i zrobiłem budkę z moich dłoni nad rękami Ally i dmuchałem ciepłym powietrzem w otwór. Dopiero późnej zdałem sobie sprawę, że siedzimy na zimnym śniegu, ja w jeansach, a Ally w cienkich getrach. Wstałem i pociągnąłem Stone za sobą. Na jej dłonie założyłem swoje rękawiczki, a potem włożyłem jedną jej rękę do mojej kieszeni.

- Jak zwykle Ty lamo nie nosisz rękawiczek, a do tego poszłaś na spacer przy – 5 0 C tylko w getrach. Ach, co ja z Tobą mam ? – zapytałem retorycznie i spojrzałem na zadowoloną dziewczynę. Wiedziałem, że bardzo nie przejęła się moją naprawdę wygórowaną reprymendą, jednak czułem się za nią odpowiedzialny.

- Przyjaźń ze mną masz – powiedziała i uśmiechnęła się pokazując swoje białe, równiutkie zęby. Wzniosłem oczy do nieba.

- Okej, chodź marudo wracamy nie mam zamiaru mieć wyrzutów sumienia z powodu Twojego nierozsądku i braku odpowiedzialności. Jak tylko wrócimy przemoczone ubrania do prania, a Ty wkładasz jakieś ciepłe skarpety i  dwie pary dresów, a do tego ciepła herbata z cytryną. – powiedziałem i zaczęliśmy iść szybkim energicznym krokiem do domu. Ally zaśmiała się i popatrzyła w moją stronę.

- Tak jest Panie Kapitanie – mówiąc to zasalutowała mi i uśmiechnęła tym jednym z jej najpiękniejszych uśmiechów. Jak ja mam się na nią gniewać ? yc
Od dobrej godziny siedzimy już w domu po naszej śnieżnej eskapadzie. Ally w dwóch parach dresów jednej swojej drugiej mojej i owinięta kocem dalej nie może się rozgrzać. Mam ochotę powiedzieć, a nie mówiłem, jednak wiem, że to ją jeszcze bardziej zdenerwuje. Na szczęście ręce szybko jej się rozgrzały, więc przynajmniej to mi wyszło. Wypiła herbatę i powiedziała, że pójdzie się położyć. Pozmywałem kubki, wytarłem i wstawiłem do szafki. Zgasiłem światło i poszedłem do swojego pokoju. Już miałem się kłaść kiedy usłyszałem pukanie.
- Proszę – powiedziałem. Drzwi się otworzyły a ja zobaczyłem Ally. Moje dresy były na nią za duże i spadały jej z bioder. Na górze miała swoją bluzkę na długi rękaw i jedną z moich super ciepłych polarowych bluz. Oprócz tego miała zarzucony na ramiona koc. – Co jest eskimosie ? – rzuciłem ona zaśmiała się gorzko i podeszła do mojego łóżka, na którym usiadłam.
- Przyszłam się przytulić, bo jest mi zimno. – podszedłem do niej i usiadłem. Otworzyłem szeroko ramiona a ona wczołgała się na moje kolana i przytuliła do mnie. Zarzuciłem na nas kołdrę i tak siedzieliśmy przez jakiś czas. Nie rozmawialiśmy tylko siedzieliśmy. Po chwili natomiast usłyszałem chrapanie i uśmiechnąłem się do siebie. Odrzuciłem kołdrę na bok i zaniosłem naszą śpiącą królewnę do jej pokoju. Przykryłem ją kocem i jej kołdrą. Zgasiłem światło, zamknąłem cicho drzwi i sam poszedłem spać. Ach, ta dziewczyna mnie kiedyś wykończy nerwowo. Ale cóż kocham ją i nic tego nie zmieni.



no to mamy 12. nie wiem, czy wam się spodoba, bo ja jestem niezadowolona z tego rozdziału. do następnego i proszę zostawiajcie komentarze :*