ROZDZIAŁ 12
SETH
Odkąd Ally
zerwała z Philem moje życie znów nabrało kolorów. W końcu moje szczęście i
nieszczęście w jednym powróciło tam gdzie być powinno. Znów zaczęliśmy
przebywać ze sobą i, o dziwo, Ally przestała być taką jędzą. Jednak nie tyko
takie zmiany dostrzegłem. Często była też pogrążona w myślach oraz nieobecna.
Odlatywała gdzieś daleko mając wtedy bardzo smutny wyraz twarzy. Oczywiście
duma Stone nie pozwalała powiedzieć jej o co tak naprawdę chodzi. Często gdy
pytałem o powód nagłej zmiany humoru lub jej częstą nieobecność mówiła, że
martwi się kolokwium. Problem polega jednak na tym, że ja znam ją od dziecka i
wiem kiedy kłamie. Uśmiecha się wtedy tylko jednym kącikiem ust. A dokładniej
prawym. To była pierwsza rzecz w której mnie okłamała. Poczułem się strasznie
stojąc po tej drugiej stronie, po stronie osoby oszukanej. Niestety jedną z
bardzo niewielu wad tej Jędzy było to, że nie potrafiła wprost powiedzieć co
tak naprawdę leży jej na wątrobie. Były może dwa tygodnie po spektakularnym znokautowaniu
Parkera przez Stone, siedzieliśmy jak zawsze u mnie w pokoju oglądając Kapitana
Amerykę. Nic nie wydawało się być dziwne, aż do pewnego momentu. Nadchodziła
jedna ze śmieszniejszych scen, na której zawsze z Al śmialiśmy się do płaczu.
Jednak, teraz wyglądało to inaczej. Leżała obok mnie i nawet nie zwróciła na tę
scenę uwagi. Nie zawtórowała mi. Pierwszy raz podczas oglądania tego filmu a
oglądaliśmy go chyba z milion razy. Najpierw pomyślałem, że śpi ,bo leżała
bokiem do mnie, twierdząc, że tak ma lepszy widok na ekran komputera. Jednak
kiedy się wychyliłem zobaczyłem, że rzęsy ma prawie połączone z brwiami. Jeśli
mam być szczery to są najpiękniejsze i najdłuższe rzęsy jakie kiedykolwiek
widziałem. Nie powiem, ale moja obsesja na jej punkcie staje się obsesyjna
nawet jak dla mnie. Ruszyłem myszką na przycisk stop na ekranie komputera
myśląc, że może to ją zaskoczy. Niestety nic się nie stało. Nie wiedziałem co
mam zrobić, więc postanowiłem ją trochę pomęczyć. Wziąłem poduszkę i bez
zastanowienia zacząłem nią ją okładać. Na początku była zdezorientowana a potem
sama wzięła swoją i zaczęliśmy walkę. Przypomniały mi się stare czasy. W
dzieciństwie kiedy nie potrafiliśmy się dogadać to robiliśmy ogromną bitwę.
Oczywiście kończyła się ona wielkim śmiechem i wszystko szło w niepamięć.
Śmiała się i okładała mnie poduszką na oślep. Kolejny raz oślepiło mnie jej
piękno. Ten głośny śmiech, włosy, które wydostały się już i tak z niesfornego
koka i zamknięte oczy. Zapomniałem powiedzieć, że Ally zawsze przy poduszkowej
wojnie wymięka pierwsza. Dlaczego ? To bardzo proste. Zamiast trzymać poduszkę
w ręce w końcu ją puszcza. Nasza bitwa nie trwała długo. Puściła poduszkę ,ja
swoją też i od razu powaliłem ją na plecy. Zaatakowałem jej brzuch i zacząłem
ją łaskotać. Wiła się i próbowała mnie odepchnąć od siebie jednak ja jestem
silniejszy od niej. Łaskotałem ją a ona coraz głośniej się śmiała. Alleluja
Allyson Stone w końcu się zaśmiała.
- Sama
wybrałaś tortury. Teraz musisz trochę odpokutować za swoje winy. – powiedziałem
i łaskotałem ją dalej.
- Seth……
hahahaha. A co ja takiego zrobiłam ? – zapytała. Przestałem ją łaskotać,
złapałem jej ręce i położyłem na jej brzuchu. Popatrzyłem na nią. Była cała
czerwona na twarzy i uśmiechnięta. Co najważniejsze ten uśmiech objął jej oczy
i byłem z tego cholernie dumny. Po raz pierwszy odkąd rozstała się z Philem jej
oczy ponownie zaświeciły jak malutkie pochodnie. To dziwne uczucie patrzeć na
nią i czuć stado rozwścieczonych motyli atakujących twój żołądek. A może to
tylko grypa żołądkowa ? - Tak Seth na
pewno i dopada Cię tylko i wyłącznie w obecności Ally. Och, masz poczucie
humoru. – powiedziała moja podświadomość i kpiąco się uśmiechnęła.
Spojrzałem na drugiego Setha i wystawiłem w jego stronę język. Uśmiechnął się
pobłażliwie i zniknął. Poczułem, że Ally zaczyna się wiercić. Puściłem jej ręce
i usiadłem po turecku.
- Odleciałaś
! Znowu. I to jeszcze na Kapitanie Ameryce.! Możesz w końcu powiedzieć o co
chodzi ? – wylałem z siebie potok słów, które od dawna chodziły po mojej
głowie. Rozumiem, że czasami jestem wkurzający i potrafię być wielkim wrzodem
na tyłku, i vice versa oczywiście, ale przecież chyba zasługuję na szczerość. I
to jeszcze od najlepszej przyjaciółki. Ally usiadła naprzeciwko mnie i
uśmiechnęła się smutno.
- Chodzi o
Phila – gdy tylko wymówiła imię tego Pożal się Boże gorszego gatunku faceta
miałem ochotę wypuścić parę uszami i wszystkimi możliwymi otworami w ciele.
Przecież to kretyn i pajac a ona ze swoją biedną duszyczką jeszcze się nim
przejmuje?
- Ally to
jest kretyn. Potraktował Cię tak podle, że gdybym mógł uciąłbym mu łeb tuż przy
samej dupie a Ty jeszcze się nim przejmujesz i martwisz o niego. Cholera
dziewczyno on zniknął na Bóg wie ile z Bóg wie kim zostawiając Cię z jakimiś
snobami samą. To tylko marna imitacja mężczyzny. Wiesz nie to co ja. –
powiedziałem i poruszyłem sugestywnie brwiami na znak, że to ja jestem
prawdziwym facetem a nie ten gnojek. Alls zaśmiała się cicho i pokręciła głową
z politowaniem. W jej oczach dostrzegłem iskierki szczęścia i wiedziałem, że te
wszystkie obwodziki w jej głowie mają mnóstwo pracy. I jedyny wniosek jaki z
mojego zachowania wysnuła to taki, że jestem skończonym kretynem. Ale dla niej
mógłbym zrobić wszystko. Nie obchodzi mnie co myślą inni. Interesuje mnie tylko
to, co myśli ta wspaniała, zrzędliwa jędza przede mną.
- Seth nawet
za dobrze go nie znasz. Rozmawiałeś z nim raz. To naprawdę dobry chłopak. –
mówiła coraz szybciej bardziej rozpływając się jaką to dobrą i nieskazitelną
duszyczką jest nasz kochany Phil. Gotowało się we mnie. Czułem jak krew w moich
żyłach stawała się coraz cieplejsza. – Jest sympatyczny, uroczy, cudowny,
dobrze mnie rozumie. Może ja popełniłam błąd nie słuchając jego wyjaśnień. Może
on naprawdę chciał wrócić jak najszybciej, ale ta zołza go zatrzymała… - nie
mogłem tego słuchać. Usprawiedliwiała go, choć doskonale wiedziała, że Phil
wtedy kiedy trzeba potrafi być bardzo asertywny. A widocznie wtedy nie chciał.
- Allyson,
czy ty w ogóle słuchasz co do Ciebie mówię. On nie jest Ciebie wart, to wredna
szowinistyczna świnia. – powiedziałem, zaciskając dłonie w pięści na kolanach.
Ally musiała wyczuć, że już nie wytrzymuję.
- Seth on Ci
nic nie zrobił więc.. – wiedziałem co chciała powiedzieć. Jednak wszystkie moje
nerwy nagle straciły czucie. Przestałem myśleć racjonalnie i powiedziałem coś,
czego sam bym się nie spodziewał.
- Wystarczy
mi fakt, że kręcił się koło Ciebie, że już nie miałaś dla mnie czasu. Że tak
cholernie tęskniłem. – Ally siedziała z rozdziawioną buzią patrząc na mnie. Gdy
dotarło do mnie znaczenie słów które powiedziałem sam otworzyłem oczy ze
zdziwienia. Ona nie może się dowiedzieć. Wiesz o tym Seth. Powtarzałem w
myślach. Nie może dowiedzieć się, że się w niej zakochałeś. Wszystko
zniszczysz, jeśli powiesz prawdę. Podrapałem się po karku. – Tęskniłem za moją
najlepszą przyjaciółką. Zrozum od dziecka spędzamy ze sobą mnóstwo czasu razem.
Bałem się, że jeśli znajdziesz sobie chłopaka stracimy kontakt, a tego bym nie
przeżył. Jesteś jedyną bliską mi osobą, która została ze mną. Byłaś przy mnie
kiedy byłem wrakiem człowieka i wyglądałem jak pół dupska zza krzaka. Pomogłaś
mi przetrwać, kiedy ja nie byłem w stanie funkcjonować jak normalny człowiek.
Zrozum. Strata Ciebie to utrata mnie samego. – powiedziałem. Musiałem jakoś z
tego wybrnąć. W duchu modliłem się tylko o to, żeby połknęła haczyk. Zobaczyłem,
że oczy lekko jej się zeszkliły. Uwaga Panie i Panowie, nasza rybcia połknęła
przynętę. „Podskoczyła” do mnie i popatrzyła na mnie z połączeniem wszystkich
uczuć jakie się w niej kotłowały. Złapała mnie za ręce i uśmiechnęła się tak
jak tylko ona potrafi. Momentalnie ten uśmiech rozluźnił wszystkie moje mięśnie
a cały niepokój wyparował. Stwierdzenie, że jest piękna jest banalne. Ona jest
nieziemska. A ten uśmiech, który mi posłała był jak uśmiech samego anioła.
Pewnie w tej chwili wyglądam jak jakiś zakochany kundel z wywieszonym jęzorem i
oczami tak maślanymi, że w okolicy zabrakło w sklepach masła, bo całe było
teraz w moich oczach. Dopiero po chwili skapnąłem się, że trzyma mnie za ręce.
Miałem dziwne wrażenie, że jej dłonie idealnie pasują do moich. Po chwili
splotłem jej palce z moimi. Popatrzyłem na nie i moje usta momentalnie wygięły
się w lekkim uśmiechu. Kątem oka spojrzałem na nią. Zobaczyłem, że też się im
przygląda. Uśmiechała się delikatnie i subtelnie. W tej chwili przypomina mi samo uosobienie
kobiecości. Podnosi oczy i patrzy prosto w moje.
- Seth….
Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Nic ani nikt tego nie zmieni.
Nie musisz się tym martwić. Bez Ciebie nie byłabym tym kim jestem. A poza tym
znasz mnie i moje tajemnice, dlatego mam tylko dwa wyjścia. Albo będę się z
Tobą przyjaźnić do końca życia a nawet o śmierci jako dwie dusze, albo będę
musiała Cię zabić. Pierwsza opcja podbija moje serce niezaprzeczalnie. Nie
tylko dlatego, że jesteś bardzo ważny. Ale również dlatego, że bardzo trudno
znaleźć dobrą pracę z wyrokiem. Wolę więc nie ryzykować pójścia do paki i
spędzania tam reszty mojego życia. Byłeś, jesteś i będziesz moim najlepszym
przyjacielem na całym bożym świecie. Rozumiemy się ? – zapytała a ja pokiwałem
głową, choć nie do końca byłem zachwycony tym co powiedziała. Jednak zrobię
wszystko byleby jej nie stracić. Bo tylko ona została mi na tym padole łez
zwanym życiem. Uśmiechnęła się i wstała po czym wyciągnęła do mnie rękę.
Podniosłem brwi w zapytaniu. Zaśmiała się po czym złapała mnie za rękę i mocno
pociągnęła. Efekt był taki, że wylądowałem na plecach głową do niej. Nachyliła
się i uśmiechnęła się do mnie. – Chodź leniu na spacer, będzie to zdrowsze niż
siedzenie tutaj i obżeranie się tymi świństwami. Jako przyszły lekarz
powinieneś to wiedzieć. – powiedziała, a ja na wzmiankę o przyszłym lekarzu
wzniosłem oczy ku niebiosom, zastanawiając się czemu akurat mnie zesłano tą
cudowną a zarazem strasznie upierdliwą istotę. Istotę bez której nie przeżyłbym
śmierci rodziców, istotę która zna wszystkie moje słabości i całą przeszłość.
Istotę która jest zawsze kiedy tego potrzebuję. I mimo, że potrafi być
strasznie frustrująca, denerwująca, wkurzająca oraz strasznie pretensjonalna
jest osobą, bez której nie potrafił bym żyć. Uśmiechnąłem się i wstałem. Alls
oczywiście już się szykowała. Założyłem cieplejszy sweter i poszedłem włożyć
zimową kurtkę, szalik oraz obowiązkowo włożyłem do kieszeni rękawiczki. Ally
ubrała swoją zielono- brązową parkę ze skórzanymi rękawami, czarny szalik oraz
czarną czapkę z pomponem przypominającym ogon królika. Wyszliśmy z domu i
podążyliśmy w stronę parku. Wszystko było w białym puchu. Godzina była późna,
więc latarnie rozświetlały drogę dając pomarańczową poświatę. Gdybym był dupą a
nie facetem stwierdziłbym, że jest to wręcz magiczna atmosfera. Szliśmy w
milczeniu, ponieważ milczenie zżywa nas bardziej niż milion głupich, nie zawsze
oddających prawdę słów. Ally szła patrząc w rozgwieżdżone niebo, oczywiście a
zostawałem z tyłu. Strasznie wolno chodzę. Nie lubię pośpiechu. W moim małym
niczym orzeszek mózgu zaczął roić się iście cudowny plan. Wyjąłem rękawiczki z
kieszeni i założyłem na dłonie. Następnie wziąłem w ręce garść śniegu i
zacząłem lepić kulkę. Poczułem się jak myśliwy polujący na niczego nie świadomą
ofiarę. Dziewczyna nie oglądała się za siebie. Chyba nawet zapomniała, że
wyszła ze mną. Podziwiała gwiazdy i wielki księżyc w kształcie wyrobu
piekarskiego. Zakradłem się trochę bliżej i rzuciłem śnieżką. Oczywiście
wszystkim jest wiadome, że mam bardzo dobrego cela. Teraz na czapce Allyson
widniał wielki guzik śniegu. Gdy dziewczyna tylko poczuła, że dostała raptownie
się zatrzymała. Przybrałem wyraz niewiniątka i czekałem aż się odwróci. Po woli
zaczęła się odwracać. Inne dziewczyny byłyby wściekłe , zaczęły by rzucać
wszystkimi możliwymi wyzwiskami i na pewno dostałbym już z liścia. Jednak jak
już wspominałem, moja przyjaciółka jest inna. Odwróciła się i popatrzyła na
mnie z zadziornym wyrazem twarzy. Zdjęła czapkę i otrzepała ze śniegu, po czym
znów założyła. Popatrzyła mi w oczy, spuściła je i pokręciła głową. Podszedłem
trochę bliżej. już chciałem się wylewnie tłumaczyć na temat zaistniałej
sytuacji kiedy usłyszałem :
- Och, a
więc tak chcesz się bawić. Dobrze, a zatem wojna. – po tych słowach
wystartowaliśmy jak z bloków startowych. Ona poszła na lewą stronę chodnika ja
na prawą. Ukryliśmy się za drzewami i czekaliśmy, kto pierwszy zacznie.
Wiedziałem, że duma Stone nigdy nie pozwoli na rozpoczęcie wojny. Moje
natomiast, jak to mówi Jędza , Rozdęte Ego było tak duże, że to ja zacząłem.
Najpierw była to normalna wojna na śnieżki każdy oddawał strzały, a potem
chował się za drzewem. Taka bitwa mogła nie dojść do skutku. Zacząłem więc
sabotaż. Zakradłem się na stronę wroga. Zauważyłem, że Ally wychyla się i
sprawdza kiedy zaatakuje. Zaszedłem ją od tyłu i rękami pełnymi śniegu natarłem
jej twarz. Wiedziałem, że zemsta Stone za ten występek będzie wielka, jednak
gra była warta świeczki. Gdy tylko dziewczyna wytrzepała śnieg z szalika i
pozbyła się go z twarzy zobaczyłem, że uśmiecha się szyderczo. Wiedziałem , że
prawdziwa wojna zacznie się dopiero teraz. Ally „rzuciła” się na mnie i
powaliła. Uklęknęła obok mnie i zaczęła dwoma rękami sypać śnieg na moją twarz.
Zacząłem się głośno śmiać i nie robiłem z tego wielkiego halo. Złapałem jej
dłonie i dopiero po chwili coś do mnie dotarło. W jedną rękę przełożyłem obie
dłonie i starłem śnieg z twarzy. Usiadłem i popatrzyłem na czerwone ręce
dziewczyny. No tak, że też nie pomyślałem o tym wcześniej. Ally nie miała
rękawiczek. Czułem jak bardzo jej ręce są zimne. Mogło nawet dojść do
odmrożenia 1 stopnia. Popatrzyłem na nią a potem na jej ręce. Na początku nie
wiedziała o co mi chodzi. Powtórzyłem więc zabieg i wtedy zobaczyłem niewinny
uśmiech Alls. Pokręciłem z politowaniem głową i zrobiłem budkę z moich dłoni
nad rękami Ally i dmuchałem ciepłym powietrzem w otwór. Dopiero późnej zdałem
sobie sprawę, że siedzimy na zimnym śniegu, ja w jeansach, a Ally w cienkich
getrach. Wstałem i pociągnąłem Stone za sobą. Na jej dłonie założyłem swoje
rękawiczki, a potem włożyłem jedną jej rękę do mojej kieszeni.
- Jak zwykle
Ty lamo nie nosisz rękawiczek, a do tego poszłaś na spacer przy – 5 0 C
tylko w getrach. Ach, co ja z Tobą mam ? – zapytałem retorycznie i spojrzałem
na zadowoloną dziewczynę. Wiedziałem, że bardzo nie przejęła się moją naprawdę
wygórowaną reprymendą, jednak czułem się za nią odpowiedzialny.
- Przyjaźń
ze mną masz – powiedziała i uśmiechnęła się pokazując swoje białe, równiutkie
zęby. Wzniosłem oczy do nieba.
- Okej,
chodź marudo wracamy nie mam zamiaru mieć wyrzutów sumienia z powodu Twojego
nierozsądku i braku odpowiedzialności. Jak tylko wrócimy przemoczone ubrania do
prania, a Ty wkładasz jakieś ciepłe skarpety i
dwie pary dresów, a do tego ciepła herbata z cytryną. – powiedziałem i
zaczęliśmy iść szybkim energicznym krokiem do domu. Ally zaśmiała się i
popatrzyła w moją stronę.
- Tak jest
Panie Kapitanie – mówiąc to zasalutowała mi i uśmiechnęła tym jednym z jej
najpiękniejszych uśmiechów. Jak ja mam się na nią gniewać ? yc
Od dobrej
godziny siedzimy już w domu po naszej śnieżnej eskapadzie. Ally w dwóch parach
dresów jednej swojej drugiej mojej i owinięta kocem dalej nie może się
rozgrzać. Mam ochotę powiedzieć, a nie mówiłem, jednak wiem, że to ją jeszcze
bardziej zdenerwuje. Na szczęście ręce szybko jej się rozgrzały, więc
przynajmniej to mi wyszło. Wypiła herbatę i powiedziała, że pójdzie się
położyć. Pozmywałem kubki, wytarłem i wstawiłem do szafki. Zgasiłem światło i
poszedłem do swojego pokoju. Już miałem się kłaść kiedy usłyszałem pukanie.
- Proszę –
powiedziałem. Drzwi się otworzyły a ja zobaczyłem Ally. Moje dresy były na nią
za duże i spadały jej z bioder. Na górze miała swoją bluzkę na długi rękaw i
jedną z moich super ciepłych polarowych bluz. Oprócz tego miała zarzucony na
ramiona koc. – Co jest eskimosie ? – rzuciłem ona zaśmiała się gorzko i
podeszła do mojego łóżka, na którym usiadłam.
- Przyszłam
się przytulić, bo jest mi zimno. – podszedłem do niej i usiadłem. Otworzyłem
szeroko ramiona a ona wczołgała się na moje kolana i przytuliła do mnie.
Zarzuciłem na nas kołdrę i tak siedzieliśmy przez jakiś czas. Nie rozmawialiśmy
tylko siedzieliśmy. Po chwili natomiast usłyszałem chrapanie i uśmiechnąłem się
do siebie. Odrzuciłem kołdrę na bok i zaniosłem naszą śpiącą królewnę do jej
pokoju. Przykryłem ją kocem i jej kołdrą. Zgasiłem światło, zamknąłem cicho
drzwi i sam poszedłem spać. Ach, ta dziewczyna mnie kiedyś wykończy nerwowo.
Ale cóż kocham ją i nic tego nie zmieni. no to mamy 12. nie wiem, czy wam się spodoba, bo ja jestem niezadowolona z tego rozdziału. do następnego i proszę zostawiajcie komentarze :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz