sobota, 7 marca 2015


ROZDZIAŁ 13

Allyson

Wychodząc z Uniwerku rozejrzałam się tajniacko po okolicy, żeby sprawdzić czy gdzieś w pobliżu nie ma mojego ochroniarza. Wiem że minął miesiąc odkąd DOŚĆ SPEKTAKULARNIE zerwałam z Philem, jednak nie mogłam zbagatelizować tego, że chce się ze mną spotkać. Dlatego też zachowuję się jak ninja i próbuję nie spotkać Setha. Inaczej zachowałby się jak jaskiniowiec i zaciągnął siłą do samochodu bylebym tylko nie spotkała się z Philem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale zastanawiam się co chce mi powiedzieć. Zobaczę jak będzie się gęsto tłumaczył i potem zdecyduje czy jest to sensowne czy nie. Zresztą ma gadane w końcu chce zostać prawnikiem, więc pewnie ja zaniemówię on wykorzysta sytuację i będzie wylewał z siebie tyle słów ile się tylko da. Ciężki jest mój żywot niestety. Podeszłam pod drzewo, tak drzewo, i rozejrzała się za moim ex chłopakiem. Zobaczyłam że idzie w moją stronę i zebrałam w sobie wszystkie siły, żeby nie zacząć płakać. Mam być silna, nie przebaczę mu tak od razu. Mowy nie ma. Phil podszedł do mnie i już skubany chciał mnie pocałować, ale wystawiłam w jego stronę rękę.

- Kochaniutki, gdzie z tą paszczą. Nie jestem Rox. – powiedziałam i w duchu przybiłam ze sobą mentalną piątkę. Niech sobie nie myśli, że teraz nagle wpadnę w jego ramiona i zacznę  go przepraszać. Obojętność boli bardziej niż nienawiść.

- Słuchaj Al wiem, że zachowałem się jak dupek … - zaczął mówić a ja na jego słowa roześmiałam się bez krzty radości.

- Nie Słonko zachowałeś się jak totalnie pozbawiony manier i jakiegokolwiek wyczucia troglodyta. Ale skoro Twojej Rox odpowiada apodyktyczny, arogancki, egoistyczny dupek, to chętnie Cię jej odstąpiłam. – powiedziałam i zobaczyłam, że mocno uderzyłam w jego ego. Ups mam nadzieję tylko że nie popłacze się jak mała dziewczynka i nie pobiegnie do mamusi. Swoją drogą jeśli tak by się zachował muszę przygotować telefon. Taki filmik miałby miliony odsłon na Youtubach. Matko, ale jestem jędzą. Ugh, brzydzę się samą sobą. Aż ciarki po ciele mi przechodzą. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na niego. Zobaczyłam te oczy, które kiedyś wydawały się piękne. Teraz były to dla mnie oczy kłamcy i zdrajcy. Mimo, że nie byliśmy ze sobą długo coś zaczęłam do niego czuć. Nie była to raczej miłość, ale coś na pewno. Nigdy gdy mnie dotykał nie czułam tych elektryzujących iskier przechodzących przez ciało. Tak działo się tylko wtedy kiedy robił to Seth. To dość dziwne. Ale wróćmy do meritum. – Phil mów co masz mi powiedzieć, ja zaprzeczę i każde odejdzie w swoją stronę. – spojrzał na mnie zdziwiony.

- Ally naprawdę chce Cię przeprosić za wszystko. Bardzo żałuję, że tak się zachowałem. Bardzo Cię lubię a może nawet coś więcej do Ciebie czuję i nie chcę żeby zniszczyła to moja jedna wpadka. Kochanie proszę daj mi jeszcze jedną szansę. Tamten wieczór był jednym wielkim błędem. Upiłem się razem ze znajomymi i jakoś tak to wszystko wyszło. Błagam wybacz mi. Naprawdę mi na Tobie zależy. – mówił, a ja w głowie odtworzyłam ponownie pamiętny wieczór. Nie pamiętam, żeby czuć było od niego alkohol, dlatego to wytłumaczenie od razu uznałam za nieprawdę. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do niego.

- Wiesz co Phil, będziesz świetnym prawnikiem, bo jesteś doskonałym kłamcą. Nie jestem jednak pewna, czy któregoś dnia nie pozabijasz się w tej plątaninie kłamstw. Powiem tyle, nie zamierzam mieć z Tobą nic wspólnego. Zapomnij, że kiedykolwiek jeszcze do Ciebie wrócę. Nie ma takiej opcji. Po prostu zostaw mnie w spokoju. Dobrze Ci radzę. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Odeszłam może kilka kroków i poczułam, że ktoś zarzuca mi rękę na ramiona. Myślałam, że to Phil, bo nie rozumie do końca znaczenia słowa „nie”, ale zaraz potem poczułam ten przyjemny dreszcz i mocniej wtuliłam się w ciało swojego przyjaciela.

- Miałaś nie gadać z tym burakiem – powiedział swoim oburzonym tonem. Zaśmiałam się i oplotłam go ręką w pasie. Czemu zachowujemy się jak para a nie przyjaciele ? To było dziwne, ale z jednej strony tak naturalne, że wcale mi nie przeszkadzało. Jego obecność w moim życiu była tak naturalna jak oddychanie. Przy nim czułam, że to wszystko ma jakiś sens. I wiedziałam, że on nigdy mnie nie zawiedzie i będzie przy mnie nawet jeśli jestem złośliwą jędzą jak to mówi. Akceptujemy wszystkie swoje wady. A trzeba przyznać, że Seth ma ich sporo, co innego ja. Istny diament bez skazy. – Ally to nie jest śmieszne, jak tylko widzę twarz tego płaza to ręka sama mi się zwija w pięść. Straszny z niego dupek. – popatrzyłam na niego i zobaczyłam zaciśniętą szczękę. Ahh Ci faceci i ich hormony nigdy tego nie pojmę. Wolną rękę podniosłam do policzka Setha i złapałam w dwa palce.

- Ohh, a co to za naburmuszony bobasek ? No uśmiechnij się do ciotuni Ally. Bo nie dostaniesz deserku Seciku. Uśmiech proszę. Jesteś bardzo brzydki kiedy się nie uśmiechasz. – mówiłam głosem typowej ciotuni Carrie która zawsze gdy mnie widzi ściska mnie za policzki i czuje się jak 20-letni bobas z brudną pieluchą w spodniach. Cóż niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Seth w końcu nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Jemu ciotka Carrie też nie odpuszcza corocznych powitań w tym stylu. Dlatego zawsze gdy przyjeżdża uciekamy z Sethem na dwór pod pretekstem, że musimy się dotlenić, bo inaczej nie będziemy mogli prowadzić normalnej konwersacji. Zaczęłam śmiać się razem z nim. – Wiesz będzie trzeba chronić przed ciotunią Carrie nasz córkę chrzestną. Bo jeśli tak będzie robić to nasza malutka będzie miała takie wielkie policzki jak słoń Dumbo uszy. – powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Natomiast oczy Setha zrobiły się tak wielkie jak spodki.

- Ta wizja mnie przeraziła . Nie możemy do tego dopuścić Ally. A w ogóle to skąd wiesz, że to będzie dziewczynka ? Co zrobisz jak to będzie chłopiec ?  - zastanowiłam się chwilę nad tym. Doszliśmy do samochodu Seth otworzył mi drzwi i usiadłam na miejscu pasażera. Zapięłam pas i zobaczyłam, że Seth też już jest na miejscu. Odpalił samochód i ruszyliśmy do domu.        Ja z Mikiem na pewno nauczymy go grać w piłkę. Już sobie wyobrażam miniaturkę Mike’a  biegającą po boisku. – zaśmiał się a ja mu zawtórowałam. Wyobraziłam sobie jak Seth razem z Mike’iem uczą Juniora grać w piłkę. To jak Mike’owi iskrzą się oczy gdy patrzy na syna i dumę Setha ze swojego chrześniaka. Annie i ja podziwiały byśmy jak bardzo nasi panowie zaangażowali się w wychowanie małego smyka. Uśmiechałam się mimowolnie wyobrażając sobie jak Junior rzuca się w ramiona Setha a on udaje że upada i mocno go przytula. Moje serce na samo to wyobrażenie urosło. Jestem przekonana, że Seth byłby świetnym ojcem.

- Zachowujemy się jak to my byśmy mieli ostać rodzicami – powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Seth powtórzył mój gest

- W sumie byłaby to niezła karta przetargowa, mógłbym się zatrzymywać najbliżej sklepu tłumacząc, że jesteś w ciąży i nie możesz za dużo chodzić. Fajne to by było. A tak apropos zostajemy rodzicami, tylko nie naszego dziecka. – powiedział. Jakby na to nie patrzeć to prawda. Będziemy rodzicami zastępczymi.

- Wyobrażasz sobie, że kiedyś każde z nas będzie miało swoją rodzinę, ja będę matką na pełny etat z dziećmi a mój mąż będzie pracował. Ty będziesz lekarzem więc Twoja żona dopiero będzie miała przekichane. Będziemy może żyli w innych miastach. Będziemy widzieć się raz na rok. Na jakieś święta. W końcu od Ciebie odpocznę. To będzie cudowne. – powiedziałam, choć tak naprawdę perspektywa widzenia się z Sethem tyko raz w roku napełniała mnie wielkim smutkiem i bólem żołądka. Całe życie razem a potem tak nagle osobno. To było by bardzo trudne dla mnie.

- Hej, ja też w końcu bym odpoczął od Twojej jędzowatości. To by dopiero była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Ale cóż nie można się za bardzo rozmarzać, bo na razie spędzimy ze sobą jeszcze 4 lata. Wytrzymamy ? – zapytał się. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Akurat zatrzymaliśmy się przed naszym bokiem. Wysiadłam z auta w tym samym czasie co Seth. Poszliśmy w stronę klatki i wdrapaliśmy się jakimś cudem na 1 pierze piętro. Weszłam do domu rozebrałam się i poszłam do pokoju. Uświadomiłam sobie, że muszę powtórzyć lekcje. Seth natomiast miał wolne popołudnie szczęściarz jeden. Poszedł do kuchni i za chwilę usłyszałam :

- Chcesz coś do picia jędzo ? – przewróciłam oczami i pokręciłam głową. W duchu zastanawiałam się jakim cudem przyjaźnię się z tym dziwnym człowiekiem. Chwilę poszukałam odpowiedzi na to pytanie, jednak żadna sensowna nie nadeszła.

- Jeśli to nie problem to herbatę jeżynową. – powiedziałam. Seth odkrzyknął, że nie ma sprawy i wstawił wodę. Po chwili wparował do mojego pokoju i postawił na moim biurku mój ulubiony kubek  z tygryskiem z Kubusia Puchatka. Dostałam go od rodziców Setha po ich  podróży do Europy. Zwiedzali Francję. I tak przy okazji kupili mi kubek, ponieważ jako dziecko byłam wielkim fanem tego żółtego misia w czerwonej koszulce. Na te napływające do mojego mózgu wspomnienia uśmiechnęłam się. I pomyśleć, że niedługo miną dwa lata odkąd rodzice Setha zginęli. Czas jest tak krótki, tak nieuchwytny, że nawet nie można spostrzec jak szybko ucieka nam przez palce. Popatrzyłam na Setha, który rozwalony na moim łóżku wpatrywał się w przestrzeń. Dobrze pamiętam dzień wypadku jego rodziców. Siedzieliśmy wtedy w naszej ulubionej knajpie jak co piątek.  Nadal wspomnieniami byliśmy w dniu ślubu mojego brata. Ja byłam drużbą Annie, ponieważ zupełnie jak ja, w liceum z reguły zadawała się z chłopakami, co znaczyło, że raczej nie była lubiana wśród dziewczyn. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Seth zaś był drużbą mojego brata. Całą ceremonię gapiliśmy się na siebie i śmialiśmy. Nawet sama nie jestem pewna dlaczego. Wspominaliśmy właśnie, jak mój wujek Peter nie zauważył, że dzieciaki z rodziny Annie porozrzucały po swoim „terytorium” skórki od bananów. Peter ich nie zauważył i poślizgnął się co skończyło się na tym, że zjechał tyłkiem po schodach prosto w wózek z tortem, który dziwnym trafem jakoś to przetrzymał. I wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Wszystko działo się może przez kilka sekund. Z każdym kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez funkcjonariusza, oczy Setha zaczęły gasnąć, wolna ręka zaciskała się w pięść, jego szczęka była tak mocno zaciśnięta, że myślałam tylko o tym, że zaraz z jego buzi wylecą resztki zębów. Potrafił zmienić się w przeciągu 5 sekund. To był jeden z najgorszych dni w naszym życiu. Pojechaliśmy od razu na miejsce wypadku, zobaczyłam zgnieciony w harmonijkę samochód i dwa wielkie czarne worki. Seth stał i patrzył. Jego milczenie było straszne. Potem zaczął odgradzać się od całego świata, trudno nam było dotrzeć do niego. Jedyną osobą, którą do siebie dopuszczał byłam ja. Wchodziłam do jego ciemnego pokoju, w którym walały się ubrania, niedojedzone zielone różne dziwne cosie, które niegdyś były pysznymi daniami. A on zakopany, śmierdzący, brudny, nieogolony siedzi w łóżku. Nie robiłam nic, siadałam koło niego i jako jedyna nie wyciągałam z niego informacji, po prostu byłam. Czasami słuchałam jego płaczu, czasami czystego żalu do świata, jeszcze kiedy indziej darł się na mnie. A ja po prostu go przytulałam. Wytrzymałam taki jego stan dobre dwa tygodnie. Aż pewnego dnia wparowałam do pokoju, odsłoniłam zasłony, pozbierałam stare pudełka i inne różne ciekawości. Zabrałam brudne ubrania do prania a potem bez żadnych wyrzutów sumienia wylałam mu kubeł zimnej wody na głowę. Obruszył się strasznie, ale powiedziałam, że albo weźmie się w garść i zacznie żyć, albo już nigdy się do niego nie odezwę. Cóż podziałało i od tej pory jest jak jest. Siedzieliśmy oboje z Sethem patrząc w moją ścianę. Właściwie to wam powiem, że to całkiem ładna ściana. Popatrzyłam na niego i wiedziałam , że myślał dokładnie o tym samym dniu. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. Żadnej reakcji. Więc oparłam się o ścianę i położyłam głowę na jego ramieniu. On objął mnie mocno i przytulił. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas podziwiając moją piękną ścianę.

- Ej a Ty jędzo nie miałaś się uczyć ? – zapytał i od razu dostał kuksańca w bok. Zaczęliśmy się śmiać, bo tak z nami już jest. Panuje między nami milczenie, które jeszcze bardziej nas do siebie zbliża. Jest ono w jakimś stopniu magiczne, wystarczy tylko spojrzenie i od razu wiemy co drugie ma na myśli. Dość specyficzne, jednak bardzo dobrze sprawdzało się w szkole.

- Nie każdy jest takim szczęściarzem jak Ty. Za minutkę się za to wezmę, ale najpierw chwilkę się zdrzemnę. – powiedziałam i zamknęłam oczy. Za chwile jednak je otworzyłam bo mój kochany przyjaciel zaczął wkurzająco poruszać ramieniem. Wbiłam mu łokieć między żebra, ale nie zareagował.

- Już ja znam te Twoje krótkie drzemki. Przecież ty masz twardy sen jak skała, nic Cię nie obudzi. A potem będziesz narzekać, że musisz się uczyć tyle rzeczy naraz i nic nie będziesz pamiętać. Już ja to znam. Zabierz się lepiej za to. – popatrzyłam na Setha i niechętnie przyznałam mu rację.

- Okej, ale skoro masz wolne popołudnie to … - nie dał mi skończyć, bo wiedział co się szykuje. Zaczął kręcić głową i już wstawał kiedy złapałam go za rękę i pociągnęłam do pozycji siedzącej.

- Nawet nie myśl o tym, że będę się z Tobą uczył. Zapomnij ja dzisiaj odsypiam. – powiedział bardzo stanowczo. Jednak ja wykorzystałam swój chwyt, który zawsze na niego działa. – nawet nie próbuj robić słodkich, wielkich oczu kotka z Shreka, bo to na mnie nie podziała . – moje oczy robiły się coraz większe i wiedziałam, że niedługo pęknie. – Nienawidzę swojej słabości do Ciebie. No to od czego zaczynamy ? – wydusił z siebie a ja pisnęłam radośnie i zabraliśmy się do roboty.


Wiem, dawno mnie było. brak czasu, brak weny. smutne. ale teraz mam rekolekcje, więc nadrobię stracony czas. powoli malutkimi kroczkami zbliżamy się do końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz