ROZDZIAŁ 13
Allyson
Wychodząc z
Uniwerku rozejrzałam się tajniacko po okolicy, żeby sprawdzić czy gdzieś w pobliżu
nie ma mojego ochroniarza. Wiem że minął miesiąc odkąd DOŚĆ SPEKTAKULARNIE
zerwałam z Philem, jednak nie mogłam zbagatelizować tego, że chce się ze mną
spotkać. Dlatego też zachowuję się jak ninja i próbuję nie spotkać Setha. Inaczej
zachowałby się jak jaskiniowiec i zaciągnął siłą do samochodu bylebym tylko nie
spotkała się z Philem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale
zastanawiam się co chce mi powiedzieć. Zobaczę jak będzie się gęsto tłumaczył i
potem zdecyduje czy jest to sensowne czy nie. Zresztą ma gadane w końcu chce
zostać prawnikiem, więc pewnie ja zaniemówię on wykorzysta sytuację i będzie
wylewał z siebie tyle słów ile się tylko da. Ciężki jest mój żywot niestety.
Podeszłam pod drzewo, tak drzewo, i rozejrzała się za moim ex chłopakiem.
Zobaczyłam że idzie w moją stronę i zebrałam w sobie wszystkie siły, żeby nie
zacząć płakać. Mam być silna, nie przebaczę mu tak od razu. Mowy nie ma. Phil
podszedł do mnie i już skubany chciał mnie pocałować, ale wystawiłam w jego
stronę rękę.
-
Kochaniutki, gdzie z tą paszczą. Nie jestem Rox. – powiedziałam i w duchu
przybiłam ze sobą mentalną piątkę. Niech sobie nie myśli, że teraz nagle wpadnę
w jego ramiona i zacznę go przepraszać. Obojętność
boli bardziej niż nienawiść.
- Słuchaj Al
wiem, że zachowałem się jak dupek … - zaczął mówić a ja na jego słowa
roześmiałam się bez krzty radości.
- Nie Słonko
zachowałeś się jak totalnie pozbawiony manier i jakiegokolwiek wyczucia
troglodyta. Ale skoro Twojej Rox odpowiada apodyktyczny, arogancki, egoistyczny
dupek, to chętnie Cię jej odstąpiłam. – powiedziałam i zobaczyłam, że mocno
uderzyłam w jego ego. Ups mam nadzieję tylko że nie popłacze się jak mała
dziewczynka i nie pobiegnie do mamusi. Swoją drogą jeśli tak by się zachował
muszę przygotować telefon. Taki filmik miałby miliony odsłon na Youtubach.
Matko, ale jestem jędzą. Ugh, brzydzę się samą sobą. Aż ciarki po ciele mi
przechodzą. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na niego. Zobaczyłam te oczy,
które kiedyś wydawały się piękne. Teraz były to dla mnie oczy kłamcy i zdrajcy.
Mimo, że nie byliśmy ze sobą długo coś zaczęłam do niego czuć. Nie była to
raczej miłość, ale coś na pewno. Nigdy gdy mnie dotykał nie czułam tych
elektryzujących iskier przechodzących przez ciało. Tak działo się tylko wtedy
kiedy robił to Seth. To dość dziwne. Ale wróćmy do meritum. – Phil mów co masz
mi powiedzieć, ja zaprzeczę i każde odejdzie w swoją stronę. – spojrzał na mnie
zdziwiony.
- Ally
naprawdę chce Cię przeprosić za wszystko. Bardzo żałuję, że tak się zachowałem.
Bardzo Cię lubię a może nawet coś więcej do Ciebie czuję i nie chcę żeby
zniszczyła to moja jedna wpadka. Kochanie proszę daj mi jeszcze jedną szansę.
Tamten wieczór był jednym wielkim błędem. Upiłem się razem ze znajomymi i jakoś
tak to wszystko wyszło. Błagam wybacz mi. Naprawdę mi na Tobie zależy. – mówił,
a ja w głowie odtworzyłam ponownie pamiętny wieczór. Nie pamiętam, żeby czuć
było od niego alkohol, dlatego to wytłumaczenie od razu uznałam za nieprawdę.
Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do niego.
- Wiesz co
Phil, będziesz świetnym prawnikiem, bo jesteś doskonałym kłamcą. Nie jestem
jednak pewna, czy któregoś dnia nie pozabijasz się w tej plątaninie kłamstw.
Powiem tyle, nie zamierzam mieć z Tobą nic wspólnego. Zapomnij, że kiedykolwiek
jeszcze do Ciebie wrócę. Nie ma takiej opcji. Po prostu zostaw mnie w spokoju.
Dobrze Ci radzę. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Odeszłam może kilka
kroków i poczułam, że ktoś zarzuca mi rękę na ramiona. Myślałam, że to Phil, bo
nie rozumie do końca znaczenia słowa „nie”, ale zaraz potem poczułam ten
przyjemny dreszcz i mocniej wtuliłam się w ciało swojego przyjaciela.
- Miałaś nie
gadać z tym burakiem – powiedział swoim oburzonym tonem. Zaśmiałam się i
oplotłam go ręką w pasie. Czemu zachowujemy się jak para a nie przyjaciele ? To
było dziwne, ale z jednej strony tak naturalne, że wcale mi nie przeszkadzało. Jego
obecność w moim życiu była tak naturalna jak oddychanie. Przy nim czułam, że to
wszystko ma jakiś sens. I wiedziałam, że on nigdy mnie nie zawiedzie i będzie
przy mnie nawet jeśli jestem złośliwą jędzą jak to mówi. Akceptujemy wszystkie
swoje wady. A trzeba przyznać, że Seth ma ich sporo, co innego ja. Istny
diament bez skazy. – Ally to nie jest śmieszne, jak tylko widzę twarz tego
płaza to ręka sama mi się zwija w pięść. Straszny z niego dupek. – popatrzyłam
na niego i zobaczyłam zaciśniętą szczękę. Ahh Ci faceci i ich hormony nigdy
tego nie pojmę. Wolną rękę podniosłam do policzka Setha i złapałam w dwa palce.
- Ohh, a co
to za naburmuszony bobasek ? No uśmiechnij się do ciotuni Ally. Bo nie
dostaniesz deserku Seciku. Uśmiech proszę. Jesteś bardzo brzydki kiedy się nie
uśmiechasz. – mówiłam głosem typowej ciotuni Carrie która zawsze gdy mnie widzi
ściska mnie za policzki i czuje się jak 20-letni bobas z brudną pieluchą w
spodniach. Cóż niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Seth w końcu nie
wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Jemu ciotka Carrie też nie odpuszcza corocznych
powitań w tym stylu. Dlatego zawsze gdy przyjeżdża uciekamy z Sethem na dwór
pod pretekstem, że musimy się dotlenić, bo inaczej nie będziemy mogli prowadzić
normalnej konwersacji. Zaczęłam śmiać się razem z nim. – Wiesz będzie trzeba
chronić przed ciotunią Carrie nasz córkę chrzestną. Bo jeśli tak będzie robić to
nasza malutka będzie miała takie wielkie policzki jak słoń Dumbo uszy. –
powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Natomiast oczy Setha zrobiły się tak wielkie
jak spodki.
- Ta wizja
mnie przeraziła . Nie możemy do tego dopuścić Ally. A w ogóle to skąd wiesz, że
to będzie dziewczynka ? Co zrobisz jak to będzie chłopiec ? - zastanowiłam się chwilę nad tym. Doszliśmy
do samochodu Seth otworzył mi drzwi i usiadłam na miejscu pasażera. Zapięłam
pas i zobaczyłam, że Seth też już jest na miejscu. Odpalił samochód i
ruszyliśmy do domu. – Ja
z Mikiem na pewno nauczymy go grać w piłkę. Już sobie wyobrażam miniaturkę Mike’a
biegającą po boisku. – zaśmiał się a ja
mu zawtórowałam. Wyobraziłam sobie jak Seth razem z Mike’iem uczą Juniora grać
w piłkę. To jak Mike’owi iskrzą się oczy gdy patrzy na syna i dumę Setha ze
swojego chrześniaka. Annie i ja podziwiały byśmy jak bardzo nasi panowie zaangażowali
się w wychowanie małego smyka. Uśmiechałam się mimowolnie wyobrażając sobie jak
Junior rzuca się w ramiona Setha a on udaje że upada i mocno go przytula. Moje
serce na samo to wyobrażenie urosło. Jestem przekonana, że Seth byłby świetnym
ojcem.
-
Zachowujemy się jak to my byśmy mieli ostać rodzicami – powiedziałam i zaczęłam
się śmiać. Seth powtórzył mój gest
- W sumie
byłaby to niezła karta przetargowa, mógłbym się zatrzymywać najbliżej sklepu
tłumacząc, że jesteś w ciąży i nie możesz za dużo chodzić. Fajne to by było. A
tak apropos zostajemy rodzicami, tylko nie naszego dziecka. – powiedział. Jakby
na to nie patrzeć to prawda. Będziemy rodzicami zastępczymi.
- Wyobrażasz
sobie, że kiedyś każde z nas będzie miało swoją rodzinę, ja będę matką na pełny
etat z dziećmi a mój mąż będzie pracował. Ty będziesz lekarzem więc Twoja żona
dopiero będzie miała przekichane. Będziemy może żyli w innych miastach. Będziemy
widzieć się raz na rok. Na jakieś święta. W końcu od Ciebie odpocznę. To będzie
cudowne. – powiedziałam, choć tak naprawdę perspektywa widzenia się z Sethem
tyko raz w roku napełniała mnie wielkim smutkiem i bólem żołądka. Całe życie
razem a potem tak nagle osobno. To było by bardzo trudne dla mnie.
- Hej, ja
też w końcu bym odpoczął od Twojej jędzowatości. To by dopiero była
najpiękniejsza chwila w moim życiu. Ale cóż nie można się za bardzo rozmarzać,
bo na razie spędzimy ze sobą jeszcze 4 lata. Wytrzymamy ? – zapytał się. Uśmiechnęłam
się i pokiwałam głową. Akurat zatrzymaliśmy się przed naszym bokiem. Wysiadłam z
auta w tym samym czasie co Seth. Poszliśmy w stronę klatki i wdrapaliśmy się
jakimś cudem na 1 pierze piętro. Weszłam do domu rozebrałam się i poszłam do
pokoju. Uświadomiłam sobie, że muszę powtórzyć lekcje. Seth natomiast miał
wolne popołudnie szczęściarz jeden. Poszedł do kuchni i za chwilę usłyszałam :
- Chcesz coś
do picia jędzo ? – przewróciłam oczami i pokręciłam głową. W duchu
zastanawiałam się jakim cudem przyjaźnię się z tym dziwnym człowiekiem. Chwilę poszukałam
odpowiedzi na to pytanie, jednak żadna sensowna nie nadeszła.
- Jeśli to
nie problem to herbatę jeżynową. – powiedziałam. Seth odkrzyknął, że nie ma
sprawy i wstawił wodę. Po chwili wparował do mojego pokoju i postawił na moim
biurku mój ulubiony kubek z tygryskiem z
Kubusia Puchatka. Dostałam go od rodziców Setha po ich podróży do Europy. Zwiedzali Francję. I tak
przy okazji kupili mi kubek, ponieważ jako dziecko byłam wielkim fanem tego
żółtego misia w czerwonej koszulce. Na te napływające do mojego mózgu
wspomnienia uśmiechnęłam się. I pomyśleć, że niedługo miną dwa lata odkąd
rodzice Setha zginęli. Czas jest tak krótki, tak nieuchwytny, że nawet nie
można spostrzec jak szybko ucieka nam przez palce. Popatrzyłam na Setha, który rozwalony
na moim łóżku wpatrywał się w przestrzeń. Dobrze pamiętam dzień wypadku jego
rodziców. Siedzieliśmy wtedy w naszej ulubionej knajpie jak co piątek. Nadal wspomnieniami byliśmy w dniu ślubu
mojego brata. Ja byłam drużbą Annie, ponieważ zupełnie jak ja, w liceum z
reguły zadawała się z chłopakami, co znaczyło, że raczej nie była lubiana wśród
dziewczyn. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Seth zaś był drużbą mojego brata. Całą
ceremonię gapiliśmy się na siebie i śmialiśmy. Nawet sama nie jestem pewna
dlaczego. Wspominaliśmy właśnie, jak mój wujek Peter nie zauważył, że dzieciaki
z rodziny Annie porozrzucały po swoim „terytorium” skórki od bananów. Peter ich
nie zauważył i poślizgnął się co skończyło się na tym, że zjechał tyłkiem po
schodach prosto w wózek z tortem, który dziwnym trafem jakoś to przetrzymał. I wtedy
rozległ się dźwięk telefonu. Wszystko działo się może przez kilka sekund. Z każdym
kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez funkcjonariusza, oczy Setha zaczęły
gasnąć, wolna ręka zaciskała się w pięść, jego szczęka była tak mocno
zaciśnięta, że myślałam tylko o tym, że zaraz z jego buzi wylecą resztki zębów.
Potrafił zmienić się w przeciągu 5 sekund. To był jeden z najgorszych dni w
naszym życiu. Pojechaliśmy od razu na miejsce wypadku, zobaczyłam zgnieciony w harmonijkę
samochód i dwa wielkie czarne worki. Seth stał i patrzył. Jego milczenie było
straszne. Potem zaczął odgradzać się od całego świata, trudno nam było dotrzeć do
niego. Jedyną osobą, którą do siebie dopuszczał byłam ja. Wchodziłam do jego
ciemnego pokoju, w którym walały się ubrania, niedojedzone zielone różne dziwne
cosie, które niegdyś były pysznymi daniami. A on zakopany, śmierdzący, brudny,
nieogolony siedzi w łóżku. Nie robiłam nic, siadałam koło niego i jako jedyna
nie wyciągałam z niego informacji, po prostu byłam. Czasami słuchałam jego
płaczu, czasami czystego żalu do świata, jeszcze kiedy indziej darł się na
mnie. A ja po prostu go przytulałam. Wytrzymałam taki jego stan dobre dwa
tygodnie. Aż pewnego dnia wparowałam do pokoju, odsłoniłam zasłony, pozbierałam
stare pudełka i inne różne ciekawości. Zabrałam brudne ubrania do prania a
potem bez żadnych wyrzutów sumienia wylałam mu kubeł zimnej wody na głowę. Obruszył
się strasznie, ale powiedziałam, że albo weźmie się w garść i zacznie żyć, albo
już nigdy się do niego nie odezwę. Cóż podziałało i od tej pory jest jak jest. Siedzieliśmy
oboje z Sethem patrząc w moją ścianę. Właściwie to wam powiem, że to całkiem
ładna ściana. Popatrzyłam na niego i wiedziałam , że myślał dokładnie o tym
samym dniu. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. Żadnej reakcji. Więc oparłam
się o ścianę i położyłam głowę na jego ramieniu. On objął mnie mocno i
przytulił. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas podziwiając moją piękną ścianę.
- Ej a Ty
jędzo nie miałaś się uczyć ? – zapytał i od razu dostał kuksańca w bok. Zaczęliśmy
się śmiać, bo tak z nami już jest. Panuje między nami milczenie, które jeszcze
bardziej nas do siebie zbliża. Jest ono w jakimś stopniu magiczne, wystarczy
tylko spojrzenie i od razu wiemy co drugie ma na myśli. Dość specyficzne,
jednak bardzo dobrze sprawdzało się w szkole.
- Nie każdy
jest takim szczęściarzem jak Ty. Za minutkę się za to wezmę, ale najpierw
chwilkę się zdrzemnę. – powiedziałam i zamknęłam oczy. Za chwile jednak je
otworzyłam bo mój kochany przyjaciel zaczął wkurzająco poruszać ramieniem. Wbiłam
mu łokieć między żebra, ale nie zareagował.
- Już ja
znam te Twoje krótkie drzemki. Przecież ty masz twardy sen jak skała, nic Cię
nie obudzi. A potem będziesz narzekać, że musisz się uczyć tyle rzeczy naraz i
nic nie będziesz pamiętać. Już ja to znam. Zabierz się lepiej za to. –
popatrzyłam na Setha i niechętnie przyznałam mu rację.
- Okej, ale
skoro masz wolne popołudnie to … - nie dał mi skończyć, bo wiedział co się
szykuje. Zaczął kręcić głową i już wstawał kiedy złapałam go za rękę i pociągnęłam
do pozycji siedzącej.
- Nawet nie
myśl o tym, że będę się z Tobą uczył. Zapomnij ja dzisiaj odsypiam. –
powiedział bardzo stanowczo. Jednak ja wykorzystałam swój chwyt, który zawsze
na niego działa. – nawet nie próbuj robić słodkich, wielkich oczu kotka z
Shreka, bo to na mnie nie podziała . – moje oczy robiły się coraz większe i
wiedziałam, że niedługo pęknie. – Nienawidzę swojej słabości do Ciebie. No to
od czego zaczynamy ? – wydusił z siebie a ja pisnęłam radośnie i zabraliśmy się
do roboty.
Wiem, dawno mnie było. brak czasu, brak weny. smutne. ale teraz mam rekolekcje, więc nadrobię stracony czas. powoli malutkimi kroczkami zbliżamy się do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz