czwartek, 27 listopada 2014

ROZDZIAŁ 11
Dni mijały nieubłaganie szybko a ja nie miałam czasu powiedzieć Seth’owi o zmianie moich planów na Sylwestra. A może po prostu się bałam jego reakcji. Nie chciałam, żeby czuł się w jakiś sposób odrzucony. – Po prostu przyznaj, że jesteś tchórzem Allyson – powiedziała moja podświadomość. – Nie bądź taka do przodu bo Ci tyłu zabraknie – odpowiedziałam. Druga ja spojrzała na mnie i uśmiechnęła się kpiąco po czym bezgłośnie powiedziała – Tchórz – i zniknęła. Cóż jednak musiałam w końcu zebrać się na odwagę, choć miałam nadzieję, że trochę minie zanim będę musiała mu powiedzieć. Niestety jak to ja i mój fachowy nieodłączny przyjaciel pech sprawili, że moment nadszedł bardzo szybko i to dziś rano w Sylwestra. Siedziałam spokojnie w pokoju na łóżku czytając Zostań, jeśli kochasz.
- Hej Ally jakie przekąski dzisiaj serwujemy. – zapytał Seth stając w progu mojego pokoju i opierając się o framugę. – W tamtym roku chciałaś zabłysnąć tym, że umiesz gotować, ale było tego po pierwsze za dużo, po drugie mało smaczne po trzecie za dużo pracy więc myślałem…
- Seth – przerwałam mu.
- Myślałem o jakichś chipsach albo coś w tym guście …- zaczął dalej nie pozwalając mi dokończyć .
- Seth – przerwałam mu jeszcze raz – W tym roku …
- Co nie podoba Ci się mój pomysł ? …
- SETH ! Słuchaj co do Ciebie mówię. – krzyknęłam – Mam inne plany – to powiedziałam już ciszej i spojrzałam na niego. Najpierw na jego twarzy pojawiło się niezrozumienie, potem złość jednak ona ustąpiła miejsca smutkowi.
- Jak to ? – zapytał. Głupie pytanie. Zmieniło się trochę od tamtego roku. An i Mike będą rodzicami, ja mam chłopaka. Maya jednak pojechała na Sylwestra do znajomych. Tradycja sylwestrowa pozostanie tylko wspomnieniem.
- Seth, jestem z Philem. To chyba oczywiste, że chciałabym z nim spędzić Sylwestra. – powiedziałam a w jego oczach dostrzegłam ból. Wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Oparł łokcie na kolanach a głowę spuścił w dół.
- Ally, przecież to nasza tradycja od lat. Tak po prostu chcesz ją złamać ? – zapytał i spojrzał na mnie z nadzieją. – Cały czas z nim spędzasz. Nawet nie widujesz się od kilku tygodni z An tak często jak kiedyś, nie widzisz jak to wszystko Cię zmienia, jak On Cię zmienia ? – zapytał. Na te słowa wszystkie moje nerwy napięły się. Nie miałam ochoty tego słuchać. Nie zmieniłam się, po prostu zaczęłam w końcu być szczęśliwa i nikt nie będzie mi tego zabraniał.
- Seth, czy Ty słyszysz co Ty mówisz ? Nie zmieniłam się, zaczęłam żyć, cieszyć się swoim życiem, zaczęłam w końcu być szczęśliwa. To Ty stoisz w miejscu i nic nie robisz. Czekasz na coś, co może nigdy się nie wydarzy i na koniec powiesz, że nic nie osiągnąłeś. Czekaniem nic nie osiągniesz, czasami trzeba zacząć po prostu działać. – powiedziałam. Niestety była to bolesna prawda. Seth stanął w miejscu kiedy jego rodzice zginęli. On nie żył, on istniał. Z dnia na dzień. Po prostu co rano się budził, wstawał, szedł na uczelnię wracał, zakuwał i tak w kółko. – Oni nie wrócą, rozumiesz ? Umarli i nie wrócą.! Musisz zacząć w końcu żyć, ja do końca życia przy Tobie nie będę. – wykrzyczałam. Spojrzałam na niego, jeszcze przed chwilą jego twarz wyrażała jakiekolwiek emocje. Teraz jednak była to skalna maska. Zaciśnięte policzki, ręce zwinięte w pięści. Teraz dopiero wiedziałam, że przesadziłam. Poszłam o krok a może dwa za daleko. – Seth ja… - zaczęłam ale on uciszył mnie gestem ręki. Wstał. Zatrzymał się tylko w drzwiach.
- Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. – powiedział i zamknął się u siebie w pokoju. Żałowałam, tego co powiedziałam, jednak musiał w końcu zrozumieć. Ich życie się skończyło, nie jego. Żył nadal. I mimo, że jego życie nie było, nie jest i nie będzie takie samo on musi zacząć coś robić.

Od pięciu godzin Seth nie wyszedł z pokoju. Nosa nawet poza drzwi nie wystawił. Stwierdziłam, że nie będę się tym przejmować. Miałam dobrze spędzić wieczór w towarzystwie Phila i kilku jego znajomych. Było za piętnaście siódma kiedy domofon się odezwał. Nie sprawdzałam kto to, bo wiedziałam. Chwilę potem rozeszło się pukanie do drzwi. Byłam już ubrana więc krzyknęłam:
- Seth wychodzę – jednak odpowiedziała mi cisza. Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się piękny uśmiech pewnego blondyna. Nie mogłam go nie odwzajemnić. Wspięłam się na palce i delikatnie musnęłam jego wargi.
- Cześć – powiedziałam i wyszłam z mieszkania zamykając drzwi. Phil od razu wziął mnie za rękę i splótł nasze palce.
- Gotowa na najlepszego Sylwestra w Twoim życiu ? – zapytał z entuzjastycznym uśmiechem. Wyszliśmy już z klatki i szliśmy do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił. Zamknął drzwi a ja zapięłam pasy. Tak właściwie od wymiany zdań z Sethem dobry humor i jakakolwiek chęć na zabawę mnie opuściła. Usłyszałam zatrzaśnięcie drzwi. – To jak ? – zapytał.
- Oczywiście kochanie – odpowiedziałam. Phil pokiwał głową z uśmiechem na twarzy, jednak zobaczyłam, że ten uśmiech nie objął jego oczu. Przypomniałam sobie uśmiech Setha to jak za każdym razem kiedy uśmiechaliśmy się do siebie albo kiedy gdzieś mnie zauważył jego oczy się świeciły. Zaczęłam gdzieś tam głęboko w duszy żałować, że ten Sylwester będzie inny.

Po godzinie jazdy spędzonej w milczeniu moim oczom ukazał się piękny dom. Właściwie nie dom a willa. Otoczona była ona wysokim mosiężnym ogrodzeniem. Nie wiedziałam, że Phil miał tak zamożnych znajomych. Wjechaliśmy przez wielką bramę. Do wejścia prowadziła żwirowa droga. Tuż przed wejściem była duża fontanna. Ten dom wygląda jak pałac. Podjechaliśmy pod wejście domu a moje drzwi otworzył lokaj. Pełna kultura oraz wytworność. Za chwilę poczułam jak Phil delikatnie obejmuje mnie ramieniem w pasie.
- Podoba się ? – zapytał i uśmiechnął się. Dom był naprawdę duży. Utrzymany w kolorach bieli i czerni. Przy wejściu były cztery, duże kolumny w stylu doryckim. Do wnętrza prowadziły duże dębowe podwójne drzwi.
- Phil ja… Ja jestem zachwycona. – powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się. Popchnął mnie w stronę drzwi.
- To jest dopiero początek kochanie. Widziałaś tylko werandę ciekaw jestem Twojej późniejszej miny. – powiedział Phil. Weszliśmy przed dębowe drzwi które otworzył lokaj. Podłogi były marmurowe a ściany śnieżno białe. Po prawej stronie stała duża czarna szafa. Wszystko w dobrym guście. Lokaj wziął nasz płaszcze i kazał ruszyć za sobą. Korytarz prowadził do dużej Sali bankietowej gdzie zebrało się już sporo gości z kieliszkiem szampana w ręce. Poczułam się jak nie z tej bajki. Wszystkie kobiety miały na sobie stroje wieczorowe. Zaczynałam być zła na Phila, że nie powiedział mi gdzie mnie zabiera. Gdybym wiedziała nie czułabym się teraz tak nieswojo. Zauważyłam, że mój chłopak się za kimś rozgląda. Nim się zorientowałam w naszą stronę zaczęła iść wysoka długonoga blondynka. Była w pięknej długiej czerwonej sukni. Do tego jakie ona miała buty ! Marzenie ! Jednak kiedy podeszła bliżej i zobaczyłam jej wysokie czoło, duże niebieskie oczy, mały zgrabny nos oraz duże wydatne w kolorze róż usta, miałam ochotę zatargać ją za włosy do jakiegoś lasu wykopać duży dół i tam ją zasypać żywcem. Była piękna, nawet nie mogłam się z nią równać. Moja samoocena z niskiej spadła poniżej zera. I to bardzo poniżej zera. Na dodatek gdy tylko Phil ją zobaczył jego oczy zaświeciły się niczym dwie pochodnie. Wtedy po prostu moja zazdrość wybuchła jak wulkan. Jeszcze brakowało tego, żeby go pocałowała na przywitanie a nie ręczę za siebie. I tym razem mój kochany pech nie zawiódł. Jak tylko ta Afrodyta do nas podeszła schyliła się i pocałowała czule mojego chłopaka w policzek. Niemal czułam jak moimi uszami uchodzi para. Zagotowało się we mnie wszystko.
- Rox, poznaj moją dziewczynę Allyson – powiedział Phil i przedstawił mnie tej blond lafiryndzie. A ona zaszczebiotała i mocno mnie do siebie przytuliła jakbyśmy były niewiadomo jakimi przyjaciółkami. Zapamiętać jak tylko wrócę do domu muszę porządnie odkazić tą sukienkę.
- Allyson bardzo miło Cię poznać, Phil dużo mi o Tobie opowiadał. – powiedziała kiedy się już ode mnie odkleiła. Mówiąc to dotknęła ramienia mojego chłopaka. Coś czuję, że nie polubimy jej co nie mózgu ?
- Och, naprawdę ? To zaskakujące bo o Tobie nawet mi słowem nie wspomniał. – powiedziałam z przesłodzonym uśmieszkiem na twarzy. Ha ! W końcu starłam jej ten fałszywy i sztuczny uśmieszek z twarzy. Phil odchrząknął.
- Kochanie przecież Ci mówiłem. To jest Roxanne Clark moja przyjaciółka z dzieciństwa a teraz również najsławniejsza modelka na świcie. – powiedział a mi szczęka opadła aż do jądra ziemi. Faktycznie to jej facjatę widziałam ostatnio na nowym Vouge.
- Naprawdę ? – zapytałam a Phil pokiwał głową. Roxanne znów przykleiła do twarzy ten uśmiech. Uhhhh jak ja nie lubię takiej szcztuczczyzny.
- Al przeproszę Cię teraz na sekundkę, musimy z Roxanne załatwić parę spraw. Obiecuję za chwilkę jestem z powrotem. – powiedział Phil a mi oczy wyskoczyły z orbit. Ale cóż nie chcąc jeszcze bardziej napinać atmosfery uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Phil uśmiechnął się wdzięcznie i pocałował mnie w czoło. Nim się obejrzałam już go nie było. I tak mijała jedna godzina, druga, trzecia a po Philu ani śladu. Rozmył się w powietrzu. Siedziałam sama w kącie pokoju i obserwowałam jak inni dobrze się bawią. Nie wiedziałam co mam zrobić. Była zła na Phila za to, że tak po prostu mnie zostawił. Musiałam się stąd urwać. Tylko po kogo mogę zadzwonić. Nim się zorientowałam już wybierałam numer Setha. Dopiero po pierwszym sygnale przypomniałam, że się pokłóciliśmy. Myślałam, że nie odbierze, ale kiedy już odstawiałam telefon od ucha usłyszałam :
- Halo ? – widocznie nie spojrzał kto dzwoni tylko od razu odebrał. W tle było słychać muzykę i śmiechy. Przynajmniej oni się bawili. – Halo ? – powtórzył. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo przez tą całą sytuację łzy zaczęły toczyć się po moich policzkach.
- S… Seth – powiedziałam i usłyszałam jak po drugiej stronie ktoś bierze głęboki oddech. – Seth, proszę zabierz mnie stąd. – powiedziałam i zaczęłam szlochać do słuchawki.
- Hej, Al co się dzieje ? – zapytał zmartwionym głosem. Alleluja w końcu powrócił uczuciowy Seth a Seth skała poszedł na urlopik.
- Po prostu mnie stąd zabierz, proszę – powiedziałam i pociągałam dalej nosem. Seth słysząc w jakim jestem stanie powiedział, że zaraz wsiada w samochód i przyjeżdża podałam mu adres i rozłączyłam się. Poszłam do łazienki, która znajdowała się na piętrze i umyłam twarz. Spojrzałam na swoje odbicie. Jak on mógł tak po prostu mnie zostawić ? Zapomnieć o mnie ? Jak ? Wyszłam z łazienki, zeszłam po schodach i kierowałam się już w stronę drzwi kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam blondyna.
- Hej kochanie gdzie idziesz ? – zapytał Phil.
- Jesteś taki głupi czy tylko udajesz ? – zapytałam a on zmarszczył brwi. Widziałam niezrozumienie na jego twarzy. – Zostawiłeś mnie samą na trzy cholerne godziny i poszedłeś sobie gdzieś z tą blond lafiryndą. Rzygać mi się chce jak na Ciebie patrzę. Baw się ze swoimi snobistycznymi przyjaciółmi, czy Bóg wie kim, ale mnie zostaw w spokoju. Wracam do domu. – powiedziałam i już miałam odejść kiedy usłyszałam:
- Ja się staram zapewnić Ci dobrą zabawę a Ty tak mi się odpłacasz. Myślisz, że przepraszam kim jesteś ? Zero jakiejkolwiek wdzięczności. Proszę bardzo leć sobie do tego Twojego Setha, który nic nie umie zrobić i jedyne na co go stać to Sylwester w powyciąganym swetrze, przed telewizorem w waszym zasranym mieszkanku. – powiedział Phil. W moich żyłach poczułam adrenalinę, nikt poza mną nie może obrażać moich przyjaciół, ani moich tradycji. Podeszłam do Phila, położyłam dłoń na jego policzku i uśmiechnęłam się słodko. Przez to, że tak się zaczął drzeć wszystkie oczy były zwrócone w naszą stronę. Phil myślał, że wygrał i uśmiechnął się do mnie.
- Dobrą decyzję podjęłaś kochanie – powiedział i już się schylał kiedy ja odskoczyłam od niego i bez zbędnych ceregieli przyłożyłam mu z prawego sierpowego. Phil odskoczył pod wpływem uderzenia i upadł na ziemię. Po sekundzie koło niego zmaterializowała się jego kochana lafirynda pytając czy wszystko w porządku.
- Wiesz co Phil, myślałam, że jesteś inny. Jednak jesteś zwykłym chamem i zasranym snobem. Brzydzę się Tobą. Acha, tak na marginesie. Nikt nie ma prawa obrażać moich przyjaciół ani moich tradycji. To już nie Twoja sprawa. – już się odwracałam kiedy przypomniałam sobie o czymś. – Acha i jeszcze coś. Zrywam z Tobą a te błyskotki daj Roooox. – przeciągnęłam specjalnie jej imię. Zdjęłam bransoletkę, którą dostałam na urodziny i łańcuszek na Wigilię i rzuciłam w niego. – A i rada na przyszłość naucz się bić, bo niechcący znów trafisz na dziewczynę, która miała starszego brata i znów będziesz pośmiewiskiem. – odwróciłam się i wyszłam na korytarz, z oddali słyszałam ciche śmiechy. Gdy całe napięcie ze mnie uleciało, poczułam się strasznie słabo i wszystkie emocje wyszły ze mnie w postaci płaczu. Wzięłam swój płaszcz i wyszłam na werandę. Na szczęście czerwony Smart Setha stał już pod wejściem. Zbiegłam szybko po schodach i weszłam do nagrzanego samochodu. Zapięłam pasy i zdjęłam buty. Nogi podkuliłam pod brodę i odwróciłam się tyłem do Setha. Łzy bezgłośnie spływały po moich policzkach. Nie kochałam Phila, jednak darzyłam go jakimś uczuciem. Nie mam zamiaru być przez niego załamana. Gdy tak analizowałam to wszystko, poczułam rękę na moim kolanie. Odwróciłam się w stronę Setha, który uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i splotłam jego rękę z moją. Poprawiłam się na siedzeniu a Seth ruszył w drogę. Wyczerpana usnęłam.

Obudziłam się kiedy poczułam, że ktoś mnie rusza. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że znajduję się w ramionach Setha a przed nami idzie mój brat. Spojrzałam do góry i moim oczom ukazała się dobrze wyprofilowana zaciśnięta szczęka. Zadrżałam, ponieważ zawiał chłodny wiatr a mój płaszcz nie był zapięty. Natomiast moje stopy były bose. Mocniej wtuliłam się w tors Setha, dziękując Bogu za to, że stworzył chodzący kaloryfer. Poczuł, że mocniej się w niego wczepiam i spojrzał w dół. Uśmiechnęłam się słabo. Na pewno wyglądałam jak zombie z rozmytym makijażem oraz czerwonymi i podpuchniętymi od płaczu oczami. Weszliśmy do klatki schodowej i nie wiem jakim cudem, ale mój przyjaciel wdrapał się ze mną na drugie piętro w ogóle nie wykazując żadnego zmęczenia. Nie to, że byłam jakaś gruba, ale piórko ze mnie żadne. Weszliśmy do mieszkania a moim oczom ukazała się zmartwiona twarz Annie. Seth wniósł mnie do swojego pokoju i położył na łóżku. Powiedział An i Mike’owie że wszystko jest w porządku i zamknął drzwi. Usiadł obok mnie i po prostu na mnie patrzył.
- Seth, chciałam Cię bardzo przeprosić za dzisiaj. Ja… – powiedziałam ale on przerwał mi w połowie zdania i pokręcił głową.
- Nie było sprawy. Zawsze mówiłaś to, co uważałaś za słuszne. I miałaś dużo racji. Stoję w miejscu a dopiero Ty mi to uświadomiłaś. Nie gniewam się. Po pierwsze nie umiem się długo na Ciebie gniewać a po drugie i tak zawsze byłaś wredną jędzą. – powiedział a ja zaśmiałam się przez łzy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i uściskałam mocno. – To powiesz mi co się stało ? Nie podobało Ci się tam ? – zapytał a ja odsunęłam się od niego i usiadłam naprzeciwko, żeby dobrze go widzieć.
- Więc dzisiaj po raz kolejny udowodniłam jak wielką i naiwną jędzą jestem– powiedziałam i spojrzałam na niego. Podniósł brwi zachęcając, żebym mówiła dalej. – Poznałam dzisiaj Roxanne Clark, przyjaciółkę Phila z dzieciństwa. Kojarzysz ją ? – zapytałam a on pokiwał głową. – Wszyscy ją kojarzą a ja nie miałam pojęcia kto to. Ale mniejsza z tym. Po tym jak nas przedstawił zniknął gdzieś na 3 godziny. Nie było go. Puuuuf i rozpłynął się w powietrzu. Siedziałam sama w wielkiej willi, gdzieś w rogu i patrzyłam jak wszyscy się bawią. Byłam na niego tak zła, że chciałam stamtąd jak najszybciej uciec. Wtedy zadzwoniłam po ciebie. Wychodziłam właśnie z Sali kiedy Phil złapał mnie za nadgarstek i spytał : Hej kochanie gdzie idziesz? Wkurzyłam się i zapytałam czy jest taki głupi czy tylko udaje. Zostawił mnie na trzy godziny i poszedł gdzieś z tą blond lafiryndą. Powiedziałam, że jak na niego patrzę chce mi się rzygać i niech bawi się dalej ze swoimi snobistycznymi przyjaciółmi, ale niech mi da spokój. Wracam do domu. A wtedy on powiedział : Ja się staram zapewnić Ci dobrą zabawę a Ty tak mi się odpłacasz. Myślisz, że przepraszam kim jesteś ? Zero jakiejkolwiek wdzięczności. Proszę bardzo leć sobie do tego Twojego Setha, który nic nie umie zrobić i jedyne na co go stać to Sylwester w powyciąganym swetrze, przed telewizorem w waszym zasranym mieszkanku. Jak tylko usłyszałam jego słowa wszystko się we mnie zagotowało. Wiesz, że jestem strasznie porywacza. Podeszłam do niego, żeby miał nadzieję, że wygrał. Kiedy schylał się, żeby mnie pocałować odskoczyłam od niego i po prostu przywaliłam z prawego sierpowego. Od razu przy nim zmaterializowała się Roxanne pytając go czy wszystko w porządku. Wtedy ja powiedziałam, że myślałam, że jest inny a okazał się chamem i zasranym snobem. Powiedziałam, że się go brzydzę i że z nim zrywam, bo nikt nie ma prawa obrażać moich przyjaciół i moich tradycji. Zdjęłam bransoletkę i łańcuszek od niego i rzuciłam tym w niego. Na koniec tylko dałam mu radę, żeby w końcu nauczył się bić, bo znów spotka dziewczynę która miała starszego brata i niestety ponownie zostanie pośmiewiskiem. A potem już wiesz co się działo. – skończyłam mój monolog i spojrzałam na Setha. Jego twarz wyrażała podziw i zaskoczenie. Zaczęłam się śmiać a zaraz potem on razem ze mną.
- No dobra faktycznie jędzowato się zachowałaś. Ale jestem z Ciebie dumny. – powiedział i mocno mnie przytulił. Po chwili rozeszło się pukanie do drzwi. Seth otworzył drzwi i zobaczyliśmy Mike’a.
- Przyjdziecie? Zaczęło się odliczanie. – powiedział a my pokiwaliśmy głowami. Wstałam szybko z łóżka i poszłam do mojego pokoju, gdzie stał telewizor. Wzięłam do ręki szampana i objęłam mocno Setha w pasie. Przytuliłam się do niego i odliczaliśmy : 5,4,3,2,1
- Szczęśliwego Nowego Roku 2015 !!!! – krzyknęliśmy wszyscy razem. Stuknęliśmy się w czwórkę kieliszkami ( oczywiście An miałam wodę ) i wypiliśmy do dna. Zaraz potem Mike przyciągnął do siebie An i mocno pocałował. Popatrzyłam na nich i odwróciłam głowę w stronę Setha
- Najlepszego Seth – powiedziałam. Wspięłam się na palce i pocałowałam w policzek.
- Najlepszego Ally – powiedział Seth i mocno mnie przytulił. To zdecydowanie mój najlepszy sposób spędzania Sylwestra. Żadne bankiety, czy inne duperele nigdy go nie zastąpią. Ważne, że jestem tutaj z osobami, które kocham. 

hej, no cóż i mamy kolejny. nie mogę uwierzyć, że wena znów wróciła. planuję do końca jakieś 9 rozdziałów, jednak nie wiem jak to wyjdzie. na razie cieszcie się nowymi. do następnego. :* 
PS. zostawiajcie komentarze !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz