wtorek, 15 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2
W domu byliśmy po jakiś 15 minutach jazdy. Wysiedliśmy z samochodu, który zaparkowaliśmy na parkingu koło naszego bloku. Szliśmy odśnieżonym chodnikiem, chociaż długo taki nie zostanie, bo śnieg cały czas prószy. W drodze do klatki Seth opowiadał mi jak mu się przysnęło na wykładzie u Greena i jak obudził się dopiero jak jego zeszyt z wielkim hukiem, spadł na podłogę a cała sala zaczęła się z niego śmiać. Też się śmiałam, bo wyobrażam sobie jak Seth wyglądał jak to się stało. Wyciągnęłam klucze od klatki z torby. Spojrzałam na Setha, który patrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym „ To wcale nie jest śmieszne” przez co coraz bardziej zaczęłam się śmiać. Miał minę jak dziecko, które nie dostało zabawki, którą chciało. Na szczęście po obfitej kolacji jego twarz nabrała normalnego, zdrowego koloru. Doszliśmy do klatki włożyłam klucz do zamka a Seth otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Weszłam na drugie piętro i stanęłam przed naszym mieszkaniem z numerem 14 i zamurowało mnie. Na wycieraczce leżał piękny duży bukiet z czerwonych róż. Pięknie przystrojony. Za sobą usłyszałam gwizd. Zorientowałam się, że stoję przed drzwiami jak osłupiała i wgapiam się w kwiaty. Usłyszałam za sobą głos :
- Chyba ktoś tu ma cichego wielbiciela. – powiedział Seth, spojrzałam na niego i wiedziałam, że jest cały czerwony dlatego, że próbuje powstrzymać śmiech. Wręczyłam klucze Sethowi i schyliłam się po bukiet. Seth otworzył drzwi i popchnął je, żeby przepuścić mnie  przodem. Weszłam od razu do kuchni. Nasz dom był taki sam jak moich rodziców oprócz tego, że u nas nie było salonu. Wyjęłam z dolnej półki pod zlewem szklany kwadratowy wazon i nalałam do niego wody. Włożyłam do niego kwiaty i zaniosłam do mojego pokoju, który był naprzeciwko kuchni. Wazon postawiłam na stoliku. Gdy stanie się tyłem do mojego pokoju po lewej stronie jest mała komoda, na buty a nad nią jest lustro. Natomiast obok niej jest szafa na kurtki , czapki i inne pierdoły. Pokój Setha znajduje się obok kuchni a łazienka, naprzeciwko drzwi wejściowych. Zobaczyłam, że w przedpokoju już nikogo nie ma a u Setha pali się światło. Podeszłam do szafy przy wejściu i zdjęłam mój czarny krótki płaszczyk, a czerwony komin włożyłam do rękawa, wszystko zawiesiłam na wieszaku i powiesiłam w szafie. Sprawdziłam czy Seth zamknął drzwi, na szczęście o tym nie zapomniał. Podeszłam do drzwi pokoju Setha i zapukałam. Nikt nie odpowiedział, więc weszłam. Zobaczyłam, że Seth nawet się nie rozebrał tylko rzucił na łóżko i zasnął. Wzięłam koc z fotela i przykryłam go. Zgasiłam światło i poszłam do siebie. Ściany mojego pokoju były kawowe. Po lewej stronie stała szafa wnękowa na ubrania a obok niej biurko, a na nim biały laptop marki SONY. Obok biurka stoi  wersalka, która jest koloru czarnego, co ładnie kontrastuje ze ścianami i jasnymi meblami. Po prawej stronie natomiast stoi mały stolik drewniany, również jasny i małe fotele w czarnym kolorze. Naprzeciwko drzwi do mojego pokoju znajdują się drzwi na balkon. Podeszłam do wersalki podniosłam ją i z kufra wyjęłam pościel oraz prześcieradło. Pościeliłam łóżko i podeszłam do szafy z ubraniami,wyjęłam z niej moją piżamę, czyli czarne legginsy i białą za dużą koszulkę z napisem FREE HUGS. Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz, włosy związałam w niesfornego koka, a moje ubrania, czyli błękitne rurki i biały sweterek sięgający do połowy uda złożyłam i wzięłam pod pachę. Wyszłam z łazienki i udałam się do mojego pokoju, schowałam rzeczy do szafy. Usiadłam w fotelu i patrzyłam na bukiet. Dopiero po chwili zauważyłam w nim biały bilecik. Wzięłam go do ręki i przeczytałam. Napisane tam było :
Spotkajmy się  jutro o 20 pod twoim uniwersytetem. Będę czekał z niecierpliwością.
Xoxoxoxoxo
Na początku poczułam niepokój a potem  straszną ciekawość kto to jest i czemu chce się spotkać. Na jutro już zamówiłam mnie i Sethowi bilety na 13 do kina na Iron Man 3, bo uwielbiamy tego typu filmy, a potem zamierzałam zabrać go na jakieś zakupy, żeby trochę odpoczął od nauki, ale nie wiem w jakim będzie humorze. Zastanawiałam się długo co mam zrobić iść na to spotkanie czy nie? W końcu moja niezdrowa ciekawość wygrała i postanowiłam, że pójdę w końcu co mi szkodzi no nie ? ahhh Ally ale ty jesteś głupia pomyślałam sobie. Co jeśli facet okaże się jakimś seryjnym mordercą, albo nie wiadomo kim ? Cóż jednak pójdę a co mi tam. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam krzyk dobiegający z pokoju Setha. Wystraszona szybko pobiegłam do jego pokoju. Zobaczyłam, że Seth jest zapłakany i krzyczy coś w stylu „ Nie, nie zostawiajcie mnie ! ”. podeszłam do niego i zaczęłam szturchać go w ramię, jednak nic. Usiadłam na łóżku i złapałam go za ramiona i potrząsnęłam nim
- Seth obudź się. SETH ! – krzyczałam. W końcu osiągnęłam oczekiwany efekt i Seth się obudził. Oczy miał czerwone i zamglone, a spojrzenie rozbiegane. – Seth wszystko w porządku, jesteś w domu. Jestem tu. – spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przytuliłam go, a on rozpłakał się jak dziecko. Znów powróciły te sny, które pojawiły się po śmierci jego rodziców.
- Ally ja nie mogłem ich uratować, po prostu nie mogłem. A oni mnie wołali. – powiedział Seth słabym, drżącym głosem.
- Seth nie mogłeś nic zrobić, żeby ich uratować.  Nie było Cię wtedy przy nich. Wiesz, że to nie twoja wina, że zginęli. Tylko tego pijanego kierowcy. – powiedziałam i głaskałam go po głowie. Uspokoił się trochę, odsunęłam go od siebie i uśmiechnęłam się ciepło.- Chodź napijemy się herbaty i pogadamy o czymś przyjemnym. – zobaczyłam  na jego twarzy nikły uśmiech.  Wstaliśmy i poszliśmy do kuchni. Seth usiadł przy stole a ja nalałam i wstawiłam wodę w czajniku. Wyjęłam dwa kubki i włożyłam herbatę. Zalałam wodą i wyjęłam torebki oraz wrzuciłam do kosza. Postawiłam parujący kubek koło Setha a mój trzymałam obiema rękami. Mój kompan patrzył się bez wyrazu na kubek.
- Seth, popatrz na mnie – powiedziałam do niego bo nie mogłam patrzeć na jego nieobecną twarz . – Nie mogłeś ich uratować musisz to zaakceptować i zacząć z tym żyć bo nigdy nie będziesz mógł spokojnie spać.  Wiesz, że masz mnie i moją rodzinę. Proszę pomyśl o szczęśliwych chwilach. Nie o tych złych – prowadziłam monolog a on nawet na mnie nie spojrzał.  Czułam się źle, że nie mogę mu pomóc. Starałam się dalej. W końcu  jednak spojrzał na mnie i powiedział
-Wiem, że się starasz i doceniam to, ale to jest po prostu trudne.  -  opuścił na dół głowę i ponownie zamilkł.
- pomyśl o tych szczęśliwych chwilach, dziękuj Bogu za chwile które wam dał, a nie myśl o tych które zabrał. Ciesz się tymi dwudziestoma latami z nimi. Pomyśl o tym jacy szczęśliwi byli, kiedy dowiedzieli się, że zdałeś na medycynę, pomyśl o tym jak zawsze mówili, że dobraliśmy się dokładnie tak jak oni. Pomyśl o tych wakacjach, przygodach, które z nimi przeżyłeś i czerp z nich jak najwięcej, dziękuj za nie. – powiedziałam i popatrzyłam na niego. Miał zmarszczone czoło i wiedziałam, że intensywnie myśli nad tym co mu powiedziałam. Po chwili podniósł głowę i widziałam zdeterminowany wyraz twarzy.
- Masz rację – powiedział – Powinienem dziękować Bogu za nich, za to co miałem i cały czas mieć te wspomnienia w głowie a nie odpychać je. Dziękuję Ally, wiedziałaś czego mi trzeba. – powiedział i na jego twarzy zagościł ten dobrze mi znany uśmiech.
- Oczywiście, że wiedziałam, a  ponieważ znam Cię tak dobrze chcę Ci powiedzieć, że zamówiłam nam na jutro bilety do kina.Kładźmy się lepiej spać, bo nie wstaniemy i nie będziemy mieli również czasu na zakupy. – powiedziałam triumfalnie się uśmiechając. Seth pokręcił głową z politowaniem.
- Wiesz o tym, że jesteś wspaniała ? – zapytał. Wstał z krzesła odłożył kubki do zmywarki i podszedł do mnie.
- Oczywiście, że wiem wszyscy mi to mówią – powiedziałam i przytuliłam go. – a teraz powinnam Ci łeb ukręcić, bo mam jutro spotkanie z wielbicielem od kwiatków i będę miała przez Ciebie wory pod oczami – oznajmiłam i udawałam wielce obrażoną. Seth uśmiechnął się niewinnie.
- Nie martw się zadziała twój wrodzony urok płaza – powiedział. Otworzyłam usta ze zdziwienia. A ten już robił się czerwony na twarzy przez powstrzymywanie śmiechu
- To ja mamę proszę, żeby Lasance ugotowała, martwię się, że jak zombie wyglądasz, na zakupy i do kina biorę, herbatki robię, pocieszam, a ty mnie od płazów wyzywasz. Zobaczymy, zobaczymy. – powiedziałam i pogroziłam mu palcem po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. – dobra a teraz na serio spać, bo już jest 1 w nocy. Dobranoc grzybie – rzuciłam na odchodnym i znów usłyszałam donośny śmiech. Jak dobrze, że humor mu wrócił. Mogę teraz spać spokojnie. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.  



no i cóż mamy kolejny, ale na razie weny pisarskiej dalej brak. teraz dość długo nie będzie nowego rozdziału, ale postram się napisać coś zapas , żeby jak wrócę wrzucić od razu nowy rozdział. buziaki, czekam na komentarze :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz