PROLOG
Często mówimy, że szczęście nam uciekło, ale prawda jest taka, że jesteśmy
strasznymi ślepcami. Nasze szczęście w wielu przypadkach jest na wyciągnięcie
ręki. Tylko czasami jesteśmy do niego tak bardzo przywiązani, że stało się ono
dla nas codziennością. Dopiero wtedy kiedy je stracimy dowiadujemy się, że to
było właśnie to. Moje szczęście ma niecałe 170 wzrostu, ma długie czarne włosy
oraz piękne błękitne oczy, w których czają się tak dobrze mi znane iskierki.
Moje szczęście ma na imię Ally i często potrafi być też strasznym wrzodem na
tyłku oraz złośliwą jędzą.
- Ej, ej nie przesadzaj ! – zapomniałem dodać, że nie umie też trzymać
języka za zębami i często jest strasznie przemądrzałe. Jednak te wady
sprawiają, że zamiast kochać ją mniej kocham ją jeszcze mocniej. Bez niej, moje
życie byłoby strasznie nudne i szare. I przez pewien okres czasu takie właśnie
było. I wiecie co ? To był najgorszy czas mojego życia. Ta historia może być
całkiem zwyczajna, przeżyło ją pewnie milion innych ludzi, ale dla mnie jest
ona wyjątkowa. Pokazuje jak często przez niedomówienia komplikujemy sprawy,
które w ogóle nie są skomplikowane. Jak często dwójka ludzi musi najpierw ostro
się pokłócić, odejść od siebie, by zrozumieć co tak naprawdę czują. Zapraszam,
więc na przygodę pełną radości, uśmiechu, złośliwości, ironii, smutku. Zapraszam
na naszą historię.
Rozdział 1 jeszcze się pisze. Czekajcie cierpliwie. BUŹKA :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz