Allyson’s POV :
Obudziłam się o 9.30, jednak nie chciało mi się
wstawać więc postanowiłam poczytać. Wzięłam się za tą książkę jakiś tydzień
temu. Nosi ona tytuł „Gwiazd naszych wina”
autorem jest John Green. Książka opowiada o miłości dwóch chorych na
raka nastolatków. Hazel Grace Lancaster i Augustus Waters poznają się na grupie
wsparcia. Zaznają odrobiny szczęścia jednak nie trwa to długo, bo szczęście jak
wiadomo często ucieka nam z rąk. Na wycieczce w Amsterdamie Augustus wyznaje
Hazel, że ma nawrót choroby. Nowotwór zaatakował już wszystkie narządy i nie ma
on szans na przeżycie. Gdy skończyłam czytać rozdział zerknęłam na zegarek i
okazało się, że jest już 10. Do końca książki zostało mi chyba jeszcze 5
rozdziałów. Coś czuje, że nie będzie tam żadnego happy endu. Wstałam naszykowałam
ubrania i poszłam do łazienki się umyć. Umyłam zęby i twarz, następnie wzięłam
szybki prysznic. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania, czyli czarne
wąskie spodnie i szarą bluzę wciąganą przez głowę. Wyszłam z łazienki, piżamę
schowałam do szafy a pościel poskładałam i włożyłam do kufra w wersalce.
Dzisiaj była niedziela, więc do kościoła chodziliśmy na 12 a po Mszy
jeździliśmy na obiad do rodziców. Jednak nie zawsze, czasami. Pewnie teraz
zastanawiacie się dlaczego Seth jedzie ze mną. Po pierwsze to mam serce a po
drugie moi rodzice traktują go jak syna, co już mówię chyba po raz milionowy.
Wszystko nasiliło się jednak rok temu po wypadku Państwa Lerman. Oczywiście na
obiad zjeżdżał również mój kochany
(wyczujcie sarkazm) brat ze swoją żoną Annie. Mój brat miał własną firmę
reklamową , w której nie tylko był prezesem ale również copywriterem. Michael
jest bardzo kreatywny, ale czasami jego pomysły są niekonwencjonalne. Kiedyś
miał zareklamować zakład pogrzebowy, który, o ironio, nazywał się Słoneczko. I
wymyślił : Zakład Pogrzebowy Słoneczko u nas wyśpisz się najwygodniej i
najtaniej ! nie komentuje tej reklamy. Annie natomiast zajmowała się
księgowością w ich wspólnej spółce „Stone and Clark company”. Jest ona niziutka, bo ma 165 cm a Michael ma 2 metry wzrostu. Annie ma długie kręcone
brązowe włosy a jej oczy są bardzo zielone. Rysy twarzy ma bardzo wyraziste,
usta ma pełne, które są wręcz malinowe. Naprawdę nie mam pojęcie gdzie mój brat
ją znalazł, ale była po prostu piękna. Pamiętam jak ją przyprowadził na
kolację, żeby nas poznała. Szczęka mi opadła i musiałam ją zmiotką z podłogi
zbierać. Annie jest również dowodem na to że pozory bardzo mylą. Myślałam ze
będzie strasznie gburowata, zarozumiała i bardzo pewna siebie. Natomiast jest ona
bardzo sympatyczną, ciepłą osobą o bardzo radosnym i optymistycznym podejściu
do życia. Bardzo często na naszych spotkaniach rodzinnych opowiada różne kawały
i wszyscy turlamy się ze śmiechu. Potrafi rozbawić Michaela tak, że nawet on
wyda z siebie donośny śmiech, co jest naprawdę niezwykłe. Mój brat jest
przeciwieństwem Annie. Jest strasznie poważny, ma raczej realistyczne podejście
do życia i nie umie się tak po prostu pośmiać. Jest za bardzo dojrzały jak na
swój wiek. Moi rodzice traktują Annie jak swoją kochaną córkę, oczywiście numer
dwa, bo co tu dużo mówić Annie mi nie dorównuje. Ahh ta twoja wrodzona skromność Stone – warknęła moja
podświadomość. W ogóle nie ma tu ani
krzty samochwalstwa. Nie nie. Ale powróćmy
do tematu. Mama ją ubóstwiała , często
powtarza, ze nie mogła sobie wyobrazić lepszej synowej. Zresztą tak samo jak mój tato. Cały czas
tylko mówią, że czekają na wnuczka, bo już są starzy i w końcu chcieliby
znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie dziwie się im, bo jestem też z tych osób,
które nie za bardzo umieją usiedzieć na miejscu. I tak ich podziwiam ze jeszcze
nie zwariowali przez ten rok na emeryturze. Miałam wychodzić już z pokoju kiedy
rzuciły mi się w oczy czerwone piękne róże. Do mojej
głowy od razu napłynęły wspomnienia ze wczorajszego spotkania. Było już ciemno
jak na listopad przystało. W około nie było żywej duszy i martwiłam się, że to
spotkanie i kwiaty to kolejny głupi pomysł mojego kochanego od siedmiu boleści
przyjaciela. Miałam już iść, gdy w oddali dostrzegłam znajomą mi sylwetkę. Gdy
przybliżyła się ona do mnie zobaczyłam, że twarz zasłonięta jest podobnym
bukietem kwiatów. Nagle z za nich odezwał się głos :
- Cześć – usłyszałam niepewność i zdenerwowanie.
Wydawał się on znajomy i zastanawiałam się skąd go znam. Po chwili przyszło
olśnienie. Była to pierwsza osoba na uczelni, którą poznałam w dość niezręczny
sposób. A mianowicie zostałam wtedy oblana kawą.
- Phil to Ty ? – zapytałam unosząc brwi do góry.
Wtedy chłopak odciągnął kwiaty na bok a mi ukazała się zdenerwowana i
zakłopotana twarz, mojego kolegi ze studiów.
- Tak, to ja wysłałem ci kwiaty i zaaranżowałem
spotkanie. Nie za bardzo wiedziałem jak Cię zaprosić na randkę więc musiałem
coś wymyślić. Przepraszam. – powiedział i spuścił głowę w dół. Uśmiechnęłam
się, to było strasznie kochane z jego strony, że tak się postarał i wymyślił to
w ten sposób.
- Dla mnie te kwiaty, Mój Wielbicielu ? - zapytałam a on podniósł głowę a jego oczy nie
ukrywały zdziwienia. Za bardzo nie wiedział co powiedzieć, więc tylko podał mi
kwiaty. – Są piękne ! dziękuję bardzo. – powiedziałam a on pokiwał głową.
- To znaczy, że … że nie gniewasz się na mnie ? –
zapytał ze zdziwieniem słyszalnym w głosie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam
przecząco głową. Na jego twarzy najpierw pojawiło się zaskoczenie a potem
radość i wielki uśmiech, który znałam z uczelni.
- Więc ? – zapytałam
- Więc teraz zapraszam Szanowną Koleżankę na kolację
do Reckless- powiedział i wyciągnął ramię w moją stronę, które oczywiście
przyjęłam. Dalej wieczór upłynął nam cudownie. Phil był bardzo zabawny i miał
świetne poczucie humoru. Cały czas opowiadał dowcipy i przywoływał śmieszne sytuacje z jego życia. Ja też
opowiedziałam mu o sobie. Między innymi o tym jak w pierwszej klasie liceum weszłam
do klasy na zastępstwie z panem Smithem z okrzykiem „ A co się tu dzieje ?!”,
bo nie wiedziałam, że nauczyciel był już w
klasie. Oraz wiele innych zabawnych sytuacji, które znają tylko moi
najbliżsi. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, co wcale nie było dziwne skoro
mieliśmy te same zainteresowania. Phil opowiadał o swoich planach na przyszłość
oraz o rodzinie. Dowiedziałam się, że rodzice Phila się rozwiedli a on mieszka
z mamą i siostrą - Molly. Od rozwodu nie miał kontaktu z ojcem, nawet jego mama
nie wie co się z nim dzieje. Współczułam mu, bo jaki ojciec może tak po prostu
zerwać kontakt z dziećmi. To niesprawiedliwe. Siostra Phila jest tylko 2 lata
od nas młodsza i chce iść na medycynę. Myślę, że znalazłaby wspólny język z
Sethem. Po kolacji, byłam tak roztargniona, że zapomniałam wziąć bukietu z
restauracji. Phil odprowadził mnie pod dom i wymieniliśmy się numerami a on
obiecał, że następnym razem zaprosi mnie już bez żadnych podchodów. To było
naprawdę cudowne spotkanie. Byłam strasznie zmęczona, gdy wróciłam do domu.
Seth wytykał mi, ze byłam rozmarzona i uśmiechałam się jak głupia do
wszystkiego, ale jakoś mało mnie to obchodziło. Do tego ten wredny patafian
zeżarł moje chipsy paprykowe. Ponieważ akurat dzisiaj miałam dzień dobroci dla
zwierząt to nie zakopałam go żywcem w jakiejś zapomnianej części miasta.
Poszliśmy oglądać film ale niestety moje powieki były tak ciężkie, ze nie
mogłam obejrzeć go do końca. Obudziłam się dopiero wtedy kiedy Seth kładł mnie
do łóżka. Zdążyłam powiedzieć, że obejrzymy film potem i że mu dziękuję po czym
odwróciłam się do niego tyłem i poszłam spać. Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk,
który pochodził z kuchni. Nie powiedziałabym, że ten krzyk był godny faceta, bo
brzmiał raczej jakby mała dziewczynka się przewróciła, ale to tak na
marginesie. Wbiegłam tam i zastałam Setha z ręką pod zimną wodą. Podniosłam
brwi ze zdziwienia.
wiem , wiem. nie było mnie bardzo długo, ale nie miałam w ogóle weny. bardzo chciałam coś napisać, już miałam pomysł siadam do kompa i otwierałam Worda żeby coś napisać i pustka. bardzo mi przykro. mam nadzieje. że rozdział się wam spodoba, krótki, bo krótki. ale odwdzięczę się 6. kocham was i proszę o zostawianie komentarzy :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz